w pracy przeszła część: przeszłam na emeryturę.
Boss zaakceptował, aczkolwiek nie pożałował sobie puszczenia smrodku dydaktycznego, że aczkolwiek i te de i te pe, ale literówki są.
Marzyciel.
Nie widział surowego materiału.
No nic.
Kazał iść do kadr.
Kadry przeszły nad tym do porządku.
Obecne w redakcji niedobitki pogratulowały. Jedne szczerze, inne nie, ale mi to już rybka.
Czuję się dziwnie.
Ale...
Tego mi nikt nie odbierze i oswajam się z sytuacją.
Poranek świeżo upieczonej emerytki wyglądał tak
Baran się naśmiewał, że zawsze tak wstaję, ale to nieprawda... Jak nie muszę pracować, śpię do oporu, a potem gram. Ścierą dostanie za insynuacje. Przez łeb, mokrą. Tylko mi się nawinie, nie będę żałowała mu tej pieszczoty...
W pracy (hahahahahaha, jaka praca??) było dużo pracy, łącznie z tym, że ciągniki, które mieliśmy najpierw zamknąć na bank w poniedziałek, zostaną zamknięte jutro. Maybe.
Choroby roślin w proszku, Pan Redaktor wyszedł na dwie godziny. Maybe po zapałki. Dziś już nie wrócił. Nie ma opcji, że przelecę wszystko do piątku, bo fizycznie WSZYSTKIEGO nie ma.
Kombinuję.
Synowa milczy.
Nie wiem, wlecą, nie wlecą, jak kombinować??
Bo to na mnie wszyscy liczą, że: zrobię, wyłapię, zakupię, ugotuję, pozmywam, pobawię, pomiziam, ukocham (tak, kurwa, tęsknię za Małą Wiedźmą, choć wstyd się przyznać, a i Papryczka bym zjadła, tę piętkę, żeby się zaśmiał i takie tam mecyje), zabawię, zatańczę, hołubca wywinę, z przytupem, a nawet jak się da nóżka w górę i kankan...
Ojapierdolę...
Dlaczemu życie musi być tak skomplikowane??
I dlaczemu ludzie nie są ogarnięci jak Inżynier, który w prostych, żołnierskich słowach mówi: mamo, wlatuję... tu wstawić datę... liczę na....
Albo Baran, który mówi: SJ, wlatuję... Pójdziemy na piwko??
A wracając z pracy natknęłam się na kota co za mną łazi, taki tam egzemplarz... I co?? Ja z pracy, styrana, z nadgodzinami i takimi tam na karku, a kot co??
Też tak chcę, tyle że mi nie wystarczy małpka... :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz