aczkolwiek chłodnawo, Kochany Pamiętniczku, było mi w domu, no tak 22 stopnie, jak się siedzi przy kompiku, to w kocyku, bo piździ po nereczkach (w poniedziałek wypiździło mi w czasie wyjścia, że ojapierdolę).
We wtorek ruszona wyrzutami sumienia, bo samo się nie sprzątnie, a do sąsiada zlecieć nie mam ochoty, od Pierworodnego obiecanki cacanki, głupiemu radość, więc czekając bezskutecznie na pracę, jako że słoneczko nakurwiało równo, skoczyłam na balkon i po ruszeniu z leksza było tak
Zdjęcie nie oddaje grozy sytuacji, to popielate (pozostałość po wózku za 80 zł, który się nagle rozpruł z wielkim hukiem, a od szkieletu kółko się oderwało, tak, wiem, można nowe kółka w chińskim sklepiku kupić, ale kto to zamontuje, ja mam dwie lewe do potęgi entej) leżało rok, a w nim... parę butelek po piwie. Dołożyłam śmieci i poszło do zmieszanych, w dupie mam segregowanie. O mało mnie śmieciara nie rozjechała, a pan na grzecznie zwróconą uwagę, że nie po moim trupie, odrzekł, że on pracuje, a ja mam uważać. Nosz, kurwa, bo ja, starucha, zgrzana i zziajana, idąca prawidłowo do śmietnika, wlokąca wór mam uskakiwać jak ta łania, lekko i szybko, bo kurwa, PAN jedzie. Tak w sumie wyniosłam 10 worków i kartonów śmieci, z tego cały wór doniczek plastikowych (gdybym zostawiła je na przesadzanie, do usranej śmierci nie przestałabym przesadzać nie wiadomo czego). Worek małych doniczek zawiozłam na Manhattan, Pan od Pomidorków bierze. Nie wiedziałam, że inny pan bierze duże, bo też bym zaniosła, a tak, że nikt się nie skusił na zapakowane doniczki, wylądowały w PET. W PET wylądowały też dwie maty pod komputerowy fotel, kupione za grosze i też tyle warte - popękały w trymiga, a że u mnie przydasię, to wylądowały na balkonie. Łapię się na tym, że grozi mi zbieractwo, więc wypierdalałam wszystko bezlitośnie. Jak coś leży od lat w kącie, to już na pewno nie jest przydasiem. Stelaż od wózka, aluminiowy, a jakże, wystawiony pod gabarytami, zniknął, zanim się pojawiłam z kolejnym naręczem śmieci, a stojąca obok niego suszarka do prania, dalej stała niewzruszenie :)
Zmęczyłam się okrutnie i byłam zaniepokojona stanem mojego zdrowia, zanim nie zauważyłam, że na termometrze w cieniu jest 30 stopni, a ja zasuwam o suchym pysku (przez 3 godziny kropli wody nie wypiłam). Balkon nie jest do końca uprzątnięty, jeszcze jest opcja sprzątania w szafkach, ale ponieważ bolą mnie nerki (nie wiem, nerki czy krzyż), upał jest nadal, więc odpuściłam. I tak na balkonie nadal jest nocnik, na którym Mała Wiedźma siedziała raz, Papryczek zero, Alienek raz, bo szybciorem przerzucił się na klapę nakładaną na kibel, ale nocnik jest, no bo w kolejce Kalafiorkówna...
U mnie w domu rodzinnym nocnik był długo w użyciu, bo kanalizacji nie było, a w siarczyste mrozy nikt nie leciał na podwórze do sławojki. A ja dziś, patrząc na to ustrojstwo niebiosom dziękuję za kibel, bo... Usiąść na tym bym może i usiadła, ale czy wstałabym w całości - wątpię. I dlatego robię się sztywna na myśl o kaczkach i nocnikach - nie sądzę, żebym potrafiła się na to załatwić, po porodzie wymusiłam wyjście do kibla, bo na kaczkę po prostu nie mogłam.
No cóż, to jeden z moich koszmarów.
A dziś poleciałam przed pracka na Manhattan, bo jak mnie cholera w nocy rzucała, to w chorym móżdżku szemrało: komarzyca, komarzyca. Co roku droższe, patrzyłam w kwiaciarni, 10 zł za sadzonkę, a jeszcze niedawno 3,50 to było dużo. Pan miał po 5 zł, więc wzięłam sześć, rosły tak, że dały się rozdzielić na 2, więc mam 12. I bazylie wsadziłam do wiadra, bo jednak ta z biedronkowych doniczek idzie jak woda, a w wiadrze, jak się przyjmie, bo bazylia kapryśna jest, będę miała na całe lato. Albo na pół.
Jeszcze nieposadzone i tak, wszędzie kurz, bo okna i reszta niemyta. Ale nie mam siły, nie chcę się przeforsować, tym bardziej że krzyż napierdala nawet jak przy zlewie postoję 5 minut.
Sypię się, nie da się ukryć. Powoli, ale systematycznie :)
Ale nie da się ukryć, że żyję na szerokiej stopie. W Galerii znów Galerianek urzęduje, dawno go nie widziałam. Płacił, odliczając dokładnie grosze, które brała mu kasjerka z ręki. Ja podaję kasę i mówię: ślepa jestem, proszę wziąć samemu. Płacę kartą za pierdoły nawet, ale czasem terminal pada.
Polazłam do drugiej Biedronki, bo... tulipanów nie było, a róże były marne...
A tam przy kasie, trzy osoby przede mną. Ja z pieścichłopami, przebierająca nóżkami, no bo mam paranoję i chcę być przy kompiku o 9...
Pierwsza pani reklamuje kawę, bo na półce była o 1 zł tańsza. Leci do półki, wraca z papierkiem z ceną, faktycznie, o złotówkę tańsza.
Druga pani ze stosem żarcia dla kotełka, daje kupon zniżkowy, kupon przeterminowany, zanim się wyjaśni dlaczego, minuty lecą. Potem płaci drobnymi, a to trwa. Już chcę poprosić panią przede mną, że ja tylko z badylkiem (ja sama małolatów puszczam, jak mają mało, a ja stertę i nie lecę do pracy), ale pani, dużo młodsza ode mnie, ze stertą zakupów ma wzrok słowika, co dusi byki, oczy pioruny rzucają spod maseczki, więc się nie ośmielam. Najpierw sprawdzanie ceny dwupaku dezodorantów, i konsultacja z córką, czy kupią, czy nie. Kupują. Potem nie zgadza się cena paczki jakiegoś kminku, więc dziewczyna leci do półek... Potem nie wchodzi kod zniżkowy... Potem powoli pakują... kurwa mać. Nie mogły dłużej pospać?
Straciłam ponad 10 minut, żeby kupić jebane pieścichłopy, a jeszcze warzywa i dojście do domu.
Warzywa. Na szczęście jedna osoba przede mną w kolejce, obsługujące panie trzy. Ale... kupująca przede mną zabiera moje zakupy ze skrzynki, na której położyła je moja pani, bo kazałam do jednej foliówki wpakować wszystko. Stragan rusza w pogoń za panią, pani się rozpływa, ale nie, dorwali ją...
A moja pani już zaczęła od nowa ważyć zakupy dla mnie...
Kurwa.
A jeszcze te jebane komarzyce.
Dopadam.
Lecę do domu. Zgrzana jak mysz, aparaty mokre, ale jebaną maseczkę ściągnęłam, bo chyba zdechłabym w niej, po drodze żywego ducha nie ma, ale upał jest jak ta lala.
Kompik odpalony 8.58 :)
Ufff, zdążyłam. A ponieważ wczoraj wysłany po godzinach tekst skorekciłam wieczorkiem i wysłałam rankiem, więc...
Jak wielką jestem idiotką w skali od 1 do 10?
Dziś, czekając, na teksty posadziłam moje zdobycze, wstawiłam obiad, zanim coś doszło. Ale Boss, a jakże, dosłał wywiad po 14, no i gdzie mój emilek, że korekta do 13? Fakt, że emilek poniekąd do świń, ale już druga korekta do późnego wieczora nie doszła, a pojutrze to jedzie do drukarni. Za to mam wszystkie pogodzinowe emilki skorekcone, rano wyślę, niech się uczą, że 13 to godzina święta.
Ponawiam pytanie: jak wielką jestem idiotką?
Nie myślę, staram się nie myśleć o reszcie. Bo po co?
Rozmawiałam z Inżynierem i wkurwił mnie. Bo zanim dojdzie do celu, będzie miał kredyt na prawie pól miliona. Mówię, że jak coś, a gówniarz do mnie: sam dam radę. Po kim on ten upór ma?
No dobra, nie wyrzeknę się dziecia, choć paskudne jest, ale...
Dobrze, że coś jest. I tak, wiem, że Pierworodnemu by to było bardziej potrzebne. Ale oni przepierdolą.
A Inżynier na wyjazd do Szwecji wziął kredyt studencki, pomógł mu Baran i Pierworodny, zwrócił wszystko wszystkim co do grosza, a to, co zostało, dostałam ja, żebym sobie ogarnęła swoje potrzeby.
A mógł przepić, co nie? Bo alkohol lubi tak samo, jak jego matka.
No i znów wróciliśmy do punktu wyjścia...
Idzie burza i ochłodzenie. Niech dochodzi, niech się ochładza. Wiem, jestem starą wariatką, ale cóż.
Innego modelu nie ma :)


ha po prostu jesteś stworzona do roboty, nie znasz innej opcji
OdpowiedzUsuńna balkonie teraz masz ślicznie, a najbardziej podobają mi się te poziomujące klamerki, jesteś bardzo kreatywna ;-)
A, kochana, dziękuję za uznanie, ale wciąż woda się lała z korytek, a klamerki były najbliżej. Nawet nie wiedziałam, że to się nazywa poziomowanie. Klamerek ci u mnie dostatek, nic innego pod ręką nie było :)
UsuńHa ha Jedzo, robota cie kocha to pewne :)) Jak czytalam to razem z Toba w ten upal lecialam i az sie zdyszalam😁Co to sa te komarzyce i czy faktycznie przeciwko komarom? Wiesz, ze UK nie mieli nigdy komarow... az do paru lat wstecz. Ludzie lataja po calym swiecie i komary tez nawlekli , a w dodatku maja tu fiola na tzw. oczka wodne w ogrodkach! Wylegarnie komarow na kazdym kroku , brrrr! A niby nie ma lasow ...
OdpowiedzUsuńhttp://regiodom.pl/portal/ogrod/rosliny/komarzyca-roslina-ktorej-komary-nie-znosza
OdpowiedzUsuńZielonego pojęcia nie mam, czy to w UK jest, u nas ci tego dostatek. A ja jeszcze i to sadzę https://allegro.pl/oferta/komarzyca-plektrantus-niko-3x-odstraszasz-komarow-10562833643?utm_feed=aa34192d-eee2-4419-9a9a-de66b9dfae24&utm_source=google&utm_medium=cpc&utm_campaign=_DIO_pla_dom_ogr%C3%B3d&ev_adgr=Ro%C5%9Bliny,+kompostowniki,+oczka+wodne+oraz+pod%C5%82o%C5%BCa&gclid=CjwKCAjwv_iEBhASEiwARoemvBW4YlSR_V00bSCcABm5fBD97YPpXlKs_6uRvxzUEv9tMQ3Gx5MpOxoCNB8QAvD_BwE
i tak sobie potem rosną dwukolorowo, efekt jest - i kolory, i brak komarów.
Bardzo lubię , szczegolnie ten ciemny, latami mialam na balkonie,a zimowalam na strychu, bo wrwzliwe na mróz.
OdpowiedzUsuń