dziś Bossa, panowała cisza i błogi spokój.
I wszyscy na wyścigi mnie pocieszali.
Lubię z ludźmi pracować, jak mówią Amerykanie: to są moi ludzie. Jeszcze z żadnym z nich przez 6 lat się nie pokłóciłam, owszem, czasem mnie krew zalewała, jak ktoś kręcił i kombinował, ale na noże nigdy nie było. Jednych lubię więcej, innych mniej, ale zespół jest jak dla mnie OK.
No nic, zobaczymy.
Spokojnie skończyłam, do domu piechotką poszłam, słoneczko grzało, a ja w sandałkach na całe szczęście.
Jutro wolne, bo połowa ludzi w terenie, a ci, co na miejscu, wyczerpani ekstrasem i obadałam, że jutro nic nie będzie. Godziny wyrobię, a bez sensu latanie, jak pracy nie mam. Za to mam trzy dni wolnego i nie zawaham się ich użyć :D
Bo to już ostatni weekend wolności, potem do końca maja będzie jazda bez trzymanki.
Nie mam pojęcia, kiedy wrócę w mój stary, utarty tor.
Postarzałam się i nie tęsknię za szaleństwami. Cieszę się ze spotkania z Przyjaciółmi i Rodziną, ale przeraża mnie zamęt temu towarzyszący.
Imbirella chciala granatowe wspomnienia, zatem...
W 1962 roku wysłano mnie na wakacje do Wrocławia. Do siostry mojego Ojca. Na cały miesiąc. I tyle mam z tym wspomnień, że ojapierdolę.
Rodzice zawieźli mnie do K. i tam na dworcu... wsadzili do pociągu, jadącego do Wrocławia. A miałam wtedy... 8 lat :) Na szyi miałam tabliczkę z imieniem i nazwiskiem, z adresem wujostwa we Wrocławiu. Nikt się wtedy danymi osobowymi nie przejmował, pasażerów poproszono i konduktora o opiekę nade mną.. I pojechałam :)
Wujostwo mieszkało na Podwalu, niedaleko były jeszcze ruiny i tam namiętnie się bawiliśmy. Kuzynostwo było dużo starsze ode mnie i gardziło taką małolatą, ale na podwórzu znalazłam wspaniałą bandę :)
I cud na miarę komputera dziś: trzepak. Wsiowa panienka nie znała trzepaka, więc z radością przewijałam się na nim całymi godzinami. Miasta wiele nie zwiedzaliśmy, Wujek pracował (milicjantem był, legendy krążyły o tym, co naszabrował), a Ciocia ogarniała wciąż chałupkę. Puszczono mnie samopas, a banda, jak widać na obrazku, przesympatyczna. Ten najwyższy - Maciek, był naszym wodzem, a jego zastępcą Zbyszek, ten na dole po prawej. I któregoś dnia ściągnęli mnie z trzepaka i poszliśmy w ruiny. Czego tam nie było, jakie skarby. Znaleźliśmy granat i... niewybuch... Granat zachomikowaliśmy w naszej "bazie", w opuszczonej piwnicy, a pocisk był hmmm... trudny do ruszenia, więc szukaliśmy narzędzi. Na moje nieszczęście (a może szczęście) Wujek przyłapał mnie na grzebaniu w jego skrzynce z narzędziami, no i sprawa się rypła...
Nie muszę mówić chyba, że solidnie wszyscy dostaliśmy w skórę.
Takie to były rozrywki w tamtych czasach :) Ostatnio spacerowałam tam z Eksżoną Kuzyna i aż mi się łza w oku zakręciła na widok fosy na Podwalu... To były piekne dni.
We Wrocławiu spędziłam jeszcze miesiąc cały w czasie studiów, na praktyce zawodowej w Bibliotece Uniwersyteckiej. Ale nie miałam już wtedy kontaktu z Wujostwem, w ogóle rodzeństwo mojego Ojca to bardzo dziwna bajka. Reszta rodziny (znaczy się, kolejne gałęzie, bo samo rodzeństwo już na chmurkach lata, a we Wrocławiu mieszkało ich najwięcej, a było ich trzynaścioro) nie utrzymują ze sobą żadnego kontaktu. I tyle tam sekretów i zakrętów, że ojapierdolę.
Ciekawa jestem, czy ktoś zgadnie, która to Stara Jędza - ta po prawej czy po lewej, a może ta na ziemi siedząca? :)
A żeby nie było, że ja taka wredna jako dziecko byłam, to proszę.
Cztery lata mając już grzecznie na motorze jeździłam, ach, ten Junak :)
Sześć zaś mając, z psiapsiółami byłyśmy prekursorkami Aniołków Charliego. I znów bonusik: która to ja?
Przedszkole za niedługo kończyłyśmy :D
I kariera sceniczna mi się kroiła od najmłodszych lat, ale jakoś nie wyszło :D I znów: gdzie ja jestem? ;)
A to piękne przedwojenne zdjęcie przed kamienicą, w której mieszkał i miał warsztat mój Dziadek. Stoi z wujkiem Mietkiem i moją Mamą, w bramie jest szyld z jego nazwiskiem...
Jak ten czas, Kochany Pamiętniczku, zapinkala...





Ta po lewej :) skóra zdarta z Małej Jędzy ;)
OdpowiedzUsuńBingo :) Ze skórą bym polemizowała, ale czasami... :)
UsuńA Aniołek - ten po prawej :)
OdpowiedzUsuńI tym razem bingo :)
UsuńPodróż, jak u Makuszyńskiego!
OdpowiedzUsuńZgadzam się, MW baaardzo podobna do Ciebie!
mamaKlary
Może mama się naczytała? W każdym razie za sierotkę wtedy jeszcze nie robiłam, dojechałam spokojnie. Ale fajne czasy były, że się mnie tak nie bali wysłać... W rzeczywistości nie ma nic ze mnie, nawet oczy ma piwne... :(
UsuńTeż mi się skojarzyło z "Awanturą o Basię" :)
Usuń... a czemu nie ma mojego wieczornego komentarza? :( Amba zjadła :(
OdpowiedzUsuń1 pytanie środek dół na siedząco, 2 pytanie też środkowy aniołek, a grupowe, za ślepa jestem na takie drobnice :(
Przykro mi, nie zgadłaś. Do V klasy miałam długie włosy u wpędzałam nimi mamę do grobu, bo musiałam mieć ciasno zaplecione, żeby palca nie można było wsadzić, inaczej jęczałam i marudziłam. Na zbiorowym jestem w pierwszym rzędzie, jedyna w krótkiej sukience, o co byłam zła, bo chciałam jak wszyscy w długiej :)
OdpowiedzUsuńdziękuję za opowieść :))) więcej takich poproszę:)
OdpowiedzUsuńna pierwszym i drugim zdjęciu pierwsza od lewej, na przedszkolnym od lewej szósta :)
z ta karteczką w pociągu to się chyba rodzice zainspirowali sceną z "awantury o basię " ;)))
trzepak, co ja na nim nawywijałam to moje :))) ale dawniej były zarąbiste zabawy, a nie to co teraz na tych placach zabaw pod czujnym okiem rodziców ;)))
imbirella
a teraz poczytałam komentarze i rzeczywiście z aniołkiem się rąbłam ;)
OdpowiedzUsuńimbirella