Pojechali, ale to były dwa szalone dni. Gadalismy jak najeci, bo wszyscy jestesmy z rodu gawedziarzy erotomanow, wiec chwili milczenia nie bylo. Baran, paskud jeden mial Shapiro Bombay i oszczędzał na toniku, wiec... Na reszte spuszczamy milosiernie zaslone milczenia. Podzielilismy sie oplatkiem, zabawilismy taka typowa angielska zabawka na swieta - nie pamietam, jak sie to zwie, ale dwie osoby ciagna za dwa konce i w srodku jest zabawka - zostalo nam to z poprzedniej Gwiazdki, porobilismy seksowne fotki grupow, wiadomo, seks grupowy to najlepsza zabawa, ale... zdjęc nie mam, bo Wasacz nie dal, musi obrobic, a ja wciaz nie mam kabelka. Jesli nie zaloze mikolajowej czapeczki moze Inzynier jutro zabierze mnie do sklepu i moze dostane kabelek. O ile, of course, bedzie... W przerwach bawilam sie z bobikiem i peluszka, ale w tym roku to juz koniec ;)
Baran dzis mial wolne i zrobil swoj popisowy nr na obiad - Baranie placki ziemniaczane. Do sosu czosnkowego dodal moich powidel, poezja, nie sos.
A potem, po milej gawedzie, bo innej nie moglo byc, po rozmowie Slonka z Postmanem, gdzie robila za sekretarke, po kolejnych erotomanskich gawedach nadeszla smutna chwila i trzeba bylo Najmilszych Gosci na Luton odwiezc... Inzynier jeszcze wpadl do domu na lunch, cwaniak, zalapal sie na cieple pledze. Zapomnial sluzbowego telefonu i wleciec musial.
Wysciskalismy sie na Luton z nadzieja, ze za niedlugo znow uda nam sie spotkac, bo dobrych ludzi nigdy nie za duzo w zyciu...
Wrocilam z Baranem do H., marudzacym, ze w sklepie jest milion ludzi, na co rzeklam mu, że my będziemy milion pierwszymi :) W sklepie bylo milion czterysta osob, ale do kasy stalismy nadspodziewanie krotko i w zasadzie wszystkie swiateczne zakupy mamy zrobione. Zmeczone zyciem Baranisko w polskim sklepie kupilo jeszcze krokiety (hi hip, hurraaaa, nie bedzie sie meczyl, zmadrzal ;) ),a ja znalazlam make, z ktorej piekę w PL chleb i chce zaryzykowac i upiec tutaj tez. bo przywieziony z PL bardzo wszystkim smakowal i zniknal w okamgnieniu... Jeszcze tylko Inzyniera jutro naciagne na foremke :) W nowo otwartym polskim sklepie jest niezly wybor i nawet fajne towary. Kupilam juz pierogi i uszka, ja z tych nierobiacych. Wole posiedziec z nimi, pogawedzic, alkoholizujac sie namietnie.
Zaczynam juz przedswiateczna krzatanine, gotuje podstawy bigosu.
Mamy dylemat, na ktora bedzie wigilia, bo Postman musi pracowac do 18.30, a dojazd zajmie mu co najmniej godzine...
Z kolei Mala Wiedzma nie wiadomo, ile wytrzyma i do ktorej. Kwestia godziny pozostaje zatem nierozstrzygnieta, ale na pewno nie bedziemy siadac do stolu z pierwsza gwiazdka. No coz, zycie... Ale super jest, ze spotkamy sie wszyscy razem, jak przed rokiem.
Zycie nie sklada sie z oddychania, tylko z chwil zapierajacych dech. Wiem, nudna jestem.
Ale szczesliwa tym najwiekszym szczesciem, jakie moze byc.
Niech tylko ono nie uslyszy i nie ucieka...
Chwile do zapamietania i doladowanie akumulatora.
Wbrew troskliwym radom Cioci Zmorki nie dbam o watrobe, ale to nic :)
no ja myślę że nie będziesz mnie słuchała hihihihi
OdpowiedzUsuńsama się alkoholizuję ile się da !
no to na zdrowie !!