wtorek, 21 lutego 2017

A to jeszcze

nie koniec wkurwu maksymalnego, Kochany Pamiętniczku.
Warzywka mi zostały. No ale luz i hastamanana, bo to warzywka.
Piątek, sobota i niedziela minęły mi w rytmie radia, bo radio internetowe odkryłam.
W niedzielę Inżynier rzekł, że Synowa słucha Radia Pogoda, więc sprawdziłam i... zakochałam się, bo mogę tam ustawiać, co chcę.
I w nocy odkryłam, że mój słuch, ginący od 6. roku życia pamięta jednak te oberki, walce i tanga, melodie z naszego radia.
Znam te nuty i wiem, jaka będzie następna.
Więc w poniedziałek wstałam szczęśliwa, aczkolwiek spóźniona, ale dotarłam do mety punktualnie, choć nie musiałam.
I okazało się, że dupa.
Bo Łamacz łamał, bo stały wylądował w szpitalu.
Fuck you, zamiast łamać, po kuchniach kolędował i namieszał tak, że moja praca poszła się jebać, ale nie widział problemu...
W domu więc zlądowałam z poślizgiem, ale zapowiedziałam, że we wtorek mnie nie zobaczą, reszta online. Tym bardziej, że został wstępniak i spis treści.
Wstępniak doszedł o 22.38.
Akurat jak smykałam do wyrka. Skorekciłam, odesłałam.
Dziś na luzie czekam od 9. Godzina, dwie, trzy. Spis dostałam o 13! Dwie strony, ojapierdolę. 15 min roboty. W międzyczasie emilek, że wstępniaka niet. No niet, przyszedł z prywatnego emilka i tam został odesłany.
O 13 pytam, kiedy będzie wstępniak. Nie jest złamany.
WTF??
Zaraz będzie.
To 5 kliknięć dla dobrego fachowca, ja bym pewno z 10 razy musiała kliknąć.
O 14 piszę, że czas mi się kończy.
O 14.15 jest wstępniak.
Kurwa, po co ja się z tym męczę. Grosze za to mam. Przedtem mogłam to robić z gazetką, to się opłacało, a teraz mój czas jest niezapłacony.
Kurwa.
W skrzyneczce było awizo, wiedzialam, ze od Barana, bo się szlajali, a przesyłka nie mieściła się w szparze unijnej.
Więc wdziałam kapotę i lecę na pocztę, bo jeszcze moment i jakbym nie leciała, zwariowałabym od czekania.
I koresponduję z Kierownikiem Budowy, który się na pierdoły zwalał, że poczta, że śrutututu majtki z drutu.
Zdążyłam.
Kolejki nie było.
A moje kochane chłopaki z wędrówki przysłały mi

 hahahahaha... Kawę. Wyklęty napój, bo niezdrowy. Do którego Baran bronił jak niepodległości, żebym tylko nie piła, jak u nich byłam. Nosz. Już mnie nie kochają. Chcą mnie wykończyć. Tą kawą. A pachnie nieprzyzwoicie, moja właśnie się kończy, więc dzięki niej mam czas na poszukanie dobrej, w promocyjnej cenie :) Ale zakręceni, co nie, Kochany Pamiętniczku? Kombinują, jak koń pod górkę :P A to na szczycie paczki z kawą to...
 ... naparstek-kurdupel. Wygląda, jak sierota po zwykłym naparstku, obklejonym plasteliną? modeliną?
Na zdjątku po lewej naparstek z Majorki, słusznej wielkości. Zakochałam się w tym kurduplu od pierwszego wejrzenia, bo niewydarzony jak ja... :) Ale za to jaki kochany... :) Dziękuję, Chłopcy :*Z Kostaryki skoczyli do Nikaragui, bo w Kostaryce naparstka nie było ;) Jak tu ich nie doceniać i nie kochać?
Zdążyłam do domu przed KB.
Obiad podałam.
Obiecaną kapustą zażerał się, aż mnie zdziwiło, cieszyłam się, że mu ukisiłam osobny garnczek.
Najadł się, pasa popuścił...
Prawie 5 godzin nawracał mnie na buddyzm.
Bardzo go lubię, ale nie może zrozumieć, że wyważa otwarte drzwi, że to, co próbuje mi przekazać, to nic nowego. To po prostu stare życiowe prawdy, ubrane  w nowe słowa.
Daleka droga przed nim i musi ją przejść sam.
Najgorsze, że jest - jak każdy neofita - ortodoksyjny. I że kto nie z Mieciem, tego zmieciem.
Że ona go nie rozumie, że jest inna i głupia.

A ja to na pamięć już umiem.

Pozostaję Szwajcarią.

Życie jest skomplikowane, nie można wszystkiego rzucić i pojechać na cztery miesiące do Tajlandii.
Rachunki się same nie popłacą, dlatego zaciskam zęby, pracuję...
I jestem wdzięczna życiu, że mam pracę.
Niedocenianą, niedopłaconą, ale mam.

I że odkrywam wciąż nowe, nieodkryte rzeczy...
Zapamiętane, wracające, życie jest z nimi piękne po burzach.

Szczęściem jest muzyka w słuchawkach dla kogoś, kto nie może radia słuchać normalnie...

Parasolki bardzo tanie, proszę brać panowie, panie.

Deszcz też jest OK i wiatr, bo smog wygonili...

W życiu potrzebne są też złe chwile, by docenić dobre.
I nie zmienię zdania, niezależnie od tego, co jest POTEM...
Z nadzieją, że też jest pięknie, pozostaję, Kochany Pamiętniczku.
Zwłaszcza, że choć u Barana w ogródku już wariactwo, ale nie pachnie jak u mnie :P Sam to napisał :P


 A u mnie pachnie do bólu głowy (na noc eksmitowane do łazienki, bo tylko tam są drzwi), że niech się chowają wszystkie wonności Arabii...

I nagle puka ktoś do drzwi, natrętnie...

4 komentarze:

  1. u mnie na oknie kuchennym jeden pachniacz stoi, a jak wchodzę do mieszkania, to wszędzie go czuć - takie stadko to chyba na balkon musiałabym eksmitować ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na balkonie za zimno. Tego się nie robi badylkom :P

      Usuń
  2. Moje już przekwitły.
    A tą kawkę masz w czym zmielić? Co do buddyzmu czy innych ,to mam takie samo podejście, nie rusza mnie to;)Ale,żeby od razu Kierownikową nazywać głupią, oj, wychodzi egoistyczny dzieciuch z Kierownika Budowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąż kupuję nowe :D Mam, dostałam na Gwiazdkę młynek, bo sobie zażyczyłam, wiedzą o tym, dlatego dostałam ziarnistą.
      No właśnie, on taki ortodoks, a każda nadgorliwość prowadzi do faszyzmu. Uważa, że to jedyna zbawienna opcja i wszyscy powinni studiować to, bo tylko tak można żyć. Ojapierdolę ;)
      Nie jest bez winy żadna strona, to wiem.
      Żal. Ale ludzie sami sobie życie bez powodu komplikują.
      Nic nie poradzisz.

      Usuń