Spakowałam sie, waliza prawie 30 kilo :) Do tego waliza z elektroniką i pierdyliardek kabli, torebka z resztą i ojapierdole. W ostatniej chwili natchnęło mnie, żeby nie zakładać swetra, tylko same poncho. Koło czwartej rano romawiam ze Zmorką, która spać nie mogła i spotkałyśmy się na FB i SMS po taksi ślę.
Jeden, drugi, trzeci i nic.
Ja w panice.
Pytam Zmorki, czy może mi zadzwonić po taksówkę, a ta dobra dusza z chęcią. Ale ma zablokowany nr w telefonie. Więc ja sruu, że na postój. W międzyczasie Zmorka coś pokombinowała z kartami i zadzwoniła mi, że taksówka jedzie. Wysiadam z windy i SMS, że taksi podjechała. Ale nie było odpowiedzi na pozostałe 3, a czekałam 15 minut :P
I tak dzięki Zmorczej pomocy dotarłam na lotnisko w porę.
Kierowca tym razem miły i ani nie miauknął, że 30 kilo wstawia, a i delikatnie mi postawił walizkę na ziemi, więc nie miałam oporu i napiwek duży dałam :)
Lot, o dziwo punktualnie.Żałowałam tylko, że aparat fotograficzny upchnęłam na samym dnie torby i nie miałąm siły na szarpanie się z tobołem, bo widoki za oknem zapierały dech.
Niebo niebieskie jak sen, sierp Księżyca wykuty ze srebra, dwie gwiazdy, ciemne sylwetki innyh samolotów i mieniący się wszystkimi odcieniami krwi, czerwieni i pomarańczy horyzont i morze światełw dole, bo nie było chmur.
Oszalało, zwariowało moje serce...
Na lotnisku tłum mieszkańców Azji, więc chcąć nie chcąc polazłam wyjściem dla zmotoryzowanych, czyli posiadaczy paszportów biometrycznych i o dziwo - zero przebojów, ale też spuściłam okulary i spojrzałam kamerze bezczelnie w oczy ;)
A potem się zagapiłam przy bagażu i pilnowałam walizek z Litwy, ale w końcu rozum mi wrócił i pomknęłam jak sapiąca sarenka do Kiss and Fly, gdzie padłam podcięta, ale tym razem nie miałam kłopotów z kontaktem z Baranek i za chwilę Kijanka podjechała, Barana kościuste ciałko przycisnęłam do tłustego memłona i ruszyliśmy chyżo do Rushden.
I od razu było tak, jak zawsze.
Tradycyjnie.
Z propozycją wywalenia na autostradzie, z powitaniem kolegów i koleżanek Barana i...
Byłam wniebowzięta.
A po dojechaniu do domu, bo to jest tez mój drugi dom...
Czekał na mnie kolejny Przyjaciel :)
Baran chciał wiedzieć, jak go ochrzczę, ale powiedziałam, że musi cierpliwie czekać, bo to nie hop siup, łatwo powiedzieć :)
A chata na mnie czekała wypucowana i wypachniona do wypęku :)
Pięciogwiazdkowy hotel nie ma szans :P
Nakarmił mnie, choć obiecał głodem morzyć, ale serce mu zmiękło na widok mnie nieszczęsnej.
Podał przepyszny wynalazek warzywny i marudził, że za ostre :)
Ale nie było za ostre, ja bym jeszcze doostrzyła (na ostrzytku, o).
Polecieliśmy na krótką przechadzkę, ale akurat lało i zdjątek niewiele, bo bałam się o soniczka.
Ale najważniejsze sfocone :P
Bratki moje ukochane, dzielne, jedyne. Oszalało, zwariowało moje serce :)
Kotełkowi tylko wąsika brakowało, co nie?
I ten niewdzięcznik, co spierniczył. I dobrze mu tak ;)
I focusik na bogato, a kto bogatemu zabroni? :)
Potem krótkie mizianko z Postmanem, ,tóry mimo weekendu do pracy spieszył, ale też dał sie do memłona przytulić.
A potem, mimo że na pysk padałam, bo i noc nieprzespana, i Baran ziewał znudzony, winko piliśmy i...
Życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech...
Jednak.
Znów, z nim jak zawsze, taki model :)
A potem Inżynier zażądał porannej audiencji.
I już. Bez litości.
Cóż było robić, polazłam do łóżka, wzięłam psiaka w objęcia i już wiedziałam, jak ma na imię :) Ciapek, on mógł być tylko Ciapkiem, nie ma innej opcji.
Jeszcze tylko SMS z imieniem posłałam do Barana i zasnęłam z Ciapkiem w objęciach i przespałam smacznie do rana, bez żadnego wstawania, co u mnie jest niespotykane.
I już wiem, jak zawsze, że mam dwa miejsca na Ziemi.
Bezpieczne.
Dziękuję, Chłopcy :*
Rano odnajdywanie starych rytuałów w zapomnianym trochę miejscu i... godzinne opóźnienie w audiencji u Inżyniera. A i Alienkowi się zbytnio nie podobało dziś, łaskaw nie był, więc pogawędka krótka i treściwa.
Pewno Inżynier chciał sprawdzić, czy mu tu matki w kajdany nie zakuto i do lochu nie wsadzono, ale jak wiadomo na przyjemność trzeba sobie zasłużyć :)
Ciąg dalszy nastąpi :)
"To było do przewidzenia" :)))
OdpowiedzUsuńCzekam na dalszy ciąg :)))
Wróżka z Ciebie ;)
Usuń:)) :)) :))
UsuńO!! Takich ludzi jak Baran i Postman lubie a nie wrednoty typu z poprzedniej notki:)
OdpowiedzUsuńBaw sie na ile tchu wystarczy:***
Wedle zalecenia czynię ;)
Usuńja do niczego się nie przyznaję , jak ja zadzwoniłam to pani powiedziała że taxi jedzie bo sms więc sama sobie załatwiłaś ale że jesteś królową paniki i czarnych scenariuszy to było jak było :D
OdpowiedzUsuńuwielbiam to Twoje czarnowidztwo
cieszę się że jesteś już na miejscu zaopiekowana , baw się dobrze , pozdrów chłopków
Wszystko wykonane i jeszcze raz dzięki :) Żeby nie Ty, rączo biegłabym na postój, a taksi by koczowała pod drzwiami ;)
UsuńJakaś ckliwa się zrobiłam na te święta... czytam i się wzruszam! Baw się dobrze! Jak dobrze mieć takich ludzi obok siebie!!!
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Proszę, chusteczka dla Ciebie :*
UsuńWspaniałe chłopaki,jak zawsze na 1000% ,wymoszczone gniazdko, że aż, no po prostu nic tylko radosc i chwilo trwaj!
OdpowiedzUsuńSzczęściarą jestem, że ich mam :) Nie ukrywam :)
Usuń