wtorek, 2 października 2018

Koniec

świata blisko, Kochany Pamiętniczku.
Zadzwoniłam. Ja. Do obcego.
Kurwa.

Ale po kolei.
Polazłam wczoraj po te butki, ale nawet w firmowym sklepie Riekera ich nie mieli, a nie uśmiechało mi się latanie po wszystkich sklepach w mieście, zatem kupiłam kajaki.
Bo to są kajaki :)


Ale o to chodziło, bo te, które mam, są OK, ale jednak jak posiedzę osiem godzin, cisną. A w tych mam luz i są rzepy, więc żaden problem je poluzować. Fakt, mam w pracy sandały, ale czasem nie mam melodii na zakładanie sandałów.
Teraz torebka, ale to kiedyś tam.
Nie poszłam dziś po te aparaty, bo nastroju nie miałam, pospałam ładnie, w końcu mam wolne i nie muszę wszędzie latać z wywieszonym ozorem.
W markecie już grzeją jak na trzydziestostopniowe mrozy, więc choć tylko w poncho i tych butkach, wylazłam zlana ja siwa mysz latająca po kościele za kawałkami świecy.
Wchodzę do chaupki i - gorąco mi.
Zakręcam kaloryfer w małym pokoju, potem w dużym i w dużym od razu kap, kap, kap...
No to sruu, badyle do wody, żeby nie umarnęły w upale, artykuły z masarni do lodówki, żeby nie zaśmierdły w tym gorącu i wio koniku, do spółdzielni.
Grzecznie rzekę dziyń dybry, a biurwa na mój widok wygląda, jakby się octu siedmiu złodziei opiła.
Mówię, że cieknie. Wzdycha.Telefon. Dzwoni i mówi: hydraulik będzie za parę minut. Upewniam się, dziękuję, miłego dnia życzę, bo ja nawet biurwom pierdzistołkowym dobrze życzę i wio koniku do domu. Kurcgalopkiem, no bo parę minut. W popłochu wciskam aparaty na uszy, bom właśnie je umyła (wkladki od aparatów, uszy umyłam rano) i siadam pod domofonem. Siedzę tak godzinę i mnie szlag. Bo ile można, kurwa, siedzieć nic nie robiąc (moja E. mówi, że ona może tak cały dzień, ale ja, kurwa, po pięciu minutach jestem chora). A na zegarze nieubłaganie druga. A oni pracują do 15. Więc biorę to narzędzie szatana w dłoń, słuchawki w uszy i dzwonię do hydraulika. Mam numer, ja wszystkie numery mam, tylko ja NIE DZWONIĘ. No ale dzwonię i o dziwo, odbiera. Więc pytam, co z tym moim kaloryferem będzie. A co, dalej cieknie. Cieknie, cieknie... To za parę minut będzie. Jeszcze zdążyłam zapytać, czy wejdzie bez domofonu, a już się rozłączył.
Kurwa.
Wiem, wiem, normalnie słyszący też czasem nie słyszą przez telefon, ale ja mam traumę i chuj. 
Po 18 minutach dzwonek, a już w blokach, startować do spółdzielni chciałam. Klucz francuski miał. Też mam, ale nie obsługuję, nie mam opcji w programie mnie.
Pokręcił, odkręcił, zakręcił, pokręcił i rzekł, żeby miskę trzymać, bo czy będzie ciekło, to się jeszcze okaże.  Jak się okaże, że cieknie, trzeba będzie wymienić zawór. To nie mógł, kurwa, przyjść z zaworem, zapytać, czy chcę wymianę i wymienić (bo synowa do mnie jak do dziecka: ty chcesz nowy zawór, a ktoś może nie chcieć). Zawór kosztuje od 20 zł w górę i jak mam sobie zaoszczędzić kolejnego czekania na "za parę minut będę", to wolę opcję nowego zaworu. A nie miskę pod zaworem i latanie i pilnowanie: kapie, nie kapie.
Kurwa mać.
(Limit brzydkich słów na dziś wyczerpany).
A gdy "za parę minut" poszedł, tom zaszalała w kuchni i tak

powstała von Trupka, bo w galerii jest nowy, świetny mięsny sklep i mają tam von Trupkę, której nigdzie upolować nie można. I garmażerkę mają wyśmienitą. Szare kluski są.
Więc (wiem, nie zaczynamy zdania od więc, ale kto korektorce zabroni?) była rzeczona von Trupka, pyrki duszone i kapustka zasmażana, a koleżanka na fejsiku podpowiedziała, coby do von Trupki dodać gruszkę. Next time, pewnie jak Pierworodny wleci, bo on fanem jest, a von Trupka nie jest najzdrowsza, no ale raz na jakiś czas. W sumie życie też jest niezdrowe i czekanie na "za kilka minut" godzinami też.
A potem odbiło mi do reszty i mam

Te duże kawałki to jabłuszko, było tak twarde, że się nie dosmażyło do reszty. W środku jest cebulka, czosnek, jabłuszko i majeranek.
Ostatnie badania naukowe udowadniają, że masło i smalec to najzdrowsze tłuszcze.
I coś w tym jest, bo przecież lata całe i pokolenia całe to jadły.
A kto tam słyszał o margarynach, masmiksach i innych cudach wiankach?
Jedzcie dorsze, gówno gorsze :P

16 komentarzy:

  1. Pierwsze slysze, ze watrobka niezdrowa???? niby dlaczego??? ja pozeralam masowo watrobke jak mialam zapotrzebowanie na podniesienie wartosci krwinek roznistych.
    Nie przepadam za watrobka, chociaz potrafie ja zrobic, bo moja mama byla naprawde dobra w te klocki. Mnie osobiscie najlepiej smakuje watrobka drobiowa z jabkiem, cebula i piwem.
    Ale z piwem jak ze smalcem - zawsze wszystko lepsze:)))
    Nigdy w zyciu nie kupilam margaryny, jade tylko na masle i to amishowym:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jablkiem oczywista - pozeram ostatnio strasznie literki:))

      Usuń
    2. Osobiście nie powinnam jeść von Trupki, ze względu na dnę. Ale raz na ruski rok nie zaszkodzi. Podroby są ogólnie niezdrowe, bo kumulują metale ciężkie, więc należy je jeść z umiarem. Wolę wieprzowe, z drobiową za dużo cackania się, a i kiedyś u teściowej trafili w niej na salmonellę, więc jednak wolę wieprzową :) Lata całe używałam margaryny, bo... zawsze była miękka, nie tak jak masło. Nie tej do pieczenia, ale tej do smarowania, jak tylko się pojawiła na naszym rynku. Nawet mi to dziecko wyszczekało kiedyś, że margaryną karmione, a nie masłem. Ale wtedy wszystkie media trzeszczały, że li i jedynie margaryna...

      Usuń
    3. mamy i my za sobą etap masmixsów za sobą,a moja mama namiętnie na margarynce podsmazała pierogi czy ogónie omaszczała i odgrzeala dania. No takie były czasy, a dawniej to znów tylko smalec.Obecnie w odmu uzywam wielu róznych tłuszy,oleju,masła,smalcu,oleju kokosowego, w zależnosic od potraw.

      Usuń
  2. Uśmiechnęłaś mnie ostatnim zdaniem, dziekuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hasło z mojej młodości... Bo mięsa nie było wtedy za dużo i lansowano ryby. Teraz kupić dobrą rybę to sztuka, a mięsa jest od cholery trochę :D

      Usuń
  3. Pewien polski dziennikarz zapytał ukraińskiego, żywotnego bardzo stulatka, jaką dietę stosował, że w tak dobrej formie wiek swój osiągnął. - Bo ja, panie, całe życie słoninę jadł- odparł zapytany.
    - Jak to, słoninę? A cholesterol?
    - Panie, cholesterol, to taka zaraza, co się w zachodniej słoninie zalęgła, w ukraińskiej jej nie ma!
    Ot i cała prawda o zdrowym jedzeniu. ;-))

    OdpowiedzUsuń
  4. u mnie wątróbka z cebulą i brązowymi pieczarkami oraz zasmażaną tzw. wigilijną kapustą ze słoika dzień drugi była...... mniam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smacznego :) Z pieczarkami nie robiłam, zrobię dziecku :)

      Usuń
  5. Ja to jednak jakaś tępa jestem... patrzę von Trupka i myślę i nie wiem co to...
    No ludzie kochani😆😂🤣 masakra
    Muszę się umówić z moimi kobitami żeby mi zostawiły jak będą miały ładną. Ja tylko drogową i tylko z cebulką.
    Co do butów to masz oko i myślę,że trochę Ci posłużą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. LOL :) Więc mnie więcej wiesz, jak mam w pracy. Czasem też dostaję takie dziwolągi i ni cholery nie wiem, co autor miał na myśli :)
      Kiedyś chyba Zmorka to wymyśliła, bardzo mi się spodobało :)

      Usuń
  6. Musze kiedyś przygotowac według Twojego przepisu, bo serwuję tylko z cebulą.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja pamietam tez tylko z cebula i nawet chyba lubilam? No i na masle, oczywizda :))) Moze bym tu kupila i usmazyla???? Hmmmmm…
    Butki wygladaja na wygodne, takie sie ceni :)
    A hydraulika (jak tez elektryka i mechanika i...) mam domowego, zaprzyjaznionego, nawet o polnocy naprawi, jakby co! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę. U mnie na polu fachowców absolutna posucha i jestem z tego powodu bardzo nieszczęśliwa. Póki chłopcy byli, ogarniali wszystko, ale teraz nędza z biedą i same kiblotłuki...

      Usuń