mgnień wiosny za mną, Kochany Pamiętniczku.
Uświadomiłam to sobie, lecąc - jak romantycznie - ze śmieciami bio i zmieszanymi do osiedlowej gemyli.
Ledwo zipiąc, coś jest nie tak albo z moimi płucami, albo z tą jebaną maseczką. Ale to nic, to minie, minie, minie, musi minąć. Nie ma innej opcji :P
A tu na drodze
i po raz kolejny zaparło dech.
Życie, nie da się ukryć.
Pitolenie wydrukowane, czeka na odniesienie do US, ale to za tydzień.
Zamówione książki, które miały iść tygodniami, doszły znienacka, problem polega na tym, że nie mam ich jak odebrać, księgarnia czynna od 10 do 18, w sobotę nieczynna, a ja, mimo tego popierdoleństwa wkoło, pracuję od 8 do 19.
Przez cztery dni, potem mam na wycugu wnuki, a z nimi nie pojadę przez pół miasta. Jedyna pociecha, że odpisali, że książki poleżą do przyszłego poniedziałku. Też nielogiczne, bo skoro pracują tak, jak pracują, to 7 dni czekania powinno być liczone w dniach roboczych, bez weekendu. No co pan zrobisz, jak nic nie zrobisz.
Mam do wysłania dość pilny list, ale nie wyślę, bo poczta otwarta od 8 do 14. I tak, rozumiem wszystkie racje, ale czy nie mogłaby być przez 2 dni chociaż otwarta po południu?
Jak żyć w takim wariatkowie, jak żyć?
Ludzie w pracy mają pomieszanie z poplątaniem. Tak, wiem, że trudno ogarnąć, bo jeden miesiąc pracowałam na swoim sprzęcie i swojej poczcie, a teraz na serwerze, ale, kurwa. Dlaczego muszę ogarniać sytuacje typu: nie wiem, czy pani miała. Ja też nie wiem, czy miałam, nazwy plików mi niewiele mówią, numery stron tym bardziej. Oni mają do ogarnięcia SWOJE teksty, na konkretnych stronach, zmieniają już po mojej korekcie, ja całą gazetę, tym razem ponad 170 stron (miało być biednie, 140), więc skąd ja mam wiedzieć, czy coś było, czy nie? Mam napisane, że "w ramce na stronie..." i nie mam fizycznej możliwości sprawdzenia, na której stronie ta ramka. Zaznaczam więc, że na stronie..., a gościówa do mnie pisze: dlaczego pani zaznaczyła. Bo, kurwa, odsyłają teksty na które okiem nie rzucili drugi raz, co widzę, więc zaznaczam, żeby sprawdziła. Pracujemy razem od lat, realnie wpadam do niej i mordę drę, a tak co mam zrobić, uprzejmego emilka pisać w stylu Bossa, że szanowne koleżeństwo, jak mi emilek za emilkiem na pocztę wpada, wysikać się nie mogę, a co dopiero mówić o innych domowych zabawach? Pan Kanapka nie wpada, gotować muszę sama.
Jak mam stronę czy tekst fizycznie, to pamiętam, mam pamięć wzrokową, a poza tym jak w pierwszej linijce widzę błąd, którego po pijaku bym nie puściła, to rzut okiem i już wiem, czy to dziewicze, czy ktoś po mnie majstrował.
Dlaczego mojego tekstu nie ma? Bo wysłałeś go na prywatny, co odkryłam przypadkiem, po twojej reklamacji.
Witki opadają, jeden plus, że latam teraz do skanera, chociaż oni (a upierali się na wydruki) na skanerze mają przejebane, bo dostałam drukarkę z demobilu i zamiast tekstu na rastrze widać prawie nic. Ja widzę, bo aczkolwiek ślepa jestem, u okulisty zawsze bezbłędnie odczytam najdrobniejszy druk, który mi dają, albowiem zgaduję litery po kształcie. Jako że drukuję z PDF, co dodatkowo zmniejsza druk, w razie W otwieram PDF, powiększam i git majonez, no ale to trzeba umieć kombinować. Zeskanowany badziewny wydruk, owszem, pokazuje czerwono błędy na rastrze, naniesione kurewskim kolorem, ale jak zgadnąć, na jakim wyrazie. A nie mój ból, mnie na nowym krześle dupa już nie boli.
A na PDF elegancko kolorek, dymek :)
A wszyscy myślą, że jak pracuję z domu, to i porządek w szafie zrobię, i okna pomyję, ciasto upiekę i "jak ty masz dobrze".
Ano mam, kasa - odpukać - regularnie jest na koncie.
A ja, jak ta dziwka, tania dziwka, sprzedaję się za drobne...
Dochodzę do wniosku, że wcale nie spieszy mi się do powrotu w pracowe pielesze. Brakuje mi tylko wyjścia z domu, ale to minie, minie, minie.
Wyjdę, bez zobowiązań, bez plecaczka.
I na złość, kurwa, dożyję wyjścia bez szmaty na tym mordzie.
I ludzie też nie będą mieli szmat na pyskach i będę widziała, co kto mówi i w uszy wetknę znów słuchawki, by iść w stronę słońca, w stronę słońca aż po horyzontu kres, w rytm serduszka pukającego w rytmie cha-cha, nie słysząc F16, motorów, wrzasków, szczekania psów i innych paskudztw...
Na złość.
Jakem Stara Jędza :)

Wszystkiego najlepszego - Stara Jędzo! Rocznik 55 jest najlepszy - wiem po sobie! ;)))
OdpowiedzUsuńDziękuję, wzajemnie :) Nie wątpię, że to jest znakomity rocznik, ale 54 wymiata. Ja z końcówki 54, wciąż mam na szczęście - te 65 wiosen za sobą :D
UsuńWiem - mało błyskotliwa jestem, ale to nie kwestia inteligencji (chyba), tylko długotrwałego siedzenia w domu...
UsuńNiemniej jednak nadal Ci życzę wszystkiego najlepszego - czy tylko w grudniu przyjmujesz??? ;)))
Przyjmuję zawsze, jak są szczere :) A tu zwykłe qui pro quo wyszło i nie masz się czym sumitować :)
UsuńStara Jędzo, czy mi się wydawało, czy kiedyś pisałaś, że masz sporo apaszek w domu? Jeśli tak to zamiast maski, która dusi, to omotaj się apaszką. Ja po czwartkowym chodzeniu w maskach, rozpoczęłam leczenie zatok, a dusiłam się tak, że wyglądałam, jakbym uciekła z piekarnika. Teraz mogę chodzić, a muszę, bo piesa nie chce chodzić do toalety... Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJa się duszę we wszystkim. Może to swojego rodzaju klaustrofobia, bo tę mam, nie wiem.I też po każdym wyjściu w masce leci mi z nosa, kicham, a rano mam zatkany nos i gardło obolałe. Chyba wezmę przykład z młodych i będę naciągała maskę na widok patrolu.
UsuńNie, no urodziny miałaś w grudniu, tak sobie wiosny policzyłaś:) a to moja 65. też, bo ja z tego rocznika 55:) ( a myślałby kto,ze masz taką spokojną pracę!)
OdpowiedzUsuńPracę mam spokojną, jak puls nieboszczyka. Żeby tylko inni pracowali wolnym walcem przez trzy tygodnie, a nie w jednym dniu wszyscy. A, witki opadają i gumka w majtkach strzela, co miesiąc apiać to samo :)
UsuńKochana Jedzunio,zdrowia fizycznego i psychicznego Ci zycze z okazji tych okraglych wiosen.O cala reszta zadbasz sama lub sama przyjdzie.Te oficjalne lata to tylko powloka jest,w srodku mysle 30 max 40 wiosen😆 u mnie w nl w poniedzialek urzad miejski do 19 czynny,poczta w piatek do 19,kazdy wsio zalatwi.Tez wierze ze dozyjemy nowej normalnosci .Zazdroszcze i podziwiam (w odwrotnej kolejnosci) obeznania z komputerem i elektronica. Zdolna bestia z ciebie i tak trzymaj.Pozdrowienia i buziaczki
OdpowiedzUsuńMoniko, dziękuję :) A okrągłe te wiosny, jak ja. W środku to ja wciąż mam te 18 lat i stoję na peronie bez końca, chociaż do końca nie jestem pewna, czy to byłby właściwy wybór :) Nie zdolna, tylko uczyłam się o komputerach wtedy, gdy mało kto w PL o nich słyszał. A komputer to zwykła maszyna do pisania i tak go trzeba traktować. W moim zawodzie akurat ułatwia życie na maksa :D
UsuńWszystkiego najlepszego Jędzuniu i tego, czego sobie życzysz kochana! A przede wszystkim zdrowia i świętego spokoju :*
OdpowiedzUsuńPo przeczytaniu komentarza Stardust, jest mi głupio. Ale, co tam, życzenia można składać każdego dnia!
UsuńWięc jeszcze raz Jędzuniu złota - na każdy dzień wiosny i resztę roku - zdrowia i spokoju ;)
Pasiasta, dziękuję i nie ma Ci być głupio, że mi dobrze życzysz. Notka była enigmatyczna i jak to u mnie - mnóstwo skrótów myślowych :) Dziękuję i wzajemnie, kochana :)
UsuńPrzeczytalam notke i wszystkie komentarze i tak sie zastanawiam, czy ktos tu jeszcze czyta :))))
OdpowiedzUsuńNie nie bede Ci skladac zadnych zyczen, bo spokojnie poczekam do grudnia kiedy masz urodziny zreszta one beda 66-te.
Niemniej ubawilam sie serdecznie za co tak Tobie jak i wszystkim skladajacym Ci zyczenia bardzo dziekuje:))
Nie ma za co :D
UsuńStar, nie masz pojęcia jak mnie cieszy, kiedy się odzywasz.Nie mam czasu na łażenie po hamerykańskich stronach, bloga nie masz, a u nas piszą, jak to w NY City ludzie mrą na ulicach jak muchy. Więc Ty nie śmieszkuj z tego nieporozumienia, tylko skrobnij czasem, jak się czujesz :) A dobra zabawa nie jest zła, co nie? :P
UsuńDla mnie kazda zabawa jest dobra!!
UsuńSpoznilam sie troche, bo mnie tez dupa boli i wszystkie czlonki, od tego przymusowego urlopu jestem narobiona jak kon po westernie. Jedzo, gratuluje nowego krzesla ! Wiem co to znaczy - dobre krzeslo to byc albo nie byc - bez tego wysiedzenie przy kompie tylu godzin niemozliwe. A propos masek - u nas przymusu jeszcze nie ma, ale spodziewamy sie, ze powrot do pracy bedzie od tego uzalezniony - moj chlop w okularach nie daje rady : oczy zaraz cale zaparowane ! zamowilismy maski z zaworkiem , na ebayu roi sie od coraz to nowych modeli - ciekawa jestem czy te zawory pomoga : ma to odprowadzac heat, pare wodna i co2. Sciskam cie mocno - jestes Silaczka ! xxx
OdpowiedzUsuńOlaboga, Siłaczka umarła młodo, a ja jestem stara dupa :) W tym wszystkim jedno jest pewne: powstaną fortuny zbudowane na maseczkach.
UsuńW sumie to jak umarłemu kadzidło, co ma być, będzie. I z szacunkiem patrzę na aktorów grających operujących lekarzy.
A lekarzom pomniki stawiałabym.
Chociaż zawsze śmiałam się z TEGO szwagra, mówiąc, że chirurdzy po to mają maseczki, żeby nie oblizywali skalpela:)
Jak jest nastrój do świętowania, to świętujemy. Taka Ela Druga obchodzi urodziny dwa razy w roku. Glkz
OdpowiedzUsuńOczywiście, że nie jestem gorsza od Elki. Mam nie tylko Nadwornego Ogrodnika (mądrego, przystojnego i kochanego), ale także cały dwór, łącznie z osobistym Informatykiem, Kierownikiem Budowy, Złotą Rączką i innymi takimi tam :) Będę obchodziła urodziny co tydzień, a kto bogatemu zabroni?
Usuń