życie z debilami, Kochany Pamiętniczku, taka jest naga prawda.
Amen.
W piątek z bólem serca, bo na ten mord paskudny padałam ze zmęczenia zgodziłam się na wzięcie na memłon wnuków od Pierworodnego. A tak, moja praca to jest male piwo, zresztą siedzę w domu i palcem w nosie dłubię, inni to pracują, a ja co? Czytam sobie...
W ciągu czterech dni "poczytałam sobie" taką kupkę
wydruczków, nie licząc tego, co w komputerku wpadło w Wordzie i w innych ustrojstwach.
I na zakończenie SMS "Pani Jędzo Nasza Bohaterko".
A następnego dnia bladym świtem zwlekłam zwłoki z wyra, 5.30, kąpiel, i czekam...
Nic, cisza.
Piszę.
Łaskawa odpowiedź, że jadą.
Lecę na złamanie gir, które ledwo się ruszają po tych czterech dniach kwitnięcia na dupie.
Są, z maseczkami na twarzy :) No ja głucha jestem, aparaty założyłam, ale moja Synowa ma taki timbre głosu i tak szybko mówi, że aparaty bez widzenia ust niewiele mi dają, zlewa się. A z kolei moje ukochane wnuczęta mamrocą tak, że niewiele do mnie dociera.
Tęsknię za moimi dziećmi, za Sikorą, za Baranem, wytresowanymi, by mówić tak, bym rozumiała.
Ale uśmiech na ustach, choć w sercu ból, Synowa zesuwa maseczkę, instruuje małolatów...
Wkraczamy do domu, mówię, że każdy ma swój ręczniczek i ma myć łapki.
Zdziwko, po co?
Nosz, kurwa, jechały do mnie autobusem, po wejściu do domu ZAWSZE myjemy łapy, bo tak, nawet jak nie ma koronawirusa.
Nie przytulam, nie całuję, nawet nie mam ochoty, bo na łebkach, gdzie mogłabym ucałować, mają smalec.
Śniadanie robię i...
O mało się nie porzygałam przy stole. Papryczek ma szpony jak orzeł biały, z brudem bodajże od miesiąca chomikowanym.
Wyrażam niezadowolenie.
Dziecko wyraża niezadowolenie z mojego niezadowolenia, bo ono nie będzie obcinało pazurów, bo nie lubi i już.
Śniadanie prawie całe ląduje w koszu, bo nie zje i już. A kanapeczka full wypas, szyneczka, serek żółty, rzodkiewki...
Nie bo nie.
No to nie.
Mała Wiedźma zjada i nie marudzi.
Czekam na wstępniak do warzywek, doczekuję się.
Spadamy na spacerek na Dębinę, bo można.
Idą jak na ścięcie, jakby im za to płacili, nosz, kurwa, nie byli na spacerku od wieków, ale nie bo nie.
Ja, stara, ledwo się ruszająca pruję jak strzała, ale oni nie, noga za nogą.
F16, latające nad Dębiną jak głupie w tym momencie, nie budzą żadnego zainteresowania, nie mówiąc już o drących się namiętnie ptaszorach, o buchającej zewsząd zieleni, kwiatach, pokrzywach, innych cudach wianka.
Nic.
Nosz, kurwa, a ja oglądając się wkoło, wchodząc do lasów komunalnych Koziołkowa, bo taką mają tablicę tereny Dębiny, z radością zrywam maseczkę, bo w lesie nie muszę...
Mówię, żeby zdjęli swoje też.
Nie bo nie.
To nie.
Ani kaczuszki, ani model statku na Grundeli, ani nic - wloką się.
Idę za Małą W. i widzę, że ma na głowie... kołtun. Tak, proszę szanownych czytaczy. Kołtun.
I ryk Papryczka na całą Dębinę, gdy oznajmiłam mu, że w takich brudnych pazurach to owsiki sobie grilla robią. Tylko czekałam aż wędkarze go utopią w którymś ze stawków za przeciągły ryk... Waliło mnie to,
Wracamy do domu. Obcinam kołtun MW, o mało nie rzygając. A mnie mało co brzydzi, bo kupsztale po wnukach sprzątałam bez drgnienia powieki, tam gdzie ich rodzice prawie rzygali. No co, kupa to kupa, ale tłuste kłaki i szpony brudne jak cholera?
Pytam: pomidorowa czy ziemniaki, jajko sadzone i warzywa.
Chóralna odpowiedź: pomidorowa.
Pomidorowa po chwili gotowa, rosołek był w tzw. międzyczasie upichcony, teraz koncentrat i lane kluseczki.
Jest niebiańska, przeszłam samą siebie. Mała W rąbie trzy talerze.
Papryczek odsuwa i mówi, że niesmaczne i chce ziemniaki.
Kazałam mu spadać na drzewo, więc zjadł łkając i poprosił o dokładkę...
Kurwa.
Na deser POLSKIE truskawki, po 30 zeta za kilo. Jedna czwarta ląduje w koszu, bo Papryczek je TYLKO pół truskawki, reszta mu nie smakuje.
Kurwa, mogłam zjeść całe, wrąbałabym z liśćmi, ponoć liście zdrowe są. Nie zjadłam ani jednej, no bo dla dzieci...
Małej Wiedźmie oznajmiam, że u niej pewno już wszy sobie grilla szykują. Zaczyna się drapać... Jakoś mnie to nie wzrusza :)
Przyjeżdża Synowa, dostaje dwa talerze pomidorówki, reszta ląduje w słoiku dla Pierworodnego (podzielił się z MW, wrąbała 4. talerz). Tłumaczy, że nie obcięła pazurów, bo się źle czuła. Ona się non stop źle czuje. Co do niej piszę, to zawsze przeprasza, że nie odpisała, ale się źle czuła. No, ja stara, czuję się wciąż znakomicie, wyjebana w Kosmos, nawet jak mnie wszystko napierdala,cóż, taki model.
Wyjeżdżają, w międzyczasie jęki Synowej, że MW nie chce myć głowy, nawet się uczesać nie pozwala, a Papryczek nie daje sobie obcinać pazurów.
WTF?
Co to znaczy: nie chce?
To za pierze i na powietrze świeże. Nigdy nie miałam takich problemów z dziećmi. Fakt, że Pierworodny nienawidził mycia głowy, ale mył, bo alternatywą było ścięcie na jeżyka, a chciał mieć długie. No to miał, wzdychał i mył.
Dalszy ciąg akcji:po powrocie do domu MW umyła głowę.
Papryczek obciął pazury.
Pierworodny była bardziej oporny, dwa dni trwało, ale umył łeb.
Za to Synowa nie umyła, bo sobie jakiś cudowny olejek wtarła :| A też ma hmmm...
W sobotę wlatuje jak po ogień Inżynierostwo w miodami, wysłuchuje jęków i...
Mam się nie dać.
No to się nie daję, w poniedziałek rano na maksymalnym wkurwie na myśl o jechaniu z PIT-em korzystam z ePIT.
Złodzieje, kurwa.
Moje trzy złote nadpłaty, po wielkim boju z ePIT znikają.
Bilans jest na zero, więc pierdolę. Niech sobie te 3 złote w dupę wsadzą, ważne, że nie muszę jechać, kolejkować. Zresztą chuj wie, czy US pracuje.
Na emilku mam potwierdzenie, że złożyłam PIT.
Jadę do księgarni, po książki zamówione dla Łobuzów i dla mnie, po Marylę z Zielonego Wzgórza.
Marylę polecam fankom Ani z Zielonego Wzgórza.
Moje miasto jak cudze, po ulicach suną jedynie staruchy :) No cóż, akurat to ich godzina zakupów.
Większość nie ma maseczek, ma przyłbice, zastanawiam się nad kupnem tego, ale dość już wydałam.
Wracam do domu, a tam niespodziewajka (odpaliłam pracową pocztę, bo czekam na świniory). Świniorów nie ma, ale... nagle i znienacka są pyry.
Zamykane w piątek.
Więc sorry Batory, ale muszę odmówić Synowej opieki nad dziećmi.
A i tak w rozmowie, mimo tej sterty stwierdziła, że i tak mogę poniańczyć, bo ona nie daje rady przy swoich dzieciach pracować.
A ja, mam, kurwa, dać radę?
Przy rykach P.. że on chce albo nie chce?
Serio?
Za jakie grzechy? Ja swoje dzieci odchowałam, nie moja wina, że nie było wtedy koronawirusa.
Więc jednak - nie.
Mam obligatoryjny urlop z pracy w maju, bo firma tak chce. I jedyny termin, kiedy mogę go wziąć to początek maja, bo potem nie ma opcji.
We wtorek poleciałam na Manhattan.
Dzisiaj chciałam do Biedronki, bo parę rzeczy mi brakuje.
I tak chytrze kombinuję, o której.
Poszłam zaraz po ósmej i...
W ogóle nie czekałam w kolejce :) Kolejka była do rzeźnika.
Zatem ogarnęłam Biedronkę, na kolana powalił mnie rachunek: prawie 200 zł, zero mięsa, zero napojów wyskokowych, masło klarowane na półce 24,50, w domu na rachunku stara cena: 19,90, nie reklamowałam, bo nie polecę z powrotem do sklepu, tym bardziej że na poczcie już ładunek pyrów czekał.
W międzyczasie ogarnęłam szafy, bo gaci nie mogłam znaleźć.
I poświęcając moje dwa dni urlopu - wezmę w przyszłym tygodniu MW i Papryczka na dwa dni. Później już nie dam rady, bo - pracując na pół etatu robię trzy gazety. Patrząc zaś na rachunki, pewno będę szukała kolejnej fuchy :)
Z życia z debilami: też spuszczam maseczkę, gdy nie ma ludzi w zasięgu wzroku, bo się uduszę.
I szacun dla latających w rękawiczkach. Nieważne, jakich.
Ale, kurwa...
Mamy na osiedlu takiego erotomana gawędziarza, chuj, nie facet...
Jakbym mogła, nóż bym w serce wbiła, ale zabiję świnię, a za człowieka pójdę siedzieć. Stoi przede mną w kolejce przy "moim" straganie. W czarnych jebanych rękawiczkach. Skończył kupować, leci i... KURWA MAĆ, łapie mnie za nadgrarstek. Zamurowało mnie, tylko nadgarstek wyrwałam i mowę mi odebrało.
Jakie znaczenie ma, że palant ma rękawiczki, a ja nie? Jebanymi rękawiczkami zbiera tak samo wszelkie świństwo, jak ja gołymi rękami. Tyle, że ja staram się nikogo i niczego niepotrzebnie nie dotykać, a chuj mnie macał!
Więc te wszystkie maseczki i rękawice psu na budę.
Ciekawe, ilu piekących się w nich wyląduje u dermatologa?
Całe życie z debilami, Kochany Pamiętniczku, całe. Nie opiszę, jak się myłam po powrocie, bo prawie skórę z łap zdarłam:P
I za każdym razem, jak czytam kolejną głupią wieść, jak ta o opodatkowaniu smartfonów i tabletów, bo wystąpił o to ZAiKS, spada mi kolejny włos z łysego łba.
A chuj mnie, że Maryla Rodowicz czy inna Doda ma kłopoty.
Miały tyle samo opcji na odłożenie na złe czasy, co ja.
I większe możliwości.
Tyle że ja nie rozbijałam się samochodami i nie mieszkałam w pałacach z ogrodnikiem.
Nie, że im zazdroszczę, mam Nadwornego Ogrodnika, o jakim one nawet pomarzyć nie mogą.
Nie, ale dlaczego mam się czuć winna, że celebryci przez małe c, bo o wielu z nich nie słyszałabym, gdybym nie miała neta, nie mają za co żyć?
Mnie latami nikt nie zapytał o to.
Więc...
Nie płacę więcej na nic,wystarczy mi rzut oka na mój PIT. Nie, nie dopłacam do zbiórek na przetrwanie. Może to wszystko powinno pierdalnąć, żeby ludzie się ocknęli i wypierdolili pisiorów? Jak w czasie Sierpnia?
Zabrano mi ponad połowę mojego dochodu.
Ile jeszcze mam dać z siebie, żeby wszystko mogło się kręcić?
Wiem, jestem egoistką i Starą Jędzą.
I dobrze mi z tym :D

zacznę od końca , jestem tego samego zdania , artyści płacą najniższą stawkę a potem płaczą że mają małe emerytury ale że przez całe życie żyli ponadprzeciętnie i mogli zabezpieczyć swoją emeryturę tego nie mówią
OdpowiedzUsuńco do wnuków , to nic nie napiszę bo ich nie mam :D
No właśnie się dziś doczytałam, że Izabela Skrybant, moje ukochane Pamelo żegnaj, w testamencie zabezpieczyła swoje dzieci. W sumie w porównaniu z Rodowiczką, of course, to była zawsze nisza, ten Tercet Egzotyczny. I dlatego mówię NIE kolejnym opłatom na ZAiKS. Niech sprzedadzą za wielkie mieszkania. I jeżdżą w MPK, tacy z nich artyści jak z koziej dupy trąba. Artystą to był Fogg :) No ja mam dużo wnuków, chcesz któregoś? Jak się rodzice zgodzą, odstąpię :)
UsuńJestem pod miłym wrażeniem, bo myślałam , że jestem jędzą. Celebryci? A kto się martwi o szaraków? . Każdy ma to, na co zapracował. OlaG
OdpowiedzUsuńJestem tego samego zdania :) Całe życie pracowałam, nie lansując się na ściankach i innych ustrojstwach. Klepałam biedę (ona to lubi), ale do głowy nie przyszło mi użalać się nad losem...
Usuńhttps://www.youtube.com/watch?v=E5BXIqk7UT8&fbclid=IwAR3KE0Oy4U7kMwkDdI3ipQf-hV-4RXPssPh-rjN2wtbrJNNQeRUF2xyhcrw
OdpowiedzUsuńJędzo Kochana, jak znajdziesz chwilę, to posłuchaj.
Ja daję tylko Mężowi (d..y) i Owsiakowi (kasy).Pisiorom mogę tylko garnek gotowanej kaszy manny na ryj. I jak nie lubię mięsa z kaczki, to tę jedną bym jakoś strawiła.
Trzym się zdrowo i nie daj się nikomu (wykorzystywać). No, chyba, że takiemu z Twoich kalendarzy...
M.J.nie zgadzam się z tym linkiem na YouTube, ale nie będę Cię nawracała.Skoro tak myślisz, to jest Twoja racja. Szanuję cudze poglądy, nie zawsze się z nimi zgadzając. Dzięki Eksowi byłam w tak "zalekarzonej" rodzinie, że to nieporozumienie. A i teraz wysyłają mi sprzeczne informacje. Wiem jedno: matematyka rządzi, wszak jest królowa nauk. Jest pandemia. Staram się ją przeżyć, bo mam dla kogo. Z Twoimi poglądami na PIS jest mi jak najbardziej po drodze :) Zatem cieszmy się z łączących nas spraw, a pomijajmy dzielące. Nie mam kasy na tyle, by któryś z gości z moich kalendarzy mnie docenił, więc niech cieszą oko za darmo (znaczy się za te 10 wydanych funtów). Poza tym nie sądzę, że którykolwiek z tych pozujących tam nie wkurwiałby mnie maksymalnie i nie zabiłabym go tępym nożem, bo tylko takie mam :)
UsuńNiekoniecznie marzę o posiadaniu w domu mięśniaka :) I polecam Hollywood na Netflixie :)
O mamuniuuuu, ja Cie podziwiam,za dora jesteś, Papryczek u mnie miałby przekichane, kanapeczki zostałyby aż by zgłodniał,,lub po prostu ktos inny by zjadł. Zasada jak,nie to nie i koniec.
OdpowiedzUsuńNo ale wiem,wiem, serducho babcine sie odzywa, a ja,sie mędrkuje, bo to nie moj Papryczek😀 No i te dzieciory teraz to takie na nie, nos w komorki, i laptopy i co ich tam nstura,,zielen, ptaszki.
Zarobionaś po kokardy,kiedy bedziesz,miała normalne wolne?
Papryczek u mnie też ma przekichane. Ale... rzuca się na odbierającą go matkę, ale żegnając się ze mną mówi sam (bez nakazów), że mnie kocha i będzie tęsknił. Podobno psy i dzieci są najszczersze :) Nie mędrkujesz. Doczekasz swojego Papryczka czy innego Alienka i czasem Ci włosy dęba staną na głowie. Synowa mi dziś powiedziała, że nie wierzy w to, że wychowałam Synów bezstresowo, w kojcu. Ze nie ma takiej opcji.
UsuńNo cóż.Oczami duszy widzę kojec.Znoszony do teściowej na dół. Wnoszony do góry. Pracę chałupniczą i inne takie tam.
Ale nie wszyscy to ogarniają.
Aja nie będę się kłócić,bo po co? :)
Wlosy Twoich wnuczat skojarzyly mi sie z .... gra w karty! Za mlodu na deszczowych wakacjach rznelam tygodniami w tysiaca wraz z kuzynami, ciotkami i wujkami. Karty byly juz tak tluste i tak sie lepily, ze jak to mowil moj ulubiony wujcio : " rosol mozna bylo ugotowac". 😬 Maryle Rodowicz uwielbiam , ale opodatkowanie smartfonow na artystow uwazam za skandal! WTF? Artysci PRLu byli na panstwowej posadzie i panstwo powinno im zapewnic przynajmniej tyle, ile ma przecietny emeryt. Swego czasu zyli ponad stan i zarabiali swietnie tez ponad stan przecietny. Szanuje ich dorobek i prace, bo dostarczali nam niezapomnianych przezyc, aktorstwo, kabaret, film, poezja i piosenka w Polsce staly na wysokim poziomie i to byla zasluga Komuny, bo jednak lozyla na te kulture i nie zalowala grosza. A ze artysci potracili te fortuny i dochody
OdpowiedzUsuńto nie znaczy, ze teraz my mamy placic im dywidendy - ale podstawowa renta czy emerytura sie naleza, jak wszystkim . 👍
Cieszę się, że udało mi się obudzić w Tobie tak miłe wspomnienia :) I w zupełności się z Tobą zgadzam co do artystów:)
UsuńMyśmy też grali w karty w wakacje i tak się zniszczyły,że ja z brystolu (kto pamięta ten biały wspaniały arkusz; brystol miałyśmy,bo nasza Mama dekorowała różne wystawy i ołtarz na Boże Ciało)więc ja z tego bristolu (chyba tak się to pisze)robiłam karty i graliśmy.Najbardziej lubiłyśmy z moją cioteczną siostrą grać w oszukańca i taką kuzynkę,która przyjeżdżała na wakacje do nas żeśmy jak mogły to oszukiwały a Ona w końcu mówi "nie gram z szachrajami".Tak mi się na wspominki zebrało przez te karty.Było to tak dawno ( lata 60-te),a tak jakby to było wczoraj.Pozdrawiam wszystkich M
OdpowiedzUsuńBo wszystko jest wczoraj :) I cieszę się, że mogę w ludziach budzić takie miłe wspomnienia.
UsuńBrystol :)
Marzenie... Moja Mama miała w szafie rolkę brystolu, a ja lata całe miałam litery z brystolu przez nią wycięte. Może są w komórce jeszcze w rupieciach?