gwiazdy, Kochany Pamiętniczku, zatęskniłam, zabolało jednak, nie da się ukryć...
To miasto ma w moim sercu szczególne miejsce, po Gdyni. Gdybym miała wybierać między moim Koziołkowem a innym miastem, Wrocław byłby pierwszy. Spędziłam tam miesiąc na Podwalu, wysłana zaraz po ukończeniu I klasy podstawówki, sama, pociągiem, z K., z tabliczką tekturową na piersi do siostry mojego ojca. Nie dowiem się już, jak przeżywała to moja mama, bo telefonów wtedy nie było... To były czasy, że można było tak dziecko wysłać. Piękny miesiąc, po którym zostały mi zdjęcia w albumie, na których jest Maciek z podwórkowej bandy, w którym kochałam się na zabój, i Madzia, z którą miałam się nigdy nie rozstać, i trzepak, tak, trzepak to było coś. I wyprawy w ruiny, w których były niewypały, wyprawy, o których na szczęście nie dowiedział się wujek, będący a jakże, zgniłym sługą reżimu, znaczy się, milicjantem i wg rodzinnych legend szabrownikiem na dużą skalę. Dostałam od nich wózek dla lalek, którego serdecznie nie cierpiałam, a który stał "na tapczanie", w nieużywanym na co dzień pokoju i lalkę z ruchomymi oczami, gdy wyciągali ją z komórki u babci wyleciała z niej mysz... I nie, nie, bo znów będę miała koszmarne sny.
A potem miesiąc we Wrocławiu, na praktykach zawodowych w bibliotece uniwersyteckiej, miesiąc cudowny, gdy spotykałam się prawie codziennie, z wyklętym przez mojego Ojca jego najstarszym bratem (parę lat temu byłam na jego pogrzebie), wujka, który traktował mnie zawsze jak księżniczkę, którego listy czytam, gdy mam doła. Mieliśmy kontakt latami, rzadki, ale serdeczny. Byłam zawsze jego cudowną dziewczyną. Wspierał mnie, dodawał wiary w moje siły (swojego osobistego syna traktował hmmm... lekceważąco, ale gdy spotkałam go znów na pogrzebie wujka, nie wiedząc o wszystkim oceniłam go lekceważąco, mówiąco innym kuzynie, żerującym na swojej siostrze, że ja takiego faceta wywaliłabym niezależnie od okoliczności, nie wiedząc, że M., syn wujka, żył latami nie pracując, na koszt ojca i matki). No, palnęłam gafę, ale facet w moim wieku, pozwalający na to, by utrzymywał go ojciec, co z tego, że mający milicyjną emeryturę sprzed dezubekizacji? Tak, drugi brat mojego ojca też był milicjantem, trzeci był pułkownikiem... :)
Ten miesiąc we Wrocku, te włóczęgi po nocach z wujkiem J. i jego - wówczas - konkubiną, te listy.
A potem śmierć wujka, powrót do Wrocka na zaproszenie eksżony mojego kuzyna od pierwszego policjanta (sam kuzyn to dla mnie tabula rasa)...
Oj, nocy nie starczy na spisanie.
A i synowie kuzynki są w policji i to na stanowiskach, w kręgach...
Kocham Wrocław, zwłaszcza te krasnale i chętnie bym tam wróciła, ale jest jak jest.
A, nową netową znajomość mam i zaproszenie nad morze, a wszystkiemu winien ten poddupnik... Może będą z tego dzieci, miłe, ale na razie... pracuję.
Dziś miał iść do drukarni świniorz. Znaczy się, książka, nad którą biedzimy się od roku. Robiona absolutnie bez żadnych zasad, za długo tłumaczyć cały proces. Jedno jest pewne - o kant dupy taka robota.
I redaktorka wczoraj przed 17 pisze, że siada i jak chcę, to mi dośle .pdf, ale nie wie, czy mi się otworzy.
812 stron. Otworzyło się błyskawicznie, jako że kompika dziedziczę po Inżynierze. I śmigał, jak strzała, nie że szczała i się nie otwierało. Przejechałam przez te 812 stron w nocy, znalazłam błędów więcej niż mam włosów na głowie i nie, że moja wina. Nie. Nie naniesiono, bo za dużo było na wydrukach, nie naniesiono, bo profesor miał inną koncepcję pisowni, bo tak, bo on jest autorytetem, podpisy pod fotki były wrzucane zupełnie bez korekty, OJACIEPIERDOLĘ, mogiła. A mój osobisty Boss w swoim wywiadzie puścił polska, mimo że mu podkreśliłam, że ma byka.
Kurwa.
Do tego zdjęcia w technikolorze świń z obgryzionymi ogonami, gówien świńskich, bo gówna też są pomocne w rozpoznawaniu choroby.
Kurwa.
Przejechałam 812 stron i nie, nie korekciłam już, ale polowałam na błędy. I jeżeli autor w tabeli nie wychwycił - ja nie muszę, nie jestem specjalistą, że 109 to nie 109, ale 10 do potęgi dziewiątej, to o czym my, kurwa mówimy? Odesłałam .pdf.
Dostałam emilka, z odpowiedzią, na to, że dziwię się, że w takiej kobyle tak mało błędów, że to moja zasługa.
I że musimy się napić. Ano, ja w alkoholizm się powoli staczam.
Nie wiedziałam, czy dojdę do łóżka, dobrze, że je posłałam. Nogi nie mieściły mi się w kapcie, zastanawiałam się, czy dowlokę się do łazienki.
14 godzin na fotelu przed kompem.
A kręgosłup napierdala. Już sobie kopałam grobek, ale... Jakby to były nerki, bolałoby mnie non stop. A boli mnie, jak dłużej postoję i coś robię, do tego drętwienie nogi i rąk teraz już.
Rwa kulszowa.
Na bank. Więc w 25 stopniach siedzę owinięta w kominy (zapisać na plus w kajeciku, wciąż dupa mieści się w komin), w ciepły szal i koc i to przynosi ulgę.
Jedyne wyjście, ruszać się, ruszać, szwagier ortopeda może i kanalia, ale tego mnie nauczył: boli? Ruszać, nie ma innej opcji, będzie bolało jeszcze więcej nieruszane. Więc i chałupkę ogarnęłam, mimo bólu i takie tam. No dobra, chwalę się, ale nawet pościel zmieniłam, a jutro będę prała (a nie, wróć, Cukiereczek to za mnie zrobi).
Na zakupy poszłam w zimowej kurtce, ja, naśmiewająca się z ludzi, ale mimo 16 stopni (niektórzy szczęściarze popylali w bermudach i T-shirtach), piździło mocno. Już sama nie wiem. W szparze unijnej awizo sprzed dwóch dni, dobrze, że T. wysłał emilka, że książkę śle, więc na pocztę, KURWA, zawsze mi się trafi przede mną baba płacąca rachunki, i kupująca, i mydełka, i znaczki i inne chuje muje - nic tylko taką zabić i zakopać...
tylko 400 stron. Może nie do końca zapłacone, ale - piękne i dopracowane.
A wydałam ich (tak, wielkie słowo, ale w sumie wielki mój wkład i ja w stopce)
ten czerwony grzbiet to ostatni - i jak widać - najgrubszy :) Każdą z tych książek przeczytałam ze zrozumieniem DWA razy... T. chce do korekty tylko mnie i tak czasami myślę, że co oni zrobią, jak ja skoczę już do Abrahama na piwo? :)
Ale będę miała wtedy ubaw :)
A w nocy, gdy już z trudem zasnęłam, bo nawet pół piwa w domu nie było, śniło mi się, że kąpałam się pod prysznicem (nie mam rzeczonego na stanie) przy kaflowym piecu (nie ogarniam sensu, ale to sen), Alienek zwiał i do białego rana szukałam Skunksa po całej wsi i nigdzie go nie było.
Co robił rzeczony delikwent, a mój ulubieniec?
Jedni twierdzą, że to bimber, inni, że narkotyki, zdania są podzielone, ale będą z niego ludzie. Za to synowa twierdzi, że Kalafiorkówna przeszkadzała mu aktywnie w pracy...
A Inżynier mówi, że Alienek spał słodko.
Dobra wiadomość: ma nadwrażliwy słuch, nie ma niedosłuchu. Znaczy się, nie przekazałam złych genów. Nadwrażliwy miał też Pierworodny, do dziś nie lubię z nim wychodzić, bo drze się zawsze jak stare kalesony na płocie, nawet ja bez aparatów mówię mu: mów ciszej... Alienek też się drze...
Diagnozowanie trwa...
A ja zanabyłam sobie dziś w ramach szaleństwa
coś, co żre muchy. U mnie od dawna lata coś muchopodobnego, a LED monitor ma to do siebie, że zostają smugi po trupach...
Jak to będzie żarło, dostanie premię :)
Na poczcie kobyła od festiwalu, ale ponad 800 zł na rękę za 8 godzin pracy to nie jest zła stawka chyba? Pani się krygowała, że przeprasza, że tak mało. No ale w sumie jestem warta tych pieniędzy, bo wiem, jak się pisze #MeeToo, czego nie wie środowisko, którego to dotyczy.Skoro mają taki budżet, to co ja im będę mówiła, że mają mi mniej płacić? Nie rżnę państwa na miliony.
Dopłacić muszę 320 zł do czynszu, ale jest w tym I rata za te jebane wodomierze, no i za ogrzewanie, bo grzałam w tym roku, o dziwo, za wodę nie ma, a i Inżynier się kwarantannował, i MW siedziała jakiś czas, a i ja od roku na home office, więc więcej wody zużywam i w kibelku, i na zmywanie. Przed rokiem (rozrachunkowym w spółdzielni) miesiąc mnie nie było w chacie.
Więc nie jest źle. Po to zapierdalam ze śrubką okrętową w dupie numer pięć, żeby się pierdołami nie przejmować.




No i masz rację, a pieniadze sie nalezą i uczciewie je zarabiasz!
OdpowiedzUsuńPrzyjemnego weekendu i niech Cię rwa opusci.
Dziękuję, droga Doro :*
UsuńJaka piękna muchołówka! Ciekawa jestem, czy rzeczywiście nie będziesz miała owadów w domu.
OdpowiedzUsuńMoże zafunduj sobie jakąś rehabilitację? Rehabilitanci mają złote ręce i potrafią czynić cuda. Po co masz cierpieć?
Uściski!
Wiesz, działa, dziś wieczorem, jak pisałam następną notkę ani jedna zaraza nie doleciała mi do monitora.
UsuńNie, żadnych rehabilitantów. Na samą myśl o obcych rękach, nieważne, męskich czy damskich, oliwie na moim pięknym ciałku dostaję ataku i w kaftanie biorą mnie do Dziekanki. Nie ma opcji. Wolę cierpieć i śmierdzieć w kocyku :)