sobota, 11 kwietnia 2020

Dech

mi dzisiaj w piersiach zapierało i to nieraz, Kochany Pamiętniczku.
Albowiem łamałam zakazy.
No, nie tak do końca, bo wszystkie te pojechane zakazy są gówno warte, skoro nie ma stanu wojennego, wyjątkowego czy jak to tam zwał.
Miałam jechać do Inżyniera na taką niby parapetówkę. A ściślej - na obiad, bo szparagi kupił, a jak wiadomo, mnie się zawsze rwie na szparagi.
Najpierw chciał po mnie przyjechać, ale na samą myśl, że on tym odwrotnym samochodem jeździ dostaję palpitacji.
Więc rzekłam, że nie, że dojadę MPK :)
Potem zaczęłam się łamać, pomyślałam: taxi. Nawet wygooglowałam, czy można jeździć taksówką. Można.
Ale z drugiej strony - już prawie miesiąc nie byłam w mieście, więc ciekawość zwyciężyła. Fakt, że to Wielka Sobota, no i zakazy, ale jazda MPK jak w bajce. Pusto, czysto, słoneczko świeci. Nikt koło mnie nie siada.
Dojechałam do przesiadki, wysiadam z autobusu i dreszcze mi na plecach lecą w te i z powrotem. Na chodniku stoi suka z włączonymi pipami, a ja popylam z siateczką, która o mało się nie rozpada od wypchania (puzzle ze Słodziakami zabrałam, bo nic w domu innego nie było, wszak nie kolęduję po sklepach). Ale nic, przeszłam, nówka nieśmigana.
Przesiadka, tramwaj równie pusty jak autobus, piszę do Inżyniera, że wysiadam, popylam, bo na mapach odpatrzyłam trasę i nagle słyszę głos, a osoby nie widzę, taki metaliczny, szczekający, że blablabla, siedzieć w chaupie na dupie...
Już szukam w kontaktach psychiatry, bo jak to, znikąd ten głos, skręcam za róg,a  tam na światłach policja z pipami i szczekaczką na platformie. Ufff...
I znów popylam, aby szybciej...
Sama wizyta naładowała mi akumulatory. Alienek od proga rzucił się na babcię i dostał opieprz, bo "batia monster". Za niewinność oberwał, bo batia faktycznie monster w masce na mordzie. Kalafiorkówna za to rechotała jak najęta. Batia polazła ręce umyć, maskę zdjęła i już przepadła, przegrała, nie miała wyjścia. Była cała Alienkowa, zaalienkowana, obarczona dziedzicznie, namawiana do grzechu, czyli do całowania, kapce ojcowe z szafki wyciągał, żeby batia bosko nie chodziła, tulił, dał sobie wytłumaczyć, że nie całujemy w usta ani w policzki, tylko w główkę i na hasło "łebek" podsuwał tył łebka łebeczka do ucałowania...
Kalafiorkówna zaś, córeczka mamusi i tatusia, dopiero pod koniec wizyty się ośmieliła, ale nie dziwię się, prawie nie miałyśmy dotąd kontaktu, zawsze spała w wózeczku podczas randek, a potem wisiała na cycku.
A ziółko z niej, ziółko z psiego ogródka, na co się nie da i da, wlezie, zmywarkę włącza i wyłącza, wszędzie jej pełno, nie słucha...A je tak, że ubierać tobym chciała, ale żywić to już nie.  Inżynier wspiął się na wyżyny sztuki kulinarnej i obiad wysmażył, że ojapierdolę :) Alienek tylko frytki z ketchupem zjadł, nawet obietnice złotych gór nie pomogły. Za to godzinę po obiedzie wrąbał sześć skibek chleba. Kalafiorkówna na widok chleba dostała apopleksji i wrąbała dwie skibki plus całego pomidora. Gdzie to dziecko to magazynuje, pozostaje tajemnicą, albowiem jest maleńka, kryształowa i przezroczysta.
I tak powykorzystywali starą babcię do szpiku kości, aż się sumitowałam. że tak długo siedzę. Na to Inżynier, że już dawno nie mieli takiego spokoju z dziećmi, które nie latały jak szalone, ale siedziały przy stole i męczyły babcię.
Widać, że nie ma litości nad starą matką.
U nich to chyba rodzinne.
Odwozić chciał, ale wybiłam mu to z głowy, bo jeszcze tego brakowało, żeby z tą odwrotną kierownicą dziś jeździł, na pewno by zatrzymali. Stać mnie jeszcze na taksówkę raz na ruski rok :) Przyznał mi rację i pojechałam do domu taksówką, grożąc i Alienkowi, i rozpaczliwie machającej Kalafiorkównie, że jeszcze się zobaczymy :)
Podjechałam do Pierworodnego, podrzuciłam prezenty, drożdże i garmażerkę i dojechałam do domu.
Cała i zdrowa, dziękując niebiosom za pomysł wracania taxi, bo nawet w stanie wojennym nie widziałam tylu radiowozów.
A teraz czekają na mnie filmy, zabawki (nieerotyczne, ale jak się uprę, to kto wie), piescichłopy wszędzie i cisza. Błogosławiona cisza.
Nie będę się nakręcała tym, że JK polazł do święconki. Gdyby w moją stronę płynęło tyle złych myśli, nie spałabym chyba nawet w otoczeniu armii ochroniarzy.
Sama i tak bym nie poszła, dla mnie święta to święta, kolejny dzień wolny od pracy. Pewno, że kusi, by iść na Dębinę, przyroda w tej chwili szaleje, jest najpiękniej i temperatura w sam raz. Iść z bliskimi, zrobić wreszcie wspólne zdjęcie Bandy Czworga, bo jeszcze nie mają, Wielka Trójca jest, Banda Czworga jeszcze się nigdy razem nie spotkała, a Kalafiorkówna ma już rok i cztery miesiące bez mała.
Ale to już wina wirusa, że jest jak jest.
Wierzę jednak w karmę, że wróci.
Do tych wszystkich, którzy lekceważą prostego człowieka.
Zabraniają mu pójścia na cmentarz.
I zrozumiałabym zakazy, gdyby stosowali je również do siebie, wtedy byłyby racjonalne.
Nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych, ale pośwituje mi: czy są aż tak głupi, ze lekceważą wszystko, czy to jest jedna wielka ściema, żeby lud za pysk wziąć?

Karmo, czekam aż się spełnisz.
Maseczka wyprana, schnie.

I wszystkim życzę, by na przekór temu wszechogarniającemu smutkowi znaleźli w sobie nutkę optymizmu i radości.
Wszak i On zmartwychwstał. Na przekór.


16 komentarzy:

  1. Co za piękny dzień miałaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, zwłaszcza jak ten od batia monster prawie mnie nie udusił,dawno nie byłam tak kochana. Chociaż wiem, że moje osobiste dzieci mnie też, ale wiesz, że sierściuchy i małe dzieci. A jeden zjebanych sierściuchów na mój widok aż się sprężył w komendzie: nie pierdol, głaszcz... Serio? Serio? Lepiej być nie mogło. Arya dała się
      pogłaskać. Nie mów, że mam kupić jebanego sierściucha. Nie ma takiej opcji :P

      Usuń
    2. Hahhaha, nie,,po co masz kupować, jak zechcesz sie pomiziakować, to masz juz gotowce i wykorzystasz, paczaj jak fajnie😀
      Batia monster:))))

      Usuń
  2. I widzisz,Jędzuniu,są na świecie rzecz,o których się fizjologom:-) nie śniło.Popyla sobie,kobieta od jednego dziecięcia do drugiego,co to jeszcze "wczoraj"za wielką wodą byli.Cuda,Panie,cuda...:-)Miłych Świąt.W zdrowiu i spokoju życzę:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o Lubuszanka napisała w punkt , przyjemności Jędzo

      Usuń
    2. A dziękuję, Dziewczyny,byłam tylko u jednego, drudzy nie prosili. Ten, u którego byłam, podziękował, że zaryzykowałam dla nich mandat. A ten drugi? No cóż, ma inne zalety. I tego się trzymam :D

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Wzajemnie dla Ciebie, Gwiezdny Pyle i dla Twoich bliskich :)

      Usuń
  4. Milych świat !
    Jesteś mądra i odważną Jędzą , ze odwiedziłaś dziecka :)
    pozdrowionka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu,wzajemnie, żaden trud, lubię adrenalinę i ciekawe życie :)

      Usuń
  5. Mogę tylko dodać, miej jak najwięcej radości z życia, siły w pokonywaniu przeszkód i przyszłości bez lęku. Wesołych Świąt !

    OdpowiedzUsuń
  6. Se narzekaj na wnuki...Serce byś oddała, gdyby było trzeba, nawet za Małą Wiedźmę.
    A pokurcz... małą literą, bo nawet na taki szacunek nie zasługuje by mu obelgę pisać wielką.
    Jak na nich patrzę to przychodzi mi do głosy wiersz Miłosza
    Który skrzywdziłeś człowieka prostego...

    Rzadko patrzę, bo są przyjemniejsze widoki, ale czasem widzę, i wtedy... Zasrali mi kraj, mam nadzieję, że ich wszystkich wreszcie własne gówno obleje.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ ja na nie nie narzekam, są idealne jak dla mnie, brojące dzieci to zdrowe dzieci, a MW jest idealna, w każdym calu, żeby jeszcze tylu kompleksów nie miała... Jak ja w jej wieku. Ale nie jestem psychologiem i nie chcę nic zepsuć :(

    Co do reszty jesteśmy zgodne, a ja nawet na barykady pójdę, jeśli to pozwoli wywalczyć dla nich lepsze życie. Nie mam już nic do stracenia. Lepiej. że będą wspominali babcię walczącą, niż srającą w pampersy :P

    OdpowiedzUsuń