poniedziałek, 16 października 2017

Łeb

mi za chwilę spadnie z karku razem z uszami, Kochany Pamiętniczku.
Dzień był szalony.
A ja ledwo pysk otwierałam, bo mam pokaleczone dziąsło na dole.
W każdym razie, jako że Pierworodny rano poinformował mnie o wiekopomnym fakcie mania paszportu, o czym wiedziałam od dawna, napisałam mu awesome.
I cisza w eterze.
U Bossa byłam i poprosiłam o wolne w środę od 14.
Dostałam. Zespół lojalnie uprzedziłam, ale śmichy chichy. No to się z ręką w nocniku obudzą, może im to jest potrzebne?
Stary scenariusz, leciało dziś wszystko, a do tego warzywka.
Kto to ogarnie, jak nie ja?
Ogarnęłam, jeszcze się oberwało bydłu, bo wleciało 17.20. Z tekstem: może być na jutro. Nie naumiało się jeszcze, że rzecz na poczcie i rzecz na biurku, nieważne która godzina, zrobione być musi tego dnia, jeżeli korektorka jest w zasięgu :D
A w domu na poczcie, grubo po 19 tekst od praktykantki (sic!), że pierwsza korekta w pdf, a druga jutro na wydruku. Zignorowałam totalnie. To, że dałam mój prywatny emilek, to ze względu na to, że ona online ma pracować. Ale skoro dziś od rana była w redakcji, a ja w godzinach pracy też, to sorry Batory, kto mi płaci za pracę po godzinach? Ja się już na żadne szczyty nie pnę. Jestem wyrobnikiem.
Przeczytam jutro, dla mojej wygody w InCopy :D 
Wychodziłam przed 18, po drodze wpadłam na genialny pomysł.
Napisałam Inżynierowi, że będzie krupnik, zgodził się, ale olśniło mnie, że nie jest wielkim fanem krupniku.
Ale żurek.
Żurek po sandomiersku z grzybami.
Wszystko mam, oprócz zakwasu.
Zakwas mieli w piątce.
Ale mój stragan się zepsuł. W wielkim pęku włoszczyzny 3/4 to zielsko do wyrzucenia. Dwie nędzne marchewki (sic!) i pasternak, zamiast pietruszki. Szukam pasternaku, ale niekoniecznie we włoszczyźnie...
Na szczęście w piątce była też mrożona włoszczyzna...
Nic nie pisałam Inżynierowi, niech ma niespodziewajkę.
A Pierworodny?
Hmmm. Głodnego nakarmię. I tyle w temacie :D
Ofelia nie poszła do klasztoru, ale szaleje, jednak i Słonko, i Baran, i Inżynier twierdzą, że nie jest źle.
Tylko Baran, zbierający grzyby (ta, osobnik nietykąjący grzyba kijem, zbierający grzyby, Postmana będzie nimi karmił, brzmi podejrzanie, gdzie on w UK grzyby znalazł?) mówi, że wszystko w sepii jest.
Ale nie fotkowal.
A ja mam po wczoraj zakwasy, boli mnie każdy mięsień pod pachami, no cóż, trzy godziny stania i klikania, naciągania itede, itepe...
Spadam w objęcia Morfeusza, jutro ciężki dzień i znów czekanie, tym razem na lądującego orła i glapę.
Kciuki mile widziane :P 

7 komentarzy:

  1. Jasne,kciuki trzymam,niech wszystko przebiegnie sprawnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. mogę wpaść kiedyś na żurek?
    Przywiozę malinówkę lub wiśniówkę;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam serdecznie. Jak się ogarnę, bo na razie nieogarnięta jestem. Bez alkoholu też zapraszam :)

      Usuń
    2. Na razie i ja nieogarnięta i doby za mało.
      A jak już znajdę wolne to szaleję tak, że niejeden powie, że starej babie nie wypada jak nastolatce.A ja mam to gdzieś, bo jestem szczęśliwa;D

      Usuń