bywały te moje sylwestry, Kochany Pamiętniczku...
Mój pierwszy, gdy skończyłam 18 lat i miałam iść na niego z ojcem, który wówczas "chodził" ze swoją drugą żoną. Obiecał mi pierwszy taniec. Bo miałam być najważniejsza w jego życiu, a właśnie zerwałam z moją pierwszą wielką (do dziś mi się śni po nocach, miłością, która twardo powiedziała: studia albo ja..., może to był błąd, że wybrałam studia, albo nie, kto to wie?). Miałam iść do fryzjerki. Poszłam. Wróciłam do domu z tapirem, utrwalonym lakierem, nieprzytomna ze złości. Pierwsze, co zrobiłam po powrocie, to rozpaliłam ogień w kuchni, nagrzałam wodę i... umyłam głowę :)
Ojciec był wściekły, że tyle wydał na fryzjera, a ja umierałam od lepkich włosów. To był mój pierwszy i ostatni lakier na włosach.
Na sylwestra poszliśmy w czwórkę: ojciec, jego flama, jej córka - moja przyjaciółka od przedszkola ze swoim chłopakiem i ja.
Pierwszy taniec zatańczył ze swoją flamą.
Tak, czułam się zdradzona i niedowartościowana.
Kolejne sylwestry mijały jak mijały, nic wartego zapamiętania.
Poza tym, kiedy w jedną Wigilię ojciec wyrzucił mnie i brata z domu, każąc iść do "matki", z którą aktualnie się żarł, a która była megawściekła, że ma się nami zająć.
A ja miałam iść na sylwestra do koleżanki, której dziadek pobił się po pijaku z moim dziadkiem, zaś wkrótce mój dziadek zmarł... A ja, jako dziecko nie rozumiałam, dlaczego i ona, i ja, bardzo się lubiłyśmy, mamy cierpieć za grzechy dziadków. Moja mama jej nie tolerowała.
Na tym sylwestrze byłam z moją koleją miłością. Dosłownie nosił mnie na rękach, był bratem mojej szkolnej koleżanki. Jego mama była mną zachwycona. A on, nie pytając mnie o zdanie, kupił mieszkanie, będąc pewien, że jak ma mieszkanie, to rzucę studia i wrócę do R., by zostać jego żoną. W tego sylwestra puścił tekst: nie rozumiem, dlaczego jesteś taka zgaszona, jak jesteś w Poznaniu, piszesz takie fantastyczne listy, jak wracasz do R. to jesteś całkiem inna. A działał na mnie - od samego przytulania i pieszczot miałam orgazm. Nie, nie spaliśmy ze sobą. I dodał: mam mieszkanie, telewizor, a na nim stoi laleczka (takie laleczki stały na telewizorach w tamtych latach) - jesteś dla mnie taką laleczką, po co ci studia, nie będziesz musiała pracować.
Zerwałam z nim.
Był zawodowym kierowcą, świetnie tańczył (w młodości to jest ważne, ja też tańczyłam do ostatka, do szału, do dnia).
Po naszym rozstaniu pił i jeździł.
Ożenił się, koleżanka twierdzi, że na złość. Hmmm? Komu?
Zabił się w samochodzie po pijaku.
Nie czuję się winna.
A powinnam?
Potem były różne sylwestry, lepsze, gorsze.
I ten pamiętny w 1978, gdy byłam już z Eksem.
Przyszedł po mnie i stał pod kaflowym piecem, odtajając. Nie nosił kalesonów, a ziąb był, ze ojacierpiędolę. Wąsy mu też zamarzły :) Tajał.
To była zima stulecia, kiedy całą Polskę zasypało. Mieszkał dwie ulice dalej, tam była prywatka, więc dotarliśmy, ale potem się działo...
A kolejne sylwestry były już sztampowe - dla mnie, a działo się, że ojapierdolę. W tej rodzinie to był materiał na brazylijską telenowelę, ale było jak w Kościele - mam na myśli instytucję - nikt nic nie widział, a co widziano, zamiatano pod dywan. Spuszczę na to zasłonę milczenia :) I nie, nie zaszłam w ciążę podczas niego :)
Jakaś prywatka u teściowej - kiedy byłam już w ciąży z Inżynierem, szwagier, marzący o kolejnym dziecku, po pijaku zapytał mnie, ile mi Eks zapłacił za to, że mu dałam i zaszłam drugi raz w ciążę. Bo on jest gotów swojej zapłacić (miał z czego), ale ona nie chce.
Tak mnie zatkało, że w nic nie odpowiedziałam, bo i moja pierwsza ciąża i druga były dokładnie zaplanowane.
Chciane.
Żadna wpadka :)
I potem sylwestry w domowych pieleszach, lepsze, gorsze.
Aż mi dzieci (najpierw jedno, potem drugie) wywiały do UK (nie przede mną, w poszukiwaniu swojego szczęścia).
Pierwszy sylwester w UK po nieszczęsny wyjeździe Pierworodnego. Udało się nam ściągnąć na niego Barana, który na wigilię w ramach focha nie dotarł. Sylwester w angielskim pubie, w którym jeszcze było wolno palić. Wracaliśmy do domu w trójkę, znaczy się P., I. i ja i biliśmy się o prysznic, bo można było się zerzygać od smrodu ćmików.
A ubaw mieliśmy, bo gdy po wybiciu północy zaczęliśmy I. składać życzenia imieninowe. Anglicy nie mogli ogarnąć różnicy między imieninami a urodzinami, mimo nienagannego angielskiego I. Bawiliśmy się znakomicie i Baranowi przeszło (nie miał wyboru).
I kolejne sylwestry, gdy Baran mieszkał już z P., potem z P. i I.
Z jednego z nich wracałam z Baranem, żeby oglądnąć stare śmieci na ulicy Kwitnącej Wiśni, gdzie przeżyliśmy tyle pięknych chwil, next day zastanawialiśmy się, gdzie tak ubłociliśmy dżinsy po kolana. I. też się zastanawia, bo w całym H. błota nie było... Do dziś nie ogarniamy tego fenomenu :) Jak my znaleźliśmy to błoto, żeby się w nim wytaplać :)
Byłam wtedy jeszcze Ruda, młoda i piękna :)
A potem były bardzo fajne sylwestry (bo to latami trwało), gdy pojechaliśmy do Warwick Castle
i tam pokonałam ponad 530 stopni, wchodząc na wieżę Merlina. Tak wąską, że nie można było się wycofać... Baran szedł przede mną i robił mi fotki, czego nienawidzę, a na samej górze myślałam, że rzygnę, bo korona wieży była z lekka spadzista i z moim lękiem wysokości miałam wrażenie, że zlecę i będą mnie zeskrobywać. Gdy wyszłam, pokazałam fucka. Nawet Inżynierowa, wówczas jeszcze nie w teamie, była przekonana, że wlazłam mimo zakazu i z tego się cieszę. a ja po prostu pokonałam sama siebie.
A ile gromów spadło na mój siwy już łeb, bo fucka pokazuję... Bo jestem niewychowana, prymitywna i do dupy...
Ano, jestem :)
I tak szybko to wszystko minęło, jeszcze parę sylwestrów, gdy balowałam u Barana, mój ostatni idealny partner do tańca, dziękuję, niezapomniany.
A potem dzieci się wyniosły z UK, Brexit, pandemia... No i mnie lat przybyło, nie da się ukryć, nie jestem już taka wyrywna do włóczenia się, kocham moją norę...
I tym pięknym sposobem dzisiejszego sylwestra spędzam w błogostanie, słuchając U2.
Tak mnie naszło, kiedyś byłam fanką i wciąż ich lubię.
Może potem przełączę na jakieś walce i inne duszoszczypatielne...
A na razie mam uszykowane
drugi, mniejszy był w gratisie, moje ulubione kalendarze.
Kiedy pierwszy raz umieściłam w pracy (bo wieszałam je w pracy) kalendarz z irlandzkimi farmerami (pracuję w branży rolniczej), takoż w wersji nie do końca ubranej (a było to dokładnie 14 lat temu), Boss w swoim gabinecie zapytał mnie: ale pani SJ, jak to? A ja na to, wskazując na roznegliżowaną panienkę w snopach kłosów odrzekłam: panie K. każdy ma to, co lubi :)
I było po temacie :)
Mogłam już sobie pozwolić na takie kalendarze, bo byłam słusznym wieku.
Zostało mi to do dziś, już nikt się nie czepia.
W moim wieku wszystko wolno :) Co nie zmienia faktu, że od lat jestem fanką Outlandera i zaraz po Nowym Roku wezmę się za niego, bo kręcą mnie men in kilts :)
Niech Wam wszystkim, moim czytaczom, nowy rok (bo Nowy Rok to tylko 1 stycznia) da nowe perspektywy, nowe nadzieje, nowe marzenia - niech się spełnią. I niech nie będzie gorszy od swojego poprzednika.
Jak co roku w Chałupach :)
Happy New Year :)




I Tobie niech się dobrze dzieje. ♥️
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że u Ciebie Agniecho, też, dziękuję, u mnie leci jak powinno :)
UsuńJestesmy prawie w tym samym wieku, sylwestry spedzalysmy podobnie, w podobnym czasie, w te sama zime stulecia 78/79, ja wtedy z owczesnym narzeczonym, z ktorym w pore zerwalam, bo mialabym z nim straszne zycie, juz nie zyje, tez sie zapil. Stan wojenny, dzieci, a potem wyjechalam i tu spedzalam wiekszosc sylwestrow mojego zycia. Gdyby nie ten halas za oknem, poszlabym juz teraz spac, a tak musze czekac az przestana.
OdpowiedzUsuńNiech Ci sie darzy, Jedzuniu.
I Tobie Aniu, bo masz kłopotów wiele. Niech się rozwiążą. Ja Twoich problemów nie mam, więc mam łatwo. Z górki idę i nie pod wiatr (odpukać) :*
UsuńZdrowia dla Ciebie i Twoich Bliskich Jędzuniu :)
OdpowiedzUsuńDziękuję i z wzajemnością :)
UsuńZdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia. I żeby ten nowy rok był dla Ciebie i Twoich Bliskich najlepszym, jakie do tej pory przeżyliście. Niech się darzy!
OdpowiedzUsuńDziękuję, Tobie również :)
UsuńHappy New Year najmilsza z wszystkich Jedz! Oby Nowy byl jak najlepszy dla Ciebie i Twoich!
OdpowiedzUsuńto zyczenia od JoeEl ;)
UsuńDziękuję JoeEl :) Niech i dla Ciebie będzie dobry :) Najmilsza? Zarumieniłam się okrutnie :)
UsuńNiech ten nowy rok będzie dobry dla Ciebie. I dla Twoich bliskich :)
OdpowiedzUsuńeM, dziękuję, mam nadzieję, że i Twój będzie taki :)
UsuńWszystkiego dobrego, Jędzo. Zdrowia, spokoju, jak najwięcej słonecznych dni.
OdpowiedzUsuńTobie też tego życzę, jak i wszystkim, dziękuję :)
UsuńOj, różne bywały☺️A teraz spokojnie i miło, choć bez emocji,.Nostalgicznie, gdzie się podziały...Dobrego, zdrowego, Udanego roku!
OdpowiedzUsuńTak, emocje już za nami. Teraz niebiański spokój i hasta manana. Do Siego, Imienniczko :)
UsuńDobrego roku w dobrym zdrowiu :*
OdpowiedzUsuńJako i Tobie, Zmoreczko! I żadnych już w tym roku klęsk żywiołowych i uroków :*
Usuń