w trybikach, Kochany Pamiętniczku.
Nie dowiem się nic o książeczce mieszkaniowej, nawet mi jej nie przeliczą. Musi być seks grupowy.
Zaczynam myśleć, że źle zrobiliśmy przyjmując spadek we trójkę. Gdyby się zrzekli na moją korzyść, załatwiałabym wszystko spokojnie sama. No i przecież nie skrzywdziłabym własnych dzieci.
Tym bardziej, że najpierw byłam P., a dopiero potem R. I czasami żałuję, że nie uparłam się, żeby nosili też moje nazwisko, bo w sumie ta gałąź poszła w pizdu, bo brat nie miał dzieci.
Trudno.
Mleko się rozlało, zatem trzeba znów czekać.
Wczoraj Pierworodny skończył 38 lat. 38 lat minęło od chwili, gdy dostałam w ręce ten wrzeszczący ciemnooki tobołek. Nie do wiary. Moja mama cieszyła się (albo i nie, kto to wie) mną tylko 16 lat.
Jestem szczęściarą, co nie?
A Alienek broi na maksa. Włazi na ichnią kanapę, tam cuda wianki z ustawieniami mebli, ale cóż, nie mój cyrk, nie moje pchły. Żeby nie właził na nią, zrobiła blokadę, ni chuchu tego nie rozumiem, ale cóż.
Nie wlazł?
Ale, ponoć w oka mgnieniu :)
W livingu mają też rower stacjonarny i wystarczy się na 10 sekund odwrócić i już na niego włazi.
O drapaku kocim jeszcze nie słyszałam, ale to pewno kwestia dni.
Dawno, dawno temu mówiłam, że przy małym dziecku dobrze mieć kojec,
Zostałam zakrzyczana.
Kojca nie ma i nie będzie. Bo ogranicza swobodę dziecku.
No nic, nie piszę scenariuszy, ale moim zdaniem pierdolić swobodę dziecka, jak się na przykład sraczki dostanie i nie ma gdzie gówniarza utknąć. Lepiej wsadzić do kojca i wyciągnąć wrzeszczącego i zdrowego, niż...
No cóż, jak rzekłam, nie mój cyrk, nie moje pchły :P
Mały umie już otworzyć i pralkę, i zmywarkę.
Plus sraczka...
Nie daj blog.
I dwa koty, no te albo podrapią, albo spierdolą, jak coś.
Ale do ściągnięcia na łeb tam dużo rzeczy jest, jak to w livingu, Ma dostęp do szafek kuchennych.
Dobra, nie piszemy scenariuszy :)
Będzie dobrze. Alpinista po tacie. Tato w przedszkolu w czasie leżakowania namówił kolegę na otwieranie szuflad w szafce na pościel. Wdrapali się na sam szczyt. Na szczęście nikt nie spadł, ale odtąd profilaktycznie kładziono Inżyniera na golasa do leżakowania :D
Mimo zakazu pojechałam dziś do pracy, bo... Mam w tym miesiącu do wypracowania 84 godziny. Wybrałam już nadgodziny, a z normalnego rozkładu zabraknie mi jakieś 10 godzin. Kodeks pracy liczy dni, a u mnie liczy się zrobienie. Ale Boss chce mieć godziny :| Japierdolę. No nic. Opierdol dostałam za przyjechanie, faktycznie, była praca na 10 minut, podlanie badylków i adios amigos...
Com się przeleciała, to moje.
Wczoraj byłam w okolicy, bo odbierałam w mBanku
Dają za darmo i jest zajebista. Nawet ja wróciłam do czytania i do matmy, a mnie się ona po nocach śni. Ponoć Mała Wiedźma uwielbia matmę, może uda się jej to podesłać. Bo gdybym ja miała tak podaną matmę, byłabym dziś Einsteinem :)
Wracają upały, więc ogarnęłam zakupy, żeby jutro do góry dupą leżeć i...
Nie oparłam się w Lidlu, ale grosze kosztował, a Paris...
Miejsce tymczasowe, bo nie będę sama wierciła dziury w ścianie, a Synowa narzekała, że u mnie nie ma żadnego zegara.
No to jest.
Nie ma, bo po co popędzać czas, ale może trzeba?
Dekoracje wielkanocne rozebrałam i teraz
Za pewien czas, gdy któreś z nas
Odejdzie, zapomni, zatrzaśnie,
Zaczną się złe godziny mdłe,
Znikniemy sobie we mgle.
Za pewien czas, gdy któreś z nas
Odejdzie, odfrunie, odpłynie,
Skończy się w nas zielony czas
I zmatowieje ten blask.
A na razie fruwają motyle,
Tyle tego, tamtego też tyle,
A na razie wierzymy w baśnie
I jaśniej, i jaśniej...
Skunks odszedł, zostawiając mnie z kłopotami, ale wciąż wierzę w baśnie i w to, że w alternatywie trafimy do tej lepszej.
Nie ma innej opcji.
Od zamykania (czyli od połowy maja) wiszą sobie w knajpianym ogródku i nie ma na nie amatora. Przez ogródek skracam sobie drogę do pracy i naprawdę mnie korci...
Pora na piątkowe piwko i relaks z Radiem Pogoda...
Napisz, proszę, chociaż krótki list, choć tak krótki jak noc...
Ileż ja nocy przy tym przetańczyłam...

Twoja synowa lubila by u mnie, bo u mnie jest zegarow od groma i ciut ciut, tyle, ze jak by sie zorientowala, ze zaden z nich nie pokazuje wlasciwego czasu a czesc w ogole nie chodzi to by jej zachwyt minal:))
OdpowiedzUsuńJa też mam dużo, ale wszystkie stoją. Na taki antyk to wszyscy się nabierają, bo myślą, że chodzi, zwłaszcza wieczorem zima, zrywają się z krzykiem, ze już po wpól do dziesiątej :)
UsuńMoje zegary chodza jak chca, a mnie to nie przeszkadza :)
OdpowiedzUsuńA auto ma pol roku zla godzine, bo mi sie nie chce przestawic!
Basia dokladnie jak u mnie:))) Auto jest ustawione na czas letni i nigdy nie przestawiamy. A zegary jak ktoremus padna baterie to owszem po jakims czasie wymieniam, ale nigdy nie ustawiam czasu, wiec zegar rusza z punktu, w ktorym stanal:))
UsuńNa poczatku Wspanialy to wszystko ustawial, ale sie szybko przyzwyczail do mojego systemu:)))
Szczęśliwi czasu nie mierzą?
UsuńU mnie też mają "mój" czas, tu dodać, tu odjąć, kto by się tam tym przejmował :) Agniecha, ja w ogóle nie zauważam, że mija. Żyję bezzegarowo o bezkalendarzowo, co czasem jest upierdliwe. Pilnuje tylko wyjścia do pracy, a reszta? Mija, wszystko mija, nawet najdłuższa żmija :D
Usuń