panuje. Z jednej strony fajnie, luz i hasta maniana, z drugiej będę musiała wszystko zrobić w dwa dni. Nic to...
Dziś pół dnia na kawie, bo nowożeńców mamy.
Trafiło mi się towarzystwo koleżanki, którą bardzo lubię, bo kochana kobieta i nieba by przychyliła, ale mało że erotomanka gawędziarka, to jeszcze do tego rzekłabym - nieżyciowa. Oczywiście, wolno jej mieć swoje poglądy i zasady, jest do rany przyłóż. Tak się składa, że państwo młodzi to para pracowa, są ze sobą od lat. Pobrali się, bo za niedługo będzie mały urwis na świecie. No i koleżanka cały czas podkreślała, że ona sobie nie wyobraża, żeby jej córki z taaaakim brzuchem do ślubu szły.
A życie jest pełne niespodzianek, zasadzek i pułapek.
Każde dziecko jest darem, nieważne, ślubne, nieślubne.
Ono się na świat nie prosiło, to my je sprowadziliśmy, bo albo mieliśmy taką fantazję (ja miałam, chciałam każdą kosteczką swojego ciała mieć coś, co będzie moje do kochania, hormony buzowały mi jak najęte, ale uczciwie uprzedzałam przyszłego męża, że zajdę w ciążę, bo to "ten" dzień. I zaszłam. Na polanie, we wrześniowym słońcu, w pachnącym już jesienią lesie... Ślub braliśmy, bo on chciał, ja chciałam dziecko. Pierworodny do dziś nie dopuszcza faktu, twierdząc, że jest wcześniakiem i już :)... albo nie stosowaliśmy antykoncepcji, albo chcieliśmy mieć dziecko, bo pora.
Ilu ludzi, tyle decyzji, a każda niesie ze sobą odpowiedzialność. Bo jeśli jesteśmy ludźmi dorosłymi, ponosimy konsekwencje swoich decyzji.
Inżynier był planowany, choć biedę klepaliśmy (ale co tam, ona to lubi), bo nie chcieliśmy, by Pierworodny był sam.
Szwagier, śpiący na pieniądzach zapytał mnie (do dziś widzę ten moment, a szwagier wczorajszej nocy mi się śnił, makabra), ile mi mąż zapłacił za kolejną ciążę... Zaniemówiłam. Wiedziałam, że on chce mieć kolejne dziecko, ale jego żona mówiła NIE dużymi literami. Fakt, że ich syn urodził się niepełnosprawny, ale... Wyszedł ze wszystkiego, dziś ma już prawie 40 lat... A rodzony dziadek lekarz skazał go na śmierć z góry, mówiąc: nic z tego nie będzie...
Pokręcone jest życie.
Tak mi się to wszystko nasuwa w odniesieniu do tej kampanii, co ją rozpętano, co kobieta ma zdążyć...
O Paryżu marzyłam od pierwszej klasy podstawówki, odkąd przyjechał do Polski kuzyn z Francji, ten, z którym po 50 latach spotkałam się w Paryżu i któremu nieśmiało powiedziałam: merci, dziękując za czekoladki i inne zachodnie bajery... Te lata marzeń to nie było coś, co spisuję na straty - czasami niespełnione marzenia są piękniejsze.
Ale nie myślę, że ktoś, kto woli podróżować jest gorszy ode mnie, bo urodziłam. Takie miałam marzenie, a jeśli ktoś ma inne, to ma do tego prawo.
Bo to jego życie.
Jego wybór, on za to płaci.
Moja koleżanka jest w związku z żonatym mężczyzną od 36 lat.
Wie, że nie zostawi dla niej żony ani córki. Godzi się na to. Chciała mieć dziecko, on zaproponował jej kota. Kot był całym jej światem. Odszedł. Nie chciała już kota. Ma psa. I SM. Po pięćdziesiątce zachorowała. Facet jest wciąż z nią. Jest czuły, opiekuńczy. Podziwiam ten związek. Trwa dłużej, niż moje małżeństwo. A przecież nie ślubowali. Czy jest szczęśliwsza ode mnie? Na swój sposób tak. Więc każdy ma swoją drogę i każdy ma swoje piekło...
Z Sikorą byłam od początku, zresztą co się będę przechwalać. Mamcią umrę :D I wiem, za co Skubana mnie lubi...
Wspierałam ją, gdy walczyła i byłam z nią, gdy skapitulowała.
Bo to Ona się liczy.
I nagle, znienacka, wygrana jak na loterii. Dwie wygrane. Ale Sikora to Sikora, matka Polka z aureolką.
Moi Przyjaciele (dwie pary) nie chcą mieć dzieci. I... Dla mnie to nie problem. Bo dlaczego mam im układać życie, skoro swoje ułożyłam, jak chciałam i nikomu nie dałam się w to wtrącać? Są moimi Przyjaciółmi, niezależnie od tego, czy mają dzieci, czy nie.
W pracy mam koleżankę, która dzieci mieć nie może. Po latach zdecydowała się na adopcję. Jest osobą oschłą, jak dla mnie interesowną. Jak coś potrzebuje, to jestem Starusieńką Jędzuleńką. Jak nie potrzebuje, a wymaga, jestem Starą Jędzą. Ponieważ realnie też mówię o sobie Jędza, a ona jest głęboko wierząca, zawsze oburza się, gdy mówię, że taka ze mnie Jędza, że mam wnuczkę Małą Wiedźmę i że spalą mnie na stosie. Bo nie wolno, bo to niechrześcijańskie :) Może... Przed adopcją była wniebowzięta, po jest pełna goryczy. Bo z dziećmi są problemy, bo nie jest tak łatwo zostać w pracy po godzinach, a ona zostaje, bo karierę robi (tak jej się wydaje), bo opiekunka kosztuje, a dzieci brudzą i śmiecą, wymagają opieki, przytulenia, chodzenia na wywiadówki i takie tam.
Wiem to wszystko.
Moja młodość na tym upłynęła.
Na graniu w planszówki, których nie cierpię.
Na rysowaniu autek.
Na czytaniu (to akurat uwielbiam), opowiadaniu na dobranoc (i broń buk liściasty zmienić słowo w bajce "była sobie mama i był sobie tata i nie mieli ani jednego słodkiego złotego kochanego synka... opowiadanej do wyrzygania Pierworodnemu na temat: skąd się wziął na świecie), na dzień dobry tolerowaniu sublokatorów (kurde, do dziś, co któryś do domu wleci, to się rano jak ja lecę do łazienki sublokatorzy w moim wyrze i wywalić gada nie ma sposobu) i inne takie tam...
Przeżywanie porzucenia w jednym dniu. Co bolało nie tylko mnie, ale i Inżyniera, bo nagle skreślono mu z życiorysu 20 lat z bratem,
Przeżywanie umierania Inżyniera.
Noclegi Inżyniera na dworcu w Warszawie.
Zarzucanie mi, że jestem wredną matką, bo... oj tam, taka jedna Karolina (Baranie, pamiętasz jak tłumaczyłeś mi jak krowie na rowie?)...
I inne takie tam.
Choroby, łapanie krasnoludków na kordełce.
Pierwsze miłości, ostatnie miłości.
I... Inżynier mi ostatnio rzekł, że wiele mu się we mnie nie podoba, ale nie sprecyzował co.
A szkoda.
Bo może miałabym szansę poprawy??
A tak umrę niepoprawiona i...
Oj tam, oj tam, wiem że i tak polecę do piekła.
Zasłużyłam całokształtem i nie dajmy się zwieść pozorom. Tylko ja (i częściowo Baran, ale nie do końca) wiem, dlaczego.
Się rozpisałam, a to wszystko przez głupie nawoływanie do mienia dzieci.
I po co?
Każdy jest kowalem swojego losu.
Cieszę się, że znów pracowy okres i cieszę się z ponownego odkrycia mp3. Ja, głucha, jednak mam pamięć muzyczną. Po 3 latach bez mała niekorzystania z mp3 wiem, jaki utwór poleci następny.
I to jest, Kochany Pamiętniczku clou :)
A juterko bladym świtem zrobię sobie do pracki paryski obiad i tym razem jajka nie wylądowały na suficie :)
bezkrólewie to ja mam cały zaś w pracy, chyba, że własnej szefa nie ma to bardziej jest wszystko do rzeczy, bo przynajmniej nikt nam pracować... nie przeszkadza. Mój szef jest idealnym przykładem jak można zostać szefem nie mając ani krzty predyspozycji do tego za co się bierze całkiem przyjemne pieniądze.
OdpowiedzUsuńJa jeszcze chciałam do Twoich butów wrócić, to... faktycznie denaturat, albo ciepła woda i słoik albo butelka wepchnięta do buta. Z powodzeniem sprawdziłam ciepłą wodę oraz butelkę po piwku ubraną we frotową skarpetę. A jedno z najlepszych wesel na jakich byłam polegało na tym, że nim minęła godzina od wejścia na salę, wszystkie praktycznie panie miały na nogach już sandałki, klapeczki, japoneczki, a od 23 mniej więcej, wszystkie byłyśmy już na bosaka :P - bez względu na wiek i zawód wykonywany (najbardziej szalała na parkiecie chrzestna pana młodego, szanowana pani ordynator w szpitalu, (wówczas) w wieku lat pięćdziesięciu kilku, której my, "małolaty" około 30 nie byłyśmy w stanie kroku dotrzymać i po dziś myślę o niej z niewiarygodnym uznaniem i zazdroszczę jej energii życiowej.) ...
więc wiesz - może jakaś czaderska torba papierowa na sandałki (tak żeby nie chodzić z reklamówką), albo coś, że niby jakiś prezent, albo coś. Płaskie sandałki w końcu nie zajmuję nadmiaru miejsca (znam przypadki, które w ten sposób kozaczki na zmianę nosiły, więc wiesz - sandałek to przy kozaczku jednak gabarytowo nieco mniejszy jest)
Dziękuję, dziś wszystkie rady wykorzystam. A bawić się zamierzam świetnie, choć z większym utęsknieniem czekam na wesele Inżyniera, bo tam będzie cala ferajna do rozróby :)
UsuńSpotu nie widziałam. Co komu do domu jak dom nie jego i tak samo z dziećmi, w dobrym , otwartym na potrzeby i szanującym swoje społeczeństwo państwie , ludzie chcą mieć dzieci, u nas, jest jak jest.
OdpowiedzUsuńAle nikt nie ma prawa wytykać komuś bezdzietność do licha!
Szkoda tylko ,że wielu fajnych,mądrych ludzi nie decyduje się a ci, którzy mogliby dzieci nie mieć się rozmnażają bezmyślnie .
Trafiłaś w sedno, Doro...
Usuńczytałam jak czekałam na wybawienie , lubię takie długie notki :-) ja żałuję że Kuba nie ma rodzeństwa no ale cóż ...
OdpowiedzUsuńOd czegóż to wybawienie??Kuba wystarczy za całą bandę :P
OdpowiedzUsuń