niedziela, 24 czerwca 2018

Działo się

Kochany Pamiętniczku, oj działo.
Jak armata :P

W ciągu godziny oziębiło się tak, że wracałam do domu szczękając zębami z zimna, ledwo żywa, ale szczęśliwa, że to już za mną.
I szczęśliwa, że znów będzie wariatkowo, ale dopiero za jakiś czas.
W piątek rano na Manhattan kurcgalopkiem i do pracy. Bo mecenas miał dyżur, a i warzywka trzeba było dopiąć.
Warzywka wolnym walcem poszły, a mecenas wkurwił mnie na maksa.
W sumie wziął ponad 1000 zł za nic. Takie pisemko, jak wypocił do szwagra, to ja też umiem napisać, nic nie zmieniło w przebiegu. Urząd Skarbowy zawalił. Nie ma nic z sądu (po naradzie z Inżynierem kładziemy na tym laskę, bo w końcu w dupie mamy to rozliczenie z opieki, do szczęścia nie jest nam potrzebne). Ale dzwonił do banku i ponoć musi mieć moje upoważnienie notarialne, bo inaczej mu nic nie powiedzą. No, w PKO mi powiedzieli, że też notarialne mogę mieć, ale od wszystkich, nie ma innej opcji. A tu nagle wystarczy moje? Umówi mnie z notariuszem. Na pytanie, ile będzie mnie ta przyjemność kosztowała odpowiedział wymijająco. Inżynier mówi, olać. Zjadą obaj i pójdziemy do banku. Nawet mi nie napisał, że będzie konieczne notarialne, tylko dwa tygodnie czekał, aż mnie spotka w pracy  To on powinien dbać o mnie, bo za pieniądze ode mnie żył też.
Ale szkoda zdrowia i nerwów, w pizdu.
Potem poleciałam po Zmorkę. Miała być na przystanku Solna/Małe Garbary. Tom na Solną poleciała, przystanek dalej, ale się odnalazłyśmy.
Zaraz ją zawlokłam do The Mexican, wreszcie udało nam się tam dostać :D To było już trzecie podejście :D



I jedzonko MLASK :)
Potem do domu na chwilę, dary rozpakowała, a nawlokła tego, że ojapierdolę :)


W samo sedno, w pracy będę trzymała, bo zawsze mi mówią, że mam rację :P

I potem poleciałyśmy na koncert. Nie zabrałam aparatu, bo mi Zmorka pod nos podetkała regulamin, że nie nada, a szkoda, bo mogłam spokojnie wnieść :D No trudno, fotki są więc jakie są, ale muzyka wciąż mi gra nie tylko w duszy, ale realnie, bo następnego dnia zaszalałam i w Empiku trzy płyty kupiłam, więc niniejszą notkę sponsorują ciacha z Il Divo.
Na policję konną się natknęłyśmy i miałam duszę na ramieniu, bo ja się koni boję, choć w dzieciństwie na nich, a i zaprzęgami jeździłam. Ale boję się :(

Konni jechali pilnować tych, co oglądali koncert zza rzeki, na krzywy ryj. W sumie mieli lepiej niż my, bo sobie na wałach usiedli, a my staliśmy. Telebim też mieli, a słychać było hen daleko :)
Było klimatycznie, zimno, wiatr piździł jak na Skieletczyźnie za cara :)

Tylko Rotę mamrocąc odśpiewałam, bo mam zakaz śpiewania wszędzie :P

Dron latał, a gdzie RODO? Nas chyba parę razy sfocił, a nikt się nie pytał o pozwolenie :P

A potem odpłynęłam w krainę szczęśliwości :)

Aczkolwiek widziałam tylko tyle, co na telebimie, bo jak wzrost dawali, to stałam po rozum, więc jest jak jest ;)
Ale było cudnie.  
Słuchaliśmy piosenki „Hello” z repertuaru Adele,  przeboju Robbiego Williamsa „Angels”, niezapomnianego szlagieru Elvisa Presleya „Love Me Tender” i arii z „Czarodziejskiego fletu” Wolfganga Amadeusza Mozarta. Nie zabrakło „Granady”, „Where Do I Begin” z filmu „Love Story”,„Somewhere” z „West Side Story”.
Ehhh...
Prysnęłyśmy przed samym końcem, bo ja nie lubię tłumów, udało nam się złapać ostatnie 76 i zładowałyśmy w domu, zmęczone, ale szczęśliwe :)

Ja sobie pospałam, a biedna Zmorka zerwała się bladym świtem i ogarniała mą kuwetę, znaczy sie, artystycznie i fachowo naprawiła mi latającą klamke balkonową, grosza za to nie biorąc, a wiadomo, że fachowcy golą klientów jak owce :) Dziekuję, kochana :*
Po śniadaniu poleciałyśmy na Jarmark Świętojański, gdzie zażerałyśmy się oliwkami, jeszcze w życiu nie jadłam takich oliwek, ojapierdolę,  Zmorka uwodziła wszystkie zwierzaki w okolicy, nawet prawdziwe koziołki (nie mam, niestety, pozwolenia na publikowanie wizerunku, RODO działa).

Nocnik za 20 zł. Podobny mieliśmy w domu :) Cenna rzecz, a na śmietniku wylądowała. Żeby nie to, że żelazka ciężkie, a my miałyśmy łazęgę w planach, kupiłabym kolejne :P





I Bamberka, tym razem z wikliny :)


Chcę nowy dom. Bo chcę jeszcze więcej rupieci :) Ta kanka na mleko mnie urzekła :P
 Akcja Katolicka ku Farze zmierzała, żal.pl... Z jakiegoś Sieradza czy skądś jechali nawracać poznaniaków na chrześcijaństwo :)


Na placu Wolności był festiwal food trucków, ale my podążyłyśmy do Ptasiego Radia, gdzie wabiłam Zmorkę wizją piwa fiołkowego. Niestety, nie podają już tego smakołyku, ale mieli piwo z czarnym bzem i też było smaczne :)



A jedzenie jeszcze smaczniejsze. Zmorka wzięła krewetki i jej tak nie smakowały, bo za dużo cytryny dali.
Dałam napiwek, widocznie satysfakcjonujący, bo na moje "czy mogę zabrać cukierki" (jestem maniaczką cukierków dodawanych do rachunku) młodziutki kelner mimo moich protestów doniósł kolejną garść, która oczywiście bezwstydnie ściągnęłam, trochę tylko biednej Zmorce dając :)
Jestem pies na cukierasy, każdy ma jakiegoś bzika.

W domu Zmorka stwierdziła, że jednak wróci dziś do domu, bo w niedzielę nie będzie miała dobrego połączenia, więc kurcgalopkiem w towarzystwie moich jęków, że za późno, że takie tam odtransportowałam ją na dworzec.
I dwie dziurki w nosie, i skończyło się...

Proszę o jeszcze.
 A chłopcy właśnie trzecią płytę kończą, a ja odpływam coraz dalej i dalej od szarości dnia...

9 komentarzy:

  1. Wiem, że nie masz tv, ale dzisiaj po 22 na TVP1 będzie ten koncert.

    OdpowiedzUsuń
  2. a czyj był ten koncert, ja nie kumata w temacie...
    ja bym ci cukierków nie zabierała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Il Divo. Cukierasków mi dużo nie zabrała, mam ich wciąż od metra :P

      Usuń
  3. Fajnie tak się poszwendac w miłym towarzystwie.
    Powiem Ci,że ciekawie wygląda ten Twoj talerz,takie artystyczne wręcz danie.
    Może być coś zwykłego,ale jak jest efektownie podane to zaraz lepiej smakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było wyborne. Ten sos wiśniowy zrobił całą robotę, bo to był zwykły kurzęcy cyc z pyrami i szpinakiem :)

      Usuń
  4. Faktycznie sie dzialo:) zazdroszcze Wam (Tobie i Zmorce) tego wspolnego latania. Wy, Wy... latawice:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, nasze miotły wciąż na gwarancji :P Nie masz czego zazdrościć,latasz w innych rejonach, atrakcyjnych i nieosiągalnych dla nas :) A latawice z nas niezłe i wyjątkowe :)

      Usuń
  5. Ale się dużo działo! Miałyście super dzień!

    OdpowiedzUsuń