sobota, 7 grudnia 2024

Wpadli

 Kochany Pamiętniczku. Jako że wiedziałam, że wlecą, przygotowałam się zawczasu (moje mieszkanie jest teraz naprawdę niegościnne dla formacji większej niż dwie osoby). I nawet widelczyki do ciasta (bom i tort zanabyła, a jakże, kto bogatemu zabroni) wyciągnęłam, żeby było światowo i z przerażeniem zauważyłam, że srebra znów są czarne. Bo ja na srebrach jadam :)

Więc sruuu w miseczkę folię aluminiową, sodę, gorącą wodę i dawaj produkować i rozszedł się cudny zapach zepsutych jaj, więc poleciałam balkon otworzyć.

Ogarnęłam srebra, ale w pokoju na podłodze przy otwartym balkonie pojawił się on. Bez okularów, ja, ślepa kura, wiedziałam, że to on. Wtyk amerykański.

I tragedia.

Bom wczoraj w szale odgracania domu, podczas czekania na pracę, powywała wszystkie słoiczki po jakichś hiszpańskich czy portugalskich jogurtach, które stały w każdym kącie, a w których gromadziłam: baterie do wyrzucenia, spinki, guziki i inne chuje muje z cyklu przydasię.

Posegregowałam towarzystwo, a jakże.

Wywaliłam także pierdyliard pudełeczek metalowych po świecach, wydłubawszy z nich resztki świec (są ludzie zbierający takie coś, produkują z tego świece dla Ukrainy, bo wojna wciąż trwa - ale, kurwa, nienawidzę umawiania się na godzinę i czekania potem godzinami. Muszę ogarnąć dostarczenie tego gdzieś w jakiś konkretny punkt i niech potem zainteresowany się martwi).
Wywaliłam miliard korków od wina, które zbierałam od 20 lat - zajęła mi ona dwa wielkie słoje, stała w przedpokoju pod półką z maszyny do szycia i z takich skrzynek jak po owocach - uwielbiam tę półkę. 

Nie sfociłam korków, tak byłam zajęta sprzątaniem :) 

Pytałam Synową, czy chce te korki na liczmany, czy inne cuda do przedszkola, nie chciała, jej koleżanka też się nie odezwała, a ja zasłon na drzwi z tych korków nie będę robiła. Widziałam, jak ludzie robią z nich cuda (filmiki w necie), ale... To trzeba mieć niezły warsztat do tego i moc w łapach :) 

Elegancko zapakowałam w worek i wyniosłam do śmietnika. 

Śmietnik dziś to był obraz nędzy i rozpaczy - ktoś, wywalając graty, zupełnie nie przejmował się segregacją, na ziemi leżały baterie.

Moje baterie  (dużo, nieekologiczna jestem, ale i do aparatów zużywam dużo baterii) leżą nadal karnie, łącznie z elektrośmieciami, w wózeczku, bo zbiornik na elektrośmieci koło szkoły Sikory był dziś niedostępny.

Ale jak miałam złapać rzeczonego wtyka, skoro wszystkie NIEPRZYDASIĘ słoiczki po jogurcie były już w kontenerze? Gdybym go nakryła kubkiem, nie wiedziałabym, czy go zaaresztowałam. Na całe moje szczęście JESZCZE nie sprzątałam szafek w kuchni. A tak stoją szklanki, sztuk: dwie, takie do koszyczków, z których kiedyś herbatę się pijało...

Więc szklanka, kartka z wydrukiem i wtyk


wyeksmitowany na balkon, został zrzucony z 3. piętra (ponoć umie latać)...

Szklanka umyta i jak nie wycieram naczyń, wytarta.

Kartka nie śmierdziała, wąchałam :)

I jak tu nie mówić, że wywalanie przydasi, które przez długi czas nie są przydasię jest bolesne?

Ale chaupka ogarnięta, choinki jeszcze  nie ubrałam, bo muszę się nacieszyć urodzinowym ołtarzykiem :) 


Doszły leluje, synowa pochwaliła się, że dostała je za bezcen od staruszka na targu :) Miło mi, że wspomogłam staruszka swoim jubileuszem :) 

Objechałam ich jak święty Michał diabła, a ta mi, że nie rozmawiała ze mną o kupnie mieszkania ani o niczym innym, bo o tym powinien rozmawiać ze mną syn. Popierdolone są te moje synowe, bo ja od początku mówiłam, że mordę mam niewyparzoną, nakrzyczę, nawrzeszczę, a potem pomogę.

Że jestem Szwajcaria.

Że jak syn się ze mną w danej sprawie nie kontaktuje (ten nieszczęsny zawór do kibla nie doszedł na czas, ale kretyn, zamiast powiedzieć, że zawór nie doszedł, przecież bym go za to nie rozstrzelała, wolał kłamać, że...).

Kurwa.

Skoro ona wie, że on kłamie i konfabuluje, dlaczego nie napisze do mnie? Że nie mam darmowych SMS i minut? Mam net, ona też.

Ona darmowy, ja za mój płacę.

Po raz kolejny wbijałam w łeb jak dziecku, po rusku, po niemiecku...

Niech mnie ktoś wyedukuje: dlaczego w kwestiach czasem zasadniczych obie moje synowe odpowiadają: oni mieli z tobą porozmawiać, zamiast zwrócić się do mnie bezpośrednio?

Bo nie mówią do mnie mamo?
Mówiły do mnie kilka lat przed ślubem po imieniu, jaki był sens zmieniania tego po ślubie?

I nie, nie czuję się ich matką - mają (miały) jedną, OK.

Ja byłam w innej sytuacji - brakowało mi matki. I gdy teściowa zaproponowała przejście z pani na mamo, byłam w siódmym niebie, wydawało mi się, że złapałam Pana Boga za nogi.

Moja historia to inna bajka.

Nie zająknęłam się słowem na historie moich synów, choć pokaleczyły mnie niektóre i to zdrowo.

Na zasadzie: morda w kubeł i niech dzieci będą szczęśliwe.

A teraz są wnuki - jakby powrót do mojej młodości, do niespełnienia, do nadziei.

I choć mówię wprost, że jak coś mi nie będzie pasowało, powiem wprost, odmówię, ale w pysk nie dam...

Jak grochem o ścianę.

No to ich dziś dobiłam, bo mieliby już swoje mieszkanie, gdyby mnie uznali za godną rozmów.

C'est la vie.

Jako że słuchała tego z zainteresowaniem Mała Wiedźma - ostrzegałam, że dzieci wypraszamy, bo będzie gorzko - nie chcieli, a to mądra dziewczyna jest (jak i jej babcia, genów nie wydłubiesz, odbierając gwiazdkowego gratisa, na pytanie - delikatne - o czym marzy - odrzekła, że zbiera na egzekucję Papryczka, moja krew) :) 

Na cała resztę zasłonę milczenia spuszczę, bo AŻ tak otwarta to ja nie jestem.

Nieco się zmachałam, wynosząc pierdyliard utensyliów do kuchni, synowa proponowała przed wyjściem, ale odmówiłam...

Moje gniazdo wróciło do siebie.


Kominek się ogarnął i znów świeci jak prawdziwy, nie wiem, co mu się stało...

Trzy hiacynty szykują się do roli boligłówek :) (Coraz bardziej kocham Aldi, mają superceny na badyle)...


Zalegające od wieków w szafie lampki w słoiku po korkach od wina też mają swój urok. Jeszcze muszę ogarnąć te kable, ale pomyślę o tym jutro.

Kibelka nie kazałam naprawiać (przywlókł i ustrojstwo, i narzędzia, bo za dużo luda i zamieszania, żeby jeszcze w kiblu grzebać). Ustrojstwo i narzędzia zostały, ogarnie w przyszły weekend. 

Nie taka wredna czasem teściowa, jak ją malują.

A synowa zaszokowana była, że ta cała bajka zaczęła się 20 lat temu, w styczniu, gdy Pierworodny z dnia na dzień wyjechał do UK...

Jak ten czas zapinkala, co nie?

I co ja mam, biedna, powiedzieć? :)



10 komentarzy:

  1. jak nie wiesz co mówić, mów pacierz ;-) hehehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę :) Jestem ateistką :) Mogę co najwyżej kląć jak wnuczka szewca :)

      Usuń
  2. Mala Wiedzma to nie tylko piekna dziewczyna (podejrzalam na fb), ale chyba rzeczywiscie wdala sie ze wszystkim do Ciebie, jej odpowiedz, na co zbiera, warta jest nobla. :))) Mlodsi bracia to skaranie boskie, bo choc wprawdzie jestem jedynaczka, to moge sobie wyobrazic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedyny egzemplarz do rzeczy. A Papryczka to ja mam ochotę na kolano i sprać. Jest trudny i marudny. I rozpuszczony jak dziadowski bicz. Łobuzy w porównaniu z nim są aniołkami, on ma taki charakterek.

      Usuń
  3. Kochana Jędzo, Ty jubileusze świętujesz, a ja nic nie wiem....no to z poślizgiem, ale szczerze: wszystkiego, czego sobie wymarzysz!
    Ściskam i całuję
    A jutro polecę do Aldi obejrzeć badylki. Lubię takie "tuż przed wyrzuceniem", kosztują grosze, a pielęgnowane odwdzięczają się stokrotnie, a potem zasuszone cebulki zabieram do polskiego ogródka, i tym sposobem moje nornice mają co jeść, niestety. Ale i tak zawsze coś tam kwitnie, posyłałam Ci zdjęcia moich chaszczy, więc Ty wiesz, że nie zmyślam :)
    Wieczorem wypiję za Twoje zdrowie. Pasierb zapowiedział, że upiecze pizzę , pewnie doprawi tak, że trzeba będzie czymś popić, a wody z butelek nie lubię :).
    Całusy!

    OdpowiedzUsuń
  4. Może synowe nie konsultują się bezpośrednio z Tobą, bo nie chcą, żeby mężowie uważali, że spiskują za ich plecami ?Wiem, że to niepoważne, ale niezbadane są ścieżki ludzkich pokrętnych myśli :-)A tak poza tym to podziwiam Twoją otwartość w rozmowach z progeniturą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to nie tak. Inżynierowa mówi, jak coś ma. Natomiast ta jest wyniosła, roszczeniowa i przekonana o swojej wyjątkowości. Mąż jej się nie udał, poleciała do UK, myśląc, że złapała Pana Boga za nogi, no ale wyszło jak wyszło. Syn wie, że na pieniądzach nie śpię, a że wie też, że wiem, że źle gospodaruje i nie słucha, to i nie chciał prosić ani rozmawiać. A ona do mnie: ja ze swoją rodziną załatwiam, on powinien załatwiać z tobą. Na to ja: to nie jesteśmy rodziną? (Nawiasem: dziwne, bo do przeglądania kątów i co mam, to jesteśmy rodziną, do prezentów dla nich też jesteśmy rodziną, ale do rozmów o konkretach to już nie.) Tak, pokrętne to, masz rację.

      Usuń
  5. Jako synowa powiem uczciwie, że nie rozumiem. Po ustaleniu na początku mariażu, że jeśli coś będzie trzeba szybko przedyskutować, ustalić itp to się będziemy kontaktować i działa to do dziś (25 lat). Częściej się kontaktuję z teściową niż syn i w drugą stronę też to tak działa. Mam skarb i nie jest to teściowa tylko mama :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Twojej teściowej. Też marzyłam o takich synowych, no jest jak jest. Nauczyłam się nie oczekiwać nic, lepiej nie będzie, zawsze może być gorzej. Dobrze, że chociaż z jednym dzieckiem mam idealne stosunki :)

      Usuń