wszędzie i półmrok, Kochany Pamiętniczku.
Rybiński w słuchawkach.
Cisza, nikt nic nie chce, nie wymaga, nie zarzuca, nie narzuca...
Zakupy zrobione, mieszkanie ogarnięte.
I nic, że trochę padał śnieg, że po 15 już szaro.
My home is my castle.
Nic więcej do szczęścia nie potrzeba.
Zakupy to wyższa szkoła jazdy, bo nawet w piątek w południe wszędzie tłok, tłumy z obłędem w oczach i z wypchanymi po brzegi wózkami.
I ja wkurwiona (ostatnio coś często się wkurwiam), bo gdzie nie splunę, to akcje charytatywne.
Pierdyliard linków o wsparcie takiej akcji, siakiej akcji, w każdym sklepie wózki i wolontariusze, znajomi zaangażowani w Szlachetną Paczkę pięć razy dziennie podsyłają linki.
A ja czuję się jak zwykła szuja i chujwico.
Gdybym chciała odpowiadać na wszystkie szlachetne cele wpłacając złotówkę, no bo złotówka czyni cuda, szybko zostałabym bez pensji.
Oprócz wszystkich szlachetnych celów mam też i swoich bliskich, a i sama o sobie też czasem muszę pomyśleć.
Lata całe latałam w T-shirtach i dżinsach. Nadal latam, ale T-shirty już za mną, niestety. A i gros garderoby musiałam wymienić. Życie.
Nic na to nie poradzę, nie zbawię całego świata.
Więc sorry, Winnetou... Nie przykleję sobie na czole naklejki: poparłam już to i to....
A przy okazji, wkurzają mnie (znów coś mnie wkurza) ulotki wtykane nachalnie w każdym markecie. Stoi wózek czy karton, jest plakat oczojebny, na co jeszcze ulotki? Jak ktoś będzie zainteresowany zapyta wolontariusza. Jak nie to na co mu wtykać ten kawałek papieru? Wydrukowanie tych ulotek kosztuje sporo - można to przeznaczyć na dary. A i drzew trochę się zaoszczędzi.
Chociaż Szyszko wyciął tyle, że papieru ci u nas dostatek.
I wszędzie: musisz to mieć, bez tego nie będziesz mieć świąt.
Nie przeżyjesz.
I filmiki z dziadkami, co podstępnie rodzinę ściągają.
Uszami mi się to wylewa.
Niepodległość wielkanocną udało mi się już wywalczyć, już chyba czwartą Wielkanoc spędzałam sama i jakoś nie umarłam, nie było mi ani źle, ani smutno, wprost przeciwnie, wypoczęłam :)
Po raz kolejny zostałam sterroryzowana Gwiazdką, ale teraz słowo druhny: ostatni raz.
Zdziwaczałam na starość i naprawdę czuję się znakomicie sama ze sobą, nic mi nie brakuje.
Jestem żywą ilustracją hasła: Królowa jest tylko jedna, które dzielnie na moje powitanie założyła na obfitą pierś Synowa No1.
W moim domu jestem nią.
I jak nie będę miała na nic ochoty, to palcem w bucie nie kiwnę i będę pachnieć smrodem, nie kąpiąc się, nie jedząc, kto bogatemu zabroni?
Dzisiaj poleżałam w łóżku do 10.30.
I czułam, że mam urlop. Wypisany, odebrany i mogę z nim zrobić, co zechcę. I zrobiłam.
A jutro poleżę też jak długo zechcę i jeszcze nie wiem co zrobię :)
Ściągnęłam sobie pierwszy sezon starej Dynastii. którą z wypiekami oglądałam, moim sposobem. Nie miałam wtedy słuchawek, napisów do niej nie było, więc ciekawa jestem, jak skonfrontuję tamte wrażenia z napisami :) O ile dobrze pamiętam, pierwsze odcinki mieliśmy w jakimś małym, ruskim turystycznym czarno-białym TV, który nam szwagier ze swojej pracy pożyczył. Potem był darowany enerdowski grat, olbrzymi, który padał przy najmniejszym skoku napięcia. A potem już nasz pierwszy kolorowy Neptun, już na nowym mieszkaniu, za talony z makulatury kupiony... Do tego telewizora kolega Eksa dał mi słuchawki i to już był całkiem inny świat. Gdzieś te słuchawki jeszcze mam w rupieciach chyba. Słuchawki blokowały głos, więc rodzina miała głos z maleńkiego turystycznego czarno-białego, już nawet nie pamiętam jakiej marki. Wyrzuciłam przy remoncie, wciąż był na chodzie :)
Może więc będzie sobota z Dynastią?
Jest też remake, ale nie ma napisów, więc odpuszczę, nienawidzę lektora...
I książkę mam, czytam do poduszki, żeby zasnąć. Taką, która mnie wciągnęła, bo już na pierwszych stronach opisany jest poranek, wprawdzie faceta starszego ode mnie sporo, ale...
Nasze poranki niewiele się różnią. A myślałam, że tylko ja jestem taka pojebana, że wychodząc z domu sprawdzam, czy wszystkie części zamienne mam na swoim miejscu i czy czegoś nie zapomniałam...
Jak w tej głupiej piosence: "odpina biust gumowy, ja patrzę już nie mogę, a ona jeszcze mówi: odepnij lewą nogę"... No aż tak źle nie jest, ale kto wie, kto wie :)
Synowa zdjęcie Alienka wrzuciła w folii. Znaczy się, zmęczona praniem i niedopieraniem ubrała go w jakiś plastikowy fartuch, z rękawami na całe łapki.
Polajkowałam, pożartowałam, nie mój cyrk, nie moje małpy.
Napisałam, że na tę okoliczność mam folię malarską i ceratę, bo przy trzecim wnuku człowiek robi się chytry.
Odpisała, wrzucając zdjęcie usmarowanego Alienka i w sensie, że zmądrzałam.
Nie, nie zmądrzałam, nie zmieniam zdania. BABY-LED-WEANING to zwykłe śmieciarstwo i nieprawda, że dziecko odkrywa i akceptuje smaki. Dziecko po prostu papruła. A pluje, bo jak ma gryźć, skoro zębali nie ma? U mnie ośmiomiesięczne dziecko wpieprzało zmiksowany obiad, nie pamiętam ile tego było, jakieś 200-250 ml. Przez smoczek. Ale zjadało swoją porcję warzyw, owoców i mięsa.Jak mu zębale wylazły, dostawał najpierw miękkie, a potem twardsze do gryzienia. I nie było syfu do sprzątania. A tu i tak do cycka idzie, bo stamtąd leci to, co zna i to co mu smakuje. Alienek jest spasiony, nie da się ukryć. Ona i tak się narobi piekąc te muffinki (z przepisu wnioskuję, że nie zjadłabym, bo nie, bo to bez smaku), a i tak wszystko ląduje w koszu.
Przechodzę nad wszystkim do porządku, bo to nie moje dziecko.
I tyle w temacie.
Tyle że już więcej nie pozwolę na latanie z jedzeniem po mieszkaniu. Tak robiły moje starsze wnuki, powiedziałam: NIE. Nie jesz przy stole, chodzisz głodny. Kradziejka też tak robi, więc po prostu nie będzie wizyt, bo nie zwrócę uwagi, z Kierownikiem Budowy dyskusja jest bezcelowa.
To jest mój dom i moje zasady. I żarcia z folii i ceraty też sprzątała nie będę.
A potem, jak los da, pójdę z wnukami na piwo do Brovarii :) Mam nadzieję, że mi postawią, bo mnie wtedy już na takie ekscesy nie będzie stać :D
Już do Zmorki pisałam, sezon mandarynkowy uważam za otwarty. Trafiły mi się piękne w Lidlu (lubię Lidla, aczkolwiek coraz droższy jest).
Kupując to widziałam ten kosz, który mój pijany ojciec przyniósł w którąś Wigilię do domu, bo u niego w zakładzie dawali takie rarytasy. Cud, że to do domu doniósł.
Ale wciąż pamiętam smak tej jednej pomarańczy, dzielonej na cztery i tych dwóch mandarynek i dwóch fig.
Też sprawiedliwie podzielonych, a teraz...
Nosz, hrabina ze spalonego teatru, sama zeżrę 2,3 kg mandarynek...
Wszystko się naprawdę popierdoliło :P
Na moje szczęście do mandarynek nie mam wspólników :)))
OdpowiedzUsuńSzczęściara jako i ja :P
OdpowiedzUsuńJadlam wszelakie cytrusy bez opamietania a teraz mnie uczulilo :(
OdpowiedzUsuńWspółczuję. Ponoć teraz coraz więcej ludzi ma jakieś uczulenia :(
UsuńByłam wczoraj w Twojej wiosce. Z uczniami na spektaklu w Teatrze Nowym. Świątecznie już u Was!
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Ci się podoba i szkoda, że nie ma okazji do spotkania :(
UsuńZ przyjemnoscia poczytalam i z ulga stwiedzilam, ze nie tylko ja jedna taka popieprzona na swiecie jestem :) :) :)
OdpowiedzUsuńMilego dalszego ciagu urlopu!
Dziękuję, w kupie zawsze raźniej :)
Usuńpytałaś dlaczego zakazany owoc , ano powodują że się łuszczę , chodzi o łupież i liszaj na policzku ale przez grudzień żrę , toć se wszystkiego nie będę odmawiała co nie ? już i tak z alko zrezygnowałam :D
OdpowiedzUsuńdynastia powiadasz...może i ja se odpalę :D
Sylwio,może uważaj na skórke,bo jest czymś pryskana, umyj mandarynki i ręce po obraniu, może sie liszaj nie rzuci?
UsuńHmmm... Obstawiałabym, że od czapki, ale może masz rację. No i oczywiście nie można ze wszystkiego rezygnować!
UsuńJa napiszę o tym gieźle ceratowym. Mój wnuczek też miał takowy ale ubierany był w to coś / my nazywaliśmy to śliniakiem z rękawkami/ jak był już starszy tak ok. roczku . Jak zjadł np. obiad to wdziewałam mu po to aby uczył się sam jeść .np. kisiel, budyń , pokrojony banan czy tam makaron. Wiosłował aż miło ale z trudem ale wprawy nabrał i nie było problemu samodzielnym jedzeniem. Ale to było jak przyjeżdżał do nas gdyż córka nie zabierała wszystkich jego ciuszków. A ten śliniak chronił bluzeczki bo inaczej nie starczyłoby na przebranie. A jako ciekawostkę napiszę , że też chodził na smyczy.Bo jak już umiał chodzić tak kiwająco "klapen dupen" to będąc w parku Zdrojowym , gdzie kuracjuszy i gołębi multum taka smycz na szeleczkach jak znalazł. Gdy chciał złapać gołębia / a wtedy był strach przed ptasią grypą a gołębie oswojone / to lekko pociągało się smycz i maluch robił bęc a gołąb odfruwał :) Ot takie wspomnienie z przed 13-tu laty bo wnuk ma już 14 lat.
OdpowiedzUsuńJa to wszystko rozumiem, babciu Aniu. Chodzi i o samo żywienie. Bo dawanie dziecku do rozerwania muffinki zamiast obiadu nie jest właściwym odżywianiem. Bałagan to inna bajka, ale jedzenie jako jedzenie też. On nic nie je w sumie oprócz cycka, bo wszystko inne pożuje i wypluje... To nie jest jadłospis dla dziecka. A za smyczą jestem jak najbardziej :) Upilnować Małą Wiedźmę to był cud. Ale z tego co wiem, Alienek nie będzie miał smyczy. Trudno, ja za nim biegała nie będę :D A jego mama uważa srajdy za cudowne zwierzęta. Więc w simie jak dla mnie nie ma tematu.
UsuńTeż dziwaczeję i coraz bardziej cenię sobie wolnosc i nic nie muszenie,a daletego cierpię jak dzisiaj ,kiedy to w imię dobrych ukladów, musiałam spedzić mnóstwo czasu u kolezanki czekając na J. Owszem ugoszczona, rozmowa sie klepiła,ale mimo wszystko wolałabym ten czas spędzić tak jak JA chcę.
OdpowiedzUsuńAno, człowiek ma już dosyć robienia dobrej miny do złej gry...
UsuńKurcze ja to bym chciala,zeby swieta w tym roku...juz się skonczyly.Zbyt dużo spraw się znowu pochrzaniło i chciałabym móc się odciąć od wszystkiego na jakiś czas,nie myśleć,nie martwić się,ale niestety nie da rady,nie teraz.Ale też kupiłam dzisiaj (no już wczoraj) mandarynki,tylko że u nas wszyscy jedzą 🤗
OdpowiedzUsuńA co do dzieciaków,to moje jadły same jak tylko chciały,zwykły sliniak i łyżka w łapkę i dawały radę bez problemu.Nigdy nie rozumiałam jak można za dzieciakiem latać z kanapką,czy podkarmiac jak siedzi zagapiony w bajkę,albo co lepsze jak siedzi na nocniku i robi kupę😲.Moja najmłodsza jest niejadkiem,albo inaczej ona je ale nie wszystko.Cóż zdarza się,ale nie robiłam nigdy takich cudów,bo moim zdaniem to nie rozwiązuje żadnych problemów,a tylko stwarza kolejne,bo np wmuszaniem jedzenia też można kłopotów narobić.Zglodnieje to zje i tyle.Nie powiem zdarza mi się robić np podwójny obiad,bo np gotuję i ziemniaki i kaszę,bo np właśnie tą najmłodsza ziemniaków nie lubi.Czasami jak gotuję rosół to od razu trochę odlewam i robię jej pomidorówke.Ok,taki problem to nie problem...ale jemy przy stole i zawsze kiedy to tylko możliwe jemy razem.No nie rozumiem jak to jest możliwe kiedy wszyscy są w domu a ktoś tam je przy komputerze,inny przed telewizorem a matka najlepiej w kuchni sama przy garach na stojąco.
We wszystkim się z Tobą zgadzam, byłam w szoku, jak pojechałam do koleżanki, cały cyrk był z karmieniem dziecka. U mnie też była metoda - nie chcesz, nie jesz. Jakoś z głodu nie umarli :) Teraz to już jem przed kompikiem, ale jestem sama jak palec, tak to był stół w kuchni i zawsze jedliśmy razem.
UsuńKocham nicnierobienie, nicniemuszenie i spokoj:) Wczoraj bylismy na urodzinach malego, ja piernicze 2 godziny dzieci z nadmiarem energii:) Dobrze, ze to nie ja musialam je ujarzmic ino jakowys tam trener od sportu bukwijakiego:)
OdpowiedzUsuńChyba sie juz nawet na babcie nie nadaje:)))
No proszę :)
UsuńA u mnie wychodzą z założenia, że mam się nacieszyć dziećmi i nimi zajmować. Cały czas, lekka przesada... Dobrze, że rzadko bywają :D
To nie Ty masz sie nacieszyc tylko oni chca odpoczac.
UsuńJak rozszerzalam diete to jadl wszystko a teraz sucha bulka ziemniaki i kotlet no i serki, owocy nie je ale lubi je przeliczac i rozkladac ale tylko cale banana nie tknie jak obrany. Tez nie zmuszam do jedzenia tylko wykladam na wierzch jak zechce to powie. Najgorsze jak u tesciow nie zje obiadu to potem czekoladki wciskaja i burza sie jak im zwroce uwage.
Biednaś zatem. Nie ośmieliłabym sie dawać nic bez zgody rodziców, chociaż... Mnie się nóż w kieszeni otwiera. No nic, poczekam aż wdzięcznie pchając balkonik wkroczę na piwo do Brovarii z Małą Wiedźmą. A jak się nie uda, może w zaświatach mnie ktoś na ten napój bogów zaprosi i wątroba nie będzie mnie po nim bolała :P ?
Usuń