Niedziela była maratonowa, fotek strzeliłam 400, ale... nie chce mi się obrabiać i wrzucać, w sumie maraton jak co roku, fotografowany w tym samym miejscu. Wrzucilam część na fejsa i amen.
Zamykanie gładko poszło w miarę, nie licząc zwykłych nerwów, a co tu jęzor znów strzępić. Jakby się naparli na głupie błędy, aż gacie opadały z hukiem.
W środę przyleciał Pierworodny i w domu musiał na mnie czekać, nie było siły, żebym wyszła. Po staremu, uszykowałam mięso i warzywa, dorobił pyry i nakarmił się sam, jeszcze dla matki zostawił.
A jaki bogaty przyjechał, na ten tydzień miał całe 300 zł, ojapierdolę. Ale PEKĘ ode mnie wziął, bo... zgubił gdzieś tę, co mu dałam, no i...
Kto płacił za przejazdy?
W czwartek pojechał na ten kurs i egzaminy. Miały być płatne po. Ja akurat zamykałam. Messenger: czy mogę zapłacić za kurs.
Fakturę miał od paru dni, no ale po co, ja powinnam mocami nadprzyrodzonymi ogarnąć całość.
Więc płacę, z pracowego komputera, czego nienawidzę, wydruk i skan do niego.
Małe miki, co nie?
Wiem już, że nie wyjdę wcześniej, więc mówię: jedź do domu.
Zdaje egzamin i nie jedzie. Zostanie w mieście.
Umawiamy się na dworcu, bo trzeba bilet kupić na piątek do K.
Kupuję bilety, idziemy do knajpy na obiad. Myślałam, że chociaż raz zaofiaruje, że zapłaci za obiad, ale nie. Za to wybiera najdroższe danie z karty. Trudno :p Życie.
Na wieczór proponuje piwo. Kto kupuje piwo? Matka.
W domu reflektuję się, że nie wypłaciłam kasy, zapomniałam, a w K. nie wszędzie są bankomaty. Więc pytam, czy pożyczy mi 100 zł.
Nie ma. Zrobił zakupy "bo dzieciom się będzie podobało". Nawet nie pytam, co kupił.
Za bilety do K. płaciłam oczywiście ja, a któż by.
Jedziemy do K. W sumie... Lepiej, jak jadę sama.
Jestem przy nim milczkiem (znający mnie osobiście uśmieją się, jak i milczenie to niekompatybilne jest). Ale on gada i gada, na dokładkę znam już na wylot całą angielską politykę i monotemat: bo tu w Polsce, bo w Anglii.
Oczywiście, w PL wszystko jest źle, za to w UK cót, mjut i ożerzki.
Kurwa mać.
I drze się, jak stare kalesony na płocie. Nie, że ja niedosłyszę, on się tak zawsze drze, wszyscy go stale o to opieprzają, ale on tak ma.
Czasem wstyd z nim być w środku lokomocji publicznej.
No nic.
W pociągu, a jakże, kotecek
W K. wita nas
dojeżdżałam nią 8 lat do szkoły, teraz rdza ją żre.
K. przepiękny jak zawsze
Na cmentarzu grób moich Umarlaków osobistych spoko, koleżanka dba, tylko umyć i nówka nieśmigana. Za to grób Dziadków i Cioci woła o pomstę do nieba, zarośnięte chwastami ścieżki - wynieśliśmy dwa 60-litrowe worki śmieci.
Gotuje się we mnie.
Kurwica mnie bierze.
Płytki wokół grobu się chwieją. Gówno zrobione. A jakże, Lucy była, wsadziła badyle (brzydkie) do wazonu i poszła w pizdu.
Pisałam do niej przed wyjazdem, ale powiedziała, że nie ma czasu. W wyborach bierze udział, kandyduje. Olałabym, gdyby płyta była brudna, ma jeszcze czas do Wszystkich Świętych, jest na miejscu. Ale reszta? Palcem nietknięte, a ona "nie ma czasu".
W mordę jeża.
Odnawiam litery na obu grobach, Pierworodny walczy z chwastami. W sumie on tylko chwasty ogarnął, ale ja bym z tym nie dała może sama rady. Wywalam kwiaty wszystkie, wstawiam świeżo kupione i mam na resztę wyjebane. Grób nie choinka, jest czysty, kwiaty świeże. Daję za nie w sumie 60, Lucy posłałam 50 na jeden grób.
Kurwa.
Te dwa czerwone to moje.
Idziemy na obiad, a po drodze
Dobra zmiana, co nie? Tak będzie.
Cristal na szczęście nie ma stypy i zjadamy
Nie da się opisać. Smaku. Pierworodny nie żałuje sobie, dodatkowo zupa i przystawka i nawet jak na K. wychodzi mi solidny rachunek. Jego już na to nie stać :D
Wracamy, bilety z mojej kieszeni, więc w sumie za podróż zapłaciłam dużo więcej, ja mam zniżkę, on nie. Mam teraz tyle czasu, że nawet te chwasty ogarnęłabym sama, no ale doceniam pomoc mimo wszystko. Żeby tylko nie trzaskał tak dziobem "ale mamo, ale mamo"huczy mi w głowie i tęsknię za playlistą...
W sobotę Manhattan. Pierworodny chce do fryzjera i kupić rajstopy dla MW. Ja przedtem kupiłam jej bardzo drogą bluzę "bo MW będzie się podobała" i zapowiedziałam, że stop, bo to drogie. Sobie takich drogich rzeczy nie kupuję., a przecież ja parę lat ponoszę, a ona wyrośnie. Oczywiście nie ma portfela. Mamusia płaci za fryzjera i za rajstopy. Za rajstopy 40 zł. Japierdolę.
SMS.
Musi wrócić do pracy we wtorek (miał być w PL do środy).
Nieporozumienie z urlopem. Zastanawiam się, czy sam nachamęcił, czy tak jak mówi, szefowi odbiło. No nic, musi wrócić. OK. Mówię, że nie ma sprawy, przeżyję, że nie zrobił nic, co miał zrobić. Życie.
Przebukowany bilet droższy jak poprzedni w obie strony, trudno :) Na szczęście płaci sam, inna bajka, że moją kartą, bo swojej nie ma, bo coś tam, coś tam. Jego żona poszła do banku bez dowodu i też nie ma pieniędzy, ale ma pretensje, że jej bank nie załatwił.
Nie załamuję się.
Po fryzjerze kąpiel i to zaraz już. Rozumiem, też tak mam. Ale kąpiel z telefonem trwa godzinę i ucieka nam autobus, pasujący. Następny za godzinę.
Dzwoni Synowa. Jakiemuś ich znajomemu ukradziono w UK rower wart 7 tys. funtów. Rower odnalazł się w... Poznaniu. Czy Pierworodny może zadzwonić na podany numer oficera prowadzącego, odebrać rower i przetransportować go samolotem do UK? Włosy stają mi dęba na głowie i już nie opadają, człowiek, który potrafi własne dziecko wieźć samolotem z nieważnymi dokumentami ma przewozić sprzęt wart 7 tys. funtów? Jeżu kolczasty... Na szczęście polska policja staje na wysokości zadnia i nie odbiera w sobotę telefonu na posterunku w Tarnowie Podgórnym... Nie pytajcie mnie, dlaczego tam, niebiosom dzięki.Post factum okazuje się, że sprawa jest nadal w toku i na pewno by mu tego roweru nie wydali na piękne oczy :P Dzięki bogom partii i nawet prezesowi :)
Jedziemy do M. na grób Eksa.
Idziemy na autobus.
Kawiarnie zamknięte, już po sezonie.
Autobus za 4 godziny, rozkład w necie nieaktualny.
Idziemy na dworzec.
Pociąg za 3 godziny (a Kierownik Budowy mówił, że co pół godziny jeżdżą, kurwa mać(.
A ja w sandałkach, a zaczął wiać mroźny wiatr.
I Pierworodny wciąż nawija o kolejach w UK, o prywatyzacji, nacjonalizacji i innych chujach-mujach.
Baran wie, o czym mówię :)
Za bilet (dwa razy droższy niż na MPK) płaci znów mamusia.
Na szczęście obiad mamy w domu, ale zmachana jak koń po westernie to ja go gotuję. Bo Pierworodny, i owszem, chętnie, ale...
Sprzątanie bajzlu, to wolę sama ugotować :D
A w M. na dworcu: Romeo został przy pustym stole, Julia odeszła, choć nie ta sama, w XXI wieku też przeżyć można mistrza Szekspira klasyczny dramat :)
Mieliśmy jeszcze jechać do Castoramy po części do napraw w łazience, ale mówię nie, bo mnie już wszystko przerasta.
Dobrze, że niedziela niehandlowa, bo miał jeszcze buty kupić, a że nie ma kasy, to ja bym płaciła.
Wiem, głupia jestem, ale...
To moje dziecko, nie tak wychowywałam.
I na dokładkę cały czas jedzie po Inżynierze jak po łysym psie, że to źle, ze to niedobrze, że on by inaczej zrobił.
W końcu wybucham i mówię, że ma się odjaniepawlić od Inżyniera.
Jeżeli robi źle, robi źle na własny rachunek. Że ja nikomu nie wytykam nic, oni też robią jak chcą, chociaż niekoniecznie mi to odpowiada.
Focha się, ale nie na długo, bo przypomina mu się nagle, co Elżbieta II powiedziała.
Ojapierdolę.
Rano wybory i spacer.
Taka badziewną fotkę mi trzasnął, bo był zajęty tłumaczeniem mi reguł głosowania w UK.
I tak politycznie spacer nam minął.
Nie licząc małych przyjemności.
Obiad poszłam gotować, a Pierworodny spać.
A potem kurcgalopkiem na lotnisko.
Zadowolona jednak byłam, że odleciał w niedzielę, a nie w środę, tym bardziej, że pogoda się schrzaniła, bo oszczędziłam sobie i nerwów i martwienia się, czy doleci.
Nie, że nabałaganił, starał się, ale...
Wiecznie zajęty kibel, bo siedzi w nim z telefonem.
I te drobiazgi, których mój staropanieński mózg już nie cierpi.
Podsumowałam finanse: w 5 dni wydałam ponad 1200 zł.
Japierdolę.
Nieważne.
Ale ani jednego dziękuję nie usłyszałam, jak dojechał i rozdał wszystko "co dzieci by chciały". A coś we mnie pękło.
Potem okazało się, że teleskop od Inżyniera za niebagatelną kwotę, o którym "marzyła MW" i dostała na Gwiazdkę stoi nieużywany, bo nie.
A co się nasłuchałam, że na nowe mieszkanie teściowie im z Polski meble wyślą, nowe, tu kupione, to moje.
Nie, nie kupię im nowych mebli.
Moja równowaga finansowa poszła się jebać, jeszcze muszę kupić walutę. Nie stać mnie na nowe meble dla siebie, a co, nie można mieć używanych? Ja mam 60-letnie i dobrze.
Oddałam co do centa, co dał na remont.
Nie mam żadnych zobowiązań, Pierdolę.
Żebym chociaż dziękuję usłyszała, ale nie.
Nieważne.
W poniedziałek warzywka i w redakcji czekała na mnie sówka.
Bo lubię sówki.
Bo chciałam taką od dawna mieć, niefortunnie zamówiłam teraz, bo mogłam bez niej żyć, ale trudno :)
Piękna jest, co nie?
A tak wygląda wieczorem...
Wrzuciłam na fejsika.
Synowa, że Mala Wiedźma o takiej marzy...
Pierworodny, że wnuki też chcą.
Posyłam linka, robi to żona mojego kolegi.
Cisza.
Piszę, że chcieć mogą. Piszę do Pierworodnego, że mogą sobie kupić, ma uzgodnić z żoną, a ja zamówię wzór, jaki wybiorą.
Cisza.
Trudno, muszą znaleźć innego sponsora.
Dziś przychodzi certyfikat SEP. Piszę do Pierworodnego, każe otworzyć kopertę. Certyfikat jest po polsku, nie ma w nim słowa, że jest ważny na terenie UK. A miał być tłumaczony na angielski i ważny na całą UK. Kręci, jak zwykle, że nie płacił za przetłumaczenie, że będzie zdawał z tym egzamin w UK. Wywnętrzam się na Inżynierze, bo na kimś muszę.
Znów kłamie i kombinuje.
Że mu w SEP przetłumaczą.
Przecież to musi być tłumaczenie przysięgłe.
Ale w sumie, co mnie to?
Zastanawiam się, czy warto było mu dawać tę kasę?
Nie musiałam, ale jak widzę, że to dalej o kant dupy...
Nieważne.
Wyłączam się, jadę do Castoramy.
Kupuję klapkę do papieru do dupy, bo znów padła i kołki do półek.
Kołki nie pasują, nie ma dłuższych.
Wkręcam w szafę śruby czy jak to się zwie. Przechodzą na drugą stronę, ale zabezpieczam. Pierdolę. Półka się trzyma, w szafie porządek.
Nic na siłę, wszystko młotkiem.
Zajmę się przez najbliższe dni sobą. Może pojadę do Eksa zobaczyć, może nie. Za zimno, żeby tam łazić godzinami po tej pipidówie. A powrót jak loteria. Spasuję, Świeczkę mu, jak i innym Umarlakom tu zapalę, gdzie jestem.
Trudno.
Ukradną wieniec, to ukradną.
Leży tam też ich ojciec. Oni wszyscy mają samochody. Szwagierka, która dotąd dbała o ten grób wyniosła się w Bieszczady.
A ja?
Pierdolę.
Eks wie, że byłam.
A resztę mam w dupie.
W poniedziałek piszę do Lucy, że sprawę odstąpienia grobu uważam za otwartą. Że chociaż powiedziałam tak od razu, to jednak sprawa jest otwarta i chcę z nią porozmawiać. Bo nie podoba mi się to, co zastałam na cmentarzu. Że na pomniku nic nie jest ruszone (na wiosnę kafelki nie latały, ale miała przymocować wazon i odnowić litery), że to jednak ja płaciłam za pomnik i nie zostawię grobu ot tak, na poniewierkę i niedbanie, bo obiecałam Cioci, że będzie zaopiekowany. Ze się starzeję i siły już nie mam jak kiedyś. Że zapraszam do rozmowy. Odpisała, że ona ma dużo pracy, że nie zdążyła jeszcze posprzątać, a poza tym ma całą masę grobów na głowie. I że nie było rozmowy i mam zapomnieć.
Już zapominam cię, jak się zapomina sny :)
Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Inżynier napisał, że dobrze, ze zatrzymałam groby w swojej jurysdykcji.
Sondę zapuściłam w okolicy, może się uda.
To chyba logiczne, że nie będę płacić za grób dla kogoś, kto o niego nie zadba, a chce za frico i miejsce, i pomnik.
Tam wystarczy tylko płytę z napisem zmienić, a jaką ja mam gwarancję, że nie wywali i Dziadków, i Cioci?
Mam listy, w których Ciocia żali się, że ona jej nic nie pomaga. Obie byłyśmy jest chrześniaczkami, a wszystko zapisała mi. Miałyśmy wspólnego dziadka i inne babcie, ja jestem od tej babci od Cioci.
No ale tam, gdzie w grę wchodzi kasa, zawsze są jakieś wąty.
Koleżanka napisała mi, że Lucy ma złą opinię. Że lekceważy ludzi, gardzi nimi, nie tak, jak jej ojciec.
Ano, widocznie wyżej sra jak dupę ma.
Zatem grób zostaje na mojej głowie.
Czasem od przybytku głowa boli, co nie?
A tu jeszcze 12 listopada wolny, ciekawe, jak to wpłynie na nas, bo mieliśmy na ten dzień zamykanie. Jak się przesunie wszystko, nie wiem, co będzie z ogarnianiem i wylotem.
Jedno wiem, co ma być, będzie.
Na razie leluje pachną jak szalone i nie mam ich gdzie wyeksmitować na noc, bo na balkonie już za zimno i za wietrznie jest :)
Ja na 12 miałam ważne badania i co...gówno.Jak zadzwoniłam do nich to powiedzieli,że niestety na razie nie mogą ustalić mi innego terminu,bo na ten rok już nie ma i mam się dowiadywać po 10 stycznia.No to k.... zaj...... jest,prawda?
OdpowiedzUsuńMyślałam, że do końca roku pewne sprawy mi się wyjaśnią,a bez tego ni chu chu. No ale dobra,za rezonans sobie sama zapłaciłam to może to też,no przecież co ,stać mnie prawda?prawda.Akurat!
Sowa jest genialna😚😚😚,sama bym ja przygarnęła,bo uwielbiam sowy.
A resztą się nie martw,bo to wiadomo,jest zawsze inaczej niż byśmy chcieli i inaczej niż się umawialiśmy... Ja już wiem,że kiedyś sie(może) do tego przyzwyczaję😉😂🤣
Ha ha i sama namieszałam,bo okazało się dzisiaj,że to jednak trochę inaczej jest.Dostałam wiadomość,że moje badanie zostało przełożone,A termin do ustalenia,ja się wściekłam, zadzwoniłam,a Pani,z którą rozmawiałam zrozumiała,że to ja odwołuję wizytę i dlatego kazała dzwonić po 10 stycznia.A dzisiaj zadzwoniła ta Pani,z którą pierwotnie ustalałam termin i okazało się,że to wgl z innego powodu muszą przełożyć to badanie.Przeprosiła za zamieszanie i niejasną informację itd.
UsuńUff,A ja już klęłam na męża,że G.... warte to jego jakieś tam lepsze ubezpieczenie,że wcale nie mamy krótszych terminów,a jednak...
Chociaż i tak chyba nie wszystko będą robili tego dnia,nie wiem.Wazne,że jednak w tym roku mam szansę dokończyć wszystkie badania.
Cieszy mnie to, że się wyjaśniło Twoje badanie. Tak w ogóle, odkąd władzę objęło w tym kraju PiS, dawniejsze Porozumienie Centrum, nic już nie jest normalne. Z nadzieją na znormalnienie pozostaję i trzymam za Ciebie kciuki :)
UsuńSowę i inne zabawki, równie piękne (gdyby nie dno w szkatule, zaszalałabym) można znaleźć na http://bebowarobota.blogspot.com/
UsuńJeśli ktoś chętny, będę wdzięczna na niepowoływanie się na mojego bloga :P
Dałabym się tak w chuja zrobić tylko raz i nie tyre razy w ciągu kilku dni.... Szlag by mnie trafił już drugiego dnia...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :-)
No to ja twarda jestem. Nie trafił. To jest moje dziecko, a tutaj tylko żółci ulałam. Tam wychowałam to mam :) Chociaż wychowywałam identycznie. Jedno ciasto się udało, drugie nie :P
Usuń
Usuń:-)
Nie gniewaj sie Jedzo, ale ja naprawde nie rozumiem Twojego syna. I bardzo mi przykro, ze nawet nie uslyszalas "dziekuje":((
OdpowiedzUsuńUwazam, ze nie powinnas sie godzic na takie naciaganie. Tu nawet sto razy wypowiedziane slowo dziekuje nic by nie zmienilo. Glukoza
UsuńJa jego też nie rozumiem. Ale... jest specjalnej troski i tak już zostanie.Wiem o tym i ja, i Inżynier. To się nazywa rodzina... Życie :D Niepotrzebnie jest Ci przykro, to nie Twoja wina Stardust :)
UsuńGlukoza, ja też się nie godzę. Ale bywa czasem. a blog jest miejscem, gdzie mogę się wywnętrzyć. Gdzieś muszę. Potem jest mi lżej...
UsuńPodziwiam, bylas jak skala, ale do k..nedzy, to przeciez dorosly chlop! No nie bede sie dalej wyrazac :)
OdpowiedzUsuńSkad ty leluje wzielas w pazdzierniku (prawie listopadzie)?
Sowe tez moglabym przygarnac, ale takich nie widzialam :)
Kupilam sobie drewniana tacke, mala, i ozdobie i postawie trzy swieczki, tyz bedzie ladnie swiecic :)
Piotruś Pan. On nigdy nie dorośnie. Nie, że jest zły. Jak mu powiem, że ściągnę z jego konta, ucieszy się. Bo zapomniał. Ale może ze mną jest coś nie tak? On,jak mój Eks, z tych upośledzonych. Mam jak matka Eksa.Zawsze w obronę brała to najsłabsze kurczę. Z Inżynierem pogadam, wypunktuję, znajdę wyjście. Z Pierworodnym jest jak jazda na diabelskim młynie.
UsuńDobrze wiec, ze masz dwoch, jakos sie to rownowazy :) Ja jak sie na jedynaczke obraze, to juz nikt do mnie nie zadzwoni! :(
Usuń