sobota, 2 maja 2020

Półdiablęta

weneckie, znaczy się kochane Łobuzy, alias horda Inżynierowa byli u mnie, Kochany Pamiętniczku :)
Jeżu kolczasty, jestem padnięta prawie tak, jak pozamykaniu ukochanej gazetki.
Nawet hasła nie mogłam sobie przypomnieć, a gdy sobie już przypomniałam, to i co rusz paluszek w bok skok i klep od nowa.
Bośmy ajfoniczka nowego uruchamiali. Jestem tak zmęczona,  że nawet nie potrafię się nim cieszyć. Może jutro, jak się wyśpię, wstanę i nic nie będę musiała :)
Nie, że nie są kochane, ale to półdiablęta, na serio.
Alienek, wiadomo, pieszczoch babciny i ani moje argumenty, ani napomnienia matki, że nie całujemy, nie docierały do niego, co rusz dopadał i miział, i całował, siłą odrywałam.
I broił.
I to jeszcze jak.
Ale nie powiem, że mnie nie słuchał.
Kalafiorkówna zaś to idealna kobieta. A jaka mądra i opiekuńcza. Do plecaka podreptawszy, wyjęła najpierw Alienkowe picie, zaniosła mu, potem swoje wzięła.
Jak prawdziwa kobieta widzi buty i łachy.
W moich się nawet przespacerowała :) A gdy odkryła, jak otwiera się zamrażalnik, niepocieszona była, że nie może wszystkiego z szuflad wywalić. Jednak nadal dzika i nieoswojona z babcią, ale to minie, mam nadzieję.
Dlaczego nie narzekam na tę bandę tak, jak na drugą?
Bo ta jest trzymana krótko, zaopiekowana, nie wolno to nie wolno i nie muszę latać za nimi, mieszając w garach. Synowa nie wrzeszczy: Inżynier, Inżynier, zobacz co ona/on robi. Po meblach nie skaczą, wspinają się na nie majestatycznie.
I owszem, jest syf, malaria i wszystkie plagi egipskie, ale rodzice sami posprzątali śmietnik na podłodze.
Zmywać nie kazałam, nie lubię obcych w kuchni, a i moja kuchnia jest jednoosobowa.
Obiad wyszedł taki se, bo schab był suchy jak wiór, ale zjedli, nie grymasili, małolaty na szczęście miały cyc kurzęcy, a ten wyszedł OK.
Poza tym rąbali ciasto jogurtowe z zakalcem i prosili o dokładkę (ta młodsza część rodziny, znaczy się, po tatusiu takie niekręcące nosem. Banany i jabłko - jednym zębem, ale zakalec z apetytem). Wciąż nie mogę do końca  ogarnąć tego piekarnika. Na wierzchu cud miód i orzeszki laskowe, spód z leksza przypalony, w środku zakalce.
Fuck YOU :)
Parę ochrzanów, i słusznie, zaliczyłam od Inżyniera, za mój niewyparzony ozór, za słówka.
Ma rację.
Ale co ja za to mogę, że jestem kobietą z niewyparzonym językiem, w gorącej wodzie kąpaną?
Pojechałam z nimi windą, bo i kupki - jak to zwykle u babci - strzeliły - mam ten dar, jakoś mi to sprowadzanie deszczu przeszło w sprowadzanie kupsztali.
Wracam do domu, a Synowa drze się, zdejmując maseczkę (obie Synowe w maseczce są dla mnie nieczytelne), że mam podejść. Alienek w aucie rzewne łzy wylewał, że musi jechać do domu...
Nosz, kurde mol... Uspokoiłam jakoś, a z serca miód mi płynął, strumieniami, słoików w pobliżu nie było, by łapać...
Co na odjezdnym nagwizdał na moim gwizdku z protestów społecznościowych, tego moje uszy chyba więcej nie zniosą...
A zachwycony był, jak za każdym gwizdnięciem podskakiwałam, jakby mi ktoś jeża w dupę wsadził...
Ma tę moc, Skubany :P

Chcę dożyć chwili, że będę mogła ich kochać bez ograniczeń. Całą czwórkę.
Środa-czwartek ląduje u mnie druga ekipa.
Bo też są moi.
Bezapelacyjnie...

Niebiosa dopomóżcie. 


4 komentarze:

  1. Sprowadzanie deszczu przeszło mi w sprowadzanie kupsztali:-):-):-).No i weź tu zachowaj powagę,no weź:-).Jeśli ta twoja moc,ma duży rozrzut,to muszę swoją sister ostrzec,co też tam u nich może z niebios lecieć:-).Nieustająco lubię Cię czytać:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowo.Ale kupsztale są tylko w zakresie moich wnuków. Z nieba jeszcze nie lecą, ale nawet na Skype to tak działało: jest babcia, jest kupa... Mam tęęęęę moc :)

      Usuń
  2. popatrz a parę lat wstecz bałaś się że zostałaś sama i jak nie daj boże coś się stanie to nikt Ci szklanki wody ...a tu proszę wszyscy a Alienek na sajmprzód !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jednak mam tego Austriaka, bo nie bałam się o tę szklankę wody, ale o kufelek piwa :)
      No, oprócz mądrej Kalafiorkówny, która głośno protestuje, inne egzemplarze, nawet zjechane od stóp do głów jakoś tak ...
      Mam nadzieję, że Kalafiorkówna będzie twarda i się nie da.
      A na serio: nie chcę i nikomu nie życzę niesamodzielnego podcierania...
      I bolą mnie dzisiejsze czasy jak cholera...

      Usuń