Wstawaliśmy spokojnie, Inżynier jako dżentelmen zostawiał łazienkę dla mnie, albo gdy musiał wcześniej pracować, budził mnie obłędny zapach Lynxa, taki duszący, jak kiedyś Cube, którego używał Baran, te męskie duszące zapachy... :)
Jedzonko i picie dojeżdżało na wycieraczkę, świeże powietrze było na balkonie, wieczorem można było się bezkarnie alkoholizować, oczywiście, o ile było czym...
A i mordę było do kogo otworzyć.
A tu masz.
Wstałam skoro blady świt, w podskokach, bo o 9 powinnam być w pracy, żadnego męskiego zapachu, porządek aż jebał po oczach, więc wzdech, kąpiel, śniadanko, pasjans miał poziom ekspert, a czas naglił, więc maseczka na pysk i...
Tragedia.
Maseczkę wsadziłam jeszcze normalną, w sensie, że od lat w szufladzie miałam maseczki chirurgiczne sztuk trzy, nie mam zielonego pojęcia, z jakiej okazji je kupiłam, ale są.
Więc maseczka na ryj i... Nie mogę oddychać, a okulary zachodzą parą.
Nosz, kurwa. Chapeau bas dla chirurgów, którzy w tym operują... A zawsze śmieszył mnie kawał, że chirurg ma po to maseczkę, żeby noża nie oblizywał...
Zjeżdżam dzielnie na dół, pocieszając się, że na świeżym powietrzu będzie mi łatwiej oddychać, ale ni chuja wafla.
Piździ mroźno, ale tchu złapać nie mogę, okulary wciąż zachodzą mgłą, a na dokładkę ze ślepiów leją się ślozy, z nosa cieknie, muszę maseczkę podnieść i wysmarkać się, bo się uduszę. Jebać koronawirusa, nie mogę zejść na bezdechu. Wdech, wydech, okulary zachodzą mgłą, a na "tym" wzniesieniu lezę po omacku.
Docieram do galerii ostatkiem sił (w głowie kołacze mi: ostatkiem sił wsiada do łodzi, na wiosłach zaciska swą dłoń)...
Schody zastawione, znaczy się te ruchome. Na zwykłe mnie nikt nie namówi, o nie. Więc winda.
Kolejka idzie wężykiem, jedna do rzeźnika (jednak otworzyli), druga do Biedronki.
Gorąco, grzeją na maksa.
Ja jedyna w maseczce. Kolejka jak świński ogonek, ale i pary stoją.
Razem.
Kobietka se lata od jednej do drugiej, szarpie drzwi apteki (jeszcze zamkniętej). Aktywna jak Krakatau... Marmoli pod nosem, że jak to, wszystko jeszcze pozamykane... Jest parę minut po ósmej...
Ludzie w rękawiczkach ze zrywek z Biedronki, kurczowo zaciskają ręce na poręczach wózków.
Mój prześladowca - zawsze za mną namiętnie łaził, co mnie wkurwiało, no wiem, taki żywot ochroniarza, ale po tych kilku latach powinien wiedzieć, że nie wynoszę nic, ale łaził za mną wciąż...
W maseczce, w foliówkach, ważny, wpuszcza ludzi.
Ale par nie wpuszcza, muszą się rozdzielić, wpuszcza ich pojedynczo.
I chuj z tym, że rozdzielony czeka aż połówka zostanie wpuszczona i zakupy robią razem...
Zdejmuję kurtkę, bo za chwilę na orbitę wylecę, jestem oprócz obsługi jedyną osobą w markecie w bluzce. Jak oni wytrzymują w watowanych kurtkach, chuj wie i zrozumie.
Wreszcie, po półgodzinnym kiblowaniu w kilkuosobowej kolejce (ludzie wywożą wózki wyładowane tonami żarcia, w sumie rozumiem - święta blisko, a kto ma ochotę kiblować w takich kolejkach kilka razy, a w domach będą wielkanocne uczty, nie ma innej opcji) dostaję się do marketu. Z rozpędu, nie czytając przez zamglone okulary, zamiast kupić wkład wymienny do płynu do mycia naczyń, kupuję kapsułki do prania, których nie cierpię, a które potem windują mój rachunek do 200 zł z grosikami :) Ogarniam to dopiero w domu, na spokojnie, ale zakupy wciąż z motorkiem: od 9.00 powinnaś być w pracy.
Lecę do chaupy kurcgalopkiem, spocona jak mysz kościelna, a mirabelka koło przystanku ubrała się właśnie w biały welon i listki strzelają, prawie słychać te strzały.
Ale ze mnie głupia cipa, co się potem okaże.
Zziajana wpadam do domu o 9.23, rzucam wszystko, lecę do łazienki, szoruję ręce, wywalam wszystko na chama, bo mrożonki, w przelocie włączam kompika, loguję się...
I chuj.
Nic na poczcie.
Ja, karmiona punktualnością latami, nie myślę, że w razie W mógł mi paść net, że takie tam...
Nie, 9.00, a jeszcze lepiej 8.30, SJ z uśmiechem na ustach tkwi przy kompiku, nieważne, w biurowcu, czy w chałupie, bo praca.
Kurwa.
SJ zasługuje na postawienie pod murkiem i kula w łeb.
Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu, co nie?
Zwalniam, opróżniam wózeczek, goździki, za którymi nie przepadam pakuję do wazonu, ukochane pieścichłopy były już prawie całkowicie rozwinięte, więc z bólem dupy wzięłam goździki, ale już nie miałam czasu na lecenie do kwiaciarni, gdzie za 30 zeta wg fejsbuczka mogłam nabyć 25 pieścichłopów, wspomagając upadające polskie badylarstwo (a nie tak dawno badylarz to był pan)...
Piję niedopitą poranną herbatkę, bo jestem odwodniona, co mówią mi nerki, pobolewając, ale co tam, dzielna jestem, i praca start...
Kurwa mać.
Pracuję prawie do 20.
Nie, żebym sobie rękawy wyrywała, pracy było po kokardkę i kucyki, dopóki dochodziła ta 600-stronicowa książka o prosiętach, którą mam za ekstrakasę zrobić, ale ja kocham porządną pracę.
Ale to, co miało iść dziś do drukarni, kapało leniwie...
Po kropelce...
Wywiad Bossa z ortografem, aż poleciałam sprawdzać Worda, że jak mogłam, jak mogłam taki koszmar puścić.
Nie mogłam, nie puściłam. Dopisane później.
Warzywka, prosięta, korespondencja z maszynkami zamykanymi...
Obiadek, pasjans, roczne rozliczenie za media, mam nadpłatę, małą, ale i tak jestem na plusie...
I tak do 20...
A o 20 na moje usilne naleganie, że no ile można, A. odpisuje mi: "przed chwilą wysłaliśmy wszystko do drukarni.
Niestety nie było już czasu wysyłać do Pani 2. Korekty, bo drukarnia zagroziła, że pójdzie do domu". Cytat dosłowny, bez poprawek.
Ja to, kurwa, nawet pójściem do domu nie mogę zagrozić obecnie, bo z domu pracuję.
A. ma dysleksję i dysgrafię. Jego teksty poszły bez korekty. A w stopce jak byk stoi: korekta: Stara Jędza... I znów zszargałam moje dane osobowe :)
I tak mi minął dzień, w tzw. międzyczasie, kiedy nie słuchałam radia Pogoda, oglądnęłam
Kurwa mać...
Inżynierostwo ogarnia lokum.
A ja?
Tak, jestem nierozsądna.
Ale pójdę jutro na Manhattan, bo może jakieś świeże warzywka dorwę. Nie byłam tam ponad dwa tygodnie. Fakt, nie bywałam dłużej, jeżdżąc do UK... Ale... To inna bajka :D
No i bratków dokupię, w ramach wspierania Pana od Pomidorków.
Co ma być, będzie...
Świąt jako świąt nie planuję, bo Pan Jezus zmartwychwstanie niezależnie od tego, czy okna umyję i czy będę miała szynkę czy nie. Mogę zamówić garmażerkę u siostry Synowej, dowiezie i z tego skorzystam. Nie będę kwitła w kolejkach.
Nie wiadomo jeszcze co z wnukami od Pierworodnego, ale będą musiały przeżyć na pyrach, jak będę książkę robiła, a będę.
O dostępie do sieci firmowej cicho, pewno znów cała para poszła w gwizdek.
W sumie mi to rybka.
I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejsze kwitnięcie przy kompiku, Kochany Pamiętniczku :)
Maski na twarz sa okropne!! Pamietam jak sie w tym meczylam w czasie choroby. Te parujace okulary i brak powietrza chyba powoduja, ze czlowiek ma wrazenie, ze mu ciagle z nosa cieknie.
OdpowiedzUsuńStraszne to jest, wiec wspolczuje.
Przeczytalam poprzednia notke, jakos nie mam czasu az dziwne, bo przeciez powinnam miec. Doczytalam tez w komentarzach pod tamta o porterowce, nawet w miedzyczasie znalazlam jakis przepis on line i wydaje mi sie, ze "przemawia do mnie", wiec pewnie zrobie tylko jeszcze nie wiem kiedy:)) Spirytus jest, piwo moze byc w kazdej chwili wiec kto wie... kto wie.
Nosiłaś, to znasz ten ból. Mnie teraz czeka antysmogowa, bo chirurgicznych nie mam. Śmierdzi i pierdzi, a tu upał... Trudno :)
UsuńSmacznej porterówki życzę :) Tylko nie padnij, bo to siekiera jest :)
Ja Ci już kiedyś to mówiłam,ale powtórzę...nawet jak marudzisz,klniesz, wyzywasz to i tak świetnie się to czyta,bo masz coś takiego co po prostu przyciąga i sprawia,że się Ciebie lubi i już.
OdpowiedzUsuńU nas teraz cały czas lekcje przez Internet rozwalaja wszystko,bo to co się dzieje to jest po prostu tragedia i tyle.Syn jest w klasie maturalnej i na prawdę mają jeszcze tyle roboty,że to wygląda tak jakby mieli jeszcze połowę materiału do zrobienia.A to wcale tak nie jest.W styczniu nauczyciele mówili,że teraz to już z górki,na spokojnie,powtórki itd.to co oni teraz robią? Od 9.00 jakieś tam niby bieżące lekcje,potem zadania dodatkowe i zadania do zrobienia do zaliczenia i kończy się to teoretycznie o 16.00.Ale! Nagle któremuś tam przypomni się coś i dosyła żeby zrobili jeszcze to czy tamto sramto i owamto powiedzmy o 20.00 i to ma być na jutro rano🤗
Corka 1 klasa liceum niby wszystko ok,ale Pani od historii i wosu nie ogarnia systemu,a ma dopiero 40 lat i przez nią robią podwójną robotę,bo ona nie umie pracować na programie, na którym wszyscy inni pracują.
Nie dziwię Ci się więc,że tak narzekasz na to w jakim tempie dostajesz materiał do pracy,bo jak widzę jak wygląda praca moich dzieci w domu teraz to sądzę,że to bardzo podobne.
Ano. Z tym że ja mam to od 10 lat. Dopiero w tej firmie czekam na materiał, w innych miałam zapieprz na okrągło. Ale nie narzekam już, mam pracę, gdy inni ją tracą lub o nią drżą.
UsuńJedzo ciesze sie , ze wyszlas z kwarantanny i chodzisz zamaskowana , ale wytlumacz mi jak to jest, ze masz sie zajmowac wnukami? To nie zakazu odwiedzania sie nawzajem? wiem tylko, ze to one sa w tej chwili zagrozeniem dla Ciebie - moga byc zdrowe, a zarazac. W UK wolno sie spotykac tylko mieszkajacym pod jednym dachem, z malym wyjatkiem rozwiedzionych rodzicow. Reszta ma trzymac dystans.
OdpowiedzUsuńZakaz jest. I tak, nie powinni mi ich przywozić. Rozeszło się po kościach, ale nie chciałam, żeby musieli z powodu dzieci bać się o pracę. Czasy są dzikie i nie przemawia do mnie argument, że to nie moje zmartwienie. To moja rodzina. Co ma być, będzie. A UK na swoich przepisach przejechało się jeszcze lepiej niż PL na swoim zwariowanym rządzie. Każdy ma swoje piekło jak widać.
UsuńA masz racje, tyle ze tu rzad wyklada kase milionami na pomoc firmom i jednostkom... izolacje zarzadzili, ale biora na kark skutki tego wariactwa
UsuńGdy nic nie piszesz nie wzdycham nie placze. Nie trace zmyslow kiedy cos napiszesz. Lecz gdy juz dlugo nic nie skrobniesz to wtedy zadaje sobie pytanie. Czy to jest do slowa czy ciebie kochanie czy milosc 🥰
OdpowiedzUsuńJestem w szoku, Moniko :) Nikt jeszcze do mnie tak czule nie mówił :) Mówi do mnie jeszcze, za taką rozmową tęskniłam lata. Każde Twoje słowo słodkie w mym sercu wywołuje dreszcze, mów do mnie jeszcze :) A na serio: bardzo dziękuję, miło mi :)
UsuńSklamalam,wzdycham jak nie piszesz
OdpowiedzUsuńTo może, skoro kłamiesz, to znasz:
UsuńŻeby rzecz wyjaśnić wreszcie, tak czy owak, tak czy siak...
:) https://wiersze.fandom.com/wiki/Wyja%C5%9Bnienie_(Ginczanka_-_%C5%BBeby_rzecz_wyja%C5%9Bni%C4%87_wreszcie...)