czwartek, 19 stycznia 2017

Zwlokłam

szanowne zwłoki z łóżka, Kochany Pamiętniczku, wzdychając rozdzierająco, a tu





za oknem, ojapierdolę. Więc ogarnęłam się szybciorem i ciężko wzdychając, zabrałam Soniczka.  Jęcząc pod nosem, żem spóźniona na mój autobus, dorwałam go jednak, dojechałam w pracowe okolice i chociaż  palce z zimna mi odpadały, mam, mam, mam... Już nie tylko w pamięci i pod powiekami, ale i na kompiku, na fejsbuczku i na blogasku.
Dla takich chwil chce się żyć...
































Gdy mówiłam o tym koledze, popatrzył na mnie jak na wariatkę. A kto mi zabroni wariatką być na cały etat...
Nie żałuję, że dźwigałam Soniczka. Wychodziłam dziś z pracy o 14 (WOW), już niewiele z tych cudów zostalo, a gdy dochodziłam do domu, było już szaro i zwyczajnie, nie było już żadnej zaczarowanej bajki. Ale mam ją, i gdy będzie mi ciężko, wejdę tu i kopnę się w tę tłustą dupę, mówiąc sobie: nie jęcz, popatrz, ile było pięknych chwil i pomyśl, że tyle ci ich darowano, a jeszcze wiele przed tobą.
Bo dobrze, że nie znam dnia ani godziny, co nie, Kochany Pamiętniczku?
Może tam będzie piękniej, ale tu też bywa zachwycająco :) 

Wracając zaś do prozy życia, się działo.  Znaczy się, moja gazetka szła wolnym walcem, aczkolwiek oczywiście zakręconym tropem, jak świński ogonek, ale oj tam, oj tam, zamykanie po prostu byłoby nudne.
Mimo obecności Bossa i nieobecności Wice, który co kilkanaście minut dzwonił wszędzie (oprócz mnie, bo ja, cwana gapa, nie mam w pokoju telefonu, bo telefon, jak wiadomo, to jest zuo, w pracy przeszkadza i takie tam), z informacją, że o 12 musimy być w drukarni, wszystko szło jak należy, bez wstrząsów.
I tak sobie beztrosko rżnęłam w Angry Birds, czekając na prackę, gdy wtem do pokoiku wparował mi Łamacz. No łamacz, bo jaki tam z niego grafik. Grafik to jest Jacenty i inni tam, a to jest Łamacz. Nie przepadam za gościem, śliski jest i obły, pracowałam z nim przy gazetce, którą zamknęli, patrzy na człowieka tak z góry i w ogóle ma na wszystko hmm... no śliski taki, Nie lubię.Zapukał, a jakże, a u nas się nie puka, bo wiadomo, to nie świątynia dumania, a praca. Pukanie przeszkadza. Ale zapukał. Pełna kultura, co nie, Kochany Pamiętniczku?
I patrząc na mnie z góry, bom siedziała na dupie, rzecze magiczne słowo, nazwę rośliny, Paczę ci ja jak na raroga, bo co mi tam roślinka.
Wuęc bierze mojego gryzonia do ręki (całe szczęście, że to służbowy gryzoń, a nie ten mój ukochany, czerwony, z mysich cipek) i dawaj, otwiera folder. Że jest do czytania...
Uruchamia mi się słowotok, że przecież Boss ze mną nie rozmawiał, że jak to, kolejna rzecz, że ja już tu nie pracuję od dziś i śrutututu majtki z drutu. Kamienna twarz i: to jest do zrobienia. Na moje pytanie, czy pracowałby za darmo odrzekł, że nie, ale że to trzeba zrobić i on nic nie wie.
I pomaszerował w siną dal...
A ja, spojrzawszy na owoce pracy jego wpadłam w szał. Ciśnienie wzrosło mi do 200 chyba.
Idę do niego (do ciebie, Aniu, szłem) i pytam, kto tym zarządza. A, jakaś pani z marketingu :) WTF????? 
To proszę, żeby do niej zadzwonił i mnie z nią skontaktował, bo ni chuja osoby nie kojarzę. Marketing to dla mnie ludzie z Marsa. Dzwoni. (może tak, może nie.) Mam robić swoje, pani nie będzie się ze mną kontaktować, bo korekta to tylko kropki i przecinki. WTF???? Tekst fachowy, niezredagowany. Jestem mądra, idealna, ale czasem potrzebuję pomocy redaktora... 
KURWA MAĆ.
Nie mogę dostać się do Bossa, bo tam nasiadówka.
Ale waruję i tadam... Jestem u Bossa i drę mordę,
Że jak to, że ja jak jakaś panienka na posyłki, że jak coś trzeba, to i owszem, ale jak Boss krzyknie: do boju, a nie że każdy z ulicy przychodzi i mi polecenia wydaje. Że jeżeli łamie gość z zewnątrz, a nie nasz łamacz, to dlaczego ktoś spoza redakcji każe mi pracować? I to w moim wolnym czasie? Że i OK, że przeczytam, ale kasa się należy jak psu zupa :) Boss wysłuchał, zdziwiony, a potem rzekł: Łamacz kazał pani czytać? Przytaknęłam. No to kazał zawołać Łamacza. Zawołałam.
Spotkałam go po jakimś czasie na korytarzu i pytam: i co? Nic nie odrzekł, skrzywił się i wzruszył ramionami.
Nosz, kurwa! Trzeba mieć tupet i wyjebane...
Bazując na doświadczeniach zawodowych sądzę, że facet ma umowę na łamanie i korektę. A że pracuje u nas często dorywczo, wykombinował sobie, że jak mi powie, że trzeba korektę zrobić, to zrobię bez szemrania, bo zawsze robię.
A on ze swojego zlecenia zaoszczędzi te parę setek.
Nie, kurwa, czytanie nie sprawia mi przyjemności, nie jest: a bo ty sobie poczytasz. To ciężka praca, wyniszczająca.  I jak każda, powinna być zapłacona. Bo krawcowa nie wszywa sobie zamka ot tak, choć zajmuje jej to chwilę.
Żałuję, że tak późno zaczęłam się cenić.
I jakim, kurwa, trzeba być skurwielem, żeby kazać komuś ciężko pracować za darmo, mówiąc mu w oczy, że samemu się za frico nie ruszy palcem w bucie?
Jego - nie wiem? żona, kochanka, współpracownica? popyla smartem. On nie wiem, ale też MPK nie jeździ.
Ja, kurwa,  kalkuluję, czy kupić bilet na miesiąc czy na dwa tygodnie.
I tak, Kochany Pamiętniczku, czasami trzeba zamknąć oczy i skoczyć na główkę.
Dzięki temu siedzę w domu, popijam piwko i mam - jak na razie - trzy dni wolnego, bo warzywka zostają w wiosce. Reszty dowiem się w poniedziałek, ale jeśli naczelny się nie zmieni, to te parę złotych do przodu wciąż mam, co jest piękne.

Uff, ale kobyła mi wyszła dziś :P 

 

8 komentarzy:

  1. Pięknie uwieczniłas te ulotne zimowe chwile. Nie każdej zimy jest po temu okazja. Masz dar artystycznego przedstawiania ,a może dostrzegasz wiecej niz inni. Zawsze z ciekawością oglądam to co uwieczniłaś. Chętnie "ukradlabym" kilka zimowych fotek. Nie chciało mi się tyłka ruszyć i nie zrobiłam tego sama/ pewnie nie umywałyby się do Twoich/ .Mam syna w Brazylii,gdybym mogła mu trochę naszej zimy w Twoim wydaniu przesłac ...?
    Pozdrawiam Krystyna

    OdpowiedzUsuń
  2. Ślij, jestem szczęśliwa, że ktoś to zobaczy poza mną :)
    Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wedlug mnie wygrywa mala choineczka przed biurem! Ale wszystkie fotki sliczne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne! Też uwielbiam takie widoki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie, że się obroniłaś przed P. Oślizgłym. Ciekawam dalszego ciągu...

    OdpowiedzUsuń
  6. 5 i 6 wymiata,lubię takie drobiazgi mrozowe:)

    Bajkowo,znaczy się mróz siarczysty i u Ciebie był.
    Pan Oslizły niech sie wali,pokaz mu srodkowy palec .

    OdpowiedzUsuń
  7. no też przyznaję 10/10 za fotki
    cipo wiem że jak jest szadź to nawet na gówno można paczeć z zachwytem :D
    Dora u nas była taka szadź a wcale nie było siarczyście zimno :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Foty przecudo no i brawo za asertywnosc :)

    OdpowiedzUsuń