szalony był, Kochany Pamiętniczku, a dziś dopełniło się szaleństwo na maksa.
Trzej królowie (znaczy się cała rodzina) przybyła z darami Dziadowskimi.
I tak od progu zaatakowana zostałam przez Alienka, całującego mnie tak namiętnie, jak nigdy w życiu żaden facet mnie nie całował :) Oczywiście, nie w usta, bo nie ma takiej opcji, ale raban był.
Za nim Kalafiorkówna z torbiszczem z darami, wyciągająca swoje i trajkocąca jak maszynka, aczkolwiek mnie chętna do całusków, ale ten model tak ma. Jako że przedpokój mam mikry, rodzice dzieciątek karnie stali za progiem i czekali na rozładowanie korka.
Powoli się uspokoiło, aczkolwiek mieszkanie zostało natychmiast przewrócone do góry nogami, cóż, badylki wyeksmitowano, żebyśmy się przy jedynym w tym domu stole zmieścili.
Inżynier pracowicie kompletował żarełko w necie, bo pogoda była pod zdechłym Azorkiem, a w piątkę nie zmieścilibyśmy się do samochodu, a do najbliższej knajpki jednak 20 minut drogi - za zimno, tak twierdzili młodzi, ja się dziś nie wychylałam, więc przyjęłam na wiarę.
Krzyków i śmiechów było co niemiara, no i poprztykałam się z dzieckiem, bo chciało płacić, a ja pierwsza zapraszałam na obiad :)
Uległ, jeszcze słucha matki.
Powoli ogarnął wszystko, w tym najważniejsze dla mnie - założyliśmy skrzynkę do e-doręczeń, więc mogę spać spokojnie, nie martwiąc się, że przegapię listowego. A chodzi mi przede wszystkim o podatek od chałupy, bo to najważniejsze, co może przyjść z urzędu. Odblokował dysk DVD (bo skompletował mi kompika bez dysku, mądrala, bo po mamie dysk, jak wszystko jest w necie). Niby jest, ale mam całą kolekcję pięknych filmów na DVD, kolekcjonowanych w czasach, kiedy nie wszystko było w necie, no i najważniejsze - z napisami. Co z tego, że ściągnę z torrenta Północ, Północny Zachód jak napisów do tego nie ma? Więc tak, potrzebuję dysku DVD, nie jestem tak biegła w angliczańskim jak on. No i nagrania z ich wesel - pamięć jest ulotna, a czasem chce się wrócić nią do pięknych dni. Mam też całą bibliotekę wszystkich dzieł Szekspira w wykonaniu Teatru BBC, może MW się przyda?
I tak po długim marudzeniu "za ile" będzie żarełko, choć na monitorku leciało odliczanie czasu dostawy, po przejrzeniu worka-niespodzianki ze świadectwami Inżyniera, które dziś eksmitowane zostały z jego rodzinnego domu w chwale i glorii, po obśmianiu się z zeszytu z analizy matematycznej, na widok którego I. o mało palpitacji nie dostał, zaś Kalafiorkówna, wziąwszy ten zeszyt w łapięta, z mądrą miną zaczęła go czytać, co z kolei z lekka zezłościło jej ojca, bo on sam z tego już niewiele ogarnia (to była jego pieta achillesowa). I średnią z ósmej klasy sobie policzyliśmy: on miał 4,9 z kilkoma cyframi po przecinku). A miał już system z szóstkami. Ja zaś z ósmej klasy mam średnią 5 :) A była w systemie piątkowym :)
Tak nam miło leciał czas, nadjechała pizza
Ja wzięłam małą, na grubym cieście, tak jak Alienek, który był zachwycony, że babcia je na grubym, jak i on :) On miał dużą (zjadł całą, miał pepperoni), ja wmusiłam połowę, miałam wege, bo lubię - mam gotowy obiad na jutro.
A Inżynier marudził, że przeze mnie jest przeżarty (miał średnią, kebab), a jadł co sobie zamówił, ale co namarudził, to jego.
Potem słodkie, miał być tort, ale nie kupiłam, bo za drogi. Kupiłam roladę, kakaową, w czekoladzie i... nie zasmakowała nagle dzieciom, ale za to paczkę (dużą) delicji pochłonęli w oka mgnieniu. Resztę rolady dostał I. do domu, a co :)
I Kalafiorkówna złożyła reklamację, że jak to, babcia ich nie kocha, bo nocowanki nie ma. Przedtem marudzili, że nie ma nocowanki u dziadka, a jak była, to stwierdzili, że u babci lepsza. Nie wiedziała, że ojciec już zaklepał nocowankę za dwa tygodnie, bo chcą iść na lumpkę. Na wieść o tym, zareklamowała, że dlaczego nie dzisiaj... Na co zaprotestowałam ja, albowiem nie jestem logistycznie przygotowana na to, nie mam nawet chleba, który zje Alienek. I szczerze, po tym tygodniu, zwariowanym nie za bardzo mam ochotę na urządzanie nocowanki. Zresztą rodzice chcą ich jutro zabrać na WOŚP, bo nigdy nie byli jeszcze.
Odetchnęłam z ulgą, nie ukrywam.
Znów cichutko, w tle Wrocławskie gwiazdy (uwielbiam, tak jak kocham Wrocław).
Mieszkanie ogarnięte, biedne badylki wróciły na swoje miejsce.
A Dwaj Królowie przynieśli dary przecudne, własnoręcznie wykonane:
Oprócz laurek Kalafiorkówna kalendarz zrobiła, a Alienek w przecudnym woreczku miał dla mnie herbatę i dwa irysy :) <3
Nie wnikałam zaś, czy główny prezent zasponsorowali rodzice (tani nie był), czy dzieci z własnych oszczędności - bo głupio gadać o kasie.
I znów musiałam się logować, uczyć obsługi, ogarniać i się wściekać :)
Dostałam taką ramkę (miałam kiedyś podobną, ale zdjęcia nie wyświetlały się sekwencyjnie co jakiś czas, tylko mogło być to, które włączyłam aktualnie. Mogłam też na niej pracować pilotem. Ta jest dotykowa. No i jest zegar, bez bicia - z ledwością widzę już godzinę bez okularów, ale OK, pokazuje też temperaturę. I co najfajniejsze, mogę dać innym dostęp do niej i mogą mi bezpośrednio ze swojego telefonu słać zdjęcia.
Super, bo wyłącza się automatycznie o ustawionej godzinie - czyli jak idę spać, a włączy się rano, gdy wstaję, nie muszę już mieć koło łóżka ani telefonu, ani ajpada, bo będę widziała godzinę :)
Jednak to był bardzo pracowity dla mnie tydzień.
A na razie muszę jeszcze ogarnąć ZUS, żeby doliczył mi przepracowany rok (nie zrobią tego sami, chociaż wszystkie dane mają, chodzi o przeliczenie emerytury), mam nadzieję, że ogarnę to online (wrrrr...), jak nie, podlecę do urzędu. I już wyślę zarobki do AR, mogę do kwietnia, ale chcę przestać obciążać pamięć tym faktem.
Tylko ta zwariowana sytuacja polityczna, całe życie z debilami...
Żeby to pisiorstwo zaraza jakaś wytłukła.
I tenisówkę też.
A tak było fajnie...
I niech już wiosna przyjdzie.
https://days.to/spring?fbclid=IwAR1ERm-V0fAerDXmQCKBqZ5753A57upV_CkkvPcqG1LxfJfaxQPg_JJmcFw
PS Alienek wciąga Harry'ego Pottera. Olaboga :)





Słodkie chwile z najbliższymi bezcenne, nawet jeśli z portfela ubyło. Osobiście jestem szczęśliwa jeśli uda mi się zgromadzić wszystkich. Mieczykowa.
OdpowiedzUsuńMnie nie martwi ubywanie z portfela, martwi mnie czas. Wszyscy to u mnie na zewnątrz musi być impreza, albo u I. U mnie się nie pomieszczą, choć bywało, że 21 osób się świetnie bawiło. Ale inna była kuchnia, no i mnie było o połowę mniej :) Więc jak się wszyscy zlecą, to u mnie mogiła i trzeba by na baczność stać, żeby się zmieścić.
UsuńDla takich chwil zazdroszcze Ci Dnia Babci, moje chocholy zostana odstawione do mnie dzisiaj, bo ich matka popyla na yoge, moze potem zostana na obiedzie. Wczoraj, kiedy rozmawialam z corka przez telefon, Junior juz natychmiast chcial przyjezdzac i ledwie dal sie namowic, ze trzeba raz spac, zanim bedzie mogl ukochac sie z babcia.
OdpowiedzUsuńNo oni tacy szybcy do kochania i oby im nie przeszło za szybko. To zróbcie sobie swój prywatny Dzień Dziadostwa - kto bogatemu zabroni? Może wtedy, gdy jest cieplej już, jakoś na wiosnę - i impreza w plenerze, bo macie chyba taką możliwość? Ja Łobuzy mam i bez okazji, chociaż dla mnie to jednak już trochę hardcore. Tym bardziej, że drą się jak stare kalesony na płocie :) Przyjemności z Chochołami :)
UsuńWczoraj bylo podobnie, dzisiaj blogie lenustwo, bez gotowania, bo jak zwykle nagotowalam za dużo i mimo obdarowania wałówka, mam jobiadow na tydzień🤔.Lubię, jak przyjeżdzaja! To są mile chwile, nikt nie wyciaga telefonu! Dlugie rozmowy, smiechy ( i to bez wina, gdy odjezdzaja tego samego dnia😀)Lubimy się z naszym zięciem( tak z wzjemnościa, wpada, gdy jest w okolicy na rozprawie, choć zbacza z drogi, zeby dojechac z Nowego Tomysla do K.Widocznie lubi:).
OdpowiedzUsuńMale też rozczytane- starsza własciwie przeczytala wwszystko, co w domach dla jej wieku- nawet mialyśmy obiekcje do ostatnich tomów Harrego, ale polknęla.Podarowalam jej juz na imieniny( bo 9 lutego- nie pojadę!) najnowszy tom Maleszki ( no i banknot NBP, bo na cos zbiera).Maleszka wzbudzil zachwyt!Mala czyta cos dla pierwszakow, ale też namiętnie.Cieszy mnie to, ze nie wszyscy siedza w telefonsch😀A o tym, co na świecie- wolę dziś nie myśleć! Dobrze, ze jutro nie musisz( jako i my!) wychodzic, bo straszą slizgawicą!
Super, że i u Was było cudnie. Ślizgawicą się martwię, bo u mnie wszyscy samochodziarze 😢
Usuń