wtorek, 2 czerwca 2015

Bardziej pokręcone

to wszystko już być nie może...
Wlecieli w sobotę, oczywiście spóźniając się, co mnie nie nastroiło, bo nienawidzę niepunktualności. To kradzież mojego czasu, którego już wiele nie mam...
A to dopiero był początek wkurwu...
Rodziców Synowej widziałam może z 5 razy w życiu, w tym raz na weselu. Jej Mama jest nieszkodliwa, choć gada więcej niż ja, ale jej Ojciec... Zabiłabym, jakby był mój. Taki napakowany, tyle że nie łysy, spode łba patrzy i jest bardzo chamowaty (na lotnisku mało mnie nie przewrócił, jak przyjechali znienacka nie uprzedzając i Pierworodny był już za bramką, opisywałam kiedyś). Tym razem wparował do mieszkania (mojego, nawiasem mówiąc), dzierżąc w dłoni fotelik z Papryczkiem, wszedł do pokoju i nie mówiąc ani słowa... rozłożył kanapę, położył na niej Paryczka... i sam legł obok jak długi.
Nóż w kieszeni otwierał mi się powoli...
Potem na kanapę wskoczyła Mała Wiedźma i zaczęli się kulać.
Ojapierdolę.
A Synowa coś nie w sosie była, jej Mama nadawała jak Wolna Europa, a ja latałam, donosząc kawę i ciasto. (Następnego dnia odkryłam, że babcia J. rzuciła paczkę jakichś ciastek czekoladowych na router i w ostatniej chwili uratowałam router przed zalaniem płynną czekoladą).
Mała Wiedźma przerzuciła się na babcię, rozpłakała, bo babcia nie chciała iść z nią do galerii i kupić jej zamrożonej Elzy...
Babcia poprosiła więc o kartkę i pracowicie spisywała zachcianki MW, obiecując, że pojedzie do Auchan i poszuka...
Papryczek ryczał.
MW ryczała.
Dziadek skakał z kanapy na podłogę i z powrotem.
Cyrk trwał z godzinę.
Pojechali.
A Synowa...
Przytuliła się do mnie (ojapierdolę) i rzekła: jak dobrze, że ty jesteś normalna i cieszę się, że jestem u ciebie.
Zatkało kakao.
Ale nic, dałam obiad i polazłyśmy w siną dal, w stronę słońca, co jednak było poprzedzone godzinnym (!) leżeniem Papryczka u cycka i obowiązkowym smartfonem w dłoni.
W tym czasie posprzątałam po obiedzie i udzieliłam wyczerpujących odpowiedzi na pierdyliard "dlaczego" MW.
Z oczami wokół głowy, bo do psocenia jest jedyna i nie zna dalej słowa "nie"...
"Nie ściągaj tego, bo obok stoi wazon i woda się wyleje"... Wylała się...
No nic.
Poszliśmy  więc, ale MW była niezadowolona, bo ona chciała iść do galerii. A że przeklęta galeria leży rzut beretem obok mojej chaupki, trzeba było sprytu i taktyki, żeby ją ominąć. Łażąc znalazłyśmy... siłownię na wolnym powietrzu, gdzie MW z Synową świetnie się bawiły, a ja kołysałam wózeczek z Papryczkiem, albowiem Młodzi wychodzą z założenia, że stęskniona jestem za kołysaniem.
Papryczek

dziecko pogodne spał jak aniołek (tu akurat nie śpi)
zaś MW szalała


albowiem szaloną dziewczyną jest. Zapoznała tam Szymka, więc Synowa dołączyła do mnie i... ludzie, nie chcę takich historii słuchać, bo w przeciwieństwie do Zmorki nie jestem ani ciekawa, ani nie chcę wiedzieć... No nic, nasłuchałam się i żal mi się dziewczyny zrobiło, bo faktycznie niewesołe to. A na koniec zabiła mnie i moją trumnę gwoździami, mówiąc, że chciałaby być taką kobietą jak ja. Ojapierdolę, niektórych to nieźle gnie, przypomniały mi się jazdy po mojej osobie na FB i inne takie cuda wianki, ale uśmiechnęłam się cicho i półgębkiem, a Papryczek jak na zawołanie zaczął koncert... Mała Wiedźma zaś za Chiny Ludowe nie chciała do domu wracać, nie bacząc na to, że przebudzony Papryczek ostro protestował, gdyż było już po terminie jego kąpieli i cycka... W końcu uległa i ruszyliśmy do domu, ale normalną drogą, więc koło galerii... I znów cyrk, bo ona chce do galerii, bo jej obiecaliśmy (nikt się nawet nie zająknął)... Skoro nie pozwoliłyśmy jej iść do galerii i nie chciałyśmy obiecać, że jutro tam pójdzie, strzeliła focha z przytupem i półobrotem i oświadczyła swojej Matce, że ta ją zaniedbuje i terroryzuje, że wszystko dla Papryczka, a dla niej nic...
Szybko zrobiłam kolację, bo Synowa musi dużo jeść (pochłania kolosalne ilości jedzenia, zjadła u mnie duży słoik majonezu, używa go zamiast masła. Nie, żebym jej żałowała, ale jakem baba jak rzepa, to ona już baba jak trzy rzepy). Wykąpała Papryczka i... karmiła go 3 godziny... Do 23... Ojapierdolę... Sprzątnęłam po kolacji i wykąpałam Małą Wiedźmę. Zrobiłam z niej "małego bejbika", taki pokąpielowy rytuał, książeczkę poczytałam... Pana Pierdziołka, część II. Synowa na to: ale ona już to ma i jej czytamy :) Ma, ale część I... I nie, nie czytają jej, bo ani jednego z bon mot nie zna, nie kojarzy też rymów. Nie zna prostych, dziecięcych wyliczanek, które moje dzieci przez sen recytują do dziś. Nevermind...
W niedzielę mieliśmy iść w świat bez plecaczka, ale zanim Papryczek oderwał się od cyca, minęła cała epoka. Poszliśmy jednak. Już za drzwiami zaczęło się: do galerii... Ojapierdolę.
Kto zna MW, wie, że "najpierw zje, potem umyje" i lubi stawiać na swoim.
Tym razem nie postawiła.
Po drodze Biedronka, bo coś do picia. Mała chce pączka, Synowa też. I słoiczek dla Papryczka. Kto płacił? Moi, of course...
Musiałyśmy wejść do Starego Browaru, bo Synową przypiliło, zawlokłam MW na stoisko, gdzie


pobawiła się z okazji Dnia Dziecka, a ja w prezencie urodzinowym kupiłam jej książkę, którą sama wybrała i której nie dała sobie odebrać, po angielsku, nie chciała polskiej wersji, i super :D Z okazji Dnia Dziecka zaprosiłam je też na lody, potem poszłyśmy na Stary Rynek. Synowa stwierdziła, że musi coś zjeść i choć w domu czekał gotowy obiad, poszłyśmy - dzięki niebiosom - do baru mlecznego, nie do knajpy. Mój portfel chudł w oczach, a ona mówiła, że była z rodzicami 3 dni nad morzem i wydali 3 tysiące... Uśmiechnęłam się, westchnęłam i rzekłam, że mój budżet jest, niestety, ograniczony i nie dam rady jej tak gościć. W barze wzięłyśmy jarzynową, pyzy i buraczki oraz zraz za 10 zł, bo promocja była. MW odmówiła i zażyczyła sobie zestaw dziecięcy, w zestawie pomidorowa (jest jej fanką), naleśnik z bitą śmietaną i kompot... Oblizała łyżkę, odsunęła i stwierdziła, że od dziś nie lubi pomidorowej... Na naleśnik spojrzała jak na osobistego wroga i rzekła, że takiego czegoś jadła nie będzie, a pokazując palcem bitą śmietanę rzekła: a to co?? Synowa miała już pianę na ustach, rzuciła się na MW z krzykiem, kolejka wiła się obok stolika, a MW już miała ryknąć... Bo nikt jej nie kocha, nikt jej nie lubi i nikt jej, of course, jak babci, nie szanuje... Tyle że babcia scen publicznie nie robi, a ona i owszem... Więc podsuwając jej grzecznie spodek od zupy zapytałam z nadzieją w głosie: a może masz ochotę na pyzę. Miała. Mięsko jej w ząbki wchodziło, Synowa już drgawki miała, spokojnie zabrałam mięsko na swój talerz i z nadzieją zapytałam: a buraczki. Zjadła. Całe moje buraczki... :) Ale co ja będę rodzonej wnuczce żałowała?  Synowa zaczęła karmić Papryczka, koło nas kolejka młodzieńców, że ojapierdolę, a MW zwala widelec. Gość podnosi, uśmiecha się, a ta ani be, ani me, ani kukuryku... Podziękowałam mu i mówię do MW, że jak ktoś jej pomoże, powinna podziękować...
Spojrzała na mnie jak na raroga...
Papryczek szamał swój słoiczek leniwie, plując, bo woli cyca.
MW zaczęła się nudzić i nadawać na cały lokal, że on już nie chce jeść, że już ma dość, że pluje, że...
Synowa jak rakieta zaraz w kosmos wyleci... I umoralniającą gadkę puszcza, jaka to MW niedobra...
Poszłam w świat z MW...
Wróciłyśmy do domu po spacerku na Starym Rynku, gdzie MW nie mogła patrzeć na Synową i vice versa...
W domu afera, że ona umówiła się z Szymkiem, a nie byliśmy na placu...
Ryk, krzyk, Synowa leży z cycem...
W końcu uległa i poszłyśmy o 19 (!) na plac. 19 to pora kąpieli Papryczka...
Szymka oczywiście nie było, meszki żarły jak szalone, koło galerii znów scena z rozdzieraniem szat, że nie może iść do galerii, w międzyczasie dzwoni babcia J., że zabawek w Auchan nie było, więc kolejny powód do rozpaczy, a ja natykam się na dwóch wesołych, którzy gapiąc się na Papryczka pytają: mamuśka, chłopiec czy dziewczynka.
Ojapierdolę...
MW ryczy jak niemowlę, żeby zwrócić na siebie uwagę, zachowuje się jak niemowlę. Skacze na Papryczka. Synowa się drze. A ja latam kuchnia-stół, gotując, zmywając.
O 23 dzieci upchnięte.
A Synowa przychodzi na zwierzenia.
Na szczęście Papryczek się wybudza i...
W poniedziałek muszę iść do pracy...
Rano lecę po chleb, bo zabrakło, bawię Papryczka, bo ona musi się znów godzinę kąpać (goli nogi), MW histeryzuje po raz kolejny...
Z ulgą docieram do pracy i KOCHAM moją pracę.
A przed wyjściem (jako że nie wiem, czy wrócę przed ich wyjazdem, obiad jest na piecu, muszą jeszcze iść bilety wydrukować, z odprawą był cyrk na inną powieść, łącznie z kurwami do Pierworodnego, który je odprawiał, twierdząc przy tym, że się nie da zapisać pdf...), nie wiadomo, czy mam zamawiać taksówkę (jej telefon nie działa), czy przyjadą Jej Rodzice, MW pisze do mnie list... Papryczek ma fazę, a Synowa rzuca mi się na szyję i rzecze: jesteś jedyną przyjaciółką, jaką teraz mam w PL...
Kochany Pamiętniczku, noża w ręku nie miała.
Myślisz, że nic mi do zapasów nie dosypała??
Z pracy udało mi się wyjść o 17. News roku.
Myślałam, że już ich nie będzie, ale byli.
I znów się wkurwiłam, nie że bajzel.
Ale babcia J. czuła się jak u siebie w domu i nawet mój grzebień wykorzystała do czesania MW, bo miała wizję poukładanej MW, a Synowa jej nie dała szczotki...
Dla mnie MÓJ grzebień, gatki i szczoteczka do zębów to świętość. Nieważne, że to MW. To mój grzebień. U nas w domu każdy miał SWÓJ grzebień. Takie mam zboczenie. Synowa znów była tak spięta jak na początku, a dziadek S. siedział jak basza i kontemplował.
Żal mi jej było w tym momencie.
Papryczek na zakończenie walnął kupę. A MW spytała żałośnie: ty mi nie będziesz włosów wiązać?? Po babci J. zostały różne ciasteczka, napoje i inne takie tam. Babcia Y. (Yoda, czyli ja), jest wredna. Nie kupuje...
Odjechali.
Dolecieli.
Powiedziałam Synowej wprost, że następna wizyta jak będę miała urlop, bo nie uciągnę ich i pracy. Nie ma opcji...
Mają chrzciny w sierpniu czy w lipcu, ale nie pojadę. Raz, że nikt nie zapraszał, dwa, że to rocznica ślubu Jej dziadków.
Mam wymówkę: uroczystość rodzinna.
Ogarnęłam chaupkę. Po stronie zysków - te chwile z dziećmi, w sumie fajne, choć nie jestem fanką małych dzieci, bezstresowo chowanych.
Po stronie strat: brudne ściany, brudna kanapa (nowa), nie wiem, czy doczyszczę, zerwany próg, założony na słowo honoru, bo wiertarki zabrakło, z prośbą o nieskakanie na niego. MW skakała nań namiętnie.
Nie podoba mi się: są myte BEZ środków myjących (MW mówi: bo szczypie). Od brudu szczypie. Paznokcie mają z żałobą. Sama mam zawsze krótko przycięte, moje dzieci też miały. I nie bały się ani mydła, ani szczotki, a przecież wtedy nie było tylu cudów wianków. Osobiście używam białego jelenia i szarego mydła. Mam też inne środki, ale to od wielkiego dzwonu, bo niszczą skórę, ale czasem mam ochotę na kąpiel w pianie (co mamy w planie?? Kąpiel w pianie, kochanie i spanie... tekst chłopców, znaczy się, wykąpać, pomiziać dziecki i animrumrają :)
I wiele innych takich tam.
Ale - mam na to wyjebane.
Jeżeli mówi, że mnie podziwia i chce być taka jak ja, to niech coś z tym zrobi.
Inna para kaloszy, że to już przegięcie i zboczenie.

A dziś poszłam do dentysty i pani doktor powiedziała, że rwiemy po jej trupie :)
Czyli przesunęło się w czasie.
Poszłam też do lekarza i... umówiona na 14 weszłam do gabinetu o 15 :> Ale całkiem fajna pani doktor i zapewniła mnie, że nie umrę, chociaż jestem gruba i pochwaliła za włóczęgi :D
10 tys. kroków zaliczyłam dziś, delektując się nicniemuszeniem. Chciałam myć okna, bo faktycznie brudne, ale...
Mam urlop, co nie??
Więc poza skorekceniem paru drobiazgów MAM URLOP :)
I słyszę ciszę, choć jak szłam do dentysty i do lekarza to w aparatach wyło mi jak dusza potępiona, bo u mnie upał, ale piździ jak za cara...
Jest cudnie.
Cicho.
Mam piwo i truskawki.
Szampana nie lubię :P 

22 komentarze:

  1. Najpierw napiszę, że uwielbiam twoje długie posty! A teraz idę czytać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doro, kolejna psychofanka?? :) Nie podejrzewam Cię o to :P

      Usuń
  2. Hm dziwna jest i ja tego nie ogarniam nic a nic.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojacieżpierdziele, cyrk na kółkach to mało. No nie dziwię się,że masz ciarki na tyłku,jak tak takie wizyty wygladają.

    Z drugiej strony powiem Ci ,ze jakby to jest normalne,wiele ludzi,dzieci się tak zachowuje, Sama znam takich, dzieci żywioły,a rodzice albo olewają,albo krzyczą,albo ględzą ,,nie,nie wolnoo, nie rób tak..." głosem anemicznym i żadna z tych metod nie skutkuje.
    .
    A my-na co dzień same odwykłyśmy, nie lubimy i wkurza nas harmider.

    Brudne ściany ,wersalka, i inne szkody, masakra! Cóż, dobrze, że są tak nieczęstymi gośćmi.
    Wiem, że tez by mnie szlag trafiał, a z drugiej strony miałabym wyrzuty, bo co tam ściany, przecież to moi najbliżsi...

    Z karmieniem piersią,no ok,ale tyle czasu, ło matko, a myciem wodą, hm, no też dziwactwo.Po prostu synowa idzie na ustępstwa dla swiętego spokoju, nie ma cierpliwości odpowiednio zagadać MW,itp. Ech..


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorko, bo dzieci to sie wychowuje od momentu urodzenia a nie jak maja piec lat, wtedy to lepiej sie powiesic i uwolnic dzieci od glupoty rodzicow. Moje wnuki sa wychowane, a Josh tez zapowiadal sie na rozrabiake, ale tlumaczenie, konsekwencja rodzicow przyniosla juz owoce, a ma tylko 2.5 roku.
      Harmider to moga urzadzac na placu zabaw a nie w domu gdzie ze wszech stron sa sasiedzi.
      Ale cos mi mowi, ze to takie europejskie chowanie, bo mam sasiadow Grekow, mialam wczesniej Wlochow i bylo to samo, dzieci nie znaja pory pojscia spac, wstaja kiedy sie obudza, nic dziwnego, ze biegaja mi po suficie do 1ej rano.
      A mamusia w domu, nie pracuje, bo przeciez wychowuje dzieci... chyba popelnie o tym notke, bo mi sie zbiera:)))

      Usuń
    2. Zobaczyłabys niemieckie dzieci,i młodzież, albo tureckie, szał w ciapki

      Usuń
    3. Dorko, nie powiem, ze nie widze tutaj niewychowanych dzieci, ale naprawde najczesciej to szaleja na placach zabaw i to mi nie przeszkadza. Dziecko musi gdzies sie wyszalec, gdzies pozbyc tego nadmiaru energii, od tego sa wlasnie otwarte przestrzenie. Ale zeby dzieciak nie umial powiedziec "prosze" lub "dziekuje" to mi sie nie podoba.
      Sasiadka przyszla kiedys z corka na chwile, mala ma 3 lata, slabo mowi po angielsku bo ucza tylko greckiego. Nie wtracam sie, ale mialam czekoladki na stoliku i spogladala na czekoladki, na matke, potem na mnie, ale ani slowa, zupelnie nic.
      No to pomyslalam, ze dziecko niesmiale, w koncu jest tu pierwszy raz i na chwile, podsunelam miske z czekoladkami pod nos, wziela i znow ani slowa.
      Nawet jak by to dziekuje po grecku powiedziala to by sie liczylo za cos, a tu nic, zupelnie nic.
      Mam klientki z dziecmi, bo to akurat takie panie w wieku 25 do 50 to najwieksza grupa wiekowa moich klientek, czesto przychodza z dziecmi i widze jak sie dzieci zachowuja.
      Mamo czy moge wziac czekoladke? a matka "zapytaj Marle, nie mnie" i dziecko pyta, a potem dziekuje.
      Nie skacza po kanapie, mimo, nie otwieraja lodowki, nie turlaja sie po dywanie, a przeciez nawet jak ta wizyta matki trwa 20 minut to im sie nudzi. bo to nudne dla dziecka.
      Ja to wiem, sama bylam kiedys dzieckiem i sama mialam dziecko:))

      Usuń
    4. No właśnie, o kindersztubę chodzi. Też uważam, że dziecko nie jest lalką, ale monotonne wycie, bo tak to już przesada... Obiema ręcami się podpisuję pod tym, co piszecie i cieszę się, że nie jestem odosobniona w swojej rozpaczy :)

      Usuń
  4. Wnusie ślicznosci tak po za tym:0
    Piwa nie mam,ale stukam sie z Toba truskaweczką:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Od samego czytania o malo mnie nie rozerwalo.
    Nie, kochana Ty nie jestes zadna Jedza, Ty jestes Janielica prosto z Niebiesiech.
    Juz w momencie kiedy tatus synowej postawil fotelik z Papryczkiem na kanapie i ja rozlozyl to zapytala bym "przepraszam czy pan tu mieszka?" Nie pozwole nikomu rzadzic sie pod moim dachem, kazdy bez wzgledu na pokrewienstwo ma obowiazek zapytac czy moze zanim cokolwiek zrobi.
    Synowa jak powiedziala, ze chce byc jak Ty to uslyszala by ode mnie "tak kochana, to zaczynamy pierwsza lekcje - wypierdalaj do swoich rodzicow bo to oni sa odpowiedzialni za to, ze cie nie wychowali".
    Twoje wnuki jak cudne tak maja pecha, ze urodzila ich kobieta, ktora owszem ma sprawne narzady rodne, ale rozumu za grosz.
    I absolutnie nie zgadzam sie, ze to jest bezstresowe wychowanie.
    Bezstresowe wychowanie to znaczy bez stresu glownie dla otoczenia, na koncu dziecka.
    Te dzieci niestety nie sa w ogole wychowywane, one sa po prostu chowane, przed deszczem, zimnem i smiercia glodowa, nic poza tym.
    Przykre, bardzo przykre i wyobrazam sobie jak Ci serce peka, ale ja bym naprawde czegos takiego nie tolerowala nawet za cene braku kontaktu z wnukami.
    Trudno, moze nawet byloby lepiej dla Twojego zdrowia psychicznego gdybys zobaczyla ich na komunii, graduation, czy tam slubie... zaleznie od tego co pierwsze nastapi.
    A teraz mozesz mnie zjebac, ze sobie tak pozwolilam, ale niestety jestem tylko szczera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ za co mam Cię jebać. Cieszę się, że widzisz sprawę jak ja. Nie, nie zwrócę mu uwagi, gdyż albowiem człek to porywczy, a nie chciałabym policji wzywać. Źle mu z oczu patrzy i się go boję. Serio.
      Wiesz, nawet Baran na początku mówił, że mi żadna dziewczyna synów nie dogodzi. Tak wyszło, że mieszkał i z jedną, i z drugą pod jednym dachem i zmienił zdanie... Trzyma moją stronę. Lepiej późno, jak wcale.
      I masz świętą rację, one są hodowane. Jak te zwierzątka, tyle że zwierzątka mają opiekunów... :)
      Też tak myślę. Po urodzeniu się Małej Wiedźmy mówiłam, że poczekam, aż będę mogła z nią na piwo iść... Wszyscy się śmiali, że taka ze mnie babcia bez serca... A teraz widzę, że chyba nawet na piwo z nią nie pójdę, bo tak chowana nie będzie chciała iść, albo każe za siebie płacić :D

      Usuń
  6. A wiesz, ze po przeczytaniu calego wpisu (ktory czytalam z autentycznie rozdziawiona geba) mam mieszane uczucia co do synowej. Sama wiesz, ze wiele krytycznych slow pod jej adresem napisalam, ale... Jak ona ma byc inteligentna, empatyczna mloda synowa czy matka, skoro ojciec cham i prostak, a mamuska przyglup niedorozwiniety (jak moze dorosla, sunaca pod 50tke kobieta zostawiac badz gdzie ciasteczka czy pralinki na jakimkolwiek aparacie?). Synowa sie zestarzala ale nie wychowala, to skad teraz ma miec pojecie o wychowywanu dzieci? Wiec dzieciaki tez rosna, ale co bedzie dalej?... Chyba jednak jest troche leniwa, skoro taki duzy chlopczyk jeszcze nie dostaje domowych przecieranych zupek, mielonego mieska i rozciapcianych albo przetartych owocow. Czy ona nic nie czyta o wychowywaniu dziec? I szkoda mi sie jej zrobilo, ze takie piekne mlode lata przeplywaja jej przez palce, a ona ma zal do wszystkich, tylko nie do siebie, ze trzeba cos zrobic i z dziecmi i ze soba. I wiesz co? Wcale jej sie nie dziwie,ze woli byc u Ciebie niz u swoich rodzicow, przynajmniej wie, czego sie trzymac, wie czego nie akceptujesz chociaz nie zawsze zwracasz jej uwage. Wyglada na to, ze nie tylko dzieci potrzebuja jasno wyznaczonych granic, ona chyba tez, bo latwiej sie wtedy poruszac w codziennym zyciu. To tylko pare uwag tak na goraco, ide czytac jeszcze raz Twoja notatke. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy czyta. Kupiłam jej książkę, jak Mała Wiedźma miała się urodzić, ale wątpię, czy ją otworzyła... Mała Wiedźma chowana jest na słoikach, puszkach i pizzach...
      Duży chłopczyk ma pół roku, nie pamiętam, jak się karmi półroczne dziecko, musiałabym wrócić do książki. Ale wiem, że Sikora już dawała powoli stałe jedzenie.
      Synowa nienawidzi gotowania i mówi to wprost.
      Więc jest jak jest.
      Tylko nie ucz się notki na pamięć :)

      Usuń
    2. Jesli chodzi o jedzenie moglabym sie wypowiedziec ale najwazniejszy jest zdrowy rozsadek i umiar we wszystkim.
      Jeszcze trawie to co przeczytalam wczoraj no i tak o,
      siedze z rozdziawionymi ustami i nic madrego nie przychodzi mi do glowy.

      Usuń
  7. Zgadzam się z Teresą! A Ty Jędzo, masz cierpliwość!
    mamaKlary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam. Ale wiem, że wściekanie się i demonstrowanie złości w momencie, kiedy wszystko się rypie nic nie da, a pogarsza sytuację. Im bardziej ona się wścieka, tym bardziej MW podskakuje.
      Więc liczę do 10 i robię dobrą minę do złej gry.
      Ręka świerzbi na klapsa, ale takie czasy, że nie wolno.
      Swoim nie dawałam klapsa, miałam inne sposoby, ale też nie były tak rozwydrzone... Nawet nie próbowały. Co nie znaczy, że były aniołkami, co to to nie :)

      Usuń
  8. Nie licze na to, ze ktos sie bedzie ze mna zgadzal, ale uwazam, ze ona beszczelnie Jedze wykorzystuje.
    Jak to nigdy wczesniej nie zauwazyla, ze Jedza jest normalna?
    Zostala synowa tydzien temu i pierwszy raz widzi Jedze na oczy?
    Nie znosze takiej obludy i hipokryzji tylko dla wlasnego zysku.
    Ona byla z rodzicami 3 dni nad morzem i wydali 3 tysiace, czyli co ona wydala na swoich rodzicow, a teraz przyjechala naciagac Jedze na obiadek na miescie, bo jest glodna?
    Czy tez moze rodzice wydali na nia, a ona przyjechala bez grosza, bo skoro rodzice moga ja utrzymywac to dlaczego nie Jedza?
    Bardzo chcialabym sie mylic w tych rozwazaniach, ale ciekawa jestem czy na starosc to ona zadba o Jedze czy raczej o swoich rodzicow?
    Moze wypadaloby okazac chociaz tyle wdziecznosci za te "normalnosc" zeby zaprosic Jedze na obiad a nie byc obslugiwana krolewna?
    Czyzby Elzbieta (krolowa Anglii) umarla i teraz Synowa Jedzy siedzi na tronie?

    Mozesz mnie wygonic Jedzo, ale cholernie Cie lubie, jestesmy w tym samym wieku i wiem doskonale co to znaczy byc samej mimo, ze od lat nie jestem, ale mam pamiec. Szlag mnie trafia, ze ona wykorzystuje Twoje uczucia tak wobec jej meza, a Twojego syna jak i wobec wnukow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Star ani mi się śni Ciebie wyganiać, rozgość się, chcesz kawę czy herbatę? A może soku?? Od początku uważała, że jestem mamuśką czepiającą się jej, bo zabiera mi syna. A prawda jest całkiem inna, ale co ja się będę kopać z koniem? Oni w ogóle tak mają, że uważają, że rodzice są od dawania kasy. Wyjątkiem jest Inżynier i Baran, tam zawsze jestem na wycugu :) Ale oni - nieważne czy w UK, czy w PL zawsze zapominają gotówki bądź karty i zawsze "później oddadzą". Ja i pieniądzach mówię wprost, ale... jakoś to do niej nie dociera. Pierworodny zaś kupiłby wieś, lecz pieniądze ma gdzieś... To taki fantasta: jedzie lamborghini: o, fajne autko, kupię mamie takie. Odtąd wciąż pytam o to lamborghini i nic :D
      Nie liczę na nic z ich strony i naprawdę nie chcę być od nich zależna. Od nikogo. Dlatego wciąż pracuję i modlę się, żeby w pracy umrzeć :)
      I Stardust, nie boli mnie samotność. The heart is a lonely hunter... :) Jest dobrze. Nie lubię tylko takich trzęsień ziemi i tsunami w jednym... No nic :) I naprawdę, dziękuję za dobre słowo, też Cię lubię. I nie chodzę już do podstawówki, ludzie mają prawo do swoich poglądów, nawet jeśli nie są zgodne z moimi, a tu akurat się zgadzamy :)

      Usuń
    2. Ledwie oko otworzylam i przylecialam zobaczyc czy mnie nie wykopalas:) Dzieki Jedzo kochana, za zrozumienie ♥♥♥
      Ja wiem, ze samotnosc nie boli, do czasu kiedy juz nie bedziemy mogly same z kibla wstac... upsss ja juz posmakowalam tej niemocy w tym roku zyjac miedzy szpitalem a domem.

      Usuń
    3. No to mnie znajda na kiblu, wysuszoną na wiórek, bo łazienka to jedyne miejsce, gdzie nie zabieram elektroniki :) Życie :)

      Usuń