na odcisk i nadepnął jeszcze mocniej, zamiast rzec: przepraszam, Kochany Pamiętniczku.
A ja, nie do wiary, nie odpyskowałam.
Ha!
Jakby mnie dobrze znał, wiedziałby, że najgorzej, jak się zatnę w milczeniu. Moje dzieci to wiedzą.
Po tej akcji nawracającej (a to w zupełności, jak rozmowa ze świadkami Jehowy albo gęsi z prosięciem) jeszcze mi mema podrzucił, że najważniejsze jest oddychanie, bo jemu oddychanie poprawiło całe życie.
No, ja mam od tych przeciągów we łbie popierdolone na maksa.
Odpisałam grzecznie, że moją maksymą jest: życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech.
Odpisał, że mam jeszcze poczekać, bo dużo muszę się w tej dziedzinie nauczyć.
Nosz, kurwa, co on wie o oddychaniu, jak w ogóle nie kuma czaczy?
Ale zamilkłam.
Nie skreślam, bo to też człowiek, ja nikogo nigdy nie skreślam.
Ale nie ma zmiłuj i żadnego barabara już nie będzie.
Moje nerwy nie są tego warte, a jak będę chciała dyskutować, zapiszę się do jakiegoś kółka albo innych anonimowych alkoholików :)
A to idealna ilustracja, ale już jej nie posłałam, bo co będę się z nawiedzonym kłócić?
Ta niezłożona kostka Rubika to oczywiście ja. I bardzo sobie cenię, że jestem taka niepoukładana :D
Inżynierowi wywnętrzyłam się na główkę, słuchał ze zrozumieniem, po swojemu, wiernie, jak zawsze.
Przytulił, pogłaskał, bo zna KB doskonale i zna jego zagrania.
No nic.
Potrafię zaakceptować zainteresowania każdego człowieka.
Nie wyśmiewam, bo każdy ma inny sposób na życie.
Na osiąganie zadowolenia i orgazmu.
Sama latami - jak nie można było kupić książek - przepisywałam ukochane wiersze. Siedem brulionów się zebrało, prawie wszystko umiem na pamięć.
Ale nie nudzę nikomu, że musi kochać poezję, jak ja.
W moich ciężkich chwilach przypomina mi się jakiś wiersz i z tego czerpię uspokojenie.
Albo ze starej piosenki sprzed lat.
Nie wymagam nadawania na tych samych falach, zresztą jeszcze nie spotkałam nikogo, kto podzielałby moje zainteresowania tak, żeby o nich całą noc przegadać.
I dobrze. Są moje, najmojsze. I niech tak zostanie.
Jestem fanką świętego płynu, jak zwano wynalazek teścia w rodzinnym domu Eksa.
Podsuwałam i synom, i Baranowi, nie wypaliło i OK.
Nadal jestem jego fanką, bo na własne oczy widziałam efekty.
Tyle że wymaga cierpliwości, a dziś tego ludziom brakuje.
Nie to nie :) Sama stosuję, jak jest taka konieczność i sobie chwalę.
Ale żebym robiła akcję na cały świat: kochajmy święty płyn. Po kiego grzyba.
Warzywka mnie ostatnio doprowadzają do białej gorączki. Zaspałam dziś z lekka i kurcgalopkiem do pracy, a w warzywkach nikogo, na biurku ani jednego wydruczku. Pograłam w nowe Angry Birds, zanim wydruczki doszły. Niosę im, a oni przy kawce i drożdżówkach. No to o 15 mówię adios amigos, reszta z domu i jutro online.
I tak cykają, a jutro pół dnia znów w plecy.
Kurwa, jak można tak pracować niepracująco?
Ale spojrzałam w kalendarz i oczom nie wierzyłam.
Mam wolne do 6 kwietnia, czyli prawie trzy tygodnie moje. Półmaraton będzie, Umarlaki od spodu pukają, więc nic, tylko się i pogodę pomodlić i hulaj dusza, piekła nie ma. I okna przed świętami umyję :) Bo potem do samych świąt z zaparciem, nawet w Wielki Piątek i wszystko w galopie. Ale będzie dobrze.
A Alienka, Skubańca, wciąż na ten świat nie ciągnie...
Życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech...

a Alienek na kiedy ma wyliczoną wizytę na ziemi ?
OdpowiedzUsuńco do reszty to jak zwykle masz rację a obrazek zajebisty że się tak wyrażę :D
Miał być 16, ale dalej ani widu, ani dudu...
UsuńWróciłam ;> Potwierdzam działanie świętego płynu i gdy będzie akcja to na pewną ją poprę, bo mi kiedyś nim rączki wyleczono, za co dziękuje pięknie!!
OdpowiedzUsuń:)
UsuńTeraz jestem ciekawa co to zacz ten swiety plyn?
OdpowiedzUsuńNapiszę :)
Usuńja też bardzo ciekawa jestem tego płynu (zeżarło wcześniejsze zapytanie - widać głodne było... znaczy internety na jakiejś wiosennej diecie są czy jak?)
OdpowiedzUsuń... a do tego Twojego poglądu zwyczajnie trzeba dorosnąć ...
Przepis wrzucony :) Czasem zżerają, nienażarte są :D
Usuńchyba Cię rozumiem! Mam koleżankę, która przekonuje mnie do zdrowego jedzenia, sportu itp. Ja swoje, a ona swoje! Nienawidzę dobrych rad i wszelkiego rodzaju poradników jak żyć!
OdpowiedzUsuńmamaklary
O, tototototo, tym bardziej że autorzy poradników, diet, książek i innych cudów wianków zarabiają na mnie. Więc zakładam, że będę żyła jak chcę, z przytupem, ale bez wskazówek :) Za darmo :P
Usuń