poniedziałek, 2 grudnia 2024

Emilek

 znów, Kochany Pamiętniczku.

Że cała struktura staje do góry nogami.

Dla mnie to w sumie nic nie zmienia, bo jestem jak ten chłop pańszczyźniany przywiązana do tytułu (ów).

I dobrze.

Boss został capo di tutti capi - ale w sumie dla mnie to nic nie zmienia - użerać się będą z nim naczelni, mnie to nie dotyczy, w tej strukturze podlegam Naczelnej.

Idealnej.

Wice został gość, z którym mam bardzo dobre układy, on ma na dokładkę córeczkę w wieku Kalafiorkówny - obie mają tak samo na imię i obie są przecherami.

Posłałam emilka z gratulacjami, dodając, że: I smutno mi, bo skończyło się rumakowanie, już nie będę mogła pyskować na technikę, nie ujdzie mi to na sucho... ;)

Bo tak im tam śmiercią męczeńską zawsze groziłam :) 

Odpisywali, że bardzo mnie brakuje, bo nikt nie stoi w drzwiach z bacikiem i nie motywuje do pracy...

Nie boję się już tych zmian - dla mnie nie są zmianami, jest ekipa, z którą dobrze mi od lat.

Tylko miejsce inne, nie ma tej atmosfery, co przed laty - ale może i to się zmieni?

Ekipa ma gorzej.

I dlatego ja, z perspektywy mego home office, którego warunki (dzięki ci, losie) nie uległy zmianie po zmianie pracodawcy, czasami zaciskam zęby i...

Nieważne.

Oni mają gorzej.
Dzisiaj był jakiś zajazd na mieście, dostałam zawiadomienie, że spotykamy się, ale...

Jestem aspołecznym introwertykiem :) 

Nie poszłam.

Z zasady nie chodzę na pracowe imprezy integracyjne.

Zaraz po rozpoczęciu pracy tu poszłam na zakładową wigilię. Ojacierpiędolę, jak się wynudziłam, umierając z głodu zanim skończyły się wszystkie speeche.

A potem była zaraz jakaś impreza na Malcie, na którą po prostu nie trafiłam - było ciemno, a ja jestem debilem terenowym. Okazało się, że o krok ominęłam imprezę. I dobrze, bo potem się nasłuchałam w kuchni i w kiblu - tak sobie wszyscy ci mili ludzie tyłki obrabiali. Nie wiem, czy też bym nie miała obrobionego.

I potem było 25-lecie - już na nowej siedzibie, namiot, pół Polski zjechało, prowadził Jacek Kawalec,  jak dla mnie żenua level hard, a i goście od wejścia już pijani w trzy dupy, że nie zacytuję koleżanki...

Trzeźwa jak świnia, bo w takim towarzystwie nie jest miło pić, wróciłam do chaty i nigdy więcej zakładowych imprez.

Wigilie mnie omijały, bo w tym czasie nie było mnie w PL :)

Kocham moich współpracowników, tęsknię za nimi, ale imprezom mówię - NIE.

Tak samo jak nie jestem z nikim na ty (oprócz nieodżałowanej D.), nauczyła mnie tego praca w Auschwitz. Dzięki niebiosom nie przeszłam na ty z kierownikiem fotoskładu, wyjątkową kreaturą. Do wszystkich mówił per kurwa, jak mu coś nie pasowało. Do mnie nie: bo trudno mówić per kurwa pani Stara Jędzo.

A wyjątkowo oślizgły był to egzemplarz, tak że kiedy wysłał mi zaproszenie na FB, zablokowałam typa.

Nigdy więcej takich kanalii w moim życiu.

W mojej ostatniej już firmie nie przechodzę z nikim na ty, choć z kilkoma osobami miałabym na to ochotę, ale pan - pani też działa i nie będę tego zmieniała.

Nie musimy być na ty, tak jak z drzewem nie jest ptak.
Drzewo pyta - czy pan śpi,

A ptak mówi: nie lub tak. 

Tak jak w wierszu Osieckiej :) Nie do końca wiernie zacytowałam :)

Mój telefon milczy, milczy,

Nie masz czasu ani, ani.

Czy by było tak, najmilszy,

Gdybyś mówił do mnie pani? 


I tak spokojnie minął dzień, zdążyłam nacieszyć się trochę słońcem, które napierdalało od rana. Jako że nie dostałam NIC, oprócz maszynek, które musiały i tak poczekać po 13, aż wrócę, poleciałam punkt 13 s jego stronę, przygnębiona wieścią, że jest podpisana likwidacja Galerii, postawią tam kolejne bloki. Będzie mi jej brakowało (a może i nie, kwestia dożycia).

Więc lecąc w stronę słońca, srajtaśmę w Galerii zanabyłam w promocji, bo to dobra lokata kapitału, a co.

Wleciawszy zaś do Aldi w poszukiwaniu badylków


piwo kupiłam, licząc na smak, a smakowało jak zwykła fortuna czarna, może mniej słodkie, ale dupy nie urwało, 8,99 za puszkę - przepłaciłam. Dobrze, że kupiłam jedną. Nie polecam :) Za amarylisa też przepłaciłam, ale oj tam, oj tam, potraktowałam to jako prezent dla siebie zamiast perfum. Ma kwiatek, zobaczymy, jak zakwitnie. Były i takie za 40 zł w szkle, ale bez przesadyzmu. Moje cebulki nie wykazują najmniejszej ochoty do kwitnięcia. No i jeszcze jednego amarylisa kupiłam - z osłonką, za 18 zł. W Lidlu za takiego w zwykłym plastikowym szajsie zapłaciłam 19,99, więc usprawiedliwiona i rozgrzeszona jestem :P 

 A i jutro po 13 polecę w stronę słońca, nieważne gdzie, nieważne, czy słońce będzie, czy nie.

Bo czas wyjść z tego pojebanego doła.

A jakże, najwyższy :) 


Czasem i takie pierdoły zapierają w piersiach dech :P


4 komentarze:

  1. Moj amarylis, ktorego cebule dostalam na urodziny, wlasnie kwitnie, a do kwitniecia szykuje sie jego druga odnoga.
    Na firmowe imprezy nie lubilam chodzic, a poniewaz z natury nie lubie alkoholu, bylam nie najlepszym kompanem do zabawy i na ogol zawsze wczesniej sie zrywalam. To nasza kolejna cecha wspolna. Teraz juz mi sie nawet nie chce wychodzic z domu. Malo co mi sie chce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to brawo dla Twojego amarylisa :) Chapeau bas :)

      Usuń
  2. Czyli Twoje najbliższe Naczalstwo teraz przyzwoite, więc nie powinno być większych zgrzytów :-) Co do imprez firmowych mam uczucia mieszane- często były w fajnych miejscach, wyjazdowe, połączone np. ze spływami kajakowymi- tę część rekreacyjną lubiłam, catering na ogół też jest bardzo dobry i wszystko byłoby ok, gdyby nie morze alkoholu i nieumiejętność korzystania z niego. Odpuściłam więc sobie od paru lat coroczne spędy i bywam tylko wtedy, kiedy już naprawdę muszę.
    Amarylis nigdy mi nie zakwitł powtórnie, może Twoje lepiej się spiszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie kiedyś zakwitł jeden, porzucony w loggii i niepodlewany całe lato. Te przechowywane wg zaleceń mają mnie w poważaniu... Bywa i tak :) A co do spędów widzę, że wiele osób ma takie samo zdanie.

      Usuń