dzisiaj 10. sezon Bones. Zakończenie zaskakujące, pozostawiające scenarzystom pierdyliard rozwiązań...
I tak sobie pomyślałam o sobie, bo w moim życiu jestem dla siebie ważna :)
A dlaczemu nie??
Jak będzie, gdy odejdę z mojego Jeffersonian Institute?
Taki żarcik.
Wiem, będą mnie żałowali Szeregowi Piekarscy, plotący jak na mękach.
Nie chwaląc się. Bo jestem szybka i otwarta na sugestie. I nie czepiam się, jak ktoś mówi, że autor czy bohater reportażu o nazwisku Fleja nie chce, żeby pisać o Janie Flei tylko o Janie Fleja.
To piszemy o Janie Fleja.
Nie dzielę włosa na czworo i nie podpieram się zaleceniami profesorów ze wszystkich wydziałów polonistyki w naszym kochanym kraju.
Dlatego jestem dobra, bo nie czuję potrzeby udowadniania naczalstwu, że jestem potrzebna. Za wszelką cenę. Po trupach. Per aspera ad astra.
Dlatego dreszcze mnie przeszły, jak dziewczyna, która naraiła mi tę pracę (long story) orzekła, że skoro ona tu już 15 lat pracuje to powinna być kierowniczką.
Na całe moje szczęście, znienacka, chyłkiem i ukradkiem zaciążyła i...
Nie ma jej.
Nie mam kierowniczki.
Bo z kierowniczkami, oprócz pani Zosi z filii BG mam zawsze na pieńku...
Pani Zosia, notabene żona ubeka, była w moim życiu aniołem. Nie raz... Kilka razy. To dzięki niej, będąc praktycznie bezdomną, nie poszłam się utopić, jak zamierzałam, bo... dała mi klucze od swojego mieszkania, wyjeżdżając na urlop, z prośbą, abym tylko nie odbierała telefonów, bo... Dla mnie to nie był żaden problem, bo po prostu dzwonków telefonów nie słyszałam. A miesiąc w jej mieszkaniu pozwolił mi na uregulowanie spraw mieszkaniowych i na życie...
Zawsze powtarzała, że jak przejdzie na emeryturę, powinnam zająć jej miejsce.
Po drodze jeszcze, jak już tam nie pracowałam od lat, podżyrowała mi pożyczkę z firmowego funduszu, choć jej osobisty mąż spłacał wciąż grubą kasę za swojego brata, któremu nieopatrzenie podżyrował pożyczkę. Żeby dostać kasę na remont musiałam mieć dwóch żyrantów. Pierworodny już wówczas pracował i starczyło, ale musiała mieć żyranta z firmy. Bała się bardzo, ale mi podżyrowała.
Nie zawiodłam Jej, spłaciłam.
Kontakt nam się urwał, nie bywa już na FB.
A ja nie bywam w eksfirmie.
W mojej pierwszej prawdziwej, nie licząc postudiowego epizodu w E-7.
I tak moje życie zatoczyło krąg, od rolnictwa zaczęłam i tam kończę.
A może pora coś zmienić, jak w 10. sezonie Bones?? :)
Nie chcę już zmian, potrzebuję stabilizacji. I choć ponoć zmiany są szansą na lepsze, jedyną, jakiej oczekuję byłaby wygrana w totka.
Rozwiązałabym kilka spraw na pniu, pojechała do tej cholernej Kornwalii, która za mną chodzi i jeszcze raz do Paryża, ale już sama.
A potem spoczęłabym z satysfakcją w trumience, w czerwonych pantofelkach i w granatowej sukience.
Gotowa na spalenie na stosie...
A kto biednemu pomarzyć zabroni?? :)
absolutnie nikt ! :) miłego tygodnia :)
OdpowiedzUsuńimbirella
Jak miło, że się zgadasz :) Tobie również :)
UsuńNo ale chyba nowe wygodne czerwone se zakupisz !!? Poza tym reszta moze byc :-)
OdpowiedzUsuńAle po co?? W trumnie będzie mi już obojętnie, czy są za ciasne, czy nie :P
UsuńDawno już obejrzałam Bones i czekam na nowy sezon:))))
OdpowiedzUsuńDobrze,że trafiłaś na taką dobrą osobę, czasami potrafią wyciągnąć pomocną rękę Ci ,po których się tego nie spodziewamy i chwała im za to!