środa, 6 maja 2020

Jestem

kochana, Kochany Pamiętniczku.
Namiętnie, do ostatka, do szału, tak wiesz...
Rozpływam się z tej miłości i topnieję.
Ale, ale...
Nie podniecać się, moją miłością jest praca :D
Ponoć workholizm się leczy, ale oj tam, oj tam, jak dziś się dostać do lekarza?
Więc będę cierpieć w milczeniu, albo i wrzeszcząc głośno :)
No dobra, prosiaki i inne świniory sprężyły się i ruszyły z kopyta tak, że nie mogę im dotrzymać kroku.
Wciąż jestem na minusie, mimo siedzenia na dupie do spuchnięcia owej tak, że ledwo się w ikeowskim fotelu mieści.
Oczy z orbit wylatują, a do okulisty nie dotarłam i takie tam...
Ale...
Z przerażeniem myślałam o dzisiejszym dniu, bo miałam mieć kolejne półdiablęta, tym razem od Pierworodnego na stanie. Nie spodziewałam się AŻ takiego zawalenia robotą, czułam zaś, że każde odwołanie operacji udupiania wnuków zostanie poczytane jako miganie się, bo wiadomo... Inżynier wprawdzie mówił: zwariowała matka, ale dziwne, że po tylu latach nie ogarnął jeszcze sedna sprawy :)
Zatem rankiem pobieżyłam do wiatrołapu, albowiem piździło jak za cara na Skiletczyźnie, a ja z lekko mokrą resztką włosów na łysej głowie, modląc się, by aparaty nie padły... Przyjechali, Synowa rzuciła ich mnie na pożarcie, Papryczek zademonstrował szpony czyste jak łza, obcięte równiutko, Małej Wiedźmy łebek, aczkowiek nieczesany (wzdech), słodko pachniał szamponem...
Nakarmiłam śniadaniowo, smrodek dydaktyczny snując wokół i poleciałam do roboty, zapowiadając krwawą rzeź niewiniątek w razie hałasów i innych ekscesów.
Mała Wiedźma jest idealna, je wszystko i zajmuje się sobą bez szemrania, owszem, pogada, ale i rozumie człowieka pracującego...
Zaś Papryczek  zaczął na mnie wypróbowywać siłę swojego JA, no ale nie ze mną te numery Brunner.  Skoro trzaskał samochodami mimo moich próśb i koca tłumiącego, pudełka w charakterze garażu, przy wtórze  remontów zza każdej ze ścian, trudno, został spacyfikowany za pomocą Netflixa :D
iPad padł, bateria jest już na wykończeniu. Biedne dziecko, obrażone na cały świat, zjadłszy drugie śniadanie też padło, zasypiając na dwie godziny, za co niebiosom dzięki :D A SJ pracowała jak chłop pańszczyźniany, w międzyczasie wstawiając obiad.
Na parze: pyry, szparagi, papryka. I jajko sadzone.
MW zjadła i o dokładkę poprosiła.
Papryczek zastrajkował i pożywił się tylko suchymi pyrami, gardząc nawet roztopionym masełkiem (post factum jego matka zdziwiona zapytała, dlaczego nie jadł szparagów, skoro lubi, nie umiał się wytłumaczyć).
Po obiedzie babcia, znaczy się SJ, wzdechnąwszy rozdzierająco, zdjęła aparaty, żeby nie słyszeć hałasów i poszła w siną dal, a nie, wróć, do roboty poszła.Podwieczorek bez mikrofonu dostali, a chwilę później SJ, której mózg się zlasował od odwalania roboty za redaktora, który owszem, jest fachowcem, ale zielonego pojęcia nie ma o redagowaniu książek aspirujących do miana wydawnictwa naukowego, rzuciła tę brudną robotę i wzięła się za węgiel. W międzyczasie pojawiły się warzywka na horyzoncie, choć SJ myślała, że w ramach redukcji je zlikwidowano, ale nie, więc pensja nadal ma te kilka setek więcej...
I emilki od prezesa, od marketingu, od kadr...
Nie, że złe.
I wezwanie na konferencję na ZOOM :)
Jak miło, że nie zainstalowano mi ZOOM. No a ja jestem jak pijane dziecko we mgle, swoje lata mam, no i co to jest ZOOM poza tym w aparacie fotograficznym?
Nie wiem :P Nie mam czasu, zarobiona jestem :P

Przypominam, mam URLOP :)

Wieczorem prywatna poczta i emilek: czy mogę słać.
Gazetka z czerwca dopiero.
Mimo moich emilków nie dotarło, że jestem już online, że mam urlop, że...

No nic. Kurwa mać. Za to mi płacą, co nie?


W ramach gratisu po odbiór potomków (bez okupu) zlądował Pierworodny z małżonką,  musieli być zawiedzeni, że nie ma obiadu, ale na odchodne dostali dwa słoiki bigosu :)
Poszłam po rozum do głowy i nie, nie będę się poczuwała do gotowania dla wszystkich w takiej sytuacji, nawet jak będę miała wolne.
Trudno.
Naprawdę, jestem bardzo zmęczona, mimo że jestem od poniedziałku na urlopie.
Na nikim  (poza Inżynierem)  z moich dzieci i ich drugich połówek nie zrobił wrażenia stos wydruków.
Jeden Inżynier, który ze mną te dwa tygodnie spędził, docenia.
I ja, kurwa doceniam swoją pracę.
Pracowałam dziś równe, bite 8 godzin (bo zlądowali przed 7, a zaraz po śniadaniu siadłam do roboty), karmiąc dwójkę małolatów i to karmiąc dobrze, zdrowo, nie żadne tam paróweczki, pacyfikując je. Ich rodzona matka mówi, że z domu nie da rady nic zrobić.
No to ma problem :P Ja nie mam.
I tak w kronikarskim zapisie.
A teraz prywata.
Kocham mojego nowego ajfoniczka, aczkolwiek zupełnie nie dogadujemy się w temacie haptyki.
Znaczy się, nieogarnięta jestem do kwadratu i czasem udaje mi się odblokować skubanego bez PIN, a czasem nie.
Ale ogólnie dogadujemy się jak czekista z czekistą i...
Robi zajebiste fotki, sorry stary ajfoniczku, twoje się do niego nie umywają...
No ale technika poszła naprzód :)

 Taka pobudka rankiem, aż chce się żyć, co nie?
 Ciasteczko, książka, picie, konwalie... Czegóż więcej chcieć od życia? Potem włączasz kompika i po balandze... Work, work, world, world, again. Jak na tym filmie Chaplina, gdzie pracuje na taśmie... Ale ten moment, gdy masz czas na...
 I jeszcze te ostatnie już pieścichłopy... Prawda, że cieszą oko, jak żaden facet nie potrafi... No może ten, co to był tą pierwszą miłością, jedyną,która miała wiecznie trwać, a trwała tylko okamgnienie, nigdy już takiej nie spotkam, a do dziś o niej śnię, chociaż...
 Matura? Byłam szczęściarą, jestem szczęściarą, zdawałam maturę kiedy kwitły kasztany,ot, tak,po prostu...

Odcinam się od wariatkowa w mojej Ojczyźnie.
Walczę o samą siebie.
Sama.
Jakoś tak wyszło, ale nieważne.
Co ma być, będzie :)










2 komentarze:

  1. Jedzo, az mi wstyd, ze w czasie kiedy Ty tak ciezko pracujesz, ja sie tak lenie! To znaczy nie lenie sie calkowicie, ale do pracy chodzic nie musze, a placa nam pensje. I mamy przykazane, ze kompa pracowego pod zadnym pozorem NIE odpalac i NIE pracowac. Nawet wyslanie jednego maila to praca. Taki to dziwny kraj to UK. Robie wiec to co lubie, grzebie w ogrodzie i maluje co mi w reke wpadnie...za to paznokcie zdarlam do cna:))
    A Ty po prostu jestes tytanem pracy! I niezwyklym pedagogiem :).
    Kwiatki przepiekne, ale nie rozumiem tych piescichlopow?
    Czyzby naprawde sie nadawaly?:)

    Pozdrawiam majowo!

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż, co kraj to obyczaj. Ale na serio, zwariowałabym bez pracy. I podbijam sobie bębenek, że padnę razem z firmą :) Oby nigdy nie padła :D Koleżeństwo mi zawsze mówi, że mam pracować do końca firmy i jeden dzień dłużej. Chyba jednak powinnam się rozglądnąć za psychiatrą :)
    Kotku: tuli-pan - pieści-chłop :) Kocham, jak i bratki, tu taka gra słów. A w życiu miałam mało pieszczot :P No, na Eksa nie narzekam, pieścił jak umiał :) A i paru innych się starało, nawet ci nieerotycznie dopieszczający, za co im dzięki :P Ale wiesz :P

    OdpowiedzUsuń