sobota, 4 marca 2017

Zaiste

sobota była pracowita, jakbym odrabiała te wszystkie dni lenistwa, Kochany Pamiętniczku.
Poleciałam na giełdę kwiatową, a tam zatrzęsienie bratków, pierwiosnków, stokrotek, krokusów, hiacyntów  i morze pieścichłopów. Niestety, pieścichłopy pakowane po 25, więc z żalem zrezygnowałam, bo na co mi 25 kwiatów za 30 zł, które niedługo postoją? Nie mam komnat, więc bez sensu :)
I tak po godzinie




mój balkon wyglądał tak :)
I żal dupę ściskał, bo co spojrzałam na okno, to widziałam

wschód słońca obiektywem soniczka. Zoom błotko na szybach powiększył :)
Westchnęłam więc głęboko nad niesprawiedliwością losu i ruszyłam do boju o czyste okna.
Szesnaście stopni na plusie było dziś.
Mieszkanie się fajnie przewietrzyło, nie tylko widać wiosnę, ale czuć.
A ja padnę zaraz na fotel z nóżkami do góry, bom zmęczona okrutnie, ale i dumna. Bo znów mi się udało.
Jeszcze tylko pranie powieszę i spocznę na laurach, przepraszam, na listku bobkowym :)

2 komentarze:

  1. O jak pięknie na Twym balkoniku, ja tylko przycięłam wrzosy,żeby ładnie nowe gałązki wyrosły, no i chyba co nieco zniosę ze strychu,bo juz mrozów jakiś dużych nie będzie,a mam tam 3 male iglaki,niech się hartują,zanim na wiosce wylądują.

    OdpowiedzUsuń