środa, 9 września 2015

Dalej

pierdolę wszystko, bo tak...
Uporałam się dziś z indeksem, naniosłam, zaklepałam i powiedziałam gościowi, że jak już odwaliłam za niego robotę, to niech się teraz w korektora pobawi.
Bo ja już wymiękam, mam dość.
Skończyłam o 15, a poczta spuchła od emilków.
Zakasałam rękawy i o 17 wychodziłam z pracy, a na poczcie nic nie było.
Zostały wydruki, ale jako że to II korekta, zrobię jutro, ze świeżym umysłem.
Jestem wielka.
Do domu szłam spacerkiem, delektując się spokojem i muzyką.
Dziad z alledrogo nie dotarł do redakcji, a taki był napalony na spotkanie, jak szczerbaty na suchary. Zobaczymy, czy w ogóle dotrze, czy to jakiś wałek.
Schabowego z pomidorkiem wciągnęłam.
Powidełka dokończyłam, ale P. ich nie powącha, ma szlaban i karę ;)

Za chwilę lecę spać, mam dużo do odespania.
Boss wściekły, bo nic jeszcze nie zrobione, w sensie nienapisane, bo ja swoje mam zrobione.
Dobrze, że nie pamięta, że ja w piątek mam wolne ;)

Byłam u lekarza po receptę na moje stałe piguły. Receptę odbieram i co ja paczę? Zamiast mojego leku jest jakieś cudo i kartka, że to to samo co mój lek, ale tańsze.
WTF??
Czy ja prosiłam o generyk? Z doświadczenia wiem, że generyki NIE DZIAŁAJĄ tak samo, a namęczyłam się, zanim dobraliśmy lek. Przestałam chodzić do kardiologa i nie mam zamiaru eksperymentować! Idę do apteki, a pani oczy kwadratowe robi i rzecze, że nawet w hurtowni nie mają rzeczonego generyku. Pytam, czy mogę dostać lek, który biorę zawsze, kobieta nie widzi problemu, bo to na sto procent, to co jej szkodzi sprzedać droższy. Pytam, dlaczego pani doktor się tak o moją kieszeń troszczy, a pani z przekąsem: nie troszczy, przedstawiciel handlowy był. A moja przychodnia ma też aptekę obok, ale ja tam nie kupuję, jak nie muszę, bo nie lubię i mają drożej o gorszą obsługę, jak "moja" apteka.
I tak nas wszyscy w jajo robią wokoło.
A jak wróciłam do pracy, cieszyłam się, bo skończyli remont chodnika, gdy miałam wolne i zamiast tłuc się w piachu i dziurach, pomykałam nowiutkim pozbrukiem, a wózeczek toczył się raźno i nie podskakiwał. A dziś co ja paczę??

 Już rozkopali. Ojapierdolę... Wczoraj wracałam MPK, bo padało i co chwila była ulewa, ale czegoś mi brakowało i coś mi przeszkadzało. Dziś już wiem, czego - mojego spacerku. Wlazło mi w krew i w nałóg, podatna jestem na uzależnienia :)
A biedna Sówka, która w sobotę roczek skończy jest na mojej dzielni dyskryminowana, bo

na spacerek chodzić nie może...
A u rzeźnika sprzedawali ostatnio

ale się nie skusiłam, bo choć nie mam, to lubię kotki, a przyjaciół się nie jada ;)

Idę spać, bo ględzić zaczynam.
A Maga mi cudny pomysł poddała z tym granatem w dupie. Nie omieszkam wykorzystać, bo mnie wciąż kurwica miota... :)


2 komentarze: