czwartek, 21 stycznia 2016

Coraz

bardziej ciulato się robi.
Wszystko na literę k pada.
A dziś zamknęłam, w bólach, aczkolwiek bez nerw i wracając do domu chciałam wypłacić 50 zł, bo... zgrzeszyłam i zamówiłam książkę :P
I co zrobił jebany bankomat?
Nie zaznaczyłam jeszcze kwoty, jaką chcę wypłacić, a on mi sruuuuu... 300 zł dał.
Dobrze, że miałam tyle na koncie.
I dobrze, że tyle mi bank zaksięgował.
Pani na czacie w banku powiedziała, że to nie ich kompetencja, że mam reklamować u właściciela bankomatu. Zareklamowałam, emilkowo of course, jako że ja niedzwoniąca.
Na razie cisza w eterze.
Ale ciulato, jakby na to nie patrzeć.
A na stronie reklamacji chcą, żeby im numer bankomatu podać.
Ta, stara baba wlezie gdzieś (gdzie?) i znajdzie numer, jedną rączką dzierżąc siatę drugą numer zapisze. Gdzie? Sobie na dupie.
Ojapierdolę.
Jedyna dobra rzecz w tym wszystkim, że jutro rano NIC NIE MUSZĘ.
Amen. 

7 komentarzy:

  1. karwasz a ja muszę ! bubuuu i poszła po cukierka

    OdpowiedzUsuń
  2. zły bankomat, zły !
    :)))
    a ja muszę cały łikęd :(
    buziaki
    imbirella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczemu musisz? :> Też przytulam. Od dziś bankomaty to dla mnie samo zuo.

      Usuń
  3. Japierdziu z tym bankomatem! No ale z dwojga złego dobrze,że wyszła kaska, gorzje jakby np.nie wypłacał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby nie wypłacał i nie ściągał, to spoko :) Ale jak żyję nie słyszałam, o takim numerze.

      Usuń
  4. Ja chyba też nie słyszałam,ale kiedyś koleżance coś tam bankomat namieszał, tylko nie pamiętam już szczegółów, czekała na rozwikłanie sprawy i zwrot pieniędzy jakieś dwa tygodnie!

    OdpowiedzUsuń