tak kwietniowo, Kochany Pamiętniczku. Słońce, szarość, ulewa, słońce i wiater duł.
Więc środę przesiedziałam w domu na czterech literach, odkrywając coraz to nowe rzeczy, trafiłam też na perełkę - A millions little things - na razie jeden odcinek jest, coś jak This is us. Zapowiada się nieźle.
No a dziś zebrałam się do kupki i pojechałam po te aparaty, co od dawna za mną chodzą. Piękną mamy jesień jak na razie...
Te drzewa zawsze pierwsze żółkną i pierwsze zielenieją. Zatem aby do wiosny, co nie?
Pani już miała uszykowane moje papiery, obsługa jak w Wersalu.
Audiogram, na całe szczęście słuch nie pogorszył się znacznie przez te osiem lat, więc jest powód do radości.
Pani polecała aparat za 1700 na jedno ucho, znaczy się, 1700 płacę ja, NFZ dopłaca do każdego ucha 750 zł (wydawało mi się, że 700, ale nawet nie mam ochoty sprawdzać). PFRON ani inny MOPS mi nic nie dopłaci, albowiem bogata jestem i chuj.
(Żal dupę ściska, bo w UK są aparaty za darmo, baterie też dają za darmo... No, mi w PL zamiast dać za darmo aparaty i mnie zrehabilitować, woleli mi płacić przez ponad 20 lat rentę inwalidzką. Kurde, ile zarobiliby nie płacąc mi renty, ostatnia roczna renta starczyłaby na wyjechane w Kosmos aparaty. Ale kto to tak liczył?)
Nieważne.
Czyli muszę być przygotowana na 3400 plus 100 zł wkładki do ucha, zatem 3500.
Good bye, ajfoniku, przynajmniej na razie. Jednak skoro stary ajfonik trzyma się nieźle, jak i jego stara pani, zainwestuję w siebie. Bo to fajnie czasem ludzi słyszeć, własne wnuczęta i marudzącego Barana też.
Ten się, Skubany, nie przyznaje, że to jego sprawka, że noszę aparaty.
A ja wciąż widzę, jak się pokłada na molo ze śmiechu, że ja słyszę, a nie wiem co, a to ptaszory były.
I jak się skarży, że gdy wrócił do domu, to kazali mu głośniej mówić, bo przy mnie, nienoszącej wtedy aparatów nauczył się Inżynierową metodą mówić prawie samymi ustami...
Stare dzieje, ale jakie fajne.
No dobra, zaszaleję. Póki mogę. Wzięłam lepsze aparaty od tych, które mam, ponieważ i moja wada jest duża.
I okazało się, że jednak muszę iść do laryngologa. Prawie się wycofałam z interesu na tę wieść, ale ponieważ moje skierowanie do laryngologa było nadal ważne, a pani z centrum zadzwoniła do zaprzyjaźnionej przychodni, że mnie wezmą od ręki, tom polazła, bo chcę to mieć z głowy. Jak przestanę pracowac, to nie będzie problemu, ale teraz w pracy jednak fajniej, jak mam aparaty.
W przychodni, a jakże, już na wejściu czekał na mnie kotecek. Trudno było go nie zobaczyć, bo nie wiedziałam, gdzie jest laryngolog :)
Kotecek jak malowanie, rasowy. Kiedyś w Wyborczej korekta dostała po premii za puszczenie identycznego kotecka, wiem, bo na drugi dzień sami o tym pisali :P To było w czasach, kiedy dojeżdżając czytałam gazet i Wyborcza była akurat na dojazd. Teraz mam prenumeratę online od Pierworodnego, ale rzadko czytam. Wyborcza całkiem na psy zeszła...Taka tam dygresja.
W przychodni myślałam, że wylecę w powietrze. Wszystkie okna zabite na głucho, a kaloryfery na pełnych obrotach. Nic dziwnego, że kicham, a i sama pani doktor była kichająco-kaszląca (szewc bez butów chodzi), w poczekalni full z zatokami, bo to laryngolog, dobrze, że natchnienie miałam i zrobiłam sobie parę dni wcześniej miksturę czosnkową, więc może wyjdę z tego bez szwanku.
Pełno niedosłyszących staruchów, co było widać po zachowaniu pielęgniarki. Aż mnie to wkurzyło, bo traktowała mnie jak niepełnosprytną, a ja tylko niedosłyszę, kurwa. Więc uprzejmie rzekłam, pukle włosów odgarniając, że aparaty mam, czytać z ust umiem, nie trzeba do mnie krzyczeć, ani na migi mówić, bo migowy to jedyny język obcy, który jest mi obcy... Pani nieco przyhamowała, ale nie za bardzo jej to szło. Widać, że ruszyło do ataku pokolenie głuchnących starców. Serio, nie chcę nikogo obrażać, sama jestem głuchą staruchą. Ale że prawie od urodzenia, to znalazłam sobie swój sposób na życie i chyba nieźle mi idzie.
Zamknięto mnie w dźwiękoszczelnej kabinie, hahahahaha.... Jedyne co w niej dostałam, to klaustrofobia, no i o mało orła nie odwaliłam z gorąca. Aparatura do dupy, a samo badanie audio nie wiadomo po co, bo sprzęt rozregulowany. Dźwiękoszczelność zaś taka, że słyszałam każdy krok. Nie, że słyszałam, ale podłoga się uginała, gdy ktoś szedł, a szły tam masy. Porządny głuchy tak ma, że odbiera ciałem dźwięki, dlatego przy współczesnych orkiestrach i wzmacniaczach można tańczyć nawet w balecie :P
Sprzęt był do dupy, bo na rezonatorach moje drugie ucho w ogóle nie działało, a w centrum jak ta lala :)
Ale dostałam upragniony świstek i o to chodziło :)
Współczuję tylko tym, którzy są leczeni na podstawie tak przekłamanego audiogramu.
Jeszcze szybko do centrum, oddać papierki i jak dobrze pójdzie, za tydzień będę bogatsza o aparaty, a lżejsza o ponad 3 tysiące.
Życie
jak mówi mądrość na murze :)
A na straganie na placu, gdzie czekałam na autobus wisiały chusty i nie było opcji.
Musiałam ją mieć, darła się, weź mnie, weź mnie, będę ci potrzebna, no popacz, a że nie zdjęłam aparatów, to nie miałam wyjścia.
Przyszła do mnie
Piękna jest i wielka, co nie? I do nowych butków pasuje jak ulał.
Znaczy się, zima sroga będzie, bo baby owijacze zbierają. Zmorka też poległa w takim starciu dziś.
Mam tego od groma, no ale jak nie wziąć takiej drącej się bieduli? Jeszcze by się od tego darcia podarła, jak kalesony na płocie.A jak będzie te zapowiadane minus trzydzieści i ten teges, to będzie jak znalazł, co nie? :)




oj, będzie zima ostra bo my drzewo do kominka już od czerwca kupujemy a koty już z chałupy niechętnie wychodzą :) pozdrawiam i podziwiam za poczucie humoru w kontaktach ze służbą zdrowia (co oni wspólnego ze zdrowiem mają?)
OdpowiedzUsuńTo nie poczucie humoru. To samoobrona, żeby komuś nie przypierdolić. Co miesiąc państwo zabiera mi blisko 800 zł na cele lecznicze. A jakby tak służbę zdrowia zrobić jak weterynarię? Dlaczego psom i kotom opłaca się robić USG i tomografię i inne cuda wianki, a ludziom nie? Jakby wszyscy płacili, ceny by znormalniały i... Za dentystę płacę, nie ma że boli. Więc bronię się sarkazmem, bo inaczej nie szlag, a muszę jeszcze ponad 200 miesięcy z hakiem żyć, żeby swoje składki emerytalne odebrać, bo kurde NIKT z mojej rodziny ich na oczy nie widział. Urban legend jakiś czy cuś? Mam nadzieję, że drewno sezonowane i żadne smrody do mnie nie dojdą :P
Usuńsezonowane już 3 sezon , ale kupujemy z wyprzedzeniem. Lepiej drzewem palić niż plastikami i oponami. Podobno 3/4 posiadaczy pieców tak robi. Wychodzi na to, że kominek to sama ekologia :) a co do służby zdrowia - fakt - trzeba mieć trochę zdrowego rozsądku żeby przy nich nie zwariować
Usuńa pokaż mi palcem koteczka bo ja nie widzę
OdpowiedzUsuńjuż na fejsie paczyłam i nic , no Ty głucha ja ślepa :D
i Twoja chusta też piękna , a co do mojej podpowiedziałaś mi , że może se z niej uszyję kieckę , zaraz będę kombinować
Sylwia, labolatorium zamiast laboratorium ;)
UsuńCo wy, dziewczyny straszycie zimą?! Nienawidzę zimna i liczę na taką zimę, jak w tym roku!
Mama Klary Ci podpowiedziała :D Ja tam nie liczę, znów straszą zimą stulecia. Zastanawiam się nad wyniesieniem się do ciepłych krajów :>
UsuńA ja kotecka znalazlam na pierwszy rzut oka, moglabym zostac korektorka :) Ale chyba jednak nie, bo sie na przecinkach i innych takich nie znam!
OdpowiedzUsuńCiekawe, ze pisane bledy niemieckie tez wylapuje, jestem 100% wzroowcem, co mi tu nie pomaga, bo jak nowego slowa nie zobacze, to nie zapamietam :(
Chusta ma piekny kolor (jest w rzeczywistosci taka krwisto czerwona?), poncho bym uszyla :)
Zapraszamy do klanu. Ja z przecinkami mam trochę na bakier, ale nie aż tak, żeby mi to przeszkadzało w życiu :D Zatem masz to, co ja. Też jestem wzrokowcem i widzę błędy w obcych językach, choć ich nie znam :D Znaczy się, literówki, bo do gramatyki i składni nie aspiruję nawet w tych obcych, które znam, bo znam je za słabo. Ale literówki zawsze widać - coś zgrzyta :) Chusta pozostanie chustą, nie chce mi się nic robić, a za przeróbkę za dużo bym zapłaciła. Mam już dwa poncha i płaszcz poncho, więc starczy (starczy to jest uwiąd :P )
UsuńMoja Młodsza lubi takie olbrzymy,dla mnie rozmiar takich szali jest za duzy,bo nie znajduję zastosowania, chust,szali uzywam do omotania wokół szyjiwiec muszą byc mniejsze trochę,chyba,że bardzo cieniutki,mam taki jeden i jest rewelacyjny .
OdpowiedzUsuńPizdzi u nas dalej, slonce,niby cieplej,ale i tak trzeba sie ubrac coby nie przewiało.
Kotecka tez spostrzegłam , hahahah, od razu mi sie przypomina typowy błąd wielu dzieci-kordła.
Zrobię sobie z niej namiot i schowam się, jak mi życie dojedzie. Tak, lato, a za chwilę zima, niefajnie. Ja mówię kordła dla zasady, bo lubię, nie że nie wiem, jak jest poprawnie. Wiele wyrazów na swój prywatny użytek przekręcam, ale kto bogatemu zabroni.Jednak oficjalna tablica informacyjna w przychodni, a moje prywatne wygłupy to dwie różne bajki. W domu zawsze mówimy zmieniaczki zamiast ziemniaczki, bo jeden z chłopców, dziecięciem będąc tak przekręcał, dupomirki, zamiast pomidorki, ale to takie tam zabawy, żeby życie było weselsze :D
Usuń