piątek, 17 listopada 2017

Miałam

wypryski i wyrzuty, że nie poszłam na demonstrację, Kochany Pamiętniczku.
Ale...
Jestem tchórzem, a oglądając wiadomości z marszu i wiedząc, że w wiosce będą kibole...
Włączył mi się tryb pisania scenariuszy, a w razie gdyby to nawet nie miałby kto zawiadomić Inżyniera.
No nic. Stchórzyłam.
Ale moja wioska pokazała, że można się przeciwstawić tej hołocie.
Nie wiedziałam też, że policja tym razem będzie ochraniać, a nie atakować.
W sumie nieważne, nikt nie musi pchać wózeczka, a to się chyba liczy, co nie? Tym bardziej, że przed południem byłam w tamtej okolicy i dreszcze chodziły na plecach na widok suk i zagęszczenia policji na metr kwadratowy.
Teraz chcą zburzyć Pałac Kultury, co oczywiście jest tematem zastępczym do przepchnięcia kolejnej kreteńskiej ustawy...

Ale abstrahując od ogólnopolskich klęsk i wariactw, życie toczy się swoim torem, powoli, zwyczajnie, bo tak.
Kupiłam wtedy pierogi w pierogarni.
Ręcznie robione, na oczach klienta. Można zjeść na miejscu, można na wynos.
Poprosiłam na wynos, bo: niemyte ręce (fakt, nie jem rękoma, ale...), płaszcz i inne takie tam.
Z dynią i ze szpinakiem. Miały być do zamrożenia, ale coś się spsuło i nie wyszło, jakoś się zeżarły wszystkie. Dwadzieścia sztuk, a ja wciąż głodna byłam :) Zachwyciłam się, ale ogarnąwszy temat: 25 zł za całość, stwierdziłam, że jak na rodzinną wyprawę to jednak droga zabawa, zwłaszcza jak się ma na stanie materiały żrące. Więc trzeba samemu lepić. A że nie cierpię, bo mi nigdy ciasto nie wychodzi, zatem sama mogę od czasu do czasu zaszaleć, wszak kobietą pracującą jestem i to ciężko, ale za 25 zł to ja w knajpie dobry obiad z piwem zjem. Pierogi, potrawa ubogich, dziś luksusem. Tak samo jak salceson i kaszanka - dobre są droższe od szynki, tak samo biały ser. A z łezką w oku wspominam studia, które przejechałam na leberce, kaszance, salcesonie i serku homoseksualnym :)

Piękne lata młodości :)
Mniejsza z większym. Będąc w tematach żarciowych, nie chciało mi się latać za chlebem i kupiłam pierwszy lepszy u prywaciarza. Odpokutowałam. Wiedziałam, że odpokutuję już wtedy, gdy w domu dostrzegłam, że jest zabarwiony jakimś wynalazkiem.
Nie pamiętam, kiedy mnie tak wątroba bolała, nawet na kacu nie. Zapisać w kajeciku: lepiej się pomęczyć i ugotować ryż albo kaszę, niż jeść chleb z niewiadomego źródła. Amen...Serce pękało mi na kawałki, gdy kładłam koło śmietnika pół bochenka chleba, bo ja chleb szanuję, ale sorry, Winnetou...
A w wiosce już święta



 Jutro ma padać, więc nie wiem, ale może jednak tam wyskoczę.

W pracce godzina 13 i goodbye.
Dlatemu mam już ogarniętą kuwetę

obiad na kilka dni gotowy (żurek będzie, a jakże i inne cuda wianki)...

I nadzieja na


drzemie gdzieś tam...

A Baran poniewczasie szuka szpadla, żeby zacząć się okopywać, zanim SJ zląduje z mysimi cipkami :)
Drut kolczasty już mają. Jeszcze tylko działka przeciwpancerne i jakoś to będzie :D 

No co, mysie cipki są the best :D

Na razie do rozpaczy czerwonej w czarną kratkę doprowadza mnie kwestia ubioru.
Zakładam płaszcz zimowy - w markecie albo innym sklepie wylatuję w powietrze z hukiem.
Zakładam poncho - jest OK, ale jak leje, nie jest OK. Rano leje, zakładam płaszcz. Po południu grzeje słońce, wracam w rozpiętym płaszczu, mokrzuteńka pod spodem. Gorzej niż latem w czasie upału.
Wsiadam do autobusu, a tam ogrzewanie na full. Masło dowiozłam do domu w stanie płynnym, a jechałam niespełna 12 minut.
Niech mnie ktoś zabije.
Byle szybko.
Tej jesieni jeszcze nie włączyłam nigdzie kaloryferów.
Tańczę na rurze (z różą w zębach, Baranie)....

18 komentarzy:

  1. Do jasnej marszalkowskiej a co to sa mysie cipki??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cipki, które maja myszki.
      Więcej popełniłam w kolejnym poście ;)

      Usuń
  2. Pieroooogi :))) z kazdym nadzieniem :)))) a ciasto tez mi nie wychodzi :( a kupne, no :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukaj w polskim sklepie pierogów z firmy Jawo. Czasem bywają, w każdym razie ja dostawałam w paru miejscowościach.Inżynier też takie kupuje. Są bardzo dobre.

      Usuń
  3. moje Drogie , mi ciasto też nie wychodziło ale dobra dusza dała mi przepis taki na bogato < bo pierogi to mąka i woda > a tu się bierze
    3 szkl mąki tortowej
    1 szkl mleka
    3 łyżki masła

    mleko z masłem podgrzewamy < ja nawet przegotowuję >
    dodajemy do mąki i wyrabiamy ciasto
    ma ono konsystencję plasteliny
    i przy wałkowaniu nie podsypujemy mąką

    ciasto po usmażeniu jest mega chrupiące


    i dołączam do pytania Star co to mysie cipki ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gotować je można? Nie przemawiają do mnie smażone pierogi.
      Jest mysz. I jak mysz jest ona, to ma cipkę. Proste :D

      Usuń
    2. tak najpierw się gotuje a dopiero potem smaży , ja z kolei wolę smażone , gotowane to li i jedynie z owocem wtedy polane śmietaną yhmmmmm

      Usuń
    3. Dziękuję. Przepis zapiszę, bo zginie :)P

      Usuń
  4. Mi tam ciasto wychodzi, a teraz musze modyfikowac ,bo pszenna odpada, wiec nie wiem,bede próbować ,juz obczajałam w necie i chyba z ciecierzycowej będą ok.
    No zobaczymy zresztą.teraz nie bylo czasu wypróbowac,wiec dopiero na swieta będzie robótka.

    Dołączam do pytań kuleżanek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedzi są :)
      Ty to eksperymentujesz, ja jestem zachowawcza i nie przemawia do mnie pierdyliard mąk. Miałam na to fazę, a potem musiałam wywalać, bo mi przeszło i mąki szlag trafił :P

      Usuń
  5. Ja sie tak przyzwyczailam do poncho ze w kurtce nie potrafie juz, niewygodnie mi. A poncho uwielbiam. Zreszta w UK najlepiej sie warstwowo ubierac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I z myślą o eskapadzie do UK to poncho kupiłam.Rzadko tam jest płaszcz potrzebny, jak zimno to siedzę w domu na dupie, a tak mam cztery samochody i czterech kierowców :)

      Usuń
  6. Hej Jędzuniu, chyba się szlajałyśmy w tym samym miejscu i tym samym czasie :) Raz byłam w piątek z Markiem w Empiku i Kupcu, a drugi raz po południu z Krzysiem :) Co chwilę zachwycony mówił - oo :) Dziś rusza Poznańskie Betlejem na Placu Wolności, zdaje mi się że znacznie wcześniej niż w ubiegłym roku. Po zastanowieniu stwierdziłam że nie mam nic przeciwko temu, trochę przyjemniejszy robi się listopad :)
    Na demonstrację też nie poszłam, wolę takie otwarte miejsca. Na Rybakach czułabym się strasznie klaustrofobicznie... Ale dumna jestem, że w Naszym Mieście nie ma przyzwolenia na zachowania rasistowskie i wręcz faszystowskie!
    Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Betlejem wybieram się po zamknięciu numeru. Nie miałam ochoty kotłować się w dzikim tłumie w pierwszy dzień. Tak, oglądałam transmisję z Rybak, straszne to było, a jakby tak ruszyła policja, to nie byłoby gdzie pryskać. Za stara jestem na takie ekscesy jednak :( Ale młodzi pokazali klasę i wiadomo, nasza wioska to jednak Zachód, a nie wschodnia dzicz, jak w stolycy. Mówię to z przykrością, bo staram się nie wartościować, ale faszyzm nie! No pasaran!

      Usuń
  7. A ja wiem co to są mysie cipki😁!Miałam kiedyś plaszcz z mysich cipek.NO NA PRAWDĘ Był czarny w takie małe jak 2 gr plamki jasnobrązowe ż ciemnobrązową obwódką.Wrrrrr jakie to było ochydztwo,ale oczywiście ciotkom i mamie i sąsiadkom baaaardzo się podobał.W sumie krój miał ok,ale ten wzorek masakra.I oczywiście kochani koledzy wymyślili te mysie cipki.
    A ja wczoraj ha ha ha ulepiłam 51 pierogów ruskich i do tego ugotowałam barszcz.Taka zdolna jestem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja bohaterka z tymi pierogami :) No fakt, z mysich cipek może być wszystko :)

      Usuń
  8. A mnie ciasto zawsze wychodzi odkąd używam krupczatki i bardzo ciepłej wody :)

    OdpowiedzUsuń