z domu miałam wrażenie dziś, że jestem w samym środku sceny z Doktora Żywago.
Jak cudnie wszędzie, i plułam sobie w brodę, Kochany Pamiętniczku, że nie zabrałam aparatu, bo z ajfonika wieczorem dupa, a nie zdjęcia...
Ale po powrocie do domu nie miałam już siły skulać się z aparatem, żeby jeszcze coś uchwycić. Musi mi wystarczyć to, co zostało w pamięci, pod powiekami.
A to ujęcie to widzę jak zapakowane zwłoki teściowej... Znaczy się, moje :)
Dzień w miarę, aczkolwiek Boss wyglądał jak zombie i takoż się zachowywał, a Wice dał popis swoich możliwości, mistrzowski. Postawiłam się jednak i wyszłam o 18, nieźle, ale i nie za dobrze.
Bo ja tego, kurwa, nigdy nie mogłam ogarnąć.
Przekonania, że żeby być dobrym pracownikiem, trzeba siedzieć po godzinach.
Nie rozumiem, jak można nie mieć życia osobistego, jak można nie chcieć iść się powłóczyć w takim krajobrazie, nieważne, samotnie czy z kimś, jak można się nie zachwycić chwilą...
Jak może kogoś kręcić kopanie drugiego poniżej pasa, nawet jak coś przeskrobał.
Sama wychowywałam dzieci metodą marchewki. bez zakazów, tłumacząc i pokazując konsekwencje.
Z Pierworodnym nie do końca wyszło, bo lubił konfabulować i mijać się z prawdą, zostało mu to do dziś. Inna bajka, że jakoś bardziej pod górkę ma niż Inżynier, ale też przejął poojcowski sceptycyzm i przekonanie, że cały świat jest przeciwko niemu.
Inżynier zaś po mamusi widzi szklankę do połowy pełną, wie, że wszystko trzeba sobie pazurkami wydrapać, że i owszem, na świecie są też świnie, ale wystarczy je ignorować i życie znów nabiera blasku.
Jeszcze jeden dzień do przetrwania.
Na odchodnym Wice mówi, że mam być o 9 (a już planowałam pójście później, bo zazwyczaj do 13 mam luz i hastamanana), a tu zonk... Mam wyrwać z gardła gościowi teksty o 9. Jeszcze nigdy mi ich nie dał przed 14... A minę ma dając, jakbym mu serce na żywca wyrwała.
Wice jutro nie ma.
Znaczy się, będzie się działo.
A potem pojadę gdzieś, gdzie szczęściu nic nie grozi.
Na parę dni, na kilka chwil, ale zawsze, Kochany Pamiętniczku ;)
Kurcze, u mnie w pracy to samo. Niemalze wyscigi kto dluzej zostaje i bardziej sie dla firmy poswieca. Na szczescie szefostwo nie jest slepe i wie ze ja w 5 godzin odwalam wiecej niz moi wieczne kurwa cierpiacy koledzy w 10h. Ale i tak mnie to wkurza.
OdpowiedzUsuńTez nie raz uslyszalam " a bo w domu i tak bede sie nudzic, to po co sie spieszyc". Nie rozumiem kurwa jak mozna sie nudzic, i niewazne czy sie jest samemu czy nie.
:) Ja z palcem w dupie odwaliłabym robotę miesięczną w trzy dni...
UsuńAle tak się nie da. Doskonale rozumiem Ciebie i wiem, że tam, gdzie skrócono dzień pracy do 6 godzin, wydajność wzrosła. Ale do tego też trzeba dojrzeć i dorosnąć...
Fajnie,fajnie,tylko czemu tak zimnooo, już teraz -11 u mnie do dole,w górze miasta o wiele zimniej.
OdpowiedzUsuńZawsze zla mi tych choinek swiatecznych, tyle drzewek zmarnowanych,a mógłby byc las..wiem,specjalnie sadzone w tym celu,ale, mimo to żal.
Jak nie ma glajdy i lodu, zimno jest dla mnie OK :) No ale każdy ma swoje preferencje do zimy :)
UsuńJuż od lat nie mam żywego drzewka, bo po co? Chociaż ponoć te sztuczne są nieekologiczne, bo będą się rozkładały tysiące lat. W tych zwariowanych czasach nie wiadomo, jak żyć, żeby Ziemi i innym nie szkodzić...
No właśnie z tą ekologią to takie dziwy,bo ciąć żywe drzewo,to ekologiczne,hm
OdpowiedzUsuń