dzień, Kochany Pamiętniczku :)
Normalny.
Pobudka, kibelek, kąpiel, śniadanko, necik w czasie suszenia już prawie łysej główki, po której nikt już nie głaszcze.
Manhattan, Biedronka (ostatni zbiór naklejek na Słodziaki), dom.
Rosołek nastawiony.
Wynoszenie śmieci z odwiecznym wzdychaniem, że po co było w pocie czoła rodzić, skoro i tak trzeba samemu dygać z kubełkiem...
O...
Nasze "dyganie z kubełkiem".
Radio Pogoda i od razu sprzątanie jakoś tak raźniej idzie, nawet dupę z podłogi podniosłam, też mi osiągnięcie.
Wizyta siostry żony Inżyniera ze Słodziakiem i resztką naklejek.
Narzekała na rodzoną siostrę bardziej niż ja na moją Synową (to jedna i ta sama osoba, jakby ktoś nie zajarzył, znaczy się moja Synowa).
Były inne opcje na Kalafiorkównę, ale teść Inżyniera ma na głowie i leżącą teściową, którą może podrzucić jej osobistym dzieciom, które się do opieki nad nią nie kwapią, i psa.
Jak wiadomo, pies jest najważniejszy, ale psa nie ma na kogo zwalić.
Zatem padło na mnie, bo nie mam ani psa, ani kota, ani nikogo innego na karku.
Badylki się nie liczą, a i moje marzenia też nie.
Nevermind.
Śmieszkowanie śmieszkowaniem, life is brutal and full of zasadzkas.
Zapowiadają ocieplenie aż do 20 stopni na Wszystkich Świętych.
Kolumny rządowe dalej sieją postrach na drogach, a kolejne newsy zapowiadają w roku 2020, czyli wkrótce, latające samochody.
Tak więc nie tylko będę musiała patrzeć, czy ktoś nie pała żądzą rozjechania mnie na pasach, gdy kuśtykam z wózeczkiem, jęcząc pod nosem: olaboga, znów pod górkę, ale i będę musiała patrzyć w górę, czy ktoś w ten głupi, łysy łeb nie wjeżdża?
Carramba...
A jeszcze nie tak dawno leżałam nad glinianką na ręczniku i marzyłam o...
No właśnie, gdzie jest, kurwa, ten na białym koniu?
Z którym miałam żyć długo i szczęśliwie, jak to w bajkach?
Pomaszerował w siną dal, w siną dal...
Ale życie i tak jest PIĘKNE :)
and kopas w dupas... :)
OdpowiedzUsuńnicka
No jak kopas w dupas, to wychodzi ostry seks. Niektórzy lubią hardcore ;)
UsuńAle takie jest życie, cóż począć :D
Ale że psa chcą Ci wcisnąć??? Nie zgodziłabym się! Gdybyś chciała mieć psa to byś sobie sprawiła :) To duża odpowiedzialność i trzeba potem sobie radzić (mam na myśli teścia Inżyniera).
OdpowiedzUsuńJa wyjeżdżam na daleki wschód na WŚ (pociągiem) i pewnie będę musiała wziąć duuuużą walizkę ze wszystkimi kombinacjami ciuchów, ciepła kurtka i kozaki i pantofle z prochowcem...
Pozdrawiam Cię serdecznie :)
Wyjaśniłam jasno przy poście Stardust, bo od dołu zaczęłam :)
UsuńSpokojnej drogi i spokojnego powrotu. Dobrze, że pociągiem, bo samochodem to horror o tej porze roku i jeszcze te śmigające kolumny rządowe...
Pozdrowionka, ja zostaję pilnować wioski :P
Skomplikowana sytuacja z tym psem :)
UsuńJa w zasadzie jadę pociągiem do siostry do Torunia, a potem jedziemy we dwie samochodem na dalekie Mazury :) Mam nadzieję, że kolumny rządowe nas ominą, bo lubię jazdę z moją duuużo młodszą siostrą, zawsze jest wesoło i nadrabiamy zaległości w gadaniu. Dziękuję za miłe słowa :)
Nie no,na odwrót Grażyno, psa nie wcisną, tylko wylatać ex ruda musi, bo własnie nie ma obciażeń.(musi,niem usi,ale poleci)
OdpowiedzUsuńTo kiedy wzbijesz sie w nieboskłon Jedzuchno?
Moze zycie i piekne,ale na razie nie zauwazam zbytnio,tak jestem przytłoczona wszystkimi sprawami, odsypiam teraz , budze się i niestety, to nie sen, chociaż póki mogę,i jestem dalej od szpitalnej codziennosci, nieco mniej myslę i nie wałkuję tematu,musze byc egoistka,bo inaczej szlag mnie trafi.
Dobrze zrozumiałaś, Doro :) Na miesiąc lecę, niestety, w sumie na ponad miesiąc. Carramba... Myślę o Tobie, masz Ty pod górkę :*
UsuńA tego psa to Ci chca podarowac tak na stale, czy czasowo? I czy Ty palasz checia posiadania psa? moze od tego nalezaloby zaczac.
OdpowiedzUsuńNie. Nikt mi psa nie wtyka. Kombinowali, żeby teść Inżyniera pojechał, on ma rękę do małych dzieci, jest wdowcem i emerytem niepracującym. Ale teść Inżyniera ma pod opieką leżącą teściową (swoją teściową, nie żonę). Zatem można ją oddać pod opiekę jej rodzonych dzieci, które się do tego nie kwapią. Musiałyby się jednak matką zająć. Oprócz teściowej gość ma na stanie psa, zostawionego w spadku przez moją synową. Psa nikt nie weźmie, a do schroniska nie oddadzą nawet na miesiąc, bo to zbrodnia. Babcię można gdzieś podrzucić, ale psa nie. Nie ma opcji, że ja bym wzięła psa, albowiem ja niezwierzęca jestem, nie ma mnie w domu czasem po 12 godzin, pies jest bydlę i ma cukrzycę, trzeba mu zastrzyki robić. Więc nie ma takiej opcji :) Skrótowo napisałam i niejasno :) Absolutnie nie pałam chęcią posiadania jakiegokolwiek żywca. Aczkolwiek zanosi mi się na miesiąc z kotami. Wrócę jako kanonizowana pewnie :D
OdpowiedzUsuńDzieki za wyjasnienie. Sytuacja nieciekawa, ale wazne, ze nie dasz sie w to wrobic tym bardziej, ze pies jest chory a to juz i obowiazek i odpowiedzialnosc.
Usuń