poniedziałek, 26 stycznia 2026

Ślizgawica

 jak malowanie, Kochany Pamiętniczku.

Już rano Inżynier, wczoraj jeszcze opierdalający mnie i śmiejący się z alertów RCB, grzecznie zameldował, że i on i jego lepsza połowa dychają, dzieci odwiezione, ona dojechała do pracy, kategorycznie zabronił mi wychodzić z domu. Jako grzeczna (żeby nie powiedzieć idealna) matka oczywiście obiecałam, że się nie ruszę. Pudła po pizzie leżą grzecznie w worku, bio pójdzie na balkon, nic mu nie będzie. Może i chodniki posypane, ale jezdnia osiedlowa już nie, a do śmietnika mam kilkanaście metrów po jezdni - nie ma innej opcji, to nie będę ryzykowała połamania. Tym bardziej, że siedzę sobie i oglądam w necie, co się dzieje.

Pisałam już chyba kiedyś, że śledzę Piąty zasiew na FB. Takie niby od tych od aluminiowych czapeczek i teorii spiskowych. Fakt, czasami nieprawdopodobne rzeczy tam wypisują, ale od czego zdrowy rozum? Jednak są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się filozofom nie śniło, no i jak wiadomo,  życie jest formą istnienia białka, ale w kominie coś czasem załka, czasem coś świśnie, czasem coś gwiźnie, coś się pokaże w samej bieliźnie...
Tak mnie dziś naszło, bo łażę też po katastrofach naturalnych, wyskakują doniesienia o srogiej zimie w USA, dzisiaj jest zalew wiadomości o trzęsieniach Ziemi - niby nie największych, ale jest ich od metra, no i wulkany jak na zamówienie też dziś wybuchają. Zima, jak na ostatnie lata też jest bardzo sroga. I tak - jest taka sroga, bo klimat się zmienia - jest globalne ocieplenie i całe moje dbanie o ekologię to w sumie w skali tego świata sranie w banie.

Przebiegunowanie Ziemi, burze słoneczne coraz silniejsze, okazuje się, że za kilka lat Ziemia będzie krążyła o sekundę wolniej - co to jest sekunda wobec wieczności, ale... na te wszystkie nowoczesne sterowniki, GPS, inne takie tam, których nawet nie staram się moim małym rozumkiem ogarnąć - wpływa i to znacząco. 

Tak, wiele z tego podchodzi pod teorie spiskowe (już nawet kupiłam rolkę folii aluminiowej, żeby sobie w odpowiednim momencie czapeczkę zrobić), ale... w tym całym pseudobełkocie nie do końca wszystko jest bełkotem.

Bo ci, którzy tam się odwołują do przodków naszych - mają rację. Bo kiedyś, w czasach bezprądowych jeszcze, bez tej całej techniki, gdy ludzie żyli zgodnie cyklem Natury - wiele z tych rzeczy ma sens i dziś. 

Nie będę tu nikogo ani przekonywała, ani nawracała, ani tłumaczyła, to są moje osobiste odczucia, że i jakaś odrobina sensu była w tych wszystkich przepowiedniach, które namiętnie pod nos podsuwała mi teściowa, nie tylko w tych świetojebliwych kościelnych, ale i innych.

Ponad 50 lat temu śmialiśmy się do rozpuku, szczęśliwe lata 70. z naszego sędziwego już profesora od biologii, który mówił nam, że za kilkanaście lat żywność będzie coraz bardziej zatruta, co patrząc na to, co dziś jemy, co leży w  sklepach, co jedzą moje wnuki - myślę sobie o tym rechocie i o tym, że miał facet rację.

Tak samo miał rację (a z niego też się śmialiśmy) nasz ukochany Dyzio historyk, mówiący, że dziś pracowicie cerujemy ubrania i skarpetki, a wkrótce dziurawe rzeczy będziemy wyrzucać. Co się idealnie sprawdza, albowiem na pamiątkę mam jedną skarpetkę,  należała do Pierworodnego. Nie zrobiłam jej, kupiłam na targu, nie umiem robić skarpetek. Ale... zacerowałam - nie miałam takiej samej wełny, więc zacerowałam taką. I nacerowałam się w zyciu, że ojapierdole i bardzo żałuję, że nie mam grzybka, tzn. nóżka została, a kapelusz gdzieś wsiąkł (o tym wsiąkaniu też jest teoria w Piątym zasiewie, że czasem rzeczy się przenoszą do równoległego, aczkolwiek nie takiego samego wymiaru, a potem nagle wracają i znajdują się w naszym - co potwierdza chociażby to, że 10 lat szukałam przydziału na mieszkanie, widziałam skoroszyt i miejsce, w którym był wpięty - skoroszyt stał tam, gdzie powinien, ale przydziału nie było, choć szukałam co roku tradycyjnie, a potem nagle, gdy potrzebowałam go na gwałt - był tam, w tym miejscu. I nie tylko przydział :) 

Za moich czasów wstydem była nie cera, a dziura. Teraz dziury są modne i dziurawe portki są droższe od całych. A moje dzieci i wnuki, zdejmujące u mnie buty, chociaż ja tego nie wymagam, często gęsto mają dziury w skarpertkach, więc dzieciom kupuję skarpetki, na targu. Wnukom nie, bo one byle czego nie noszą i skarpetki muszą być takie a nie inne, więc odpuszczam. Inżynier sobie kupuje we wzorki, ale... ja kupuję standardowo - czarne, bo zawsze tylko takie chciał nosić, a ja przeklinałam kompletowanie ich :) A teraz kompletuje sam, niech się gad męczy :) 

Tak więc, uzupełniam ramkę (wciąga jak chodzenie po bagnach), a co sobie spojrzę i wyskakuje mi jakaś roześmiana czy wykrzywiona buźka, albo stare zdjęcie - popodpisywałam, będą kiedyś wiedzieli,  na kogo się gapią, wczoraj po archiwach pochodziłam i dowiedziałam się ciekawych rzeczy, moja papa też się śmieje, bo słodkie to jest i dobrze chwile przypomina z życia , w jakiś sposób też rozjaśnia tę codzienną szarość świata.

Niech wreszcie przyjdzie wiosna i lepsze dni...

Niech wreszcie Allah spuści bombę i zabije tę trąbę (takie zaklęcie latami uprawialiśmy, czasem działało). Niech spuści bombę na tenisówke, naćpana spałacu, putina i wszystkie podobne kreatury, a na świecie niech zapanuje pokój...

A zapanuje wtedy, kiedy francuska dziewczyna odda się angielskiemu lordowi, w niemieckim wagonie, w japońskim kimonie, na tureckim dywanie, za chińskim parawanem, przy włoskiej muzyce, w tempie amerykańskim za jedyne dwa złote polskie.

 

 

10 komentarzy:

  1. Poszlabym dalej z koncertem zyczen, niechby w ziemie walnela jakas asteroida i wytlukla cale to czlowiecze plemie oraz inne istoty wyzsze, ktore szkodza tej ziemi i ja rujnuja. Ewolucja powinna zaczac sie od nowa, moze wtedy ziemie zasiedlilyby istoty rozumniejsze od obecnego czlowieka. Istoty, ktore umialyby wspolzyc z innymi istotami i nie szkodzily bytom mniej rozwinietym ewolucyjnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, zapomnialabym! U nas sniegu napadalo, ze ojesusmaria i tez jest slisko, wiec robote przelozylam na popoludnie. A samochod odgruzowywalam ze sniegu przez pol godziny, az mi reka zlodowaciala. W rekawiczce, zeby nie bylo.

      Usuń
    2. Przetrwania nam wszystkim, bo nieciekawie jest. Ja mam luksus niewychodzenia z domu.

      Usuń
    3. Co do pierwszego Twojego wpisu dodam tylko: amen...

      Usuń
    4. Cerowanie😃pokazalam wnuczce grzybek ( tak to się nazywalo?) do cerowania- za boga chinskiego nie domyślila się, do czego mógł slużyć
      Mam alert- jutro też siedzę w domu , nie narzekam! Rozmroże jakiś chleb, zapasów mnóstwo. przezyjemyA że Ziemia się jakoś odchyla, to juz kilka lattemu oglosili.Histeria wokół klasycznej zimy mnie śmieszy, pamiętam takie.Wszystkie kozaki na wysokich szpilach swietnie wbijały się w lód😀A asteroida waląca w trampka - jak sen zloty niech się ziści😍
      .

      Usuń
    5. Ja też jutro siedzę w domu. Mam prywatnego detektywa - dopóki na moim parapecie jest lśniąca warstwa lodu nie ma co nosa wychylać. Też mam co jeść i co oglądać. A że szukając raków (mam, ale nie wiem gdzie) powywalałam z szafki sporo butelek po wódce, gromadzonych z myślą, że dziecko zrobi nalewki (a nie zrobiło i już chyba nie zrobi), tom raport dziecku zrobiła, że jak nie zdążę tego wyrzucić i umrę, to nie mam myśleć, że mu się matka zapiła :)

      Usuń
    6. 🤣ale vy się zdziwili! Kiedyś zostawialam ładne butelki ( te po whisky bywają piekne)nawet robilam nalewki z aronii ,z pigwy, z wiśni, porzeczek. Robilam, ale nie piliśmy, rozdawalam, jedna stoi chyba od 14 lat.Teraz przyjaciel obdarowuje nas przy okazji pobytu w okolicy- a że szkoli on sędziow i prokuratorów na wypadek W- a srodowisko upodobalo sobie na szkolenia znany Ci z pewnego wesela pobliski palac- to i nalewek nam przybywa.( a w każda wojnę pol litra to dobra waluta- podobno)

      Usuń
    7. No to ja jestem zupełnie nieprzygotowana na wojnę. Nie mam ani grama wódki w domu, a wino konsumuję na bieżąco - też nie mam zapasów. No cóż.

      Usuń
  2. Te ramki na zdjęcia to super sprawa. Ja jestem na etapie szukania skanera do przeźroczy, żeby wrzucić zdjęcia jeszcze z klisz i slajdy do kompa. A mam tego tonę, bo tata zapalony fotograf-amator w czasach kiedy klisza i papier do zdjęć były towarem deficytowym, robił przeźrocza właśnie. Póki co znalazłam kilka modeli, ale albo oceny słabe co do możliwości takiego skanera, albo cena zaporowa 😄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, wrzuciłam tam już 500 zdjęć. I tak jak wszyscy mają dopieszczone zdjęcia, tak ja wrzucam i stare, w sepii, moje - bo ja łapię chwilę i nie marudzę, że zdjęcie brzydkie, bo w tle bałagan. W tle jest życie, a nie fotografia artystyczna. A grymasy i uśmiechy, fajne sytuacje - bezcenne. Siedziałam potem pół godziny, oglądając fotki i rechocąc. A na dokładkę ramka służy mi jako budzik - o 22 się wyłącza, więc wskakuję pod kordełkę. A o 6 włącza - budząc mnie, bo mnie budzi światło. I już wiem, że 6 jest, więc jeszcze tylko pół godzinki dla słoninki, no, może trochę dłużej :)

      Usuń