poniedziałek, 15 kwietnia 2024

Wiedziałam

 Kochany Pamiętniczku, że będzie jazda bez trzymanki. No i jest.

Wczoraj w ramach nieasertywności korekciłam koleżance tekst, chociaż to była niedziela. I dobrze, że korekciłam, bo musiałam uruchomić skaner. Na nowym kompie, jak był jeden monitor, skaner chodził jak złoto.

Teraz ani mu się śniło.

MSG do Inżyniera i każe mi sprawdzić, czy wtyczka nie wyleciała. Sprawdzam, ale o dziwo, skaner podłączony jest do monitora. A zawsze był do kompa. Reklamuję. Kabel za krótki, dlatego jest do monitora. Mam restartować, co już dawno zrobiłam. Nie pomaga. Mówię, że może trzeba go do kompa podłączyć. Każe mi spróbować.

Ale najpierw próbowałam podłączyć skaner do laptopa. Ale głupie pracowe badziewie odpowiada mi, że nie widzi sterowników, a ja nie mam zielonego pojęcia, czy bez uprawnień administratora uda mi się sterowniki założyć, więc odpuszczam.

I zaczyna się yoga.

Na kolanach pod biurko, przełożyć, przełączyć, osunąć jeden monitorek, potem drugi, ręce mi się trzęsą, pot oczy zalewa, skaner się nie mieści, ale...Wyczołgałam się spod biurka ostatkiem sił, podnieść się z kolan z moją kubańską dupą i chorymi kolanami to jest wyczyn.

Działa.

Ale boję się, że jak zostawię na biurku, to zahaczę i zwalę, bo miejsca mało. 

Wpadam na genialny pomysł, że będę go tylko u góry z kabla podłączała, jak będę musiała skanować.

W niedzielę będzie Inżynier, ma się postarać o przedłużacz (stary nie wchodzi w USB komputera, a nie chcę wciskać na siłę), to ogarnie.

W międzyczasie dostaję taką cudną fotkę

Alienek, aczkolwiek nie do końca, jednak posprzątał swój pokój i ma  w nim biurko po mnie i komputer, który najpierw był komputerem jego ojca. Monitorka nie dostał, bo kompika dostanie dopiero wtedy, jeżeli przez miesiąc będzie dbał o porządek w swoim pokoju, a bajzel ma tam zawsze taki, że klękajcie narody... :) Na razie na biurku zamiast monitorka widać sierściucha okupanta :)
Ale ładnie się to kolorystycznie komponuje :) I dobrze, że biurko nie poleciało na śmietnik.

A dziś udało mi się tak ustawić skaner, że nie boję się, że zleci. Jednak co przespana noc, to zawsze rankiem mądrzejsze pomysły.

Ale...

Na start wydruczek potrzebny, więc lecę na lapka. Odpalam, drukarka startuje, ale... gryzoń pada. Wyłącza się i włącza, pada. A ja już cała w panice, zanim nie dociera do mnie, że przecież jest bezprzewodowy, więc pewno bateria. A nienawidzę touchpada. Na szczęście baterię mam (kolejna kasa dołożona do interesu, ale nie polecę po baterię za parę groszy na drugi koniec miasta). 

Otwieram PDF i... drukarka się sama wyłącza, nie drukuje. Ki diabeł? Ja tam drukarki nie ruszam, nawet moje dziecko, fachowiec, nie lubi drukarki. Restart, dalej nic... Więc piszę do helpdesku i posyłam informatykowi fotkę tego, co wypluwa drukarka na wyświetlaczu, a tam taki znak jak koniec autostrady :) 

PC odpisuje SMS: nie wypadł kabelek?

I jakby mi ktoś w łeb strzelił - jaka głupia ze mnie cipa... Sama wyłączyłam drukarkę z USB, próbując wczoraj podłączyć skaner...

Japierdolę, ale guła ze mnie :) 

No i potem już było z górki, wszystko grało i buczało, szło jak krew z nosa.

I jestem coraz bardziej zachwycona pracą na dwóch monitorkach i nie chcę już wracać do jednego, aczkolwiek jeszcze trochę przede mną, bo nie wszystkie triki ogarnęłam.

Ale wytrzymam do niedzieli, jak po mnie przyjedzie, to wyreguluje resztę do końca.

I podkładkę pod klawiaturę sobie na Alledrogo zażyczyłam, bo jednak inaczej pisze się na tej wysuwanej półeczce, tam nie podtrzebowałam podkładki, bo ręce miałam niżej. Tu będę musiała znów jej używać, bo siądą mi nadgarstki. Teoretycznie powinnam to dostać z pracy, ale w sumie - groszowy wydatek, a ile sobie zaoszczędzę nerwów - to moje :) 


6 komentarzy:

  1. Boszszsz... jaka Ty mondra i technicznie uzdolniona! Ja staram sie jak mogie, duzo umiem, bo wstyd mi wzywac mojego guru do beleczego, wiec pytam gugla i rozkminiam samiutka, a jak nie idzie, to telefon do guru i zapraszam na kawe.
    A wobec dzieci nie stosuje sie szantazow i nie uwarunkowuje mania monitora od utrzymywania porzadku. Dzieci kiedys dojrzeja same do porzadkowania wlasnego srodowiska, ja zdazylam stracic nadzieje, a teraz moglabym sie od corek uczyc utrzymywania czystosci w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy jest idealną mamą, jak Ty. Ja jestem za odrobiną dyscypliny i nie uważam tego za szantaż. Przy tym ogromie zabawek w ich pokojach, samo sprzątanie jest syzyfową pracą, więc odrobina zdyscyplinowania za pomocą marchewki nie zaszkodzi ich zdrowi psychicznemu. Poza tym Alienek ma dopiero 7 lat i komputer dozowany na godzinę tygodniowo, więc to nie jest tak, że jak będzie miał swój w pokoju, to hulaj dusza, piekła nie ma. A uczy się programowania już, więc to będzie jego narzędzie pracy. Ma do tego i ciągoty, i smykałkę. :) Nie jestem ani mądra, ani uzdolniona technicznie, po prostu wyhodowałam sobie na memłonie żmiję techniczną ;) Zdolna jestem tak, że na pierwszym komputerze usunęłam kosz, cały kosz, nie jego zawartość i do dziś nikt tego kosza nie znalazł :)

      Usuń
    2. No to rzeczywiscie trzeba miec talent, ja bym nie umiala wyrzucic w kosmos caly kosz z zawartoscia. No i szkoda, ze Alienek tak daleko, bo jak sie w koncu wyksztalci na tego programatora-programiste, to przydalby sie blizej, bym go mogla wyzyskiwac :))) Po znajomosci rzecz jasna. ;)

      Usuń
    3. Kto wie, może się kiedyś do DE przeprowadzi. A tak poza tym, to można w kompie naprawiać zdalnie - znaczy się, dajesz dostęp takiemu agregatowi i on ci wszystko ustawi. Oczywiście, jeżeli to jest kwestia programu, a nie fizycznej sprawy w kompie :) Mnie tak sporo załatwia Inżynier, a w pracowym admin. Ostatnio mi tak słuchawki podłączył, żeby działały, bo coś się im pochrzaniło na Blutooth :) A po polach jeżdżą już maszyny, które same wszystko robią, sterowane z domu, z komputerka. I to nie byle jakie maszyny, ale kolosy. Jak to wszystko zapierdala...

      Usuń
  2. O! Podziwiam! Ja w takich sytuacjach poddaję się natychmiast i szukam ratunku u bardziej światłych! A drukarka mi zaschła od nieużywania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama też nie lubię grzebać, ale czasem trzeba, bo dziecka nie mam na zawołanie o każdej porze dnia i nocy. Drukarka u mnie chodzi, bo pracowa, potrzebuję wydruków do pracy. Prywatnie nie używam, bo nie mam takiej potrzeby.

      Usuń