niedziela, 23 maja 2021

Pierworodny

 był, sam z dziećmi, Kochany Pamiętniczku.

Żona mu nagle źle się poczuła i nie mogła dojechać, ale ja myślę, że po prostu sumienie ją gryzie. W dupie to mam, nawet spoko, że jej nie było.

Mała Wiedźma przesiedziała 80 pro. czasu w słuchawkach i grzebiąc na iPadzie. Papryczek zaś olał zabawki, którymi się zawsze bawił i latał po mieszkaniu, wywijając pompką od rowerku, którą przyniósł ze sobą, doprowadzając mnie do białej gorączki, bo na drodze dzikowania były i skorupy, i router, i kompiki...

No i ciasta, a przepyszne było, kijem nie tknął, bo chciał... chleba z nutellą.

Czasami mnie kurwica, bo uczona byłam, że albo jem, co jest i nie marudzę, albo morda w kubeł i siedzę na dupie.
Moje dzieci takoż.

No ale inne pokolenie, inne czasy.

Niewiele się dowiedziałam, poza tym że zmienia pracę na wariata (co też wytykał Inżynier, jak rozmawialiśmy), ale powiedziałam sobie: dość martwienia się o to, czego zmienić nie mogę. 

Pora zająć się dopieszczaniem siebie.

Przedtem była rozmowa z Inżynierem i jasno postawiłam sprawę: nie rozpatruję opcji wynoszenia się z wioski. Nie mówię o przyszłości, bo nie jestem wróżką Sylwią i nie wiem, co będzie za parę lat. Ale skoro nie jest to pieśń dnia, a przyszłości - nie ma tematu, nie drążymy. Widać było, że jest zły, ale przełknął pigułę. Nabzdyczył się, gdy powiedziałam co myślę o temacie budowy w obecnych warunkach, że wie, co robi, więc pożyczyłam powodzenia, zaznaczając, że mam też prawo do swojego zdania.

No i zgwałcił mnie. Zapisał mnie na szczepienie, a poszło lekko jak po maśle. A ja się tydzień temu namęczyłam i system się zawiesił. Dostał dostęp do kompika i po 10 minutach było po bólu. Niestety, w czerwcu nie było nigdzie terminu na sobotę, więc będę bladym świtem szczepiona tam, gdzie on, odprowadzimy Alienka do przedszkola i hajda. Chciałam J&J, ale nie ma nigdzie, załapałam się na Pfizera. Co ma być będzie. 

Co najwyżej kolejne odcinki ukochanych seriali będę oglądała, machając nóżką na chmurce i nie będę się musiała zadawać ani z krowami, ani ze świniami, ani z żadnym zmechanizowanym sprzętem rolniczym. Wola boska i skrzypce.

Na tyle starczyło mi refleksu, że nie wpisałam się na żaden termin stricte pracowy, bo byłyby jaja jak brylanty. No cóż, rozsądna ze mnie kobieta, jak zawsze ;) 

I tak w telegraficznym skrócie minął mi kolejny dzień. 

Lato ma być ciepłe, aczkolwiek chłodnawe, co mnie jakoś szczególnie nie martwi. Martwi mnie beztroska rodziców, puszczających MW samopas, bez telefonu, nie nosi, bo nie lubi, nie ładuje, nie odpisuje. Puszczają ją też w świat z koleżanką na wakacje. Fakt, moi jeździli na obozy i kolonie, nie było komórek. Ale moi nie byli seksownymi laskami, jadącymi nie wiadomo do kogo, bo ciocia koleżanki z klasy to jednak nie jest dla mnie rekomendacja. Zwłaszcza w obecnych czasach.

No nic...

Stop.

Mam nie martwić się rzeczami, na które nie mam najmniejszego wpływu i nie pisać scenariuszy. I tego się trzymajmy :) Tym bardziej że nie podejmę się zapewniania wakacji wnukom, bo nie mam jak, tak przynajmniej mówi mój kalendarz, a on nie kłamie. 

Takie czasy...

10 komentarzy:

  1. Jędzo nie martw się. Jak pisalam poprzednio, zaszczepiłam się bo tak wybrałam mimo ze nie ufałam i juz za tydzień będę miała drugą dawkę. Balam się jak cholera skutków ubocznych ale nic się nie działo, jedynie przez noc bolała mnie ręka. I mimo mieszanych uczuć nie żałuję. A jeśli chodzi o temat mieszkania to również podjęłam decyzję że nie chcę być zawalidrogą u któregoś z dzieci. Po mojej śmierci niech sobie z mieszkaniem robią co chcą ale póki co, to ja o sobie decyduję i nikt nie ma prawa tego negować. Tym bardziej że mi klimat angielski nie odpowiada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babciu Aniu, akurat tu się nie dziwię, że nie chcesz zmieniać klimatu, mieszkasz w cudnym miejscu :-)

      Usuń
    2. Babciu Aniu, doskonale Cię rozumiem. Dla mnie, nieznającej języka wkurzające było, jak bezbronna czułam się bez asysty. Serce rwie się tam, błagałabym Barana o przygarnięcie, ale świadomość, że będę zdana na wieczną asystę, przeważa. Tu, nawet mimo maseczek daję sobie radę sama. A sama Anglia skradła mi serce i rekompensuję sobie tę stratę, oglądając filmy z krajobrazami. Może kiedyś tam wlecę jeszcze, ale nie na stałe. Nie ma opcji, nie ma do kogo tak naprawdę:)

      Usuń
  2. No i wlasciwa konkluzja na koncu : nie martwic sie rzeczami, na ktore nie mamy wplywu, nie pisac scenariuszy i robic swoje. Mnostwo zdrowia i nerwow mozna zaoszczedzic, a zycie i tak toczy sie swoim torem, czy sie bedziemy zamartwiac czy nie . Od lat stosuje metode niezaprzatania sobie glowy niczym na wyrost. Za problem czy zmartwienie biore sie dopiero jak mnie kopie w tylek i jak juz nie moge udawac, ze nie czuje. Wtedy trzeba stawic czola. Ale martwienie sie tym, co gdzies tam majaczy na horyzoncie i potrzeba lornetki, aby to dojrzec jest bezcelowe. Najczesciej okazuje sie bowiem, ze jak dochodzimy juz do tego celu na horyzoncie, to horyzont nam sie znowu przesunal a perpektywa odmienila calkowicie.. I wtedy zostajemy z tym martwieniem sie, jak Jasiu Himmilsbach z tym angielskim ...🙃:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to mądra jesteś.Ja zaczynam do tej opcji dorastać. Powoli, ale lepiej późno, niż wcale :)

      Usuń
  3. aaa i o to chodziło na fejsie :-)
    mnie też cisną bym się zaszczepiła bo wyjechac bo koncerty bo sro
    myślę że jak to uczynię to właśnie J%J

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja się ugięłam, bo nie wyartykułował otwarcie, ale jak znam życie... Chciałabyś mieć hasło na kompiku, albo jakby Ci kompik padł czy inna część bulić miliony "fachowcom", do których nie masz zaufania, bo własny Nadworny Informatyk by ci stanął sztorcem? Bo ja nie... ;) Jestem AI, znaczy się, nie artificial intelligence, znaczy się na nasze sztuczna inteligencja, ale anonimowy internauta, tak jak AA :)

      Usuń
  4. Pieprzę koncerty, a wyjazdy są mozliwe i bez preparatu, to żaden powód, żeby sobie zniszczyć zdrowi, które i tak jest juz nadszarpnięte.

    Nikt z moich bliskich nie ma prawa mnie nakłaniać, czy wymuszać. Zresztą nie mam takich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doro, ja szanuję Twoją decyzję. Moja rodzina ma inne zdanie: chcą, żebym miała kontakt z wnukami,bo te mogą wirusa roznosić, choć nie mają objawów. Nie chcę dzieciom fundować traumy w razie (odpukać) W, że złapałam coś od Łobuzów. Jak złapię zaszczepiona, to cóż,wola boska i skrzypce. Nie mam kryształowej kuli, decyzja nie jest łatwa. Wybrałam tak, choć wszystko się we mnie buntuje, ale cóż, c'est la vie. Ale... Nie wyszłam nigdy źle na słuchaniu Inżyniera. Pierworodny na moje, że mnie nie gonił, odpowiedział, że się mnie boi :)

      Usuń
  5. Ok,zrozumialam,nie ma o czym dyskutować.

    OdpowiedzUsuń