Wstaje bladym switem (no co, chlopaki jeszcze spia), odpalam jak co dzien kompika, choc tu odpalam zwykle po kapieli i przebraniu sie (za Stara Jedze, oczywiscie), wlaze na FB i co ja PACZE??? Inzynier juz nie jest sam. A jak wiadomo, w dzisiejszych czasach takie cus na FB to jak zareczyny za moich czasow. Lapie Nokijke i smaruje: gratulation a tu nagle wyskakuje komunikat: wpisz opcje zablokowania telefonu... Ojaciepierdole... cudem ja restartuje - cudem, bo nie umiem zdejmowac klapki no i SMS poszedl. Nokijka lezy z gola dupa, bo klapki zalozyc nie umiem, ale juz wiem, kogo Inzynier bedzie meczyl albo i na rekach nosil :) Na dwoje babka wrozyla. Nie znam dziewczyny osobiscie, ale ja znam z opowiadan i popisalysmy sobie czasem posty u Inzyniera. Bardzo mila i sympatyczna i... ciesze sie jego szczesciem. Dosc juz byl sam, a to nie jest takie fajne, jak czlowiek jest mlody, nawet, jesli jest otoczony przez przyjaciol. No wiec na zakonczenie starego roku mamy niespodziewajke.
A ci spia i nie mam komu powiedziec, buuuu... :)
Szczesliwa mlodosc, ze spac moze.
Jeszcze raz Do Siego Roku :)
I oby 2013 byl co najmniej taki, jak 2012... :)
Bo odchodzacy byl udany, jak rzadko kiedy....
poniedziałek, 31 grudnia 2012
WTF???
Wujek wlasnie zmienil sie na "Szczesliwego Nowego Roku". Cos przegapilam?? Dzien mi zniknal??? Bo jeszcze 23 godziny z groszami starego roku sa... Po co uprzedzac fakty??? Swietowalam z chlopakami wigilie Nowego Roku, no ale wigilie, nie Nowy Rok... Mam sama isc z Postmanem do pubu, potem zostac sama na pare minut, zanim on nie odbierze wykapanego Barana z domu po pracy... Jak dla mnie skomplikowana operacja logistyczna, bo umre przez te pare minut sama w pubie, zwlaszcza jak ktos do mnie zagada... :) Ale moze nikt nie zagada, bo bede namietnie rznac w Angry Birds :D Mam nadzieje na ten sam stolik, co w zeszlym roku, choc fotki beda z telefonu... I mam nadzieje, ze miejsce bedzie wolne... Wczoraj (bo to juz wczoraj) wieczorkiem znow gadalismy o rzeczach waznych i glupotach.
Wbrew obietnicom nie musze zamykac drzwi.
I to jest piekne.
Byc wsrod Przyjaciol...
Cieszyc sie chwila.
Nie cierpiec.
Na nic nie czekac.
Byc.
Odkrywac.
Bawic sie slowami.
I nie martwic, ze plynie czas.
Byc akceptowanym, mimo ze nie ma sie nastu lat i nie jest Claudia Schiffer.
To jest piekne...
Jesli nie uda mi sie juz wlezc w tym roku (zycie pedzi coraz predzej) - prosze pamietac, ze wszystkim poswiecilam pare minut...
Dalszym, blizszym, calkiem bliskim, czytajacym, wpadajacym, bladzacym po necie.
Pierworodnemu, Inzynierowi, Baranowi, Małej Wiedzmie, Zlowikowi, Sikorce, Irlandczykom z Polski, Zmorce, Dorze, Renacie, ktora nie moze tu wejsc z przyczyn obiektywnych, malejczarnej, klarze, Zabie, ewie, ktora juz tu nie zaglada... Wszystkim czytaczom, podgladaczom i wiernym Przyjaciolom, realnym i wyimaginowanym, Stardust (byc Gwiezdnym Pylem to dopiero radocha)...
http://www.ewa.bicom.pl/zyczenia/nowyrok/nr2.htm
Wbrew obietnicom nie musze zamykac drzwi.
I to jest piekne.
Byc wsrod Przyjaciol...
Cieszyc sie chwila.
Nie cierpiec.
Na nic nie czekac.
Byc.
Odkrywac.
Bawic sie slowami.
I nie martwic, ze plynie czas.
Byc akceptowanym, mimo ze nie ma sie nastu lat i nie jest Claudia Schiffer.
To jest piekne...
Jesli nie uda mi sie juz wlezc w tym roku (zycie pedzi coraz predzej) - prosze pamietac, ze wszystkim poswiecilam pare minut...
Dalszym, blizszym, calkiem bliskim, czytajacym, wpadajacym, bladzacym po necie.
Pierworodnemu, Inzynierowi, Baranowi, Małej Wiedzmie, Zlowikowi, Sikorce, Irlandczykom z Polski, Zmorce, Dorze, Renacie, ktora nie moze tu wejsc z przyczyn obiektywnych, malejczarnej, klarze, Zabie, ewie, ktora juz tu nie zaglada... Wszystkim czytaczom, podgladaczom i wiernym Przyjaciolom, realnym i wyimaginowanym, Stardust (byc Gwiezdnym Pylem to dopiero radocha)...
http://www.ewa.bicom.pl/zyczenia/nowyrok/nr2.htm
niedziela, 30 grudnia 2012
Zmorka ratuje zycie
Okazuje sie, ze te angielskie wirusy to nie przelewki i nie zabawki, mimo ze zaraz po przyjezdzie kupilam imbir i co dzien pije kawe z imbirem, diabelstwo sie uwzielo. Trzymam sie najdzielniej, bo nie mam goraczki, a Biedny Baran meczy sie z ta paskuda w pracy. Wczoraj ratowalam nas imbirem ze Zmorczym miodem, bo przywiozlam go do UK, cos mnie natchnelo i zabralam go, jako ze miejsce mialam. Tu miodu od metra, ale... taka tam zbieranina, typu wyprodukowano w UK. Inzynier sie ze mna kloci, ze PL tez w UK, co nie zmienia faktu, ze nasz miod, a zwlaszcza Zmorczy, za ktory dzielna w naturze placila jest nie do przebicia :)
Inzynier jeszcze dycha, tylko nie mogl znalezc klucza od smietnika, wobec tego napisal na FB. Hmmm... Szukanie klucza od smietnika w innym kraju za pomoca Internetu, gotowy temat na rozprawe doktorska :D A zeby bylo smieszniej, wiadomosc wyswietla mi sie na dwoch nosnikach jednoczesnie ;) Co ta technika robi z ludzmi.
Z mieszkaniem mam przesrane, ale trudno. Nie bede sie tym martwic, nie zmienie tego, a juz mam w nocy koszmary. To nie jest tego warte, wiec grunt sie nie przejmowac. I nie, nie, domowki jeszcze nie bylo, Inzynier nie maczal w tym pazurow, to ta spoldzielczosc i... co ma byc, bedzie.
Inzynier prosil o wypranie spiwora (spi w jakims dziwadle, choc kordel ma od groma), wiec z rozpedu wypralam mu wszystko, oprocz monitora, bo ten sie do pralki nie zmiescil ;)... I Barania smycz od kluczy tez wypralam i teraz jasnieje niepokalana biela...
Jest chlodno, ale pieknie swieci slonce.
Korzystam z samotnosci i lecze obolale uszy, bo aparaty jednak daja czasem popalic :)
Obiadek gotowy, moze Zlowik na spadochronie wyladuje, ale to nie wiadomo kiedy...
Teraz moze jakis film ogladne, czekajac na powrot Barana...
I bede sie dalej kurowac Zmorczym miodem.
Zatem: Zmorka ratuje zycie :)
Inzynier jeszcze dycha, tylko nie mogl znalezc klucza od smietnika, wobec tego napisal na FB. Hmmm... Szukanie klucza od smietnika w innym kraju za pomoca Internetu, gotowy temat na rozprawe doktorska :D A zeby bylo smieszniej, wiadomosc wyswietla mi sie na dwoch nosnikach jednoczesnie ;) Co ta technika robi z ludzmi.
Z mieszkaniem mam przesrane, ale trudno. Nie bede sie tym martwic, nie zmienie tego, a juz mam w nocy koszmary. To nie jest tego warte, wiec grunt sie nie przejmowac. I nie, nie, domowki jeszcze nie bylo, Inzynier nie maczal w tym pazurow, to ta spoldzielczosc i... co ma byc, bedzie.
Inzynier prosil o wypranie spiwora (spi w jakims dziwadle, choc kordel ma od groma), wiec z rozpedu wypralam mu wszystko, oprocz monitora, bo ten sie do pralki nie zmiescil ;)... I Barania smycz od kluczy tez wypralam i teraz jasnieje niepokalana biela...
Jest chlodno, ale pieknie swieci slonce.
Korzystam z samotnosci i lecze obolale uszy, bo aparaty jednak daja czasem popalic :)
Obiadek gotowy, moze Zlowik na spadochronie wyladuje, ale to nie wiadomo kiedy...
Teraz moze jakis film ogladne, czekajac na powrot Barana...
I bede sie dalej kurowac Zmorczym miodem.
Zatem: Zmorka ratuje zycie :)
sobota, 29 grudnia 2012
Wrest Park
Mimo ze powoli zaczynal nas dopadac wirus z Milton, mimo ze pizdzilo gorzej jak za cara na Skieletczyznie, dzielni wędrowcy Baran i Stara Jedza wskoczyli w karoce i pojechali na wycieczke do Wrest Park. Nie ukrywam, ze na miejscu wycalowalam Barana za poswiecenie i niespodzianke, bo podobalo mi sie tam okrutnie. A wystarczylo, ze powiedzialby, ze sie gorzej czuje i zrozumialabym...
Sama droga byla bajkowa, naprawde bajkowa. Angielska wies, jak z komedii romantycznych z Julia Roberts i te widoki, laki, wzgorki, waskie angielskie wiejskie drogi i cale stada Baranich kolegow na lakach, mimo pizdzenia ;) I te tunele klematisowe... Dech zapieralo, bo na niektorych odcinkach nachylenie drogi mialo sie jak 1 : 8, ale jak wiadomo, jako luksusowa kobieta mam superkierowce :)
Do Wrest Park ludzie przyjezdzaja z psami, w kaloszach, wiec myslalam, ze bedzie jakies grzezawisko, ale nie. Niepotrzebnie sie obawialam, To byla wycieczka, jak z Downtown Abbey, klasyczna angielska posiadlosc, z pieknym, barokowym domkiem mysliwskim z tak waskimi i kretymi schodkami, ze z gory powiedzialam Baranowi, ze nie wejdę tam, pamietajac Warwick. Okazalo sie, ze madrze zrobilam, bo nawet Baran na schodach z trudem sie miescil, a on, jak wiadomo tyczka od fasoli :) Zdjęcia są Baranie, bo nie mam sily zgrywac z telefonu miliarda nowych fotek wysylajac je na emilka, sciagajac na dysk, zmniejszajac i znow wysylajac. Taka zabawa musi poczekac na Sprzet przez duze S.
Padalo, wialo, dulo, dmuchalo, ale co to dla nas?? Zwiedzilismy wszystko ladnie i mielismy szczescie, bo nie wiadomo, czy od ducia, czy od awarii fotokomorki samochodowi przed nami wrota trzasnely w blotnik... Ciesze sie, ze nas to ominelo, bo mialabym wyrzuty, ze to za moja przyczyna Baran ma klopoty...
Wrocilismy do domu i zaczelo nas rozbierac, kurujemy sie, ale Biedny Baran idzie jutro do pracy i nie wiadomo, jak to bedzie. Mnie tam moze bolec, bezrobotna jestem, Zlowik tez chory, ale chce przyjechac, co mnie nie dziwi, nikt nie chce byc sam w te jedyna noc w roku. Nie wiem jeszcze, o ktorej odzyskam moich wiernych towarzyszy, ale poczekam.
Od Inzyniera zadnych wiesci, ale brak wiadomosci...
Jeszcze jeden darowany cudownego zycia dzien.
Upichcilam obiad na dzis i na jutro, popralam Inzynierowi wszystko (tylko monitor sie nie zmiescil do pralki ;) I zaraz spadam do łozka, liczac godziny do Nowego Roku :)
Sama droga byla bajkowa, naprawde bajkowa. Angielska wies, jak z komedii romantycznych z Julia Roberts i te widoki, laki, wzgorki, waskie angielskie wiejskie drogi i cale stada Baranich kolegow na lakach, mimo pizdzenia ;) I te tunele klematisowe... Dech zapieralo, bo na niektorych odcinkach nachylenie drogi mialo sie jak 1 : 8, ale jak wiadomo, jako luksusowa kobieta mam superkierowce :)
Do Wrest Park ludzie przyjezdzaja z psami, w kaloszach, wiec myslalam, ze bedzie jakies grzezawisko, ale nie. Niepotrzebnie sie obawialam, To byla wycieczka, jak z Downtown Abbey, klasyczna angielska posiadlosc, z pieknym, barokowym domkiem mysliwskim z tak waskimi i kretymi schodkami, ze z gory powiedzialam Baranowi, ze nie wejdę tam, pamietajac Warwick. Okazalo sie, ze madrze zrobilam, bo nawet Baran na schodach z trudem sie miescil, a on, jak wiadomo tyczka od fasoli :) Zdjęcia są Baranie, bo nie mam sily zgrywac z telefonu miliarda nowych fotek wysylajac je na emilka, sciagajac na dysk, zmniejszajac i znow wysylajac. Taka zabawa musi poczekac na Sprzet przez duze S.
Padalo, wialo, dulo, dmuchalo, ale co to dla nas?? Zwiedzilismy wszystko ladnie i mielismy szczescie, bo nie wiadomo, czy od ducia, czy od awarii fotokomorki samochodowi przed nami wrota trzasnely w blotnik... Ciesze sie, ze nas to ominelo, bo mialabym wyrzuty, ze to za moja przyczyna Baran ma klopoty...
Wrocilismy do domu i zaczelo nas rozbierac, kurujemy sie, ale Biedny Baran idzie jutro do pracy i nie wiadomo, jak to bedzie. Mnie tam moze bolec, bezrobotna jestem, Zlowik tez chory, ale chce przyjechac, co mnie nie dziwi, nikt nie chce byc sam w te jedyna noc w roku. Nie wiem jeszcze, o ktorej odzyskam moich wiernych towarzyszy, ale poczekam.
Od Inzyniera zadnych wiesci, ale brak wiadomosci...
Jeszcze jeden darowany cudownego zycia dzien.
Upichcilam obiad na dzis i na jutro, popralam Inzynierowi wszystko (tylko monitor sie nie zmiescil do pralki ;) I zaraz spadam do łozka, liczac godziny do Nowego Roku :)
piątek, 28 grudnia 2012
Idziemy na wycieczke
Nie chce mi sie zdjec po kolei ustawiac, wiec od razu zaznaczam, ze chlebek byl pieczony po poludniu, a nie w rezerwacie. Inzynier wywiozl mnie w pole i tam zostawil :D Jak dojezdzalismy do rezerwatu, wrzasnal: Gdzie ty mnie, k..., wywiozles, a ja zamarlam ze zdziwienia. Ale faktycznie bylismy na pustej, polnej drodze i dookola bylo wielkie nic :) Jednak GPS nie zawiodl, dojechalismy na miejsce. Bylismy jedynymi zwiedzajacymi rezerwat, ale tez pogoda nie byla powalajaca, poza tym to nie sezon, bo zadnych komarow ani wazek nie zauwazylismy. Zas tam, gdzie zeruja bobry i wydry nie udalo nam sie wejsc, z tego prostego powodu, ze nie mielismy kaloszy (Inzynier byl w tenisowkach, i tenisowkach w nocy do PL polecial). Ale wycieczka byla udana, widzielismy labadki, perkozy, bazanty, nie liczac ptasiego pospolstwa czyli mew i srak :) Krajobraz byl powalajacy, wyobrazam sobie, jak pieknie musi byc tam latem. Inzynier twierdzi, ze angielskie komary to tacy dzentelmeni, ze nie kasaja ;) Zawsze mnie wzruszaja te tabliczki na angielskich laweczkach - wiekszosc jest ufundowana ku pamieci konkretnych osob. Tez chce taka, to fajny nagrobek...
W domu upieklam chleb, ale spieklam skorke, osobiscie ja odkrawam, bo juz kiedys na czyms takim zlamalam zab :D
Pojechalismy do rodziny Sikory, bo mam miejsce i moge jej pare fantow podrzucic.
Inzynier juz w PL, podlal kwiatki, przeczytal rachunek za prad i dane podal, a ja stad zaplacilam (jak te odleglosci zmalaly) i nie mowiac wiele polecial na miasto. Spieszyl sie, wiec pewnie nie zdolal Miskom spuscic lomotu, jak obiecywal, albo tez Skubane nie narozrabialy.
Biedny Baran ma mnie na karku ;)
czwartek, 27 grudnia 2012
Bedzie sie dzialo
Inzynier leci jutro do PL. To zadna sensacja, ale... leci w tenisowkach... Jak w tym starym kawale: Jasiu, gdzie sa cieple kraje?? - Szwecja i Zwiazek Radziecki. - Alez Jasiu, dlaczego Szwecja?? - Bo w Szwecji mam ciocie, i czy to lato, czy to zima, ciocia nam pomarancze przysyla. - No dobrze, Jasiu, ale dlaczego Zwiazek Radziecki?? - Bo w Zwiazku Radzieckim tez mam ciocie, i czy to lato, czy to zima, ciocia w tenisowkach przyjezdza... Na moje protesty wzruszyl ramionami i powiedzial, ze nie ma butow, a jak cos, to sobie na miejscu kupi. Santa Madonna...
A ja na wycugu u Barana zostaje.
A mowilam: ja na wycug do waju nie pojde... ;)
Czekam i czekam, az ta paskuda wstanie, ja go kocham, a on spi... :> A mielismy polatac. Pewno znow w nocy sie szlajal... ;)
A ja na wycugu u Barana zostaje.
A mowilam: ja na wycug do waju nie pojde... ;)
Czekam i czekam, az ta paskuda wstanie, ja go kocham, a on spi... :> A mielismy polatac. Pewno znow w nocy sie szlajal... ;)
środa, 26 grudnia 2012
Wciaz swieta
Wzoraj pojechalismy do znajomych do Milton, gdzie spedzilismy mile czas, ale musielismy wracac do H., bo Baran dzis, Biedny, szedl do pracy na 6. Wieczorkiem popilismy leniwie drinki i kazdy zajal sie swoimi zabawkami. Zlowikowi udalo sie zalac woskiem mojego laptopika, gdy gasil swiece, na szczescie trafilo na folie ochronna, ktorej od 2 lat nie zdjelam. Zapisac w kajeciku: uwazac na Zlowika, grozny dla otoczenia. Dmuchnal, bo ja za slabo dmuchalam ;) W domu mam taki kapturek do gaszenia swiec, kupilam w Ikei i dzieki temu nie oblewam wszystkiego woskiem. Bede teraz miala robote z wywabianiem wosku z obrusa... Ale nic to.
Dzien dzis wstal piekny, chlodnawo, ale slonecznie. Sniadanko i polece z Zlowikiem zaraz z Zolwikiem na wyprzedaze :) A otem z Inzynierem po koszulke dla Ajfonika :)
A slonko swieci, jak glupie i chce sie zyc ;)
Dzien dzis wstal piekny, chlodnawo, ale slonecznie. Sniadanko i polece z Zlowikiem zaraz z Zolwikiem na wyprzedaze :) A otem z Inzynierem po koszulke dla Ajfonika :)
A slonko swieci, jak glupie i chce sie zyc ;)
wtorek, 25 grudnia 2012
Bezapelacyjnie
W nastepnym zyciu wyskrobiemy, nie ma innej opcji.
Przyjechali, a jakze, nawet Zlowik przyjechal wczesniej i dlatego ryba "nie doszla", bo jak zwykle "nie doszla" w piekarniku. Za rok ryba z patelni i nie ma innej opcji. Mala Wiedzma o dziwo, grzeczna jak nigdy dotad i tylko sobie paluszek oparzyla, bo koniecznie musiala dotknac swieczki. Wszystko plynelo cicho i spokojnie, a potem Gwiazdor przyszedl i worek musialy mu elfy pchac, sam nie dal rady ;) Kazdy byl zachwycony, a najbardziej ja, bo dostalam od chlopakow perfumy, o ktore prosilam, a Zlowik pamietal, ze chce nakladke na klawiature, zebym mogla bezkarnie jesc przy lapku, i dostalam, i kubasa z Rudolfem, wielkiego, na wielka herbatke, czyli super, bo nie trzeba do kuchni co 5 minut latac :) Od Pierworodnych mam bon na zakupy, i to na ladna kase, wiec sobie poszaleje. Baran mowil, ze bede na Inzyniera zla i faktycznie, jestem. Dostalam od niego pedometr, takie cos co liczy kroki i kalorie i morda mi sie ucieszyla, bo takie cos chcialam. Zadowolona siedze i pacze jak Mala Wiedzma prezentami sie bawi, oczywiscie, babcine ksiazki jej nie interesuja, bo dostala czajnik z myszkami, guzikami i takimi tam, cos jak z wierszyka Osieckiej i super... Inzynier zas gdzies polazl i nagle staje nade mna i mowi: a to sie jeszcze zaplatalo... I... Kupil mi, Skubaniec Paskudny, najnowszego Iphona!!!!! Nie ma na co kasy wydawac... Nawet Zlowik mi zazdrosci, bo on jest apple maniak, a ja mam lepszy model... Smierci bym sie spodziewala, a nie takiego czegos. No i teraz jestem w kolchozie. Oni maja Iphony, mam i ja ;) Nie mam wiec wyboru, w nastepnym zyciu musze to Paskudne Dziecko wyskrobac...
I... To tez piekny prezent, Baran w czasie gotowania mowi, ze chce, zebym za rok znow tu byla... Przeciez nie odmowie takiej prosbie... Zatem za rok, jak los da, znow bede dreczyc angielska ziemie...
Az sie boje myslec... I slow mi brakuje...
Do bialego rana pilismy. Ja tam jeszcze nie wytrzezwialam i dlugo nie wytrzezwieje, ale nie mam prawa jazdy, wiec nikomu nie zagrazam. I do pracy nie musze isc ;)
A Mala Wiedzma podczas pozegnania na komende "czule" calowala Stara Jedze, dobrze wytresowana, ale paczyla przy tym tesknymi, wielkimi brazowymi slepiami na Barana. Wie, Skubana, co dobre, ma to po Babci :)
I jest ladna, ladniejsza o niebo i pieklo ode mnie, wiec drzyjcie, barany, jak dorosnie... Bede wtedy miala radoche, jak bedzie lamac meskie serca i o kant dupy :) Nie, zebym facetom zle zyczyla, bo sa faceci i jest banda ze Sroczego Zaulka, bez Marudy :)
I koledy pospiewalismy :)
Nie ma jak dobry Jagermeister, dobrze schlodzony, w polaczeniu ze Smirnoffem i martini :)
Ogien krzepnie, blask ciemnieje...
Ide trzezwiec ;)
Przyjechali, a jakze, nawet Zlowik przyjechal wczesniej i dlatego ryba "nie doszla", bo jak zwykle "nie doszla" w piekarniku. Za rok ryba z patelni i nie ma innej opcji. Mala Wiedzma o dziwo, grzeczna jak nigdy dotad i tylko sobie paluszek oparzyla, bo koniecznie musiala dotknac swieczki. Wszystko plynelo cicho i spokojnie, a potem Gwiazdor przyszedl i worek musialy mu elfy pchac, sam nie dal rady ;) Kazdy byl zachwycony, a najbardziej ja, bo dostalam od chlopakow perfumy, o ktore prosilam, a Zlowik pamietal, ze chce nakladke na klawiature, zebym mogla bezkarnie jesc przy lapku, i dostalam, i kubasa z Rudolfem, wielkiego, na wielka herbatke, czyli super, bo nie trzeba do kuchni co 5 minut latac :) Od Pierworodnych mam bon na zakupy, i to na ladna kase, wiec sobie poszaleje. Baran mowil, ze bede na Inzyniera zla i faktycznie, jestem. Dostalam od niego pedometr, takie cos co liczy kroki i kalorie i morda mi sie ucieszyla, bo takie cos chcialam. Zadowolona siedze i pacze jak Mala Wiedzma prezentami sie bawi, oczywiscie, babcine ksiazki jej nie interesuja, bo dostala czajnik z myszkami, guzikami i takimi tam, cos jak z wierszyka Osieckiej i super... Inzynier zas gdzies polazl i nagle staje nade mna i mowi: a to sie jeszcze zaplatalo... I... Kupil mi, Skubaniec Paskudny, najnowszego Iphona!!!!! Nie ma na co kasy wydawac... Nawet Zlowik mi zazdrosci, bo on jest apple maniak, a ja mam lepszy model... Smierci bym sie spodziewala, a nie takiego czegos. No i teraz jestem w kolchozie. Oni maja Iphony, mam i ja ;) Nie mam wiec wyboru, w nastepnym zyciu musze to Paskudne Dziecko wyskrobac...
I... To tez piekny prezent, Baran w czasie gotowania mowi, ze chce, zebym za rok znow tu byla... Przeciez nie odmowie takiej prosbie... Zatem za rok, jak los da, znow bede dreczyc angielska ziemie...
Az sie boje myslec... I slow mi brakuje...
Do bialego rana pilismy. Ja tam jeszcze nie wytrzezwialam i dlugo nie wytrzezwieje, ale nie mam prawa jazdy, wiec nikomu nie zagrazam. I do pracy nie musze isc ;)
A Mala Wiedzma podczas pozegnania na komende "czule" calowala Stara Jedze, dobrze wytresowana, ale paczyla przy tym tesknymi, wielkimi brazowymi slepiami na Barana. Wie, Skubana, co dobre, ma to po Babci :)
I jest ladna, ladniejsza o niebo i pieklo ode mnie, wiec drzyjcie, barany, jak dorosnie... Bede wtedy miala radoche, jak bedzie lamac meskie serca i o kant dupy :) Nie, zebym facetom zle zyczyla, bo sa faceci i jest banda ze Sroczego Zaulka, bez Marudy :)
I koledy pospiewalismy :)
Nie ma jak dobry Jagermeister, dobrze schlodzony, w polaczeniu ze Smirnoffem i martini :)
Ogien krzepnie, blask ciemnieje...
Ide trzezwiec ;)
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Swieta start :)
Wrocili z pracy. Biedny Inzynier siedzi o suchym pysku, bo robi dzis za dryndziarza... Chcialam zaplacic taksowke w jedna strone, ale mnie wysmial... Wiec siedzi o suchym pysku, a ja z Baranaem, starym ślaskim obyczajem pije na pusty zoladek, zebysmy w Nowym Roku zdrowi byli. Co sie sprawdza, na bank :) Nie liczac drobniutkich niedyspozycji po ubieglorocznym wigilijnym piciu zdrowa bylam caly rok, jak ryba...
W sumie wszystko gotowe, Baran pańcię robi (takie śląskie pyry, mlask jak mówi Zmorka, najesc sie nimi nie mozna), potem jeszcze ryba z folii z piekarnika (moje dzielo) i losos dla Malej Wiedzmy specjalnie, bo lubi, pierogi do wody, uszka takoz i potem tylko czekanie az Postmana z pracy puszcza...
A potem tance, hulanki swawole do bialego rana...
Wszak...
Narodził sie w Betlejem :)
Wesołych Świąt :)
W sumie wszystko gotowe, Baran pańcię robi (takie śląskie pyry, mlask jak mówi Zmorka, najesc sie nimi nie mozna), potem jeszcze ryba z folii z piekarnika (moje dzielo) i losos dla Malej Wiedzmy specjalnie, bo lubi, pierogi do wody, uszka takoz i potem tylko czekanie az Postmana z pracy puszcza...
A potem tance, hulanki swawole do bialego rana...
Wszak...
Narodził sie w Betlejem :)
Wesołych Świąt :)
Kevin sam w domu
wystartowal. Ostatni domownik udal sie wlasnie do pracy, a ja dziele i rzadze. Do dzielenia tu niewiele, do rzadzenia nic, ale co tam. Ogarne te kuwete, poprasuje w ramach dobroci dla zwierzat pierdyliard wczoraj upranych koszul Inzyniera (a co, niech dziecko czasem za matka zateskni ;) ), zreszta sama obiecalam, a potem juz tylko czekanie na ich powrot. Kolo 14 powinni zleciec, to udam sie na zeslanie kuchenne do roli pomoy kuchennej (dzis Baran w kuchni rzadzi), Inzynier pojedzie po familie Pierworodnego i bedziemy razem oczekiwali na Postmana, bo pierwsza gwiazdka bedzie juz daleko na niebie.
Wczoraj byl piekny, wiosenny dzien, slonce grzalo, bylo z 11 stopni i chodzilam sobie saute, bez plaszczyka. Dzis pada znow, ale cieplo jest, of course.
Upieklam wczoraj dwa chleby, bo najpierw jeden i okazalo sie, ze piekarnik jest cud miod, a ze tu nawet te sepy, co chleba na co dzien nie jedza na moj sie rzucaja, upieklam drugo, juz z czosnkiem, co skutecznie powstrzyma Postmana ;)
I sałatke jarzynowa zrobilam, i takie tam kuchenne popierdółki :)
A dzis znow - mam nadzieje jak co roku - zgromadzimy sie wszyscy. I nawet Maly Satanista powie paciorek. Raz do roku. Zeby nie zapomniec, ze Ktos gdzies jest. Na pewno. Ze ci, co odeszli, wciaz sa. Inaczej nie byloby warto zyc, nieprawdaz??
Ogien krzepnie, blask ciemnieje, ma granice nieskonczony...
Wczoraj byl piekny, wiosenny dzien, slonce grzalo, bylo z 11 stopni i chodzilam sobie saute, bez plaszczyka. Dzis pada znow, ale cieplo jest, of course.
Upieklam wczoraj dwa chleby, bo najpierw jeden i okazalo sie, ze piekarnik jest cud miod, a ze tu nawet te sepy, co chleba na co dzien nie jedza na moj sie rzucaja, upieklam drugo, juz z czosnkiem, co skutecznie powstrzyma Postmana ;)
I sałatke jarzynowa zrobilam, i takie tam kuchenne popierdółki :)
A dzis znow - mam nadzieje jak co roku - zgromadzimy sie wszyscy. I nawet Maly Satanista powie paciorek. Raz do roku. Zeby nie zapomniec, ze Ktos gdzies jest. Na pewno. Ze ci, co odeszli, wciaz sa. Inaczej nie byloby warto zyc, nieprawdaz??
Ogien krzepnie, blask ciemnieje, ma granice nieskonczony...
I wczoraj z Inzynierem wypilismy winko, przywiezione z Paryza i schowane na te okazje. Wspomnienia... :)
niedziela, 23 grudnia 2012
Słonko dziś wyszlo
nie wiadomo, na chwile czy na dluzej, ale wyszlo. Biedny Baran w pracy na nie wiadomo jak dlugo, bo musi byc az nie skonczy, a jest sam, Inzynier zaspal i zlazl na dol taki skruszony, ze az mi sie smiac chcialo. Dalam mu sniadanie i wykopalam na gore, nie jestem matka specjalnej troski, dobrze sie sama bawie :D Kolejny rosolek wstawiony (no bo i wywar potrzebny, i po salatce zostaly wspomnienia, a Baran kopytkami przebiera, ze salatke by zjadl, wiec zarosolimy UK na amen ;) Bigosik tez sie podgrzewa, wiec jeszcze tylko dzis chlebek upieke, bo kupiony sie konczy, a jak mi tu nie wyjdzie (nie znam piekarnika), to zawsze zdazymy na swieta jeszcze dokupic. I tak jedziemy pozniej do Asdy, zeby uzupelnic braki, a lista rosnie. Tyle ze tu jestem luksusowa kobieta, mam osiolka i transport, nie musze jak w domu per pedes z wozkiem zasuwac :D
Swieta nadchodza powoli, niespiesznie, i dobrze.
Mam kilka fajnych rzeczy i boli mnie, ze blog bezfotkowy, ale jak sciagam blutoothem, wiesza sie w polowie zdjatka i dupa...
Nastepnym razem pojade ze wszystkimi aparatami i ze wszystkimi kabelkami z calego domu, nie patrzac na to, jaki kabelek do czego ;) Co najwyzej reszte na allegro sprzedam.
Tu tez wszystko ladnie podrozalo, juz nie wywioze pelnego wozka za 30 funtow, ale i tak jest taniej, niz w PL, chociaz ci, ktorzy tu pracuja twierdza inaczej. Ale stara prawda - punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.
Jest cieplo, co mnie cieszy, bo czytam o PL i... ciesze sie, ze na razie nie musze tam wracac.
Jutro zobacze Mala Wiedzme (stesknilam sie za Paskudnica) i jej rodzicow. Wigilia bedzie bardzo pozno, ale to nic.
Pamietam, jak kiedys Pierworodny pracowal do 21 bodajze (chyba tylko o godzine skrocili prace marketow, a podczas studiow pracowal w Praktikerze) i wigilie jedlismy, jak wrocil do domu.
Roznie w zyciu bywa, a najwazniejsze jest, zeby byc z bliskim.
Jest tak spokojnie, ze nawet nie ma o czym pisac. I niech tak zostanie, co najwyzej blog umrze smiercia naturalna, z nudow ;) Czytelnicy tez ;)
Swieta nadchodza powoli, niespiesznie, i dobrze.
Mam kilka fajnych rzeczy i boli mnie, ze blog bezfotkowy, ale jak sciagam blutoothem, wiesza sie w polowie zdjatka i dupa...
Nastepnym razem pojade ze wszystkimi aparatami i ze wszystkimi kabelkami z calego domu, nie patrzac na to, jaki kabelek do czego ;) Co najwyzej reszte na allegro sprzedam.
Tu tez wszystko ladnie podrozalo, juz nie wywioze pelnego wozka za 30 funtow, ale i tak jest taniej, niz w PL, chociaz ci, ktorzy tu pracuja twierdza inaczej. Ale stara prawda - punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.
Jest cieplo, co mnie cieszy, bo czytam o PL i... ciesze sie, ze na razie nie musze tam wracac.
Jutro zobacze Mala Wiedzme (stesknilam sie za Paskudnica) i jej rodzicow. Wigilia bedzie bardzo pozno, ale to nic.
Pamietam, jak kiedys Pierworodny pracowal do 21 bodajze (chyba tylko o godzine skrocili prace marketow, a podczas studiow pracowal w Praktikerze) i wigilie jedlismy, jak wrocil do domu.
Roznie w zyciu bywa, a najwazniejsze jest, zeby byc z bliskim.
Jest tak spokojnie, ze nawet nie ma o czym pisac. I niech tak zostanie, co najwyzej blog umrze smiercia naturalna, z nudow ;) Czytelnicy tez ;)
sobota, 22 grudnia 2012
Praca wre
Oj, jak pięknie pachnie pieczony Murzynek ;) Przechodził taki jeden ulicą, Baran wyskoczył, złapał go i sruuu do piekarnika. Nie jesteśmy wszak rasistami, no nie?? Cały dom otulony jest mgiełką Murzynkowego zapachu. Inżynier tak się zmęczył sprzątaniem, ze padł na kanapce i animrumra. Baran jakis tam lomot puszcza z Ipada, ale ten model tak ma, że łomoce...
Prezenty popakowane.
Bigos pyrgoli sobie grzecznie.
DO banku poszlam i okazalo sie, ze dostalam taka wyplate, ze mi oko zbielalo. Wpierw sie znerwowalam, ale potem poszukalam przepisow i hasta maniana, mamy za co sie alkoholizowac. I kupilam wino z diablem, juz je tu pilam i smakowalo mi bardzo. Tu kosztuje 5 funtow, u nas 45 zyla... Kraj do dreczenia watroby...
I piwko bananowe sobie popijamy,a Baran jakiegos azzurro, makaroniarz jeden :D
Jeszcze jeden darowany cudownego zycia dzien...
Prezenty popakowane.
Bigos pyrgoli sobie grzecznie.
DO banku poszlam i okazalo sie, ze dostalam taka wyplate, ze mi oko zbielalo. Wpierw sie znerwowalam, ale potem poszukalam przepisow i hasta maniana, mamy za co sie alkoholizowac. I kupilam wino z diablem, juz je tu pilam i smakowalo mi bardzo. Tu kosztuje 5 funtow, u nas 45 zyla... Kraj do dreczenia watroby...
I piwko bananowe sobie popijamy,a Baran jakiegos azzurro, makaroniarz jeden :D
Jeszcze jeden darowany cudownego zycia dzien...
Swiateczne porzadki
wreszcie czas zaczac, jako ze w tym roku nietradycyjnie dlugie kosciste raczki nie beda wiele pomagaly, bo pracuja, a uklad dat nieszczegolny. Ale nic to, Michalku, poradzimy sobie.
Watroba odpoczela, wczoraj szalu cial juz nie bylo, jako ze wszyscy pomeczeni, a biedne Baranisko zamienilo się dzis z Gardenmana w Postmana :) Ale za to zobacze go w mundurku i mam obiecane, ze bede mogla strzelic fotke ;) Teraz czekam az Inzynier szlachetne zwloki zwlecze, jednak nic nie szkodzi. Jeszcze przelece moje stronki i huzia na Jozia, znaczy sie, do kuchni ;)
Pogoda na domowe swietowanie, nie na zadne wloczegi. W tym roku nie przywiozlam do UK prawdziwej zimy, zima jest jak nalezy, angielska, mokra i zielona :) Tylko ten pocztowy tam biedny moknie i moknie, dlatego poczekam na niego z goracym rosolkiem, choc pewnie to pomoze, jak umarlemu kadzidlo :)
Bigosik juz dzis bedzie, pierogi kupione, ryby tez, ciasto piecze jednak Baran, bo to Miszczu Murzynka i Yoda Plackow Ziemniaczanych ;) I zmadrzal na tyle, ze mamy gotowe krokiety, a nie robione :) Co z czlowieka robi brak czasu... Sama przestalam sie bawic w wypruwanie zyl na Wigilie, gdy zaczelam pracowac. Chlopcy spokojnie mnie sprowadzili do parteru: matka, kupione, nie robione, potrzebujemy matki, nie robota kuchennego. Za to tez bardzo kocham moje dzieci...
Milej, spokojnej przedswiatecznej krzataniny bez wypruwania zyl ;)
Watroba odpoczela, wczoraj szalu cial juz nie bylo, jako ze wszyscy pomeczeni, a biedne Baranisko zamienilo się dzis z Gardenmana w Postmana :) Ale za to zobacze go w mundurku i mam obiecane, ze bede mogla strzelic fotke ;) Teraz czekam az Inzynier szlachetne zwloki zwlecze, jednak nic nie szkodzi. Jeszcze przelece moje stronki i huzia na Jozia, znaczy sie, do kuchni ;)
Pogoda na domowe swietowanie, nie na zadne wloczegi. W tym roku nie przywiozlam do UK prawdziwej zimy, zima jest jak nalezy, angielska, mokra i zielona :) Tylko ten pocztowy tam biedny moknie i moknie, dlatego poczekam na niego z goracym rosolkiem, choc pewnie to pomoze, jak umarlemu kadzidlo :)
Bigosik juz dzis bedzie, pierogi kupione, ryby tez, ciasto piecze jednak Baran, bo to Miszczu Murzynka i Yoda Plackow Ziemniaczanych ;) I zmadrzal na tyle, ze mamy gotowe krokiety, a nie robione :) Co z czlowieka robi brak czasu... Sama przestalam sie bawic w wypruwanie zyl na Wigilie, gdy zaczelam pracowac. Chlopcy spokojnie mnie sprowadzili do parteru: matka, kupione, nie robione, potrzebujemy matki, nie robota kuchennego. Za to tez bardzo kocham moje dzieci...
Milej, spokojnej przedswiatecznej krzataniny bez wypruwania zyl ;)
piątek, 21 grudnia 2012
i po świętach ;)
Pojechali, ale to były dwa szalone dni. Gadalismy jak najeci, bo wszyscy jestesmy z rodu gawedziarzy erotomanow, wiec chwili milczenia nie bylo. Baran, paskud jeden mial Shapiro Bombay i oszczędzał na toniku, wiec... Na reszte spuszczamy milosiernie zaslone milczenia. Podzielilismy sie oplatkiem, zabawilismy taka typowa angielska zabawka na swieta - nie pamietam, jak sie to zwie, ale dwie osoby ciagna za dwa konce i w srodku jest zabawka - zostalo nam to z poprzedniej Gwiazdki, porobilismy seksowne fotki grupow, wiadomo, seks grupowy to najlepsza zabawa, ale... zdjęc nie mam, bo Wasacz nie dal, musi obrobic, a ja wciaz nie mam kabelka. Jesli nie zaloze mikolajowej czapeczki moze Inzynier jutro zabierze mnie do sklepu i moze dostane kabelek. O ile, of course, bedzie... W przerwach bawilam sie z bobikiem i peluszka, ale w tym roku to juz koniec ;)
Baran dzis mial wolne i zrobil swoj popisowy nr na obiad - Baranie placki ziemniaczane. Do sosu czosnkowego dodal moich powidel, poezja, nie sos.
A potem, po milej gawedzie, bo innej nie moglo byc, po rozmowie Slonka z Postmanem, gdzie robila za sekretarke, po kolejnych erotomanskich gawedach nadeszla smutna chwila i trzeba bylo Najmilszych Gosci na Luton odwiezc... Inzynier jeszcze wpadl do domu na lunch, cwaniak, zalapal sie na cieple pledze. Zapomnial sluzbowego telefonu i wleciec musial.
Wysciskalismy sie na Luton z nadzieja, ze za niedlugo znow uda nam sie spotkac, bo dobrych ludzi nigdy nie za duzo w zyciu...
Wrocilam z Baranem do H., marudzacym, ze w sklepie jest milion ludzi, na co rzeklam mu, że my będziemy milion pierwszymi :) W sklepie bylo milion czterysta osob, ale do kasy stalismy nadspodziewanie krotko i w zasadzie wszystkie swiateczne zakupy mamy zrobione. Zmeczone zyciem Baranisko w polskim sklepie kupilo jeszcze krokiety (hi hip, hurraaaa, nie bedzie sie meczyl, zmadrzal ;) ),a ja znalazlam make, z ktorej piekę w PL chleb i chce zaryzykowac i upiec tutaj tez. bo przywieziony z PL bardzo wszystkim smakowal i zniknal w okamgnieniu... Jeszcze tylko Inzyniera jutro naciagne na foremke :) W nowo otwartym polskim sklepie jest niezly wybor i nawet fajne towary. Kupilam juz pierogi i uszka, ja z tych nierobiacych. Wole posiedziec z nimi, pogawedzic, alkoholizujac sie namietnie.
Zaczynam juz przedswiateczna krzatanine, gotuje podstawy bigosu.
Mamy dylemat, na ktora bedzie wigilia, bo Postman musi pracowac do 18.30, a dojazd zajmie mu co najmniej godzine...
Z kolei Mala Wiedzma nie wiadomo, ile wytrzyma i do ktorej. Kwestia godziny pozostaje zatem nierozstrzygnieta, ale na pewno nie bedziemy siadac do stolu z pierwsza gwiazdka. No coz, zycie... Ale super jest, ze spotkamy sie wszyscy razem, jak przed rokiem.
Zycie nie sklada sie z oddychania, tylko z chwil zapierajacych dech. Wiem, nudna jestem.
Ale szczesliwa tym najwiekszym szczesciem, jakie moze byc.
Niech tylko ono nie uslyszy i nie ucieka...
Chwile do zapamietania i doladowanie akumulatora.
Wbrew troskliwym radom Cioci Zmorki nie dbam o watrobe, ale to nic :)
Baran dzis mial wolne i zrobil swoj popisowy nr na obiad - Baranie placki ziemniaczane. Do sosu czosnkowego dodal moich powidel, poezja, nie sos.
A potem, po milej gawedzie, bo innej nie moglo byc, po rozmowie Slonka z Postmanem, gdzie robila za sekretarke, po kolejnych erotomanskich gawedach nadeszla smutna chwila i trzeba bylo Najmilszych Gosci na Luton odwiezc... Inzynier jeszcze wpadl do domu na lunch, cwaniak, zalapal sie na cieple pledze. Zapomnial sluzbowego telefonu i wleciec musial.
Wysciskalismy sie na Luton z nadzieja, ze za niedlugo znow uda nam sie spotkac, bo dobrych ludzi nigdy nie za duzo w zyciu...
Wrocilam z Baranem do H., marudzacym, ze w sklepie jest milion ludzi, na co rzeklam mu, że my będziemy milion pierwszymi :) W sklepie bylo milion czterysta osob, ale do kasy stalismy nadspodziewanie krotko i w zasadzie wszystkie swiateczne zakupy mamy zrobione. Zmeczone zyciem Baranisko w polskim sklepie kupilo jeszcze krokiety (hi hip, hurraaaa, nie bedzie sie meczyl, zmadrzal ;) ),a ja znalazlam make, z ktorej piekę w PL chleb i chce zaryzykowac i upiec tutaj tez. bo przywieziony z PL bardzo wszystkim smakowal i zniknal w okamgnieniu... Jeszcze tylko Inzyniera jutro naciagne na foremke :) W nowo otwartym polskim sklepie jest niezly wybor i nawet fajne towary. Kupilam juz pierogi i uszka, ja z tych nierobiacych. Wole posiedziec z nimi, pogawedzic, alkoholizujac sie namietnie.
Zaczynam juz przedswiateczna krzatanine, gotuje podstawy bigosu.
Mamy dylemat, na ktora bedzie wigilia, bo Postman musi pracowac do 18.30, a dojazd zajmie mu co najmniej godzine...
Z kolei Mala Wiedzma nie wiadomo, ile wytrzyma i do ktorej. Kwestia godziny pozostaje zatem nierozstrzygnieta, ale na pewno nie bedziemy siadac do stolu z pierwsza gwiazdka. No coz, zycie... Ale super jest, ze spotkamy sie wszyscy razem, jak przed rokiem.
Zycie nie sklada sie z oddychania, tylko z chwil zapierajacych dech. Wiem, nudna jestem.
Ale szczesliwa tym najwiekszym szczesciem, jakie moze byc.
Niech tylko ono nie uslyszy i nie ucieka...
Chwile do zapamietania i doladowanie akumulatora.
Wbrew troskliwym radom Cioci Zmorki nie dbam o watrobe, ale to nic :)
czwartek, 20 grudnia 2012
Again
I znow zycie pokazalo, ze jest piekne, momentami. Siedze i czekam na moich chlopakow, ogladam filmy, slucham muzyki, Inzynier mowil, ze bedzie dluzej w pracy. O umowionej porze staje w drzwiach, ciemno w pokoju, swiatlo w przedpokoju i szczerzy sie jak Mister Colgate. A ja, grzebiac sie z dziury w kanapie, pytam, co sie tak smiejesz i wloke kubanski tylek do przedpokoju, a tam... Moje Sloneczko z Wasaczem, czyli: Ukochani Wyjechani do Irlandii :) :) Malo na zawal nie zeszlam, ale reanimowali. No a potem siedlismy i byly dlugie rodakow rozmowy, czekalismy, az Baran z pracy wrocil. Oberwal, Skubany, bo wiedzial a nie powiedzial. A cos dziwny wczoraj byl i nawet mnie przytulil. Myslalam, ze to z wielkiej milosci do mnie, a on po prostu mial nieczyste sumienie. Teraz wiem, ze jak mnie znow przytuli, bede sie musiala miec na bacznosci, bo cos knuje. Na cale moje szczescie gotowalam wczoraj rosolek, salatke zrobilam, wiec bylo czym gosci najmilszych ugoscic, a alkohol w tym domu to rzecz pierwszej potrzeby, wiec nie zabraklo.
No i jak zwykle cos musialam wywinac. Jako ze wynioslam sie ze spaniem do livingu, poszlam na skroty i wylaczylam lampki w kontakcie takim pstryczkiem, a nie wyciagajac wtyczke z gniazdka. Okazalo sie rano, ze wylaczylam lodowke i router... Nikt tego nie zauwazyl, dopiero Inzynier rano, jak chcial wejsc na neta. Jestem zdolna do bolu dziewczyna... wydawalo mi sie wieczorem, ze zabieram nie tylko lapka, ale i myszke, nie lubie touchpada, a teraz myszki nie ma...
Nie, nie jestem maniaczka, ale byla opcja, ze dosla prace, wiec chcialam zrobic zanim goscie wstana. Pracy nie doslali, wiec zamiast pracy pisze sobie ku pamieci ;)
Jedyne co zawiodlo, to pogoda, jest paskudny deszcz, no ale moze sie rozejdzie. Jak nie, to parasole w dlon i cos wymyslimy. Jutro juz wyjezdzaja, urwali sie tylko na 2 dni, ale i tak jestem PRZESZCZESLIWA i mam nadzieje, ze Oni tez nie zaluja tego wypadu.
Ze Slonkiem pracowalam kilka lat w Auschwitz i Jej obecnosc trzymala mnie tam przy zyciu. A ze bylam wtedy na zakrecie, a i dziecki dorastaly, robila za konfesjonal. I po weekendzie zawsze szlam do pracy podtrzymywana na duchu mysla, ze: opowiem o tym Slonku... Wdrukowane mam to do dzis, choc juz nie jestem na zakrecie i wyszlam na prosta... A i na autostradzie zjechalismy na rozne drogi, ale... Niewazne ile sie nie widzimy, zawsze jest jak wczoraj...
Szczesliwi ci, ktorzy takich ludzi w zyciu maja. Ja jestem wielka szczesciara, mam takich sprawdzonych egzemplarzy kilka. I dlatego jestem bogata :)
To prawda, ze zycie nie sklada sie z oddychania, tylko z chwil zapierajacych dech.
I mycie okien mnie ominelo, a tak sie cieszylam ;)
Ale co tam...
I jak znajde myszke, zloje jej skore. Sikora twierdzi, ze poszla do kota od sasiadow... Ach, te gryzonie ;)
No i jak zwykle cos musialam wywinac. Jako ze wynioslam sie ze spaniem do livingu, poszlam na skroty i wylaczylam lampki w kontakcie takim pstryczkiem, a nie wyciagajac wtyczke z gniazdka. Okazalo sie rano, ze wylaczylam lodowke i router... Nikt tego nie zauwazyl, dopiero Inzynier rano, jak chcial wejsc na neta. Jestem zdolna do bolu dziewczyna... wydawalo mi sie wieczorem, ze zabieram nie tylko lapka, ale i myszke, nie lubie touchpada, a teraz myszki nie ma...
Nie, nie jestem maniaczka, ale byla opcja, ze dosla prace, wiec chcialam zrobic zanim goscie wstana. Pracy nie doslali, wiec zamiast pracy pisze sobie ku pamieci ;)
Jedyne co zawiodlo, to pogoda, jest paskudny deszcz, no ale moze sie rozejdzie. Jak nie, to parasole w dlon i cos wymyslimy. Jutro juz wyjezdzaja, urwali sie tylko na 2 dni, ale i tak jestem PRZESZCZESLIWA i mam nadzieje, ze Oni tez nie zaluja tego wypadu.
Ze Slonkiem pracowalam kilka lat w Auschwitz i Jej obecnosc trzymala mnie tam przy zyciu. A ze bylam wtedy na zakrecie, a i dziecki dorastaly, robila za konfesjonal. I po weekendzie zawsze szlam do pracy podtrzymywana na duchu mysla, ze: opowiem o tym Slonku... Wdrukowane mam to do dzis, choc juz nie jestem na zakrecie i wyszlam na prosta... A i na autostradzie zjechalismy na rozne drogi, ale... Niewazne ile sie nie widzimy, zawsze jest jak wczoraj...
Szczesliwi ci, ktorzy takich ludzi w zyciu maja. Ja jestem wielka szczesciara, mam takich sprawdzonych egzemplarzy kilka. I dlatego jestem bogata :)
To prawda, ze zycie nie sklada sie z oddychania, tylko z chwil zapierajacych dech.
I mycie okien mnie ominelo, a tak sie cieszylam ;)
Ale co tam...
I jak znajde myszke, zloje jej skore. Sikora twierdzi, ze poszla do kota od sasiadow... Ach, te gryzonie ;)
środa, 19 grudnia 2012
Dzień jak co dzień
Rosolek pyrgoli na kuchence i pachnie rosolkiem. Bobik ogarniety razem z peluszka i lubinami. A ja wsciekla, bo nie ma kawalka kabelka do ladowarki. W tej miescinie nie wiadomo, czy dostane, bo wlasnie Baran mowi, ze splajtowal sklep z kabelkami, a w Tesco moze bedzie, moze nie. Cos mi mowilo, wez Kanoniczka, bo na baterie jest, ale nie wzielam, Co najwyzej Inzynier go przywiezie, ale to 3 stycznia i juz po obiedzie bedzie musztarda. Zabralam telefon, wiec chociaz takie fotki beda, ale zal. I biednego Barana pouganiam po H. Trudno. Zaden z jego kabelkow nie pasuje...
Wiec na razie fotek nie ma :(
Rano w kibelku historia jak zawsze. Zaspana ciagne za dyndajacy mi przed nosem sznurek, a tu zamiast woda leciec, swiatlo mi sie zapala i gasnie ;) Mam ten odruch, bo kiedys byly takie spluczki ze sznurkiem, u Cioci do konca byly takie, ja w domu mam juz nisko spluczke, ale jak mi cos dynda to mam odruch. I ten kran z dwoma kranami,, albo rece zamarzaja, albo ukrop parzy :) Przyzwyczaje sie :)
Ale poza tym jest super, powywalalam juz balagan Smerfa Marudy i Inzyniera z mojego pokoiku i powoli ogarniam reszte.
Swieta beda rodzinne, bo jakze by inaczej :)
Czego wszystkim zycze :)
Wiec na razie fotek nie ma :(
Rano w kibelku historia jak zawsze. Zaspana ciagne za dyndajacy mi przed nosem sznurek, a tu zamiast woda leciec, swiatlo mi sie zapala i gasnie ;) Mam ten odruch, bo kiedys byly takie spluczki ze sznurkiem, u Cioci do konca byly takie, ja w domu mam juz nisko spluczke, ale jak mi cos dynda to mam odruch. I ten kran z dwoma kranami,, albo rece zamarzaja, albo ukrop parzy :) Przyzwyczaje sie :)
Ale poza tym jest super, powywalalam juz balagan Smerfa Marudy i Inzyniera z mojego pokoiku i powoli ogarniam reszte.
Swieta beda rodzinne, bo jakze by inaczej :)
Czego wszystkim zycze :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















