niedziela, 30 września 2018

Chodzi to

za mną, Kochany Pamiętniczku i otrząsnąć się z tego nie mogę.
Wciąż to mi stoi w oczach.
Czy powinnam coś zrobić, skoro mienię się człowiekiem, aczkolwiek przez małe c?

W sobotę wracając z M1 (będę dokładna, bo jak dopadnie mnie skleroza znów to zobaczę), na przystanku za Piaśnicką zobaczyłam jego.
Biorąc poprawkę na wszystko, na alkohol, narkotyki, inne takie tam...
Mógł być jednym z moich synów.
Siedział na ławeczce, miał nienaturalnie wygiętą rękę. Lewą. Już w zimowym stroju, łącznie z czapeczką na głowie. Wiedziałam, że śmierdzi jak cholera i że jak wsiądzie na tym przystanku, wysiądę na Katowickiej. Nie wsiadł, nie zdążył zarzucić szelek szeroko otwartego plecaka na ramiona.
Dojechałam do Posnanii i poszłam szukać butów.
Nie znalazłam. Nie wiem, ile tam byłam, ale z godzinę na pewno.
Siedział na przystanku przy Posnanii.Wstał. Kulał. Śmierdział tak, że na pewno nie dojechał tu tramwajem, a posuwał się tip-topem.
Śmierdział tak, że na świeżym powietrzu zwalało mnie z nóg w okolicy przystanku. Inni też pryskali, a tłum był nielichy i na pewno niewielu miało takie powonienie psa gończego jak ja.
Ruszył, krokiem kulejąco-posuwistym, z niewidzącym spojrzeniem, nie wiem, gdzie.
Mógł być moim synem.

Do dziś jestem zdruzgotana, bo wbrew wszystkiemu nie zaprosiłabym go na wigilię.
Chociaż gdyby był moim synem?

Pozostaje niebiosom dziękować, że moi synowie nie: przepili, przenarkotyzowali, chuj wie co swojego życia.
A gdyby to był mój syn?

Nie wiem.
A gdybym to była ja?
Ja, która stoczyłabym się na samo dno?
Czy ktoś podałby mi dłoń?

Tak, wiem, DDA, AA, wszystkie inne takie AA.

Jestem tylko znanym pijakiem, wszyscy, u których kupuję alkohol wiedzą, jak mam na imię.
Narkotyków nigdy nie kupowałam. Ani nie próbowałam.

Więc dlaczego mnie ten obraz tak wciąż boli?

10 komentarzy:

  1. Zawsze mnie bola takie obrazy, bo mam swiadomosc, ze nic w zyciu nie jest gwarantowane. I taka sytuacja moze spotkac kazdego z nas z roznych przyczyn zupelnie realnie i nie wiadomo kiedy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trudna sprawa... Mam nadzieję że mój syn takiego zycia mieć nie bedzie, ani ja...

    OdpowiedzUsuń
  3. Za kazdym razem, jak widze czlowieka w takim stanie, zastanawiam sie co sie stalo, jak do tego doszlo. I strasznie mi smutno. Bo tak jak juz Star napisala, w zyciu nic nie jest gearantowane, to ze radze sobie teraz, nie oznacza ze bedzie tak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło Cię znów zobaczyć, Toya :) Tak, niezbadane są ściezki losów.

      Usuń
  4. Dlaczego boli? Bo jesteś Człowiekiem. Bo nie spłynęło po Tobie, jak po przysłowiowej kaczce. W tym strzępie człowieka zobaczyłaś Syna- nie tylko swojego, ale Człowieczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez małe c, ale zawsze. Nie przez duże. Bo całą mnie odrzuca. I nie wiem, co zrobiłabym, gdyby to było moje dziecko. Uczciwie mówię: nie wiem. Wiem, że walczyłabym, aby nie skończyło nigdy tak, ale w życiu nic nie jest na zawsze i na pewno. Co brakowało takiemu człowiekowi, że upadł aż tak? Bo ja i suchy chleb jadłam, ale się nie dałam. Więc wciąż myślę i wciąż widzę jego opuchniętą, umęczoną twarz. A może widziałam w niej to, co chciałam widzieć, a nie to, co było?

      Usuń
  5. Nie Twój, ale jednak czyjś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, myślałam o jego matce. Czy właśnie jej zabrakło mu, by nie skończył tak?
      Zakręcone to wszystko...

      Usuń