Pamiętniczku, wszystko na razie toczy się wolnym walcem.
I tak z rzeczy miłych - chyba udało mi się uratować winobluszcz mój kochany. O
To jest synek Marka, ma na imię Wicuś... Ma rosnąć (już rośnie) i jak coś, przesadzę i wstawię w drugi kąt, ale nie dam mu się już rozrosnąć na maksa. W puszce nie ma dziur od spodu, ale mam nadzieję, że nie zgnije... Już ładnie strzelił i z tej okazji dostał drabinkę, na której zaczynał jego tatuś :D Niezmiernie mnie to cieszy... W starej donicy wyrastają nowe pędy, ale tam pełno uschniętych i z tym całym galimatiasem poradziłby sobie Nadworny Ogrodnik, ale ten wypowiedział mi służbę i nie pojawi się u mnie, jak obiecał ;( Trudno...
Druga rzecz uratowana to mój osobisty, kochany, słodki, złoty i jedyny kompiczek. Jakoś zainstalowało mi się adware PriceMinus, ojapierdolę, co za cholerstwo. Myślałam, że sobie w łeb strzelę, przeryłam cały kompik i nigdzie nie mogłam tego znaleźć, antywirus też go nie widział. Pisałam do Inżyniera, ale nie miał czasu, dopiero w sobotę wieczorem by wlazł do kompiczka. Kierownik Budowy jest przed ślubem, a inne dojścia... hmmm... Zostałabym więc z pierdyliardem reklam i wyskakujących jak diabeł z choinki okienek, jedynie gmail i FB były wolne, ale co przełączałam stronę, to masakra. Poszłam się wypłakać do wujka, ale były same linki, że "zainstaluj coś co odinstaluje", a ja mam sceptyczne podejście do tego. I na samym końcu wujek mi szepnął, że kompik jest OK, a wirus siedzi na Firefoksie. I faktycznie, kopnęłam dziada w dupę i tadam... Nawet Inżynier napisał mi, że jest dumy ze mnie, a rzadko mi to mówi...
A po trzecie, byłam u lekarza we wtorek. Dolegliwość błaha, ale upierdliwa. Pani doktor zapisała maść z antybiotykiem, a jakże, bez antybiotykogramu, mówiąc, że drobiazg, tralalalala.... Z 10 minut studiowała w kompiku preparacik, a ja cicho siedziałam nie trzaskając dziobem. Jednocześnie poprosiłam o wypisanie recept na pigułki, które łykam od lat na nadciśnienie. Jak ten indor. Jako że w tym miesiącu groszem nie śmierdzę, odłożyłam kupno rzeczonych na lepsze czasy (recepta ważna miesiąc). Kupiłam maść i... Przeczytałam na co szkodzi. A więc: szkodzi na słuch (tak, tak, może nawet spowodować utratę słuchu, nie stosować u osób z osłabionym słuchem - pani doktor obadała mnie w pobliżu ucha, a na bank widziała aparaty). Szkodzi na nereczki, a te u nadciśnieniowców - bo dodatkowa recepta na nadciśnienie - przeważnie są w rozsypce... No nic, jako że chcę się pozbyć cholerstwa, pomyślałam, że zaufam pani doktor, aczkolwiek młodą cipą była, smarowałam się dzielnie maścią trzy razy dziennie, jak przykazała, widząc jak te bakterie Gram-ujemne i Gram-dodatnie spierdalają w podskokach. A... Zapomniałam, że łaziłam z paskudztwem od dwóch tygodni, no bo praca... Pani w zielarni zaleciła puder, pomogło jak umarłemu kadzidło. Sama wynalazłam sudokrem, bo skoro dupę niemowlęcia leczy, to i to powinno. I szare mydło. Zagoiło się ładnie, ale plama wciąż była, więc mnie podkusiło do lekarza... I po tej maści znów zaczęło boleć i wylazły krostki, na dokładkę mimo picia wody (wody, nie wódy) moje nereczki strajkowały i w nocy nie chodziłam jak zwykle tam gdzie król bez orkiestry, a rano bolało. Słuch miałam taki sam, znaczy się do dupy, ale to mi nie przeszkadza. Krostki zaś rosły jak na drożdżach, a to Boże Ciało było i pozostawał mi tylko ostry dyżur. Bolały. Zaczęły krwawić... Hmmm... I pomyślałam, ty głupia cipo... Co ci teściowa zawsze mówiła i co zawsze w domu stało? Święty płyn, a jakże... Jak teściowa zmarła, to tylko ja mam recepturę, bo tylko ja się tym interesowałam. No to sruuu... I okłady (kiedyś, w całkiem innej galaktyce, Pierworodny robiąc mamie na złość siusiu w majtki rzucił się na rozpalone do czerwonego drzwiczki od pieca. Wsadziliśmy mu łapy od razu w to i... nawet pęcherza skunks nie miał). Przy dzieciach był to plan awaryjny, no ale Stara Jędza nie potrzebuje, bo nie rozrabia. I co?? Krostki pękły, przeprosiłam się z sudokremem i będę dalej kombinować. Kolejka do dermatologa jest na trzy miesiące!!! I dlatego nie chodzę do lekarza, bo to tylko szkodzi. Żeby mnie nie podkusiło, nic by się nie działo, a czerwona plamka pewno by wkrótce zeszła.
Hmmm... Co ma być, będzie :D
A po czwarte mamy nowego listowego i uczciwie do drzwi dzwoni. I tak mnie dziś złapał i zapytał: pani godność?? Zacukałam się, bom niegodna, ale wybąkałam: Stara Wiedźma :) Oczywiście myląc imię, ale nie wnikał i paczuszkę oddał i tym modo mam w domu gościa
Poznajecie?? Grzeczny, cichy i uśmiecha się mile... :)
Żeby nie było, że resztę wnuków dyskryminuję, zagraniczne już były, to miejscowe na co dzień mam i tak do kompletu
Little Owl już na balach bywa... Rośnie dziewczyna jak na drożdżach też...
A tu
bonus... Mała Wiedźma, jak miała roczek. U siebie w domu. W sypialni... Bez słów... Biedne dziecko, nic dziwnego, że dobrze czuje się w totalnym rozpiździelu :)
I tak, Kochany Pamiętniczku, chodzenie do pracy mi służy, a urlop nie. Jest za gorąco, żeby wyjść, a poza tym zwyczajnie mi się nie chce.
A na dokładkę na naszym wioskowym portalu znalazłam takiego newsa:
Władze Poznania jeszcze w tym tygodniu rozpoczną pilotażowe działania w
ramach projektu "Asystent seniora" mającego zapewnić wsparcie i opiekę
osobom, które ukończyły 60. rok życia, są samotne i wymagają stałego
nadzoru z powodu stanu zdrowia.
I pytam: kogo posrało?? Sama spełniam dwa z powyższych warunków, więc jakby się uprzeć, asystent się należy jak psu zupa, bo to i niedosłyszę, niedowidzę i czasem zapominam.
Ludzie mają pracować do 67. roku życia, to co?? Asystent za nich robotę odwali??
A za mną poleci te 8 km co dzień, dygając mi torebeczkę i zakupy??
Pierdolenie o Szopenie. Kolejna akcja bez pokrycia. Ale jak pięknie to w mediach wygląda. Władza dla nas robi.
I tym optymistycznym akcentem żegnam Cię, Kochany Pamiętniczku, z nadzieją, że jutro gdzieś kubańską dupę ruszę, bo bilet mam tylko do 8 czerwca, a potem z buta :D
Paszport i dowód mi się kończą.
Ojapierdolę.
Chociaż dowód muszę mieć nowy, bo jak coś zwłok nie zidentyfikują.
Hallooo, SJ, bez jaj.
A ślub Kierownika Budowy i Inżyniera.
Ano...
:)
PS Biedny Edek. Niewykastrowany wciąż. Okazało się, że hodowca go nie wykastrował, bo mu jąderko nie zstąpiło. A teraz, jak ma być kastrowany (choć jąderko dalej nie zstąpiło, a hodowca grosze spuścił sprzedając niekastrowanego kocurka), zaśpiewali im za zabieg jak za zboże. I ubezpieczenie tego nie obejmuje. A ponoć tam można wszystko ubezpieczyć. Nie, żeby mnie to cieszyło, ale może... Może doceni, ile kosztuje wychowanie dzieci. Inżynier, bo to z jego kieszeni pójdzie. W sumie, jak obliczono, wydałam około 350 tys. lekko licząc. Nie wiem, może mniej, może więcej. Tak się tylko pocieszam, że to nie na marne poszło tak do końca.
Poszło na moje dzieci. Nie na sranie w banie i nie żałuję, że nie dorobiłam się samochodu. Kocham włóczęgę...
I ten Paryż :D
A Kornwalia, nr 2 na liście, może kiedyś.
Jak znajdę bogatego kochanka i go wykorzystam.
Chciałabym stanąć na klifie tam i poczuć ten wiatr.
Eden i koniec świata.
A potem mogę umierać.
Ale jak umrę bez tego, będzie mi już wszystko jedno, co nie?? :)
A na razie - chcę żyć, mocno...
UPDATE
Myślałam, że nic już mnie nie zaskoczy, a jednak. Na ślubie Inżyniera (dowiedziałam się właśnie z FB) będzie... pies Panny Młodej, na stałe mieszkający w PL z rodziną. Dlatego wzięli tę lokalizację, ze względu na psa...
No nic.
Mam nadzieję, że dobrze mu z tym... Może i koty dolecą, jak tak...
A że będzie to kosztowało parę tysięcy więcej? Nie moja kasa.




Fajny ten listowy bo juz nie musialas stac w kolejce.
OdpowiedzUsuńDzisiaj na fb widzialam taka zajawke jak mlodzi maja zwierzatka to jak specjalnie ich ugoscic. Masakra.
A no i sie wzruszylam jak czytalam ;-)
Nie moje wesele, aczkolwiek zaszokowana jestem, nie powiem. Ja to bym (jakbym nie daj co oszalała, wzięła rozwód i na mózg mi znów by padło) kompiczka wzięła na ślub i graaaaałłłłabym :) W Simpsonów, of course :)
UsuńDo mnie też dzisiaj dotarła listowa z takim samym gościem :)
OdpowiedzUsuńNo to Cię urządziła cipa! Oby szybko się wygoiło!
Pies na ślubie! Świat się kończy! Ale co ja tam wiem, o światowych ślubach;)
mamaKlary
Mamo Klary, a co ja wiem?? :) Oj tam, zaraz kończy, a może zaczyna?? Bajki disneyowskie sobie przypomnij, ile tam zwierzatek na ślubach było (i tu mi się nasunęło: niezła musiała tam być... sralnia) :)
UsuńHa! Przystojniaka Ignasia mam i ja:)
OdpowiedzUsuńZ tą wysypką to niefajno, a może to alergiczne dziadostwo, w każdym razie baba Cię urządziła tą maścią:(
Pies na ślubie ,ok, ale to trzeba tyle zachodu z tego powodu, OMG!:)))))))
Jak już pisałam Mamie Klary, może to jak z Kopciuszka czy innej Królewny Śnieżki?? :)
UsuńNo i zachwyt nad małą sikorzanką , ani się oglądniemy a Ignaś tez będzie już pomykał samodzielnie.Jak te cudze dzieci prędko rosną:))))))
OdpowiedzUsuńA zdjęcie MW rozczula, taka malota była, a teraz nie pogadasz jaka panna.
.....
Winobluszcz Wicuś dzieciątko, ale da radę, to mocna roślinka, a z tych suchych pędów nowe nie popuszczały? Moj roslnie w tym roku piekniej niż do tej pory. na jsien zostaje sama witka łysa a z wiosną robi sie maciupki busz:)))
Popuszczały, ale niemrawo, cała para poszła na zewnętrzne gałęzie, co wyrosły za siatkę, a to co na balkonie zostało, to suche i gdzieniegdzie tylko zielone :>
UsuńA może linomag pomoże?
OdpowiedzUsuńJuż nie będę więcej kombinowała, dla mnie linomag i sudokrem to prawie to samo, ale dzięki za podpowiedź :)
UsuńSudocrem wysusza a linomag nie, taka moja obserwacja, jak maly mial wysypke i burchle to popekaly i sie mazalo a linomag ugasil i zniklo w 2 dni ani sladu.
Usuńa co to za mikstura ? przed chwilą na blogu u "pierwszej " przeczytałam że ręce z atopowym zapaleniem moczy w lnianym glucie , muszę kumpeli sprzedać niusa bo się boryka z taką przypadłością :-) może i Twoja mikstura do czegoś komuś się przyda
OdpowiedzUsuńi ja takoż dostałam małego Ignasia , dziękuję , choć uważam że fotki w wirtualnym świecie w zupełności wystarczą , bo jak widzę obdarowanych ciotek odezwało się sporo a to jednak koszt :-)
Ojtam ojtam!
UsuńSiemię lniane zalecał nieboszczyk teść. Sam stosował.
UsuńBylam ,przeczytalam,buty wytarlam,/chociaz wycieraczki nie widzialam/ale ani herbaty ani kawy sie nie doczekalam.... oj tam, przeboleje.Nastepnym razem oczekuje napitkow natentychmiast :) Weronika
OdpowiedzUsuńBo dzisiaj kompot serwowali :) Excuse moi... :)
Usuń