Kochany Pamiętniczku.
No nic.
Aby do brzegu.
Pomijając to, co w polityce się dzieje, co mnie już nawet nie denerwuje, ale śmieszy, bo co mogę zmienić poza tym, że pójdę zawsze, póki żyję na wybory, bo już wiem, że mój głos ma swój ciężar.
Co z tego, że teraz mogę jeszcze lajkować i nie lajkować, że w dupie mam pisiorów, bo się z mojego klubu wypisali, aczkolwiek nie wszyscy.
Nie gloryfikuję ani PO, ani lewicy, ani żadnej innej partii. Wiadomo, kto u żłoba, ten musi się nażreć. Utopia, jak i czysty komunizm nie istnieje. Moja mama zawsze mówiła, że komunizm będzie wtedy, gdy będziemy chodzić w walonkach, bo każdemu wystarczy jedna para walonek.
Takiego obłąkania, jak w tej partii TKM (teraz kurwa my) nie było nawet za komuny.
Przebili chyba nawet Goebbelsa w wymyślaniu uzasadnień.
Nie jestem wielbicielką Tuska, ale cieszę się, że go wybrano.
Ma tę odrobinę politycznej ogłady, to coś, co pozwala na tolerancję i przychylność. Mogę się z nim nie zgadzać, ale potrafię ogarnąć jego tok myślenia i jego racje.
Mam nadzieję, że to krok ku normalności.
Ale zostawiam politykę na boku, bo nic w tym momencie nie zrobię.
Nie poszłam na manifestację 8 marca, bo zawłaszczyły ją sobie też środowiska skrajne. W mojej wiosce akurat pierwsze skrzypce grają osoby z kręgu LGTB, co akurat ja wiem najlepiej :) I nie, żebym coś do LGTB miała, rybka mi to, co niektórzy wiedzą to z autopsji.
Ale...
Jeżeli walczymy o normalność, nie wyciągamy na wierzch spraw łóżkowych. Bo to są nasze osobiste sprawy. Mając kochanków na pęczki mogę być bardzo dobrą osobą i moje życie osobiste nie ma nic do rzeczy z moim życiem jako jednostki.
I powariowały też feministki. Chcą zrobić akcję oswajającą społeczeństwo z karmieniem piersią i ciążą, w sensie, że matki będą karmiły w przestrzeni publicznej i pokazywały brzuszki.
Wiem, stara jestem, ale chyba kogoś tu popierdoliło.
Co mają cycki do demokracji? Takich udogodnień dla matek (i ojców też) z dziećmi, pokoików do przewijania i innych bajek moje pokolenie sobie nawet nie wyobrażało.
Nie przeszkadza mi matka karmiąca dziecko, skoro musi, niech karmi. Nawet tam, gdzie - moim zdaniem - nie powinna, np. w restauracji przy stole. Gdybym karmiła piersią, nie latałabym po knajpach z dzieckiem. Bo jest czas w życiu, gdy można z pewnych spraw zrezygnować na rzecz tych, które są ważniejsze.
I knajpa nie jest miejscem komfortowym dla niemowlęcia. Nie dają dzieci do żłobków, bo bakterie, a w knajpach nie ma bakterii?
Kurde...
Tak samo z epatowaniem ciążą. Trochę, ale tylko trochę zazdroszczę mamuśkom z XXI wieku nieukrywania ciąży. Jeżu kolczasty, jak seksownie wyglądałabym wtedy w tych obcisłych wdziankach, co je dziś noszą, zwłaszcza że z moich kochanych 45 kilo przytyłam w ciąży na 56 :) Zgrabniejsza byłam, jak dziś :D A nosiłam "lejby", takie szerokie kiecki, zasłaniające brzuszek. To była moja radość, moja i męża i nie widzę powodu, dla którego miałabym podtykać pod nos komuś obcemu mój brzuch. Mój brzuch, moja sprawa, tak zostało we mnie do dziś.
I nie jest tak, że wszystkie sprawy trzyma się pod dywanem i w ukryciu. Wiedziałam to już lata temu, gdy wystąpiłam o skierowanie ojca na leczenie, za co w całej wiosce zostałam wyklęta.
O sprawach, które trzeba wyciągać na światło dzienne mówiłam zawsze wprost.
Jak o tym, gdy ojca znajomy próbował mnie w ogrodzie macać...
Ojciec nie rozumiał. Z chłopakiem się migdalisz, a co, on cię dotknąć nie mógł? Przecież ci nic nie zrobił.
Tak, to kurwa było OK, bo od macania w ciążę zajść nie mogłam, ale z chłopakiem, którego kochałam to tak.
To jest problem i to jest rzecz, o którą się walczy.
Walczy się o in vitro, o opiekę w szpitalach.
O edukację dzieci,
O godność.
Ale to są moje osobiste poglądy i nikomu ich nie narzucam, ani nie będę w tej sprawie, broń buk liściasty gdziekolwiek demonstrować.
Od tego mam ciebie, Kochany Pamiętniczku, żeby żółć wylać...
A nazbierało się, że ojapierdolę...
Przede wszystkim Pierworodny odwalił taki numer, że klękajcie narody.
Po raz kolejny zasłużył sobie bezapelacyjnie na wyskrobanie w następnym życiu i aczkolwiek gada kocham wciąż tak, jak w ten dzień, gdy spojrzałam w te wielkie ślepia, wyskrobię, jakem Stara Jędza.
Bezapelacyjnie i nie ma zmiłuj, nawet jeżeli oznacza to niebycie Małej Wiedźminki, na której wszystko goi się, jak na psie (vide guz z ZOO) i Papryczka.
Każdy sąd mnie uniewinni, w następnym życiu.
Mam też żal do osoby, o której myślałam, że jest moim przyjacielem.
Nie jest.
Tak nie robi przyjaciel.
Nie będę szat darła, po prostu wiem już na bank, że na końcu schodów nie ma przyjaciół, nie ma już wrogów.
Niby wiedziałam to od dawna, ale...
Bo wciąż pamiętam, jak byłam potrzebna, jak ten ktoś na mnie niecierpliwie czekał.
Teraz mu dobrze, to jestem od przypadku do przypadku. Albo i nie. W sumie to nawet nie chcę być, bo po co?
Trudno.
Wszystko się kończy.
Dobrze, że My Shadow będzie ze mną, dopóki świeci słońce.
Nevermind.
Dzień Kobiet, poza oficjalnym badylem od kierownictwa, pięknym zresztą, żadny tam pieścichłop, ale wypasiona róża, zamiast więcej badyli przyniósł mi
:)
Kierownik Budowy jest praktyczny i wie, czego kobieta potrzebuje :) Mam więc szatkownicę i mam zamiar jutro zaszaleć :)
Olej konopny jest ok, pamiętam ten smak z dzieciństwa.
Może się skuszę na więcej, byleby tylko Inżynier się nie dowiedział, bo zabije...
Sama sobie też sprezentowałam, i o dziwo, czytam.
Aczkolwiek Bonda dupy nie urywa, są lepsze kryminały, klasyka. W sumie bardzo mało z dawniej czytanych książek pamiętam, może pora wrócić do przeszłości?
On revient toujours à ses premiers amours... :)
Mam coraz bardziej dość neta i...
Nie, że z gryzmolenia w Kochanym Pamiętniczku zrezygnuję, ale net nie jest tego wart :P
A w pracy poza standardem, też wkurw mnie ogarnął na zakłamanie ludzi.
Bo moja kochana D. we wtorek w rozmowie wyciąga zza pazuchy (na szyi nosi) różaniec i całując krzyżyk mówi, że wszystko w rękach Boga. OK. Nie mam nic do tego, ale mnie zatkało. Dziś, czyli w piątek, w kuchni podają białą kiełbasę na różne sposoby, bo była do przepisów. D. jest pierwsza do jedzenia. Mówię: ale to Wielki Post i piątek na dokładkę. Słyszę: nie szkodzi. A koleżanka: wyszliśmy z domu, dojechaliśmy do pracy, a więc jesteśmy w podróży. Zatem jest dyspensa.
Ojapierdolę.
Osobiście nie muszę przestrzegać postu, ze względu na mój wiek. Poza tym od wieków myślę, co Panu Bogu przeszkadza, że wcinam mięso? Jak mam fazę, mogę go miesiącami nie jeść...
Ale cała reszta, tak jak i mój wiek to hipokryzja.
Więc do dupy z tym.
Dobrze, że mam zapas srajtaśmy.
I od razu na wątrobie lżej...
Rozne cuda slyszalam, ale ze w drodze to post nie obowiazuje to jeszcze nie slyszalam. Czy to znaczy, ze jak sie ma ochote na kielbase to wystarczy zalozyc buty i maszerowac z pentelkiem kielbachy dookola bloku zagryzajac:)))
OdpowiedzUsuńJakas to dziwna religia, ale skoro dziala to co mi do tego.
Szatkownica w prezencie bardzo mnie sie podobuje, lubie takie prezenty, moga byc zupelnie bez okazji albo jak ktos chce okazje to przyjmuje w kazdy czwartek jako zem sie w czwartek urodzila:)))
:) Dzisiaj ja rozdziewiczyłam, szatkownicę, znaczy się :)
UsuńUłatwia pracę :D Mądry prezent :)
też nie słyszałam o tej dyspensie że w drodze , za to Waldemar często mi powtarza że 100 km od domu to można się bzykać z kimkolwiek i wtedy to nie nazywa się zdrada :D całe szczęście najdalej jeździmy 5 km od domu :D
OdpowiedzUsuńo tej politycznej żenadzie pomilczę
dobranoc
Sylwia to tez dobre:)))
UsuńTylko pisory tak umieją wymyślać.
UsuńWiem, nie należy przezywać, ale już nie zdzierżę...
Rozczarowania do ludzi, ktorych sie lubilo i uwazalo za bliskich, za takich co rozumieja, sa przykre i zostaja na zawsze rozczarowaniami.
OdpowiedzUsuńTak, co się zobaczy już się nie odwidzi.
UsuńMożna wybaczyć, ale nie zapomnieć. Przynajmniej ja mam dobrą pamięć.
Mam podobne odczucia. Na demonstrację 8-marcową w naszej wiosce poszłam i szybko wyszłam. Dziwnie było słuchać o nierównych szansach kobiet i mężczyzn gdy życie wokół mnie tego nie potwierdza. I żadne głupie gadanie pewnego europosła tego nie zmieni. Równych pensji nie da się ustawą zagwarantować, tak czasami bywa ale wcale nie jest to regułą. Jestem za prawem kobiet do decydowania o sobie, swoim ciele i swoim życiu. Nie zgadzam się na mieszanie do tego religii. Już tak zwany "kompromis aborcyjny" uważam za naruszanie praw kobiet.
OdpowiedzUsuńSkandowanie dziwnych haseł o "mojej macicy" jest dla mnie trochę żenujące.
Masz rację, nie czułabyś się dobrze na tej manifestacji. Było mniej osób niż się spodziewałam i wcale się nie dziwię. Szkoda.
Podpisuję co się da, mój głos jest ważny, wierzę w to.
Ale rozczarował mnie KOD i niektóre środowiska kobiece. Nie zmienia to faktu, że wyjdę znów na ulicę bo bardzo mi się nie podoba to co dzieje się w naszej Ojczyźnie.
Tak bardzo jak nigdy dotąd....
Grażyna
Czyli nie jestem odosobniona w swoich uczuciach.
UsuńDzięki za te słowa.
Potrzebuję czasem słów.
mamy bardzo, ale to bardzo zbieżne poglądy na wiele spraw jak widzę: od polityki, aż po obłudę niektórych jednostek :) a napisałaś wszystko w punkt.
OdpowiedzUsuńimbirella