środa, 18 maja 2016

Nalazłam

od ręki skrobak dla Dory, jutro wyślę, bo dziś się nie złożyło.
Dzień udany.
Urlop. Czuję się jak pies spuszczony z za krótkiego łańcucha, nie, że ze smyczy.
Czuję urok słowa urlop, że ktoś za mnie robi moją ciężką pracę, bo na tym polega właśnie urlop.
Na dworcu wpadliśmy na Słonko z mężem, była radocha...
Może jedyna...
Moja Przyszła Synowa oswaja się ze mną, nie ma, biedna, innego wyjścia.
A cała reszta?
O kant dupy...
Chociaż po kolejnej wycieczce do kolejnej knajpy na Starym Rynku widziałam happening, że aż mnie serce zabolało...
Może jutro fotki wrzucę.

Nie pamiętać sytuacji, w których serce klęka...


Robić dobrą minę do złej gry i...

Kazałam mu, złe słowo, zasugerowałam, że...
Konwalie,
Ano...

Chyba już bardziej samotnie być nie może. No i oczywiście, nie przebiję co poniektórych kuchni.
Nevermind.

6 komentarzy:

  1. Błyskawico! Nawet jeszcze nie poszłam do leclerka,bo ew.tam najprędzej mógłby być taki skrobak.

    Ano znam to robienie dobrej miny do złej gry aż za bardzo,zatem współczuję.
    Ogólnie powietrze ze mnie uszło i nic mnie nie cieszy.

    Konwalie rosły w babcinym ogródku.Są i w lesie,ale częsciej widzi się liście niż kwiatki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, już mam skrobaczka w domu.Jeszcze raz wielkie dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, bardzo podobny,mój był jakby ciut chudszy w uchwycie,ale ten sprawdziłam od razu,leży w dłoni doskonale. Uratowałaś mnie!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. już wiemy, że weselicho w pytkę - czekamy na opowieści jakieś :)
    imbirella

    OdpowiedzUsuń
  5. No kurczesz ,też czekam na relacion

    OdpowiedzUsuń