się kula, Kochany Pamiętniczku.
Zamknęłam dziś kolejne bydełko, a po rozmowie z p. M. wnioskuję, że niespodzianki w pracy będą i to nieliche, mam czekać do czerwca. Te nieliche by mnie urządzały, bo nie byłoby jazd, gdybym musiała iść na operację. No nic, nie dzielimy skóry na niedźwiedziu, czekamy.
Kompika powoli oswajam, nawet zaczyna mi się podobać.
W piątek na włości ma dotrzeć moje biurko, kombinuję, jak zatrzymać oba stare, bo nikt nie chce, ale chyba się nie uda.
No nic, do grobu i tak nie zabiorę.
Kasa powoli się odbudowuje, mimo wydatku na kompik i biurko. Nadspodziewanie szybko wróciła pożyczka na samochód - podoba mi się to, bo i tak pieniądze leżą bezczynnie na koncie, więc dlaczego nie pomóc?
Za media nadpłatę mam, niedużą, ale zawsze, co jest pocieszające.
Samopoczucie i zdrowie takie se, a przede mną ciężki tydzień, a potem na włości i dwa dni ganiania z Łobuzami. Nie wiem jak będzie, bo kolana coraz bardziej mi siadają, ale na samą myśl o pójściu do lekarza postanawiam iść na nich do Częstochowy albo na dupie popylać :) Ewentualnie z wózeczkiem albo na balkoniku.
Co ma być, będzie.
I coraz boleśniej uświadamiam sobie, jak mało już przede mną, aż w paranoję wpadam, zamiast cieszyć się pięknymi dniami i życiem.
Niedobrze...
Co pani zrobisz, jak nic nie zrobisz?
Gabi mówiła, że aparat nosi, głuchnie (dla niej to bolesne musi być, ja w ciszy żyję do zawsze), ślepnie - cukrzyca. Ale i tak dzielnie z nią walczyła, wszak to już równe 40 lat, jak ją ma.
Zawsze jej zazdrościłam tych szczupłych nóżek i szpileczek - na moje kloce patrzyć nie mogę. Ale też nie mam samozaparcia, by tak o siebie dbać, jak ona.
To tyle na dziś, bo proza życia i nic więcej.
Piękna proza, ale proza :)
No dobra, nie tęsknię za fajerwerkami.
Tylko czasami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz