czwartek, 18 lutego 2016

Kompik

mi się w środę rano zbuntował, nie miałam ani Googla, ani FB, inne strony śmigały migusiem, a te nie.
Wieczorem okazało się, że dobrze, że do banku nie wchodziłam, bo banku bym też nie miała. Pokręcone komunikaty mi się wyświetlały, że jest 1 stycznia 2006 r.
Poszłam do pracy z nadzieją, że się odkręci i błogosławiąc moje jabłuszko. Bo netbuczek nieruszany od miesiąca ruszał się jak mucha w smole i nie mogłam sprawdzić co jest grane.
W pracy całe życie z wariatami, ciąg dalszy.
Boss cyrk robił, że ojapierdolę, ale to już temat na telenowelę jest.
I zaczął padać śnieg, płatki wielkie jak płatki śniadaniowe. I nie, zima w mieście nie ma żadnego uroku. Glajda, strumienie brudnej wody i bezradność. Fontanny spod kół przejeżdżających aut, przed którymi nie ma gdzie uskoczyć i inne takie tam...
A Inżynier leciał. W tenisówkach, a jakże. Bo to jego obuwie na zimę :)
Akcja z Bossem i jego artykułem podobna do pani premier. On błędów nie robi. A jednak...
Przebrnęłam w końcu przez tę glajdę do domu, ale woda mi w butach chlupała i z rozpaczą patrzyłam na słupek rtęci.
Doczołgałam się.
Okazało się, że miodowe wróciło, więc tadam, będzie niespodziewajka dla Inżyniera.
Wybrane stronki nadal nie działają, ale Inżynier nadchodzi, więc luz i hasta maniana.
Witam dziecko słowami: jakże się cieszę, że Cię widzę, kochanie. Ale kompik się spsuł,
Inżynier tylko kapotkę zdjął i już siadł do kompika, głodny, zmarnowany, no ale matka jest uzależniona.
Ostatnio wymieniał mi baterię od zegara, ale i tak kompik włącza się, jak chce.
Więc tu agrafka nie pomoże, tu potrzebne nici, bo się gołe świci fest a fest :)
Pora myśleć o nowym kompiku, sypie się powoli.
A ponieważ zegar ustawił mi się na 1 stycznia 2006 roku, czego ślepa gapa nie zauważyłam, certyfikowane strony typu Googla i banku nie działały, bo... nie widziały certyfikatu, Po wysłuchaniu mądrego wykładu jeszcze mądrzejszego Inżyniera wiem już, jak sobie radzić :P
Dwie minuty pracy mądrego dziecka i kompik nówka nieśmigana.
I jak to się plecie, że padło akurat w dniu, kiedy dziecię me przylatywało. Anioł Stróż, ani chybi, mój Kochany Pamiętniczku :)
Jajeczniczkę z ekojajeczek dostał i nie mógł z podziwu wyjść i zachwytu, że taka ojapierdolę.
A potem pogawędziliśmy i miód na moje serce był, ale to long story :D
Rano zwlekliśmy zwłoki, on pojechał latać za swoimi sprawami, a ja do pracki.
I tadam, znów udało mi się zrobić brawo TY, jak rzekła Imbirella, choć zagryzałam zęby grając w Angry Birds i czekając na pracę. Wyszłam o 16.45, zamykając kolejny numer na amen i na kluczyk, więc tak, brawo ja.
Jako że jeszcze było jasno, przemaszerowałam lewa prawa siną dalą i wylądowałam u rzeźnika.
A tam

 przesympatyczna nowa pani poradziła mi zamiast górnej zrazowej ligawę. A że mam na stanie Inżyniera, tom jeszcze a to szyneczkę, a to kabanoski, a to metkę. A pani: ta. nie tamta, a samo tłuczenie czterech ligaw też trwało. .. Za mną stało dwóch facetów. A budka, bo to budka jest, nie żaden sklep, mała, ciasna. przeszkolna. Ten za mną, co mi w kark dyszał wyskoczył nagle za drzwi, trzasnął nimi tak, że się wygięły, dobrze, że szkło nie poszło i wrzeszcząc coś o starych kurwach poszedł w mrok, bo już się ciemno robiło. Drugi gość wzruszył ramionami, a ekspedientce powieka nie drgnęła. Powiedziałam, że gdybym wiedziała, że moje zakupy go tak rozjuszą, puściłabym go przodem. A pani, że mam prawo i pół godziny kupować. A ja, głupia cipa czułam się winna! Wtem drzwi znów się otworzyły, gość sypnął po raz kolejny kurwami, trzasnął nimi i poszedł. Na moje nieśmiałe, że może zadzwonić na policję pani spokojnie wskazała kamerkę, której jako żyję tam nie widziałam i skasowała mnie.
Wyszłam ze sklepu z dusza na ramieniu, bałam się, że gdzieś w jakiejś uliczce ten wariat mnie dorwie, ale na szczęście dotarłam do domu cała.
Dziecko wróciło nadspodziewanie szybko.
Najadło się po pępuszek, wzdychając z przeżarcia i rozkoszy.
Wstawiłam zrazy,
Pogawędzilismy, a potem każdy wziął swoje zabawki.
Jak dobrze jest pomilczeć w towarzystwie.
Załatwili formalności w urzędzie gminy, mają fajną panią, co cieszy.
Obrączki też załatwione i choć Dziewczyna Inżyniera upierała się, że za brylanciki w swojej obrączce sama zapłaci, Inżynier ustawił ją do pionu i zapłacę ja. W sumie to drobiazg, bo dzięki targom załapali się na 15% zniżki, a i z mojego złota dużo ocalało. Mam taką cichą nadzieję, że będą Jej o mnie przypominały, kiedy mnie już zabraknie :P
I za pierwszym podejściem Inżynier zamówił strój ślubny, właśnie tam, gdzie ja mu wymychałam :D
Ma się tego nosa, co nie.
A będzie miał taki :)

Nieco inna koszula, ale reszta mrau :)
I to już niedługo, Kochany Pamiętniczku...
Wdzięczna jestem losowi, że doczekałam tych chwil.
Bardzo wdzięczna.
A Włóczęgi doleciały całe i zdrowe.
Rolady też wyszły, aczkolwiek mają nieco inny smak, bo nie miałam musztardy z gorczycą, tylko musztardę lekko chrzanową :)
A teraz przede mną dwa tygodnie wolnego.
Mam akredytację na Gardenię jako dziennikarz, w perspektywie rajd, a może i dwa z Inżynierem.
Życie bywa piękne.
Jest piękne.
I jutro mogę spać jak długo zechcę...

12 komentarzy:

  1. Jeśli to nie tajemnica to gdzie młodzi zamawiali zaproszenia :), bo miotam się od strony do strony. A tak poza tym to fajny strój młodego. My tez wczoraj ogarnęliśmy temat garnituru i portfel taki lekki się zrobił, że nie wiem czy płakać czy się śmiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.zaproszenia-slubne.com/

      Proszę bardzo :)

      Usuń
    2. Zamówili na Strzeleckiej u krawca. 2300, a jeszcze koszula, buty i dodatki w polu :) Ale będzie na czym oko oprzeć. I skoro ma, niech wygląda. W UK za garnitur, nie za smoking zapłaciłby ok. 700 funtów, a to szyte na miarę, a i tak taniej wyszło.

      Usuń
  2. To bedzie wygladal jak James Bond, perfekcyjnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było moje ciche marzenie. Pierworodny jest kochany, ale szuszwol po matce, a Inżynier jest elegantem :)

      Usuń
  3. Ładny fason marynarki. ha,ha, z tymi brylancikami to się udałaś.
    Na roladach się nie znam,nie robiłam nigdy,kiedyś bardzo dawno jadało się bitki wołowe.
    Niestety króluje wieprzowina i drób.

    Co do tego rozbijania,to przyznam się,że kiedyś stałam za panią,która prosiła o rozbicie chyba 8 koltetów schabowych, i też mnie już nosiło. Powinna być osobna osoba do pomocy w takich sytuacjach,bo to b.długo trwa. market kolejka się utworzyła, masakra. No ale już doczekałam i zrobiłam tam zakupy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to nie market, tylko sklepik. I jedyny w okolicy, który ma taką maszynę. Wiem, że to trwa, ale tam mają dobry towar, nie ma takiego w okolicy, a w końcu Ty też możesz mieć dzień, że będziesz chciała kupić... Jak się komuś spieszy, niech idzie do Biedronki, tam wszystkie kasy czynne, a tu są góra dwie panie, a była jedna. Sama później stałam w osiedlowym spożywczaku, a dziecko kupowało pierdyliard cukierków na sztuki, chyba z 5 minut. I jakoś dziecka nie zabiłam, a mogłam mu łebek łatwo ukręcić, co nie??
      Dlaczego się udałam z brylancikami? Nie rozumiem...

      Usuń
    2. To jest smoking, nie marynarka :) Ale piękny :) Dziękuję :P

      Usuń
  4. Ja to się nie znam na eleganckich strojach,wybacz.Ale na ładne lubię popatrzeć i owszem:)
    Taki ze mnie typ .ze wcale nie przywiązuję do tego wagi,dla mnie osobiście te wszystkie śluby, wesela i strojenie to zbędne ceregiele i koszty,a frajda krótka, no ale to nie ja biorę śluby:))
    Na razie u mnie się nie zanosi, to mam spokojną głowę,co też moim pannom by się zamarzyło w tym temacie:) i czy bym musiała wyskakiwać z grubej kasy,której nie mam.
    .....

    W dobrze skrojonym i uszytym będzie wyglądał super, jak z żurnala! Bo w sklepach to różnie bywa, można z rozmiarem nie trafić.
    My tez szukaliśmy garnituru dość długo, w końcu miał spodnie inne marynarkę inną,ale kolorystycznie pasowało,marynarka miała zdaje się jakieś prążki czy drobna krateczkę.Dwa razy ubrał i tyle.Potem przytył a ciuchy po odelżeniu w szafie,poszły do śmietnika.

    A z brylancikami,to chodziło mi o to,że napisałaś,że będą Cie synowej przypominały, no też prawda:)))))

    OdpowiedzUsuń
  5. No wiesz,ten moj market to taki lokalny, mniejszy,a mięsa i wędliny dość przyzwoite,więc dlatego tam stałam i czekałam,bo mi się coś ładnego upatrzyło wtedy.
    Chyba tylko tam widziałam tą maszynę.

    W biedronce miecha nie kupuję:)

    Stałam sama za tą osoba,ale po chwili utworzyła się spora kolejka,wiec dlatego uważam,ze powinni z miejsca dać druga ekspedientkę,a tak się nie stało.

    Ze tak powiem,w Niemczech nie do pomyślenia, tam klient nasz pan,a klient zadowolony to już podwójny pan,bo chętnie wróci.

    OdpowiedzUsuń
  6. no widzisz coś jest na rzeczy wczoraj przeczytałam u Barbarelli że jakas pani prosiła ukroić schabowe , Ty o rozbijaniu a ja dziś u naszego rzeźnika czekałam bo dwie panie chciały schaby z kością jedna 8 druga 14 też chwilę trwało no ale co jak z kością to prawdziwy schab ;-)
    smoking fiu fiu fiu będzie z nich piękna para !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyję i daję żyć innym. Wkurzają mnie wyładowane wózki w marketach, ludzie kupujący pierdyliard rzeczy. Ale w tym momencie włączam sobie hamulec i myślę: dzieci w domu nie płaczą, psy nie wyją. Jak widzę kogoś, kto ma dwie rzeczy, a ja mam dziesięć, przepuszczam, bo co mi szkodzi? Każdy ma prawo do życia, co nie?
      Dostaniesz fotkę Inżyniera w smokingu, jak przyjdzie czas... :) I jest z nich piękna para, chociaż nieżurnalowa, bo się kochają. A takie pary zawsze piękne są. Bo Inżynier tak z leksza niereprezentacyjny, ale oj tam, oj tam... :)

      Usuń