byłam, wino i wódkę piłam :)
Ślub najdłuższego związku (12 lat razem), wbrew obawom Kierownika Budowy, który spięty był jak cholera, przebiegł bezboleśnie, aczkolwiek ksiądz się zagalopował i plótł za długo. Jak Piekarski na mękach, nie przymierzając. Watek zgubił, a ja zastanawiałam się, czy mi bateria w aparacie nie padnie. Pętli indukcyjnej nie było, więc łapałam piąte przez dziesiąte. I tak znudzona byłam, że gdy ksiądz rzekł "W górę serca" pierwszy raz w życiu, nie wiem skąd, musiałam się ugryźć w język, bo prawie że rzekłam: "Niech zwycięża Lech Kolejorz"... Ojapierdolę :D
Byliśmy z Inżynierem długo wcześniej, i aczkolwiek w domu śmigałam jak łania w butkach, po czekaniu pod kościołem prawie 45 minut i po mszy, zaraz zdjęłam owo narzędzie tortur i już NEVER go nie założę.
Amen :D
Przed nami był jeden ślub, przynajmniej moje stare oko miało na czym spocząć, bo
ci wspaniali mężczyźni na swoich ryczących maszynach niezłą zadymę koledze zrobiłi :)
Gdybym miała te kilkadziesiąt lat nie, zrzuciłabym te cisnące pantofelki i poleciała za którymś z nich... Ale teraz nie ma już szans, wiec pozostało mi tylko gapienie się na... :)
Czego mi żal?
Nie lat minionych, lecz grzechów żal niepopełnionych, jak pisał Mistrz... :)
A Kierownik Budowy na całe szczęście nie zemdlał, nie rzekł nie, choć momentami było nam żal chłopaka.
Zapomniałam zabrać słoik z grosikami, ale to dobrze. Bo mam ich tyle, że zbieraliby do dziś. Ale Inżynierowi zabiorę, bo...
Impreza była spoko, choć przeżyłam ją tylko dzięki Baranowi, który z dalekiego kraju obiecywał mi, że ze mną zatańczy. Wiernie dotrzymywał mi towarzystwa i błogosławię tę technikę, która mi to umożliwia. W swoim czasie, of course, zatańczy, a wiem, że u niego słowo droższe od pieniędzy.
Dziewczyna Inżyniera bowiem nie wypuściła go ze szponów ani na moment. A stolik dostał nam się taki, gdzie każda pani trzymała swoją połowę mocno w szponach (tak jakbym ja jakieś zagrożenie stanowiła) i nawet znajome nie wymieniały się partnerami. No nic. Gadanie było sympatyczne i zabawne, ale jak zagrali, to... zostawałam sama. Forever :) Inżynier raczył ze mną zatańczyć jeden kawałek, jak dama jego serca poszła przypudrować nosek. Wiem, mogłam dołączyć do parkietu, ale to jakieś dziwne towarzystwo było, w sensie że mogłam tańczyć do ściany, więc spoko, siedziałam i... Oj tam, oj tam, tak dobrze się prowadziłam, że nawet się nie upiłam, a może powinnam była to zrobić? Na dokładkę sale były dzielone, więc nie było widać tańczących, a widok miałam na stolik, gdzie dwie pary plotkowały do upadłego, wyraźnie układając usta, więc... Pierdół słuchałam cały czas. Obie rodziny ciekawe, materiał na brazylijski serial. Jako i mojego Eksa :)
Ale co ja będę ploty powtarzać. Najważniejsze, że jedzenie było dobre, poza jednym egzemplarzem nikt się nie nawalił, siedzieliśmy do końca do 4 nad ranem, a w niedzielę obudziliśmy się bez kaca.
I... tu się sprawa rypła....
Inżynier oświadczył, że leci do kina z Dziewczyną na Park Jurajski.
Plumknęłam, że ja bym też poszła, zdziwiona, że mnie nie prosi.
A on na to, że musi jej zapytać, czy ona się na to zgadza.
Że oni mają mało czasu dla siebie (WTF??? mieszkają razem, kurwa mać, do mnie wlatuje jak po ogień), że nie może na "romantyczne spotkanie" iść niespodziewanie z kimś dodatkowym (WTF?? Kto mi dziecko podmienił??) i inne pierdolenie o Szopenie. Przecież wie, że lubię takie bajki, zawsze razem na nie chodziliśmy. Poza tym idzie się na film, kino mają w domu, mieszkają razem, a ja ma darowane godziny!!! I wie, że ja sama, i takie tam...
Zadzwonił do niej, łaskawie orzekła, że "jak chcę, mogę przyjść".
Wywaliłam dziecko za drzwi, bez huku, ale jednak. Powiedziałam wprost, co myślę. Że nie tak go wychowywałam i że pod wpływem laski zgłupiał, jak Pierworodny. Bo i koleżance, która właśnie jest bez przydziału, a szła na ten ślub powiedział, że ma sobie załatwić osobę towarzyszącą, bo on z nią nie zatańczy, bo ma swoją dziewczynę.
Ojapierdolę.
Odkąd posiadanie drugiej połowy uniemożliwia zabawę??
A chuj... W plecy, bo w dupę by jeszcze przyjemność mieli. Dlaczego moje dzieci mają takie posrane drugie połowy??
Popłakałam, nie ukrywam, bo już na weselu mnie szlag trafiał.
Bo chodziłam z moją Teściową na imprezy i jakoś mi do głowy nie przychodziło, żeby się wściekać, że bawimy się razem :) Nevermind...
Wrócił.
Olałam czułości.
Dokończyłam swoje.
Bez łaski.
Wypiliśmy po piwie.
Pogadaliśmy neutralnie, nie będę robić scen. Dorosła jestem. Widziałam, że przeżywa, próbował się bronić. Ale trza być kwardym a nie miętkim i kwarda byłam.
To że akceptuję, nie znaczy, ze zaakceptuję wszystko.
Skoro pozwala sobie na robienie prania mózgu, to jego ból. Nie mój.
Już ma wyprany, bo z taksówki rozpływał się nad każdym kotem i kundlem w polu widzenia.
Miłość do zwierząt OK, ale zoofilia??
No nic.
Nie ukrywam, że boli i to nielicho, ale nie zmienię tego. Muszę z tym żyć.
Dobrze, że jest paru ludzi, którzy mimo swoich drugich połówek, w których są zakochani wciąż jakoś mnie widzą.
I za to losowi dziekuję.
Ale kurewsko boli, bo myślałam, że kto jak kto, ale Inżynier ma resztki rozumu.
Oby życie go nie doświadczyło.
Bo w którymś momencie otworzy lodówkę i stwierdzi, że "matka, jest tylko jedna".
Bez przecinka :)
I tym optymistycznym akcentem, Kochany Pamiętniczku kończymy :)
Trójkę w lotto mam.
Znaczy się, coraz mniej osób mnie kocha.
I za niedługo będę milionerką i wyjadę.
Nieważne gdzie.
Bez adresu.
Bez neta.
Tylko me and my Shadow...
Ktos kiedys powiedzial,ze najbardziej rania ci, na ktorych nam zalezy.Wydaje mi sie,ze nie ma matki,ktora nie wie co to bol zadany przez wlasne .dziecko.Bol mija,dziecku sie wybacza,ale zaufanie maleje.Weronika
OdpowiedzUsuńWeroniko, święta prawda. Przypominam sobie, jak raniłam mojego Ojca, który niezłym aparatem był, poniekąd, bo jestem DDA, ale... Na swój sposób mnie kochał i bronił, bo życie czarno-białe nie jest, składa się z półtonów i półcieni, Kiedyś rzekł: Twoje dzieci Ci zapłacą. Zapłaciły. Taką samą monetą.
UsuńA ja wciąż nadal nie wiem, gdzie tkwi błąd.
Patrząc z boku zrobiłam więcej, niż musiałam.
Życie jest bolesna, powiedział zając tuląc się do jeża.
I dlatego dobrze, że są barany i inne owieczki :) Dla Barana :*
Mysle,ze za bardzo sie staramy,aby nie popelnic bledow swoich Rodzicow i tu tkwi blad.Jestesmy na kazde skinienie dzieci,niezaleznie od ich wieku,to tez blad moim zdaniem.Wazne,ze mamy tez innych do kochania/przyjazni :) Mozemy wykorzystac nadmiar uczuc.Ciesze sie,ze niezle sie bawilas na weselu:) Weronika
OdpowiedzUsuńJuż nie jestem i nie będę. Od niedawna. I myślę, że to wszystko zmienia, Bo stawiam sprawę jasno i mówię, że ich wybór jest delikatnie mówiąc nie do końca przemyślany, akceptuję go, bo nie mam innego wyjścia. Ale mam swoje życie, z miejscem na moje preferencje... I że żałuję, że ich tak wychowałam, nie do końca, dobrze, Nie ukrywam swoich błędów...
OdpowiedzUsuńJa tez nie ukrywam.Nauczylam sie mowic wprost o co mi chodzi.Niemniej jednak bywa,ze czuje dyskomfort.Zauwazylam,ze jak pokazuje,ze mi nie zalezy to dzieci sie bardziej staraja,.taki klimat."Ale co sie przejmac,lepiej sie obejmac":)/cyt.z ktoregos bloga/ Weronika
OdpowiedzUsuńO. o ten dyskomfort lotto... Poniekąd... Bo dotychczas myslałam, ze nie muszę mówić... Ze to jasne jak słońce...
OdpowiedzUsuńWitam
OdpowiedzUsuńJa również zauważyłam, iż mój " synek " momentami , delikatnie mówiąc nie myśli, w każdym razie ja również nie tak wychowywałam, a momentami jest jak jest. Nie wiem, czy to jakaś rywalizacja o względy ? Chwilami śmieszy mnie to ( nie to nie jest złośliwość) iż moja synowa, kiedyś będzie przechodziła przez to samo, bo też mają synka:D
Pozdrawiam
Anna
Anno, o :) Dobrze, że to napisałaś, bo myślałam już, że jestem wyjątkowa i tylko ja tak mam. Właśnie, jakoś tak rywalizują i muszą pokazać, że mogą więcej... W momencie, kiedy ja już nic nie chcę, tylko spocząć na laurach z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, pokazują, gdzie jest moje miejsce w szeregu. Że na każdą swoją decyzję muszę mieć ich przyklepanie... A na to ja sobie nie pozwolę i... w dupie to mam :) Już nie chcę być dobrą teściową. Jestem jednostką obojętną, poza stadem. Szwajcaria. Bez zobowiązań :)
OdpowiedzUsuńAle mecyje z z tym kinem, no przykro,że tak wyszło,ale jak mówisz, trzeba przeżyć i być kwardym:)
OdpowiedzUsuńJak skała :D
OdpowiedzUsuń