niedziela, 4 sierpnia 2019

Nowego

hopla mam, Kochany Pamiętniczku.
Znaczy się, hopl jest stary jak świat, ale kiedyś się mało elegancko nazywał: pierdalnik, teraz zaś, dzięki nieocenionemu Fejsbuczkowi nosi elegancką nazwę: zero waste.
Nie wiem, czy to kwestia tego, że urodziłam się w czasach, kiedy z trudem zdobywało się wszystko i każda rzecz była "przydasię". Tym pięknym sposobem mam, mimo nieustannej walki ze zbieractwem całkiem niezłą kolekcję przydasiów. Gdybym miała większe mieszkanie, mogłabym umeblować je tak, jak w moich marzeniach, ale nie mam, nie będę miała, nie stać mnie i wiele pięknych przydasiów nie jest po prostu odpowiednio wyeksponowanych, bo nie ma gdzie. Nie są to jakieś tam cuda wianki, ale rzeczy stare i miłe memu sercu. Mają wartość sentymentalną, materialnej żadnej. Ale są. I czasem, gdy na nie wpadam, cieszą moje oko i przywołują wspomnienia. Te miłe, bo niemiłych wspomnień nie gromadzę.

Mam na przykład takie coś :)

W latach przedkompikowych stało pięknie na biurku, a w dzieciństwie miałam w kałamarzu atrament i leżała na nim stalówka z obsadką. Później,wieczne pióro, następnie długopisy, a teraz ot, taki kurzołap. Ale... Jest robiony specjalnie dla mojej Mamy, na wierzchu są jej inicjały MF. I jak coś takiego wyrzucić? A, i starą butelkę ze starym Pelikanem też mam. Jeszcze do końca nie wysechł...
 I marzy mi się do tego stateczne biurko, takie wielkie, zajmujące co najmniej jedna trzecią pokoju, solidne, z drewna, nie żadne tam marketowe dykty. No ale jest jak jest, więc ścierając z tego kurz tylko wzdycham i widzę mamę...

I mogłabym tak bez końca, ale nie o to biega w zero waste, a wszystko z tego powodu mnie nakreca, że gorąc, a zimą smog i te filmiki z oceanem tonącym w plastiku. Co ja się tam naczytałam, wiem, że pampersy to zło, chusteczki nawilżane to zło, patyczki do czyszczenia uszu to zło, olaboga i podpaski to zło.
I tak sobie myślę, że jednak moje pokolenie nie szkodziło tak bardzo przyrodzie. Albowiem dzieci latały w tetrowych pieluchach, o chusteczkach nawilżanych nikt nie słyszał, osobiście ufajdane tyłki myłam wodą i specjalnymi szmatkami, nawet taką fajną miseczkę malutką na maleńkiej tacce do tego miałam, wodę z rumiankiem zawsze zaparzoną i  nie wiedziałam w ogóle co to znaczy odparzenie tyłka. Poza jednym momentem, kiedy Pierworodny wylądował w szpitalu na tydzień i wrócił stamtąd z czerwonym dupskiem. I nie, nie mogłam o niego zadbać, rodziców wtedy nie wpuszczano do szpitala w ogóle i mogłam go w ciągu tego tygodnia zobaczyć tylko raz z daleka i to tylko dlatego, że mieliśmy znajomości w środowisku lekarskim. A patyczki? Zapałka, wykałaczka, kawałek waty i był patyczek.
Podpaski są teraz też wielorazowe i kubeczki menstruacyjne. I tu robię się sztywna. Dla mnie okres zawsze był traumą, W sumie aż do menopauzy nie odważyłam się zakładać spodni ani nic białego. A kocham portki, dziś mam w szafie dwie sukienki i nawet nie wiem, czy w nie jeszcze wejdę. A tak to portki i hasta manana. I nie, nie zamieniłabym podpasek na te wielorazowe do prania, ani na kubeczki. Tu jestem nieekologiczna do bólu. Pojawienie się pierwszych podpasek, reklamowanych w TV, takich z przylepcem, po latach mordęgi z watą, z podpaskami z waty, z ligniną, nie, nie, nie ma opcji. I to polowanie na sanitaria w latach 80. Miałam całą półkę wielkiej szafy zapełnioną watą. Szwagier zapisywał mężowi watę na "niegojące się rany", więc byłam zabezpieczona i okopana w reducie :)
Pakowanie towarów. Obłęd, bo wszystko teraz wpychane jest w plastik. Choćbym się nie wiem jak starała, nie kupię w okolicy sera na wagę na plasterki, bo po prostu nie mam w okolicy ani takiego sklepu, ani marketu, a nie pojadę do TESCO godzinę w jedną stronę po 10 deko sera. Więcej nie wezmę, bo wyschnie mi i po balu panno Lalu. U rzeźnika mogę zrobić zakupy w swoje opakowanie (chyba, nie pytałam), ale zazwyczaj robię zakupy w tzw. międzyczasie i jak znajdę się na trasie, nie mam przy sobie swoich plastikowych wielorazowych opakowań.Mogliby wędliny pakować w papier, ale w plastik im wygodniej. Z kolei krwawiące mięso w papierze? Nie za bardzo sobie to wyobrażam. Kiedyś było tak pakowane i nic się nie działo, ale?

Uszyłabym to, co kupiłam, ale moja maszyna jeszcze nie wróciła z garażu Kierownika Budowy, gdzie poszła na przechowanie 5 lat temu i nikt nie ma czasu jej przywieźć z powrotem. Zatem, aby uspokoić sumienie zanabyłam za zawrotną kwotę 35 zł w przeliczeniu z zagranicznej waluty takie cuś

W zestawie 12 woreczków. W PL nie znalazłam za tę cenę nic, za 3 woreczki pieją 60 zł. Ręcznie szyć nie będę. Zresztą sama bym tak starannie nie uszyła, w kolorowej tasiemce jest sznureczek i woreczek można ściągnąć. Fajna rzecz.

Szampony. Właśnie się doczytałam, że na rynek wchodzą nowe szampony eko w mydle, że taka kostka za ok. 30 zł starcza na 70 myć. Hmmm... Ja kupuję drogie szampony, ale starczają mi na 3-4 miesiące. Myję włosy codziennie, więc mydełko na długo mi nie starczy, pytanie też, co ze spłukiwaniem? Bo całe dzieciństwo myłam włosy mydłem, zaczęłam myć szamponem w 1 klasie liceum, gdy poszłam do internatu i wyśmiewali mnie, że ze wsi jestem, bo włosy mydłem myję. Ale to do płukania trzeba albo octu, albo cytryny. Więc poczekam jeszcze. Teraz cena nie zrobi mi różnicy, na gołej emeryturze już tak.

I zamiast papierowych ręczników stare ręczniki, podzielone na małe kawałki. Super, nie ma problemu, ale gdzie ja mam trzymać te stosy szmatek? Gdzie odkładać zużyte? Kuchnia już i tak zapchana i ledwo się da w niej obrócić.
A chusteczki do nosa? O nie, podziękuję, nie wyobrażam sobie znów prania stosów chusteczek, zwłaszcza podczas kataru. Prania i prasowania, bo to musi być wydezynfekowane. Zaraz po śmierci mamy ojciec miał katar i kazał mi prać swoje chusteczki. Ręcznie. Nikt mi nie powiedział, że najpierw należy je moczyć w wodzie ze solą, a internetów wtedy nie było...
Nie, chusteczki higieniczne i podpaski to jednak zdobycz cywilizacji i nie oddam. A moja babcia opowiadała, że one jeszcze bez majtek chodziły i krew sobie po prostu ciekła. Inna para kaloszy, że urodziła 13 dzieci. Też bym pewno wolała chodzić tyle czasu w ciąży :)

Ale to zero waste mnie dobija... Jako że jestem poznańskim sknerusem, mam zwyczaj niewyrzucania starych gaci. Nawet jak wyrzucam, to przedtem piorę. Nie potrafię wyrzucić używanych, choć to bez sensu, bo nie wrzucam do kontenera, ale do śmieci. Te w lepszym stanie chomikuję, bo... Sprane, miękkie. Używam do czyszczenia butów, jakichś tam zabrudzeń, bo to czysta bawełna. I tak tropem zero waste idąc, podczas mycia okien wczoraj wpadłam na myśl, żeby zamiast ręczników użyć gatków...
Już dawno nie miałam tak lśniących okien, bez żadnych smug, co sprawdziłam dziś rano, bo słońce pięknie świeciło :)

Idąc zatem tą drogą, bo głupia nie jest, nawet jeżeli to tylko stare gacie złapałam się na tym, że mniej wydaję, bo nie kusi mnie kolejna promocja na kolejny gadżet.

Myślałam też, czy nie można by np. szamponu nalewać wiele razy do jednej butelki, ale... Jak nie dowalić do tego różnych śmieci i bakterii. Kiedyś wszystko, a przynajmniej większość była w szklanych butelkach. Szkło też nie jest ideałem, dodatkowo dochodzą koszty transportu cięższego szkła.
Kwadratura koła. Staram się, choć zdaję sobie sprawę z tego, że to jest śmieszne, jak walka Don Kichota z wiatrakami.

Ale okna mam czyściuteńkie i nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy widzę kolejną osę atakującą moje piękne szyby. Ona ich po prostu, kurwa, nie widzi. Niech do okulisty idzie, skubana, a nie walczy z moim oknem!


20 komentarzy:

  1. Mam identyczny komplet woreczkow na zakupy uzywam je juz prawie rok i bardzo sie ciesze, ze je kupilam. W NYC wchodzi zakaz uzywania plastikowych torebek do pakowania wiec cos trzeba miec. Jak to bedzie rozwiazane w sklepach jeszcze nie wiem, bo cos mi mowi, ze ten zakaz wchodzi w zycie dopiero po nowym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje z jakiegoś Amazona czy innego e-baya, więc nic dziwnego, że takie same. U nas na razie tylko płatną folię wprowadzili tę grubszą, ale sama chciałam takie woreczki :) A teraz zamiast papierowych reklamówek rośnie mi stos szmacianych :) Chociaż staram się zawsze ze sobą zabierać.

      Usuń
  2. Przypomniałaś pewną epokę :)(Tez byłam uprzywilejowana, bo weterynarze mieli waty i ligniny od groma:) ). Patrząc na moje wnuczki, myśle, że ktoś powinien wreszcie wymyślić biodegradowalne pampersy.Powrotu do tetrowych nie życzę, zresztą zużycie wody...ale tetrowe miały niepodważalną zaletę- małe o wiele szybciej łapały do czego służy nocnik...bo jednak dyskomfort - a teraz-zawsze sucho, zawsze bezpiecznie:):)...z reklamówkami też walczę! Pamiętam czasy, gdy chodziłam z Babcią na rynek Łazarski z siatką...i wszystko się w niej zmieściło bez foliówek ( a potem był jeszcze kosz wiklinowy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, nie wiadomo, co gorsze: te rozkładające się 400 lat pampersy, czy ta woda do prania, której też coraz mniej. Patrząc na moją pensję, nie zarobiłabym na pampersy, a ponoć i w UK są rodziny, którym brakuje na podpaski! Nie rozumiem problemu, bo najtańsze kosztują tam około 20 pensów, więc? Dla mnie, przeliczającej złotówki na funty to byłby wydatek, aczkolwiek nie taki nie do przeskoczenia. Ale nie oceniam, bo nie żyję tam na stałe. Z drugiej strony patrząc na moich tam, dziwię się, że nie palą się do nocnika, bo ja paliłabym się ze względów finansowych. No, ale nie wtrącam się. Tak, pamiętam zakupy z koszykiem i siatkami, ale miałam wtedy osiołki :) Teraz nawet swoich zakupów nie udźwignę w koszyku, bo kilo ziemniaków, włoszczyzna, pomidory, jabłka, pół kilo fasolki i padam. A gdzie mleko i inne rzeczy? Więc wózeczek przyjacielem starej, samotnej kobiety jest :)

      Usuń
  3. Dwa lata temu, przy okazji porzadkow u Rodzicielki, znalazlysmy sciereczki, nowe, kupione w dawnych czasach okazyjnie (bo do sklepu rzucili; jak to sie kiedys mawialo). To sie nazywa chomikowanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez takich uzywam, zrrsztą kiedys to vyly porzadne scierki, reczniki, posciele, najlepsze do sprzatania.

      Usuń
    2. prawdziwe, lniane (moze lniano-bawelniane)!
      Tylko przy prasowaniu prawdziwa udreka:)

      Usuń
    3. E tam, lekko wilgotne sie prasuja ok.

      Usuń
    4. Też mówił Pierworodny, że dostali od teściowej ręczniki z metkami z 1980 roku, czyli roku ich urodzin :P Ja aż takich cudów z metkami nie mam, ale mam ręczniki z II wojny światowej, lniane. Są w lepszym stanie niż kupione niedawno ścierki do naczyń, a używane są non stop. Tyle że ich nie krochmalę już, tylko prasuję. I nie muszą być wyprasowane bez fałdki, jak kiedyś, żelazko dezynfekuje, o to chodzi. Tak samo jak obrusy starsze ode mnie, których już nie używam, bo nie mam tak wielkiego stołu, ale jak wyrzucić adamaszek? Nie mam serca :P

      Usuń
  4. Noszę płócienne torby na zakupy, ale i reklamowek czasami tez używam, plastik kryje się wszedzie niemal, coz te nazzd dbanie , kiedy cale płacie ziemi są przykrywane roznymi agrowłokninami, folią, żeby zielsko nie rosło,robi sie dziurke i dopiero wsadza rosline ,krzew, drzewko. Nawer i ja probowalam tego na wiosce pod truskawki, ale to strasze gówno, porozrywalo sie,poprzerastalo zielskiem i tak, wiecej z tym klopotu niz pożytku. Ta eko i nie eko żywność rosnie w kilometrowych tunelach foliowych, wiec o czym tu mowić, to czy uzyje reklamowki,zazwyczaj nie szastam groszami,wiec b.dlugo mi służy, czy podpaski, to kropla w morzu.Smieci wyrzucamy tez w workach... Ale dobrze, że się to naglasnia, nie przeczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo i agrowłóknina agrowłókninie nierówna. A jeszcze problem z jej utylizacją. Jest już agrowłóknina biodegradowalna, ale to zabawa na wielkie plantacje. Wszędzie kasa. Wiem, bo siedzę w branży :) I to pakowanie ekowarzyw w folię, bo od samego leżenia koło zwykłych mogą... No właśnie, co? Zarazić się? Czasami myślę, że wszystko jest postawione na głowie, w celu wyciągnięcia od ludzi kasy, bo jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o kasę...

      Usuń
    2. Tak, nie mylisz się, o kasę i oglupianie ludzi.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Z takiej siateczki, jak firany. Gdybym miała maszynę, sama bym takie poszyła. Można ze starych pieluch też poszyć, z siateczek. Z kordonka zrobić. Byle to ciężkie nie było, bo to nieotarowane jest, nikt się nie bawi w markecie w tarowanie, więc żeby nie przepłacać, powinny być lekkie.

      Usuń
    2. Ach, ilez ja firan wyrzuciłam, pol szafy, byloby z tego woreczkow a woreczkow, ale przeciez te firany bie bawelniane, tylko sztuczne, wiec...

      Usuń
  6. Od zawsze jakiekolwiek zakupy przeliczam nie na kase tylko na godziny mojej pracy.Ile zycia musze poswiecic aby cos kupic i tym sposobem przydasie i nacosie sa pod kontrola .Zawsze jak przyosze kilka sztuk czegos do domu tyle samo sztuk czegos musi dom opuscic czy do smieci czy na cele dobroczynne.Reklamowki sklepowe uzywane sa u mnie zamiast workow na smieci, kiedys policzylam ile zaoszczedzilam przez 20 lat -piekna sumka .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eva, z Ciebie cudna cyferka jest. Osobiście nienawidzę liczenia, biorę wszystko na chłopski rozum i słucham mądrzejszych ode mnie :)

      Usuń
  7. no kochana, podpasek i chusteczek higienicznych to ja będę bronić własną piersią.
    Ale mam podobne dylematy.
    Szmaciane ściereczki ze spranego ręcznika zamiast papieru? No dobra okej..ale mówią, że ręczniki też mają swój termin przydatności i że po jakimś czasie jest na nim tak wiele bakterii, że powinno się wyrzucać. I co? Mam go pociąć i używać jako ścierkę-zmywak?
    Albo opakowania szklane, np. do mleka. Lepsze? A mycie tego szkła? detergenty, woda, energia do ogrzania tej wody, do wysuszenia, do dezynfekcji? Na pewno szkło jest bardziej ekologiczne?
    A z drugiej stronyL tyle gadania o ograniczaniu śmieci - a u mnie nagle wszystkie sklepy mają paprykę zafoliowaną. KAŻDA jedna sztuka jest oklejona folią. Tak samo ogórki. Ciekawe czy za chwilę każde jabłko i każdy kartofel tak okleją? Jakaś nowa dyrektywa unijna czy co?
    Córka mi podpowiedziała, że na takie durne zachowania sklepów to jest jedna rada: obierać z tej folii towary tuż za kasą i wrzucać do sklepowych koszy. Jak procedura stanie się powszechna to sklep będzie miał problem z kosztami wywozu śmieci, a to zmusi zarząd do przemyślenia taktyki.

    Nie ma dobrej rady na śmieci, ale fakt, że też przynajmniej myślę nad tym co kupuję i dlaczego. W tym roku, na lato kupiłam sobie 4 nowe t-shirty i samą siebie pilnowałam, żeby nie kupować kolejnych. I tak ze wszystkimi ciuchami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trollatrolla widzę, że myślimy podobnie, też mam takie dylematy :) Jednak z pewnych zdobyczy cywilizacji nie zrezygnuję, bo choć sprzątam używając sody i octu, to czasem nie mam siły i idę na łatwiznę, sięgam po chemię. Bo tak. I odnoszę wrażenie, że to wszystko jest jak balansowanie na linie, z której i tak zlecimy z hukiem :)

      Usuń
    2. Heh, to ja ide dalej, bo nosze uzywane ze szmateksów:)))

      Usuń