upału, Kochany Pamiętniczku, nie pamiętam ani ja, ani dinozaury.
Wczoraj posiedzieliśmy z Inżynierem do północy przy piwku. Kocham te nasze rozmowy, czuję się matką, potrzebną, że nic nie minęło, że procentują te dni, kiedy liczyli się oni, nie ja.
Wpadła też na chwilę Dziewczyna Inżyniera ze swoim Ojcem, bo dotąd nie znałam jej Rodziców, Mama wzięła i umarła zanim się poznałyśmy, więc chcieli zapobiec replayowi.
W przeciwieństwie do gburowatego ojca Synowej, gość jest całkiem spoko, i nie dlatego to mówię, że rączki całował, bo tego akurat nie cierpię, ale... Da się z nim pogadać i nie zachowuje się jak debil.
Więc OK.
Poszłam dziś później do pracy, ale tylko godzinę, co nikomu oprócz mnie nie zrobiło różnicy, bo... goręcej było.
Doszłam w charakterze buraka, znaczy się czerwona jak i on.
Koleżanka mnie opierdoliła i zabroniła wlec się z powrotem na piechotę, ale bo ja to kiedyś kogo posłuchałam?
Do domu dotarłam w charakterze pieczonego buraka i... Sama się przestraszyłam. Na szczęście ominął mnie udar, ale że upały mają trwać jeszcze tydzień i wciąż takie kurewskie, spasuję. Odrobina smrodu w klimatyzowanym autobusie mnie nie zabije, a upał może. Rzuciłam się do wanny i... udało się. Żyję :D
Trudno, nie mam już 20 lat i mam nadciśnienie. A droga jest bez cienia na większości odcinków, nawet picie nie pomaga.
Zatem do ochłodzenia odkładam łażenie na piechotę (co najwyżej załaduję PEKĘ), bo z kim biedny Baran będzie na Inżyniera weselu tańczył, jak kopyta wyciągnę?? Jestem jego ulubioną tancerką, zawsze mówił to Inżynierowi, a ten tylko głową kiwał ;)
Inżynier z Dziewczyną pojechali do K., jutro ma obrobić Umarlaków, a moje obawy zgasił, że to też jego Umrzyki i wolno mu.
Ano.
Pociąg miał spore spóźnienie, szyny się od upały wygły.
Wrócą w niedzielę, wieczorem, więc w poniedziałek też urwę coś z godzin pracowych, dziury w moście nie będzie, Boss wraca, to będzie nasiadówka i pierdu-pierdu, a mam z czego urywać.
Dziecię wleci do Teścia przyszłego, na cmentarz do Teściowej niedoszłej, pewno go nakarmią i na lotnisko pojedzie, wracają jakimś nowym rejsem, późno, po 19. Life...
I tak, Kochany Pamiętniczku, plan minimum: rano polecieć po gazetę, bo żarcia mam po kokardkę i kucyki i przetrwać weekend.
Otworzyłam już balkon i okno, trochę przewiewu jest, ale temperatura skoczyła do 28. Trudno, zawsze mogę wejść do wanny zimnej wody, a po całym dniu siedzenia w zamknięciu brakuje mi tlenu.
Armageddon.
I chyba jednak wolę śniegową chlapę...
Nie ma co szaleć w tym upale! Dobrze, że odpuściłaś chodzenie. Trza dbać o siebie!
OdpowiedzUsuńMimo wszystko, mimo, że pot mi po tyłku leci na nic bym nie zamieniła gorąca! Nienawidzę zimna!
mamaKlary
Chociaż jedna zadowolona osoba :D
UsuńTeż nie lubię marznąć, ale takie upały paraliżują życie !
OdpowiedzUsuńMożna leżeć i kwiczeć, bo pachnieć się nie da :D
Usuńno ja myślę że ciutek odpuścisz jak i ja odpuściłam tzn ja w jedną stronę mam zajebistą drogę po przy lesie więc w cieniu ale po południu słońce tak daje że nie ma uja we wsi żeby mnie zmusić do jazdy ,ja tam lubię wszystkie pory roku ale do urwy nędzy niech one będą normalne jak kiedyś że zima to zima wiosna to wiosna lato to lato a jesień życia ....teraz ze skrajności w skrajność , u Mamy wstyd też nie byłam dwa tygodnie bo tam w ogóle droga jak na patelni a wieczorem jestem flak zresztą kwiaty są sztuczne bo żywe nie dałyby rady a i znicze nie chcą się palić w takim upale więc mam usprawiedliwienie jakby co a jak nie to najwyżej w pysk dostanę za nieprzychodzenie ;-)
OdpowiedzUsuńO, mi się gaz dziwnie palił, takim żółtym płomieniem, więc to chyba też przez upał, bo palniki są ok, sprawdziłam. Wciąż czekam na wieści z cmentarza od Inżyniera, to moje dziecko to kawał łajzy jest...
Usuń