czwartek, 13 sierpnia 2015

Prawo jazdy

zamarzyło mi się.
Seriously :)
A wszystko przez paskudnego Kierownika Budowy, który wczoraj wleciał do mnie do pracy (nie bezinteresownie) i do domu mnie zawiózł. Fuck!!! Samochodem do mojej chaupki, jak szlaban nie jest spuszczony jedzie się... minut 10. Słownie: dziesięć... Skrótem tajemnym, ale zawsze!!! Można tam też per pedes, czemu nie, ale... Z lewej mur wygłuszający, droga bez chodników, z prawej tory, wszędzie chwasty na metr i takie tam... Dwa samochody z trudem się mijają. Bez latarni, więc jak coś, to amerykański horror... Trzeba mieć samochód... Nie ma letko...
No i gawędzę sobie dziś z chłopcami od techniki, i mówię, że bałabym się tam chodzić, choć droga krótsza, bo gwałtu się nie boję, ale mam co innego do stracenia. A taki cwaniak z kieszeni wyciąga staruteńką Nokijkę i mówi: - Bo używa się normalnych telefonów, a nie tak jak pani... :)
No i...
A drugi: - Ale za to pani nas wszystkich pobije na zdrowie, a my co?? :)
I tak mi się posmęciło, ale rozeszło po kościach. Samochodu nie kupię, of course, bo na mechanika nie zarobię...
Dziś pracowałam jak ten mrówek, ale rano popadało i z tęczowym parasolem przeszłam dziewicza nówka nieśmigana i nietknięta, choć parę kropel na mnie poleciało, ale chociaż deszcz na mnie leci, co nie???
Pracowałam zatem w charakterze mrówka, przez 10 godzin wypiłam 2 herbaty i dziwiłam się, co mi tak słabo?? Ale że klimę miałam na full, o 17 zrobiło mi się... zimno w nóżki...
Hahahahahaha :)
 Nie miałam ani jednego emilka na poczcie, wszystkie wydruki rozniosłam, chłopcy od techniki cieszyli się razem ze mną, że już na nich  mordy nie drę, że wszystko poszło - wprawdzie o 16, a nie o 14 - do drukarni, ale poślizg nie był z mojej winy, bo ostatnie strony pisali po terminie, a jedna z notek miała tytuł: Mała notka, więc ją olałam, myśląc, że to ślepak :D Takie tam z życia redakcji :) 
A potem wyszłam na ulicę i było mi ciepło, jak przyjemnie... Do połowy drogi...
Bo uświadomiłam sobie rzecz straszną.
W sobotę nie ma Manhattanu.
W sobotę życia nie ma.
Bo jest Matki Boskiej Zielnej.
Już??
Kiedy?
Co? Jak??
Zatem wleciałam do Rossmanna, Biedronki, do rzeźnika, do apteki, do bankomatu potuptałam. Dobrze, że z wózeczkiem zapierdalam, przeżyłam.
Jutro rankiem oblecę Manhattan, tyle że badylków nie będę miała, bo w tym upale noszenie badyli w te i  z powrotem to wyrzucanie pieniędzy w błoto.
I z badylkami do przyszłego piątku się pożegnam, bo wtedy pójdę na Manhattan i zaszaleję.
Odliczam zatem dni do przyszłego piątku, a tak - nie daję się :D
W międzyczasie powinien zlądować Pierworodny, ale jak na razie nie ma prądu w kontakcie... Bo jemu się tak wydaje, że wleci do mamusi, a mamusia zatańczy, z podskokiem, z półobrotu, stare, grube cielsko rączo rzuci do kuchni i zachwyci się koniecznością szukania czegoś do żarcia. Choć Pierworodny łatwy w obsłudze, dać mu pomidory i sól, dołożyć iPada i nie ma chłopa... Może być też jakaś gazeta drukowana jak Pan Bóg przykazał, ewentualnie jakaś książka. Dobra, nie grzeszę narzekając, ten rosołu nie woła w upał, mleko tylko trzeba kupić, bo on mleko pije, nie piwo... :)
No nic, zobaczymy...
Na dłuższą metę nawet mogłabym się do tych upałów przyzwyczaić.
Najgorsze są noce...
Trzeba dużo pić :D

UPDATE

Matki Boskiej Zielnej jest do odebrania. Boss powiedział, jak komu pasuje.
I taka myśl: co zrobi, jak będę chciała odebrać w czwartek?
W czwartek zamykamy :D

6 komentarzy:

  1. Niby dobra rzecz i prawo jazdy i samochod, a potem okazuje sie ze nie ma gdzie zaparkowac i trzeba naginac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie samochód nie ma opcji. Mam na życie, na utrzymanie samochodu już nie. Z tego samego powodu nie mam roweru, bo kto mi w terenie dętkę zmieni jak coś? A ja nawet nie zadzwonię po mechanika :D To był żart... Zresztą w moim wieku robić prawo jazdy?? Szkoda nerwów. Ze względu na słuch mam zaburzenia błędnika i nie chcę narażać życia innych :) Spoko, da się żyć bez prawa jazdy :D

      Usuń
  2. Nie widzę powodu żebyś nie zrobiła prawa jazdy! Pewnie zdałabys z palcem w nosie:) Upały chyba już odchodzą, u mnie nie jest już tak gorąco i czuć jesień! mamaKlary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamo Klary, wyłożyłam łopatologicznie wyżej :) Mam tylu kierowców, młodych, sympatycznych. Numer Jeden to Baran i nikt mu tego nie odbierze. Numer Dwa Inżynier (dąsa się, ale Baran jest Baranem), Postman, Kierownik Budowy, Żona Kierownika, lista się ciągnie... U mnie wszystko marnieje i nie że jesień, ale te upały zabijają. Tu wciąż są i mogłyby do Ciebie iść, skoro je tak kochasz :)

      Usuń
  3. U mnie tam nic nie odchodzi, znów 44 teraz w słoncu chociaz niby troche chmur jest jesien widac owszem,przez ta susze cholerna,wszystko zółknie i opada.
    Juz ledwo wytrzymujemy,w pokoju rozgrzewa sie do 27 i nie da rady zbić niczym,taka duchota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie, Doro. W pracy mam klimę, ale nie chcę skonać w pracy, chcę być w domu i żyć... Łączę się w bólu i nadziei :) Na deszcz i ochłodzenie :) :P

      Usuń