piątek, 4 września 2015

Cisza

jest cudem.
Darem.
Pojechali. Lecą. Mam nadzieję, że dolecą cali i zdrowi, bo  źle im nie życzę.
Nie nacieszyłam się wnukami. Z wnukami kojarzy mi się monotonne wycie, jak nie wyje jeden wyjący z powodu, że mówić nie umie, to wyje Mała Wiedźma, żeby zaakcentować swoją obecność. Jak nie wyje, to rzuca się na Papryczka, co powoduje wycie wymienionego i wrzaski matki MW i P, oraz rękoczyny matki, żeby pokazać MW, jak P boli jak się na niego rzuca...
Pierworodny zatopiony w grze wstaje na baczność na wrzask "Krzyyyyychuuuu, zobacz co ona robi znów"...
Oboje zamykają się co rusz w łazience ze swoimi smartfonami i innymi zabawkami, a ja walczę z nietrzymaniem moczu. Pampersów nie posiadam, ale na okoliczność ich kolejnej wizyty chyba sobie kupię, żeby móc spokojnie egzystować...
Jak nie siedzą na kiblu, to moczą się godzinami, powinnam chyba spisać liczniki na tę okoliczność i wysłać im rachunek za wikt i opierunek.
Miejscem czystym była kuchnia, bo wypierdoliłam z niej wszystkich.
Moja kuchnia, moje warunki, mój azyl.
Papryczek ma 9 miesięcy za niedługo, a wciąż wisi na cycku, choć niby je wszystko. Poje, podzióbie  i drze ryja. Wobec tego ona zalega. On pocmoka, poleży, pocmoka, poleży, pocmoka i tak da capo al fine. Czasem zaśnie, czasem nie, Ona z Nim, albo On, a Ona gra. Na smartfonie i na moich nerwach. W międzyczasie MW urządza sceny dantejskie, że jest sama, że nikt jej nie kocha ani nie lubi. Ona chce mamusię, a mamusia ryja drze, że Papryczek mały i jej potrzebuje.
Przetrwałam.
Z ulgą wsadziwszy ich do taksówki wróciłam do domu, gdzie śmieci, klejkie pułapki czyhały na moje bose nóżki. Nie mówiąc o klockach Lego, Duplo, samochodzikach, piłeczkach, kocykach tu i tam, poduszkach, innych niespodziewajkach zastawionych sprytnie na Starą Jędzę w najmniej spodziewanych miejscach.
Stwierdzili jednogłośnie, że nie przyjadą w najbliższym czasie, bo zostawili tu równowartość wycieczki all inclusive do ciepłych krajów.
I jakkolwiek kocham mego Syna i Wnuki miłością wielką jak cały świat, będę szczęśliwa, jak pojadą na wczasy all inclusive, ograniczając kontakty ze mną do Skype'a.
Life is brutal, co nie?? :)
Niech się tam dobrze bawią.
Może i ja wreszcie pojadę na wczasy, na które cały rok czekałam, a które się zesrały w związku z ich wizytą. Ostatnie wczasy miałam w Paryżu, nie licząc oczywiście miesięcznego rozpieszczania mnie przez Barana i Postmana, kochanych chłopaków... :)
Jak i parę innych rzeczy się zesrało.
Żeby było śmieszniej, z pracy dostałam dziś tyle pracy z rzekomo już skończonej pracy, dobrze, że online, że o mało wścieklizny nie dostałam. Nie było wyjścia i musiałam to zrobić, dotarło do nich (znaczy się, moich gości), że jednak mówiąc: pracuję i nie dam rady mówię prawdę, a nie ściemniam.
Może next time moja praca będzie moją twierdzą.
Zobaczymy się prawdopodobnie w maju na ślubie Inżyniera, a rozmawiając o tym uświadomiłam sobie, że to będzie nieźle zakręcone, jako że zamykamy 20, a ślub jest 21 :)
Aby jeszcze dożyć do maja :D

Mieszkanie wycyckane, nic się nie klei, wprawdzie okna osrane przez jakieś osopszczoły czy co tam lata, ale walić to.
Cicho.
Nic nie muszę.
Nikt nie jest głodny nagle.
Nikt nie ryczy.
Aparaty śpią w pudełeczkach.
Miśki oszalały ze szczęścia, że znów kanapa ich, że nie muszą leżeć za nią.
A ja delektuję się swoim "ubogim życiem bez towarzystwa" :)
Nic nie muszę, wszystko mogę...
Jutro dokończę pranie, bo nie mieści się już w loggii.
Nastawię powidła.
Kupię kwiaty.
Pójdę na spacer.
Upiję się.
Nie wiem jeszcze, może zatańczę na środku Starego Rynku?? ;)

Update
Moje marzenie się spełniło, zostałam matką dwóch fajnych facetów. Nigdy nie marzyłam o byciu babcią i chyba się tej roli nie spełniam. MW nie chce moich bajek, moich wierszyków, rozmów ze mną, chce iść do galerii albo żeby mama ją nosiła. Trudno, nie jestem jej mamą. A Papryczek chce cycka, a jak wiadomo, jak dawali cycki stałam w kolejce po rozum, no i dupa...

Update 2
Dolecieli... Dojadą, mam nadzieję. Idę w objęcia Morfeusza :)

2 komentarze:

  1. Intensywnie było, od samego czytania ciarki się robia.Delektuj sie spokojem i ciszą,dzieciaki wyrosnę bedzie lepiej,no lae to potrwa jeszcze kiolka lat,wiec jeszcze masz kilka takich zwariowanych spotkan przed sobą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie sądzę, żeby się zmieniło na lepsze, ale życie pędzi jak szalone i nie będę się zamartwiała na zapas :) Pooglądałam zdjęcia, podsumowałam i jest źle, bo Mała Wiedźma się w ogóle nie uśmiecha. Rechoce, ale nie śmieje się tym szczęśliwym, dziecięcym śmiechem. I usta ma w dół opuszczone zawsze. No nic...

    OdpowiedzUsuń